Jest, bo nam góry zadeptają.andy67 pisze:turystów więcej przyjedzie i to z pewnością nie jest minus
Nocleg na Słowacji w cyfrach i bez demagogii
A kto tu mówi o górach ?Huczaj pisze:Jest, bo nam góry zadeptają.andy67 pisze:turystów więcej przyjedzie i to z pewnością nie jest minus
W zeszłym roku turystów przyjechało do Polski sporo mniej więc niejeden kto z tego żyje nieźle stracił. Teraz jest szansa że sobie to odbije.
I jeszcze jedno - fundusze unijne są w euro. Ostatnimi czasy sporo słyszałem narzekań że z powodu niskiego kursu euro trzeba zmieniać plany różnych inwestycji wspieranych przez Unię. No to może teraz będzie nieco lepiej pod tym względem
Każdemu jego Everest...
Ja nie mylę pojęć tylko zwracam uwagę na to, że jak się weszło dobrowolnie do pewnego stowarzyszenia, to oprócz korzyści trzeba się liczyć i z stratami. Twoja argumentacja przypomina mi do złudzenia taki tekst - "Bardzo kocham moją żonę Elżbietkę bo jest śliczna, zgrabna, dobra, mądra, cnotliwa i dobrze gotuje itd itd ale nie chce mieć nic wspólnego z tym nudziarą jej tatą, który by tylko ryby łowił i znaczki zbierał, jej mamusią, która buntuje Elżbietkę aby mi kazała sprzątać i śmieci wynosić oraz nie zostawiać brudnych skarpetek i gaci na podłodze a także jej braciszkiem kibolem piłki nożnej oraz siostrzyczką, której zdarza się puszczać. Nie ma tak dobrze bo to jest jednak teraz i twoja rodzina a tak w ogóle nie trzeba było się żenić a już na pewno nie grać teraz pierwszego naiwnego co to niby nic o tym wszystkim nie wiedział.mefistofeles pisze:Mylisz pojęcia. Czy poparcie dla Europy musi oznaczać bezwarunkowe poparcie każdego idiotyzmu z Brukseli? Ja chcę np obszaru wolnego handlu, wolnego przepływu ludzi i funduszy, byc może nawet wspólnej waluty. Ale nie chcę superpaństwa, w którym takie Cohn-Bendity mogą wyzywać prezydentów i gdzie każdy wymysł kilku durniów jest natychmiast obowiązującym dogmatem. Demokracja niby jest wartościa europejską. Ile ona znaczy pokazuje sprawa traktatu konstytucyjnego. Odrzucono go w referendum, więc przeredagowano go, zmieniono tytuł tak, żeby nie musiec pytac ludzi o zdanie. A gdy Irlandia dzięki swej konstytucji i tak musiała zapytać - to po 'złym' wyborze przymusza sie ja do powtórnego głosowania.
Jeśli o to pytasz - to takiej europie ja dziekuję.
Unia Europejska a w jej ramach sfera euro ma dla mnie jeden walor dla którego warto znieść nawet Cohn Bendita (a co on takiego ostatnio spłatał, jakoś nie słyszałem, młodość to miał dość burzliwą ale jak czytałem to zrobił się stateczny - nie wiem czy wiesz, że np. taki Antoś Macierewicz za młodych lat był przysięgłym miłośnikiem Che Guevary). Jaki walor? Może na przykładzie - jeśli jesteś sam i nawet jesteś dość fizycznie sprawny to jednak w starciu z trzema apajami, nawet dość mizernej postury to jesteś bez szans (i Herkules dupa kiedy ludu kupa). Jeśli jednak jesteś w dużym i silnym towarzystwie to ci te apaje mogą naskoczyć. Ja np w wieku lat "nastu" byłem dość słabowity i mieszkałem na skraju dzielnicy dość zakazanej. Żaden jednak chuliganek nie śmiał na mnie naskoczyć bo miałem takich trzech kumpli, chłopców acz dobrze wychowanych to jednak silnych jak cholera i solidarnych w obronie kumpla. No i chodziłem sobie bezpiecznie bo każdy z tych chuliganów miał świadomość, że jakby krzywda mi się stała to tych trzech kumpli zrobi z nich kaszkę mannę.
