Inna opowieść uszby

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Inna opowieść uszby

Post autor: uszba »

13lutego09 Riva del Garda

Zapowiada się piękny dzień. Taki, jak tylko tu, nad jeziorem a jednocześnie wśród gór można sobie wyobrazić. Łagodny klimat sprawia że wędrówki na okoliczne szczyty można odbyć nawet zimą bez szczególnych trudności. W Rivie mieszka H. przez kilka miesięcy w roku, resztę spędza w swoim ojczystym kraju. Poranek jest tak piękny że H. decyduje się na wędrówkę, by wejść na Cima Capi, niewysoki, 920 m, strzelisty szczyt, którego ściany opadają pionowo do jeziora. Z wierzchołka widać miasto, na tyle oddalone, że nie słychać jego zgiełku. Droga na szczyt nie jest trudna ale długa, prowadzą na niego dwie ferraty, łatwe ale bardzo eksponowane, w bajecznej scenerii. H. ma 81 lat i jest nadal w znakomitej formie. Kocha góry, nawet zamieszkał tu aby być blisko nich. 13 lutego H. wszedł na szczyt Cima Capi i wpisał się lekko drżącym pismem, typowym dla starszych ludzi, do książki wejść.

22lutego 09

Od kilku tygodni przygotowujemy się do wyjazdu w Tatry. Co roku o tej porze Basia, moja przyjaciółka, którą znają niektórzy forumowicze i ja spędzamy ten czas we dwójkę w Tatrach. Niestety, prognozy są fatalne. Cały czas pada śnieg, lawinowa czwórka. Co tu robić? Kiedy w niedzielę rano odkopuję swój samochód ze śniegu wpadam na genialną myśl. Jedziemy do Arco! Tam nie będzie tego cholernego śniegu. Pal licho ambitne plany w Tatrach. Rozprostujemy trochę kości na okolicznych ferratach, w Arco, Rivie, Avio. Decyzja podjęta – jedziemy na południe.
Już po przejechaniu Brenner wyłączamy ogrzewanie w aucie. Słońce przypieka. Zatrzymujemy się w Pietramurata, w hoteliku znanym mi z poprzednich wyjazdów. Taki trochą podupadły ale tani i na uboczu, z dala od komercji Arco i Rivy. Znam tu czarowne i odludne miejsca, w które nie zapuszczają się masy wspinaczy przyjeżdżających w te okolice.

Zaglądamy jeszcze w dniu przyjazdu nad jezioro i jest pięknie. Miasto i plaża jak wymarłe.

Obrazek

Następnego dnia idziemy krótką ferratą na szczyt Colodri, który wznosi się nad Arco.

Obrazek

Obrazek

Rozkoszujemy się ciepłym klimatem na okolicznych skałach

Obrazek

Odwiedzamy romantyczne zakątki

Obrazek

We wtorek planujemy wejść na Cima Capi ale droga do Biacessy jest zamknięta a nie wiem jeszcze że istnieje już nowa. Przypominam sobie ferratę na której byłam w zeszłym roku. Prowadzi na szczyt Cima S.A.T. Nie bardzo mam ochotę tam iść bo ferrata mi się nie podobała, mnóstwo gigantycznych drabin. No nic, pójdziemy.

20 lutego 09 Riva del Garda

Dziś znowu taki piękny, słoneczny dzień. H. postanawia wejść na Cima S.A.T. Przygotowuje sobie prowiant na drogę w plastikowym pojemniku i zabiera ze sobą gazetę napisaną w jego ojczystym języku. Na pewno będzie okazja by w ciepłych promieniach słońca przysiąść i poczytać. Cima S.A.T. jest dość wysokim szczytem jak na najbliższe otoczenie jeziora. Prawie 1300 m. Bardzo długie i strome podejście a potem jeszcze te drabiny, niektóre kilkudziesięciometrowe. Na ostrej grani pod szczytem leży śnieg. Ktoś niedoświadczony mógłby się tu pogubić, bo ścieżka leży niewidoczna pod śniegiem. H. zna ją na pamięć, bezbłędnie ją znajduje i wchodzi na szczyt. Swoim charakterystycznym pismem wpisuje się do książki wejść.

