Jasne, że nie jest prosta.Janek pisze:wszyscy, którzy w te sporty się bawią są nieco PORĄBANI.
I teraz pytanie najtrudniejsze - dlaczego PORĄBANI. Niektórzy dlatego, że coś innego się im w życiu nie udawało lub nie udało i to ryzyko jest rekompensatą za tamte niepowodzenia (np. - dziewczyny mnie nie chciały ale na ścianie jestem gigantem), czasami wynika to również z nieprzepartej chęci bycia lepszymi od innych, imponowania, niestety bardzo często dlatego, że w innych dziedzinach raczej nie mamy czym imponować.
JEDNYM SŁOWEM SPRAWA NIE JEST PROSTA.
W końcu całe życie szukamy... sensu. Próbujemy siebie w różnych dziedzinach. W wielu wychodzi nam to... tak sobie. Gdy wreszcie znajdziemy jakąś, w której idzie nam lepiej i zaczynamy to uprawiać z coraz większym zaangażowaniem, okazuje się po jakimś czasie, że wychodzi nam dużo lepiej niż innym. Jesteśmy od nich "lepsi w te akurat klocki".
Czy należy to nazwać rekompensatą?
Może i tak, ale tylko wtedy, gdy niepowodzenia na innych polach nam doskwierają. Zatem zawsze najbardziej istotna w rachunku ostatecznym jest przyjęta przez nas hierarchia wartości - filozofia życia.
Czy to w takim razie jest porąbanie?
Nazwałbym to raczej osobistym, wcale niekoniecznie miarodajnym dla innych zamotaniem. I powiem szczerze - cieszę się, że jestem jakoś tam zamotany.
Czy natomiast mam prawo żądać powszechnej akceptacji takiego akurat zamotania i wybranego przeze mnie sposobu radzenia sobie z nim?
Może i mam, ale stanowczo tylko w takim wypadku, gdy nie komplikuje to życia innym ludziom.
Zatem, "jest ryzyko, jest zabawa" jest do przyjęcia, ale gdyby jakiekolwiek skutki miały by nawet jedynie ewentualnie angażować kogoś, kto niekoniecznie musi swój w tym udział traktować to jako frajdę, to stawiało by mnie - delikatnie to określając - w gronie zdeklarowanych egoistów.
Jak powiedziałem wyżej, to jest moje na ten temat zdanie i nikomu go nie narzucam, ani nie twierdzę, żem w ten sposób lepszy stanowczo licząc na wzajemność.