I to jest właśnie syndrom polskiej waluty. Aczkolwiek mienimy się być mocarstwem na skalę jagiellońską, któremu żadna Merkel ani też Putin nie podskoczy to jednak prawda jest taka, żeśmy słabowici i pewnie ze dwa lub trzy banki zachodnie mogą nam zrobić z kursu to co zrobiły. Natomiast aby zachwiać euro to raczej nie ma takiej siły na świecie (oraz chęci). I tylko po to warto było wchodzić do strefy euro - a że tam jakiś Cohn Bendit, że małżeństwa gejowskie itd - to naprawdę może mnie g**** obchodzić tym bardziej, że Unia do niczego takiego nie przymusza (na ew. argument, że może przymusić odpowiadam - gdyby babcia miała kółka itd)
Piszesz Tomku, że Gazeta Wyborcza kłamie a Ojciec Dyrektor manipuluje. Ja nie byłbym tak ostry w ocenach - Zarówno GW jak i Ojcowi Dyrektorowi trudno zarzucić ewidentne kłamstwa - zarówno GW jak O. Dyrektor starają się najwyżej narzucić swój system wartości. Kłamstwem natomiast jest jak w jednoznacznie czytelnym celu podaje się nieprawdziwe dane statystyczne co potem i całkowicie słusznie poseł Palikot nazwał polityczną prostytucją i miał rację choćby dlatego, że przeciętny czytelnik prasy nie ma o tych wskaźnikach zielonego pojęcia i w dodatku mieć raczej nie może.
@Andy - masz oczywiście rację. Zawsze w zależności od wysokości kursu jednym przedsiębiorcom jest dobrze a drugim wiatr w oczy wieje. Wszystko potrafi mieć jednak swoje dobre strony - niski kurs euro i dolara jednakowoż wielu eksporterów zmusił do wysiłku organizacyjnego i technologicznego i to w warunkach odpływu siły roboczej. To ich niezaprzeczalny dorobek i dzięki temu teraz mogą nawet zakwitnąć o ile im się we łbie nie przewróci. Za to teraz ciężkie czasy nastały dla tych co produkują głównie na kraj a z importowanych surowców. Teraz oni muszą zacząć myśleć i może wreszcie przestaną np. sprowadzać śruby z Nowej Zelandii (bo tam były o centa na kilogramie tańsze) i zaczną kupować u kolegi po drugiej stronie ulicy (żaden przedsiębiorca niemiecki nie kupuje u kogoś zewnątrz gdy różnica w cenie jest niewielka - taka solidarność narodowa).
Znam faceta, który miernie zarabiając odwalił sobie chatę na cztery fajerki, oczywiście na kredyt i to w frankach szwajcarskich. Cienko po tym piszczał ale miał dodatkowe zajęcie i jakoś tam prosperował. Teraz pensji mu starcza akurat na spłatę kredytu a dodatkowe zajęcie się rozmyło bo kryzys. No i facet mówi, że się chyba powiesi. Zaproponowałem mu aby się obwiesił na paradnej balustradzie swego wspaniałego tarasu jako odstraszający przykład dla kolejnych durni. Nie wiem dlaczego się na mnie obraził. Na razie wiem, że pożycza kasę gdzie się da i liczy na... spadek kursu franka.
Jestem gorszego sortu...