24 lutego 09

Rozpoczynamy wędrówkę na Cima S.A.T.. Pogoda obłędna. Czysty lazur, ptaki śpiewają. Mamy trochą wyrzuty sumienia że zdradziłyśmy Tatry dla takiego luksusu.
Dwie „psiapsóły”

Obrazek

Często robimy przerwy, podziwiając widoki

Obrazek

Rozmawiamy i żartujemy, rzadko ostatnio mamy okazję by pobyć razem, więc jest nam tak dobrze że jesteśmy tu same, po drodze nie spotykamy nikogo.

Obrazek

Grań wyprowadzająca na szczyt jest mocno ośnieżona ale jest jeszcze ciepło więc śnieg na tyle miękki że można przejść. Po obydwu stronach kilkusetmetrowe zerwy Cimy S.A.T. Przystajemy co chwila i szukamy drogi, która gubi się w śniegu. Gdy przyglądamy sią dokładniej, odkrywamy ślady, nie nowe ale jeszcze dobrze widoczne. Slady te pomagają nam wyjść na szczyt.

Obrazek


Basia czyta książkę wejść. Jesteśmy drugie w tym roku. Pierwszy był ktoś o imieniu H., jakiś starszy człowiek, bo jego pismo przypomina Basi pismo jej babci.

Postanawiamy wracać drogą północno- wschodnią. Ze szczytu prowadzi ubezpieczony odcinek na łagodną przełęcz, ale droga zejściowa nie jest łagodna. Tyle pamiętam z lata. Jest to kręta ścieżyna, czasami w niezłej ekspozycji. Przyglądam się warunkom panującym na szczycie i robi mi się trochę dziwnie. Pierwsze trzysta metrów, do granicy lasu to śnieg. A my nie mamy raków. Schodzimy kilka pierwszych metrów i od razu jesteśmy niepewne czy dobrze idziemy. Jednak jak się dobrze przyjrzeć to widać ślady schodzącego tędy człowieka. Porównuję z tym co mam w pamięci z lata i decydujemy się schodzić. Bardzo ostrożnie. Miejscami śnieg jest dobry i schodzimy sprawnie, w miejscach wywianych, Basia, która ma lepsze buty, wykuwa dla mnie stopnie. Przeklinam pod nosem i obiecuję sobie już nigdy nie wyjść bez raków.

20 lutego

H. schodzi ze szczytu Cimy S.A.T. na północ. Droga do granicy lasu jest całkowicie zaśnieżona. Ciepłe powietrze południowej godziny roztopiło powierzchnię śniegu, teraz tworzy się na niej szklana powłoka. H. dochodzi do żlebu dzielącego północne zbocza góry na dwie połowy. Zleb nie jest szeroki, może pięć metrów, pod szklącym się, sprasowanym wiatrem śniegiem, prowadzi tak dobrze znana mu ścieżka.


24 lutego

Dochodzimy do żlebu. To już ostatnia trudność na tej drodze. Nieco poniżej, zaczyna się niewysoki las i śnieg znika ze ścieżki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Podchodzimy do krawędzi żlebu, Basia robi pierwszy krok i od razu cofa się. To szklana rynna. Nie da rady tu przejść. Oglądamy dokładnie całe miejsce i rozpatrujemy różne warianty. Dwa metry niżej na środku rynny znajduje się spory kamień, w jednym miejscu dziwnie zabarwiony na rudo. Poniżej na śniegu ciągnie się ruda smuga. Obliczamy odległości. Jednak za daleko by dostać się na kamień a z niego na drugą stronę żlebu. Czas płynie, robi sią coraz później a my mamy dopiero jedną trzecią drogi za nami. Zaczyna być nerwowo. Około trzech metrów nad ścieżką rosną dwa drzewka. Są dość grube i żywe, na gałąziach widać zawiązujące się pąki. Basia, na ile się da, kopie w stwardniałym śniegu stopnie dla mnie i za pomocą owych drzewek udaje nam się przejść na drugą stronę. Ulga. Teraz to nawet może przyjść noc. Śniegu tu coraz mniej i wkrótce wchodzimy w lasek. Staramy sią nadrobić tempo. Scieżka wije się zygzakiem podchodząc raz po raz do żlebu, który przekraczałyśmy wyżej. I znowu ta ruda smuga. Basia przystaje, jej wzrok podąża instynktownie śladem smugi i wtedy spostrzega go. W szklanej rynnie leży człowiek. Rozrzucone ramiona.