Ja też, niektórzy mówią, że to wrodzone poznańskie obskuranctwo. Faktem jest jednak to, że jedną z podstawowych przyczyn kryzysu światowego jest to, że branie kredytu stało się modą i zapłacenie za cokolwiek gotówką wręcz nietaktem towarzyskim podczas gdy w szeregu regionów Polski jeszcze niedawno kredyt był czymś wstydliwym. Wydaje mi się, że jeśli homo sapiens jeszcze nadal jest choć trochę wyuczalny to pozytywnym skutkiem kryzysu będzie to, że może choć część złodziejskich i czysto spekulacyjnych praktyk finansistów pójdzie na śmietnik a ludzie z powrotem zaczną doceniać korzyści z przyzwoitej pracy.krzymul pisze:Jak to dobrze , że mam wrodzony "kredytowstręt" i to we wszelkiej walucie.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Zwymyslał prezydenta Czech w jego własnym pałacu, i to tonem jakim przełozony ruga podwładnego. Gdy potem w parlamencie Europejskim mu to wytknięto to skomentował "jak ten Klaus smaił tak potraktowac mnie, przedstawiciela Parlamentu europejskiego".Janek pisze:a co on takiego ostatnio spłatał, jakoś nie słyszałem, młodość to miał dość burzliwą ale jak czytałem to zrobił się stateczny
Ja wiem, że Unia to poza korzyściami także pewne ograniczenia. Ale trzeba na bieżaco patrzeć ile jest korzysci a ile strat. Nie mozna traktowac UE ideologicznie bo zamieni się w nowy związek radziecki. To sie po prostu musi opłacać.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie wiem czy czujesz Janku różnice pomiędzy sporami wewnątrzczeskimi a traktowaniu głowy suwerennego państwa jak podwładnego przez byle urzedniczyne z Brukseli.Janek pisze:Nietakty pana Klausa wobec aktualnego wtedy prezydenta Havla były na porządku dziennym.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Choćby to jak straszy się wysokością emetytur.Janek pisze:Czyli?komorfil pisze:Chodzi mi o ich dalszy los.
Ja prowadząc działalność gospodarczą odprowadzam, na okrągło, 380 zł miesięcznie na składkę emerytalną. Przez 35 lat zgromadzę 160 tys. na czysto, bez odsetek. W wieku 65 lat- zakładając typowy wiek przejścia na emeryturę, mój oczekiwany dalszy czas życia wynosi 14 lat. Rozumiem, że może się on zmienić choć wcale nie powiedziane w którą stronę. No ale przyjmijmy te 14 lat dalszego życia. No to moja emerytura na pewno powinna wynosić te 950 zł - NIE UWZGLĘDNIAJĄC jakichkolwiek odsetek od zgromadzonego kapitału. Ja wiem że 950 zł to żałośnie mało, no ale trochę więcej od 300 czy 400 zł,- a przecież o takich emeryturach w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze mówią eksperci ZUS, przy okazji nieśmiałych prognoz emerytur za 20 czy 30 lat.
Więc o co chodzi?
Idźmy dalej. Bardzo lubię informować moich pacjentów o tym, że ich z ich składki zdrowotnej (a z etatu jest to minimum prawie 300 zł, często o wiele więcej), do lekarza pierwszego kontaktu dociera 8 zł. Owszem, utrzymywane są z tego również i karetki i szpitale, jest pula na leczenie specjalistyczne. Ale ile na te karetki? 1 karetka na 50 tys mieszkańców- typowe. Ilu z nich płaci składkę? Przyjmijmy ostrożnie że 20 tys. Miesięczne utrzymanie karetki kosztuje jakieś 60 tys zł. Widzimy, że na zapewnienie ratownictwa medycznego idzie każdemu z owych 300 zł - złotych 3. Niech nawet będzie że i przeszacowałem ilość składkowiczów i niedoszacowałem koszty - niech będzie 10 zł. Widzimy skalę. 300 zł składki. A "na dół", do przychodni tego konkretnego pacjenta idzie 8 zł, do karetki która będzie po tego konkretnego pacjenta jechać- kilka złotych. Co mamy jeszcze? Lista zaraz się skończy. Gdzie są nasze trzy stówy (a często o wiele, wiele więcej). Gdzie, Janku?