Natychmiast wyciągam telefon i powiadamiam włoską służbę ratowniczą Basia podchodzi jak najbliżej się da do niego, na odległość 2 metrów, dalej już rynna, i próbuje nawiązać z nim kontakt. Człowiek jest martwy. Po 30 minutach udaje nam się osiągnąć niemiecki DAV, numer włoski alarmowy nie odpowiadał. Z Niemiec zostaje organizowana akcja. Za 10 mint nadlatuje śmigłowiec, który nawigujemy przez nasz telefon. Dodatkowo rozpościeramy czerwony worek biwakowy, aby było łatwiej nas zobaczyć.
Po przybyciu ratowników schodzimy dalej, do Rivy. Po drodze dzwoni do nas miły człowiek z DAV pytając czy wszystko z nami w porządku. Tuż nad Rivą przyjeżdżają po nas samochodem ratownicy i zabierają do siebie. Jest nam niewypowiedzianie smutno.


Następnego dnia wychodzimy na Cima Capi. Udało mi się znaleźć drogę do Biacessy. Jest piękny, słoneczny dzień. Basia wpisuje się do książki wejść. Powyżej jeszcze jedna notatka, napisana charakterystycznym pismem.


Obrazek


Tę relację dedykuję H. nieznanemu mi a jakże bliskiemu miłośnikowi gór, którego ciało znalazłyśmy 24 lutego późnym po południem w szklanej rynnie, na północnych stokach Cimy S.A.T.


uszba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Iwona - bomba!!! Co Italia to Italia. Chciałbym trafić w tamte strony, pewnie już mi się to nie uda, ale trzebba mieć nadzieje. Pierwsze zdjęcia zwala z nóg. Gratuluję. Spaliłaś je tylko - nowy konkurs jest o wodzie.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Piękna i zarazem smutna opowieść. [*]

PS
Foty powalające.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
leo

-#5
Posty: 632
Rejestracja: ndz 06 lis, 2005
Lokalizacja: kraków, okolice

Post autor: leo »

..zanim cokolwiek napiszę minuta ciszy się należy....



niezwykle podobnie pisał kiedyś Krzysztof Belczyński o swojej solowej wspinaczce na El Capitanie....zakończenie podobnej treści....
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Pięknie napisane.

Jakoś od pierwszych zdań przeczuwałem smutne zakończenie. Ale dalibóg chciałbym po 80-ce jeszcze tak pochodzić.




A w tych okolicach byłem naście lat temu - wtedy jeszcze wszelkie góry oglądałem tylko z dołu i ani mi w myśli było by się gdzieś wdrapywać. Ale jeszcze się tam kiedyś wybiorę i nadrobię stracony wówczas czas :)
Każdemu jego Everest...
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Janek pisze:Iwona - bomba!!! Co Italia to Italia. Chciałbym trafić w tamte strony, pewnie już mi się to nie uda, ale trzebba mieć nadzieje. Pierwsze zdjęcia zwala z nóg. Gratuluję. Spaliłaś je tylko - nowy konkurs jest o wodzie.
Janku, podzielam Twój entuzjazm, ale mam jakieś dziwne wrażenie że nie przeczytałeś tego co napisałam ;)
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

Post autor: Ala »

Interesująca i bardzo oryginalna relacja jak scenariusz do filmu tyle, że ze smutnym zakończeniem ...
Dla Ciebie i przyjacółki gratulacje wspaniałej wyprawy

a dla Pana H. ?

to była jego ostatnia wędrówka i......
"piękne" pożegnanie z górami ...... :?
drzwi trzasnęły....

"Kiedy Bóg drzwi zamyka to-otwiera okno" (ks.J.Twardowski)
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Mój Boże, ależ opowieść.

W takim momentach życia człowiek zastanawia się nad Przeznaczeniem, nad Absolutem.

Bo przecież było Waszym przeznaczeniem znaleźć się akurat tam właśnie wtedy. I dlatego nie pojechałyście w Tatry.

A tamten człowiek przeżył długie i szczęśliwe życie i skoro kochał tamten kraj i tamte góry to pewnie umarł tak jak chciał.

Smutne zakończenie, skłania do zadumy, ale nie do rozpaczy.

B.
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Czytając, oglądając i wczuwając się w sytuacje, zapomniałem, że jestem przy szklanym ekranie.
Pewnie H jest Ci bardzo wdzięczny.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

Nie czuję sie upoważniona do tego by komentowac czy pan H żył wystarczająco już długo i czy istotnie zginął tak jak chciał. I na dodatek czy akurat dla niego szczęśliwie, bo byc może człowiek ten przeżył osobisty dramat nie uzyskawszy pomocy. I jak w ogóle mozna komus wyznaczać granice życia i jakoś tam oceniać przy okazji? Każdemu kto ma już pewnien dystans do tego jak się rzeczy mają, opowieść o panu H daje nadzieję - czyż nie? Tak często odmawia się ludziom w jego wieku tak wiele, przynajmniej w Polsce. Pan H sam jednak decydował o sobie, miał wolę. Być może ludzie nie posiadający pasji nazwą głupotą lub lekkomyślnością jego wyjscie w gory, bo czyż nie powinien zadowolić się oglądaniem z tarasu widoków i na nim ewentualnie oddać ostatnie tchnienie? Inni natomiast określą, co się już i na forum takim jak to zdarzało "no i gdzie się taki stary pcha?". Twoja dedykacja dla pana H jest dla mnie całkowicie zrozumiała. Pan H podobnie jak Tobie uszbo jest również mnie bliski...
Dziękuję Ci. :)
Ostatnio zmieniony ndz 01 mar, 2009 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Smutne...

Czytałam kilka razy.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Izabela pisze:Nie czuję sie upoważniona do tego by komentowac czy pan H żył wystarczająco już długo i czy istotnie zginął tak jak chciał. I na dodatek czy akurat dla niego szczęśliwie, bo byc może człowiek ten przeżył osobisty dramat nie uzyskawszy pomocy. I jak w ogóle mozna komus wyznaczać granice życia i jakoś tam oceniać przy okazji?
Przepraszam - a czy ktoś to zrobił ?

Bo po twoim dość ostrym poscie przeczytałam jeszcze raz uważnie wszystkie odpowiedzi i w żadnej nie znalazłam uwagi, że "żył wystarczająco długo", a na dodatek nigdzie nie znalazłam jego oceny.

Jedynie ja napisałam "pewnie zginął tak jak chciał" - oczywiście w trybie przypuszczającym.

Zapewne jest to moja projekcja, bo też chciałabym żyć ponad 80 lat, ostatnie lata życia przeżyć w ukochanych górach i w końcu zginąć w górach.
Przynajmniej w tej chwili tak to widzę, być może kiedy będę mieć 80 lat (jeżeli dożyję) moja optyka się całkiem zmieni.

Zupełnie nie rozumiem Twojego oburzenia.
Izabela pisze: Każdemu kto ma już pewnien dystans do tego jak się rzeczy mają, opowieść o panu H daje nadzieję - czyż nie?
Nadzieję - na co ?
Bo dla mnie ta opowieść jest bardzo smutna i skłania do zadumy nad losem.
Izabela pisze: Tak często odmawia się ludziom w jego wieku tak wiele, przynajmniej w Polsce. Pan H sam jednak decydował o sobie, miał wolę. Być może ludzie nie posiadający pasji nazwą głupotą lub lekkomyślnością jego wyjscie w gory, bo czyż nie powinien zadowolić się oglądaniem z tarasu widoków i na nim ewentualnie oddać ostatnie tchnienie? Inni natomiast określą, co się już i na forum takim jak to zdarzało "no i gdzie się taki stary pcha?".
Na litość boską !

Nigdy na tym forum takiej wypowiedzi nie przeczytałam !

Ja osobiście - wręcz odwrotnie - szczerze podziwiam ludzi starszych od siebie, którzy chodzą po górach.

A do Pana H - zwyczajnie czuję mnóstwo sympatii.
I pocieszam sama siebie, że być może było tak jak sobie wyobrażam.

Może było inaczej - nie wiem.

Mimo wszystko sądzę Izabelo, że zupełnie nie zrozumiałaś co chciałam powiedzieć.

Pozdrowienia

Basia
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

uszba pisze:Janku, podzielam Twój entuzjazm, ale mam jakieś dziwne wrażenie że nie przeczytałeś tego co napisałam
No tak, wiem, że każde tłumaczenie się będzie tu idiotyczne, ale wyglądało to tak - skupiłem się na oglądaniu zdjęć, potem zabrałem się za tekst i w trakcie jego czytania zadzwonił telefon i rozmawiałem chyba z pół godziny. No i potem, stary sklerotyk, zapomniałem skończyć a miałem już zakodowane w głowie zachwyty nad zdjęciami i wyszło jak wyszło co znaczy nie co innego jak tylko to, że wyszedłem na idiotę.