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Taka jeszcze ciekawostka - firma opłaca mi prywatne ubezpieczenie medyczne. Za kilkadziesiąt zeta miesięcznie mam praktycznie full service poza leczeniem szpitalnym.
http://www.cm-lim.com.pl/pl/Klienci_kor ... e_pakietow
(pakiet stdandard albo standard plus)
http://www.cm-lim.com.pl/pl/Klienci_kor ... e_pakietow
(pakiet stdandard albo standard plus)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
wiesz, to nie do końca.mefistofeles pisze:Taka jeszcze ciekawostka - firma opłaca mi prywatne ubezpieczenie medyczne. Za kilkadziesiąt zeta miesięcznie mam praktycznie full service poza leczeniem szpitalnym.
Owszem te firmy są dobrą alternatywą dla niewydolnego systemu publicznego, ale w podstawowym zakresie.
Tak między nami, nie wierz w ten full service, nawet jeśli tak jest napisane w zakresie pakietu.
Tzn. oczywiście: wizytę u lekarza otrzymasz na drugi dzień, do specjalisty za tydzień czy dwa, a nie za miesiąc czy pół roku. Zrobisz różne badania. Ale do określonego momentu. Gdy zacznie się - nie daj Boże - problem hematologiczny, odeślą Cię do placówek publicznych.
No i tak jak piszesz- bez szpitali. Te pierwsze całkiem prywatne otwierają się już od lat i jakoś otworzyć się nie mogą.
Dlatego służbę zdrowia należy całkowicie sprywatyzować. Ubezpieczony pacjent podpisuje rachunek za świadczone leczenie i dopiero wtedy szpital , lecznica, przychodnia otrzymuje pieniądze od ubezpieczyciela.
A teraz mamy kontrakty czyli pieniążki z góry , jesteśmy zarobieni więc Kowalski zdychaj na izbie przyjęć .
Marketing proszę Państwa
A teraz mamy kontrakty czyli pieniążki z góry , jesteśmy zarobieni więc Kowalski zdychaj na izbie przyjęć .
Marketing proszę Państwa
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
za prywatyzacją i ja jestem, ale przede wszystkim potrzebna jest etyka w tym biznesie - Margaret Thatcher to podkreślała (pierwsza książka Adama Smitha była właśnie o tym)
bez etyki mamy to, co się w Stanach dzieje - jak jesteś stary i schorowany to żadna firma Cię nie ubezpieczy, bo jej się to nie opłaca
do tego kilkaset tysięcy błędów lekarskich, tych oficjalnych oczywiście
bez etyki mamy to, co się w Stanach dzieje - jak jesteś stary i schorowany to żadna firma Cię nie ubezpieczy, bo jej się to nie opłaca
do tego kilkaset tysięcy błędów lekarskich, tych oficjalnych oczywiście
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
Gazeta Krakowska napisała.
Gwałtowne osłabienie kursu złotego, jakie obserwujemy na przestrzeni ostatnich 10 dni oznacza kłopoty nie tylko dla osób, które zaciągnęły kredyt w walutach obcych, głównie we franku i euro. Deprecjacja waluty, czyli obniżenie jej wartości, niestety uderzy w nas wszystkich.
Opinie, że na słabym złotym zyskuje eksport są jedynie połowiczną prawdą. Istotnie przy wyższym kursie euro firmy handlujące z eurolandem mogą więcej zarobić. Jednak jest jeden bardzo ważny warunek, euroland musi chcieć kupować nasze produkty. Tymczasem w tym momencie, takiej chęci nie ma.
Niemieccy i francuscy konsumenci zwracają się, co całkiem normalne, ku własnym produktom, aby w ten sposób zapewnić produkcję, a tym samym miejsca pracy. Zatem zyski z eksportu będą dużo niższe, niż wynika to z osłabienia złotówki w sytuacji prosperity gospodarczej jaką obserwowaliśmy jeszcze rok temu.