PS.
W kwestii - kiedy umrzeć, jak umrzeć, gdzie umrzeć - podzielam zdanie Izabeli. Nie ma dobrego miejsca i czasu na umieranie jak się patrzy na to z perspektywy umierającego bo nikt nie chce umierać choć wie, że kiedyś musi. To my, jeszcze żyjący mówimy, że pięknie mu się zmarło itd bo nic na ten temat nie wiemy.
Jestem gorszego sortu...
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Janku, jesteś tylko nieco chaotyczny :)

Janek pisze:Nie ma dobrego miejsca i czasu na umieranie jak się patrzy na to z perspektywy umierającego bo nikt nie chce umierać choć wie, że kiedyś musi. To my, jeszcze żyjący mówimy, że pięknie mu się zmarło itd bo nic na ten temat nie wiemy.
Podzielam Twoje zdanie i jednocześnie rozumiem Basię

Basia Z. pisze:I pocieszam sama siebie, że być może było tak jak sobie wyobrażam.
Smierć jest generalnie wstrząsająca. Wstrząsnęła nami bezbronność tego człowieka leżącego w tym odludnym miejscu od czterech dni. Dręczyło nas pytanie, czy zmarł szybko czy może odzyskał jeszcze przytomność i po prostu zamarzł. Lekarz powiedział nam że obrażenia głowy były przyczyną natychmiastowej śmierci jak również ułożenie ciała wskazywało na to że nie odzyskał przytomności. Reszta wymagała szczegółowej obdukcji. Pocieszyło to nas nieco, ale nas - żywych. Ach, jakoś trudno mi pisać na ten temat.


Pozdrawiam
uszba
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

...inna opowiesc, a zdjecia bardzo dopasowaly sie do tej opowiesci

p.s. pozwole sie zgodzic z Iza i Jankiem – przy czym – ja niczego ostrego w wypowiedzi Izy nie widze
temat byl juz poruszany na forum przy okazji roznych (czasem niefortunnych) wypowiedzi na temat smierci w gorach
tymczasem chyba nalezy to traktowac jako nieszczesliwy wypadek
Basia Z. pisze:Nigdy na tym forum takiej wypowiedzi nie przeczytałam
na tym forum pewnie nie, ale wydaje mi sie, ze taka opinia wsrod ludzi nie zwiazanych z gorami nie jest czyms odosobnionym – wystarczy poczytac co ludzie pisza na forach onetopodobnych, przy okazji publikowanych informacji o wypadkach w gorach
staszek

-#5
Posty: 843
Rejestracja: czw 03 maja, 2007

Post autor: staszek »

uszba pisze:20 lutego 09 Riva del Garda

Dziś znowu taki piękny, słoneczny dzień. H. postanawia wejść na Cima S.A.T. Przygotowuje sobie prowiant na drogę w plastikowym pojemniku i zabiera ze sobą gazetę napisaną w jego ojczystym języku.
"Dziś jest piękny dzień by umierać ..."
uszba pisze:Tę relację dedykuję H. nieznanemu mi a jakże bliskiemu miłośnikowi gór, którego ciało znalazłyśmy 24 lutego późnym po południem w szklanej rynnie, na północnych stokach Cimy S.A.T
Zakończył swoją drogę, tam gdzie lubił bywać , tam gdzie było to co KOCHAŁ ... może umierał z uśmiechem na twarzy ... któż to wie ... tylko on sam ...
CZEŚĆ PAMIĘCI H [*][/b]
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Mówi się często, że każdy jest kowalem swojego losu. Ale jak kuć coś, co jest nieobliczalne, bo niby jak kontrolować los - przeznaczenie.
Pan H. nie wiedział, co go czeka. A gdyby wiedział to czy by nie wyszedł w góry?
Mam nadzieję, że teraz kontynuuje swoją górską wyprawę, gdzieś wyżej.

A Twoje zdjęcia uszba doskonale oddają klimat tej smutnej historii.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Piękna, smutna i jakże górska opowieść.

[*]
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
KubaR

-#5
Posty: 608
Rejestracja: czw 09 lis, 2006
Lokalizacja: Rabka - Zdrój

Post autor: KubaR »

Iwona,

Opowieść piękna. Ale ja Ci kolejnego razu co się nie możemy spiknąć nie daruję.....

Kuba
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Się ckliwo zrobiło.
Gdy kres życia by nadchodził,chciałbym sie położyć pośród jesiennych łąk w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i zasnąć.
Tak ja to widze.
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
ODPOWIEDZ