Nie tylko drogie euro czy frank drenuje nasze portfele. Drogi, czyli mocny dolar oznacza wyższe ceny za surowce energetyczne, w tym ropę i gaz. To też należy brać pod uwagę. Według materiałów ministerstwa gospodarki filarem polskiego rynku nadal jest popyt wewnętrzny. Tłumacząc termin popyt wewnętrzny, można powiedzieć, że jest to chęć kupowania produktów wytwarzanych przez rodzimy przemysł. To głównie dzięki temu nasza gospodarka nadal się rozwija. Tymczasem słaba złotówka, głównie wobec dolara, błyskawicznie wpłynęła na cenę litra paliwa. Dziś za benzynę E-95 musimy już zapłacić 3,80 zł/l, natomiast za E-98, będącą poniekąd luksusem już 3,99 zł/l. Olej napędowy również zdrożał z 3,35zł/l, 4 stycznia, do 3,79 - 5 lutego. Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że w krótkiej perspektywie czekają nas liczne podwyżki, które nałożą się na obowiązujące już wyższe taryfy energii elektrycznej. Zatem życie podrożeje.
Ponadto obniżanie wpływów podatkowych w okresie recesji nie jest dobrym pomysłem. W aktualnej sytuacji ekonomicznej państwo powinno raczej gromadzić (akumulować) środki finansowe, aby móc je swobodnie przeznaczać na inwestycje strategiczne, dające zatrudnienie pracownikom, którzy na skutek zwalniana dynamiki eksportu będą tracili pracę. Tym bardziej, że środki uzyskiwane z podatków są pieniądzem czystym, czyli bezinflacyjnym.
Pozostaje jeszcze kwestia skali zysków płynących z niższych podatków. 50-100 zł miesięcznie jakie statystycznie uzyskamy ze zmniejszonych należności wobec fiskusa (zarabiając około 5000 zł brutto) nie jesteśmy w stanie odczuć, zwłaszcza, gdy nasza firma upadnie. Natomiast pieniądze uzyskane z tytułu niezmienionej skali podatkowej ok. 8 mld zł, administracja centralna mogłaby znacznie lepiej spożytkować. Szukanie na gwałt oszczędności w resortach to działanie zachęcające raczej do spekulacji wizerunkiem. Co powoli obserwujemy.
Zatem wydaje się, że w dłuższej perspektywie, wszyscy stracimy na nadmiernym osłabieniu złotówki. Należy się ponadto liczyć, że w niestabilnych ekonomicznie czasach jakie mamy obecnie, niechętnie będziemy wydawać pieniądze. Raczej skłonni będziemy do ich odkładania. Zatem popyt wewnętrzny jeszcze spadnie. Tym sposobem uruchamia się zaklęte koło kryzysu. Nie kupujemy, więc zakłady nie mają zbytu. Skoro tak, to zakłady szukając oszczędności dokonują redukcji etatów, tracimy zatem pracę. I tym bardziej nie mamy pieniędzy. Wyjściem z tego zaklętego kręgu mogą być inwestycje finansowane przez państwo. I tym sposobem znów jesteśmy w punkcie wyjścia.
Adrian Sikorski
Gwałtowne osłabienie kursu złotego, jakie obserwujemy na przestrzeni ostatnich 10 dni oznacza kłopoty nie tylko dla osób, które zaciągnęły kredyt w walutach obcych, głównie we franku i euro. Deprecjacja waluty, czyli obniżenie jej wartości, niestety uderzy w nas wszystkich.
Opinie, że na słabym złotym zyskuje eksport są jedynie połowiczną prawdą. Istotnie przy wyższym kursie euro firmy handlujące z eurolandem mogą więcej zarobić. Jednak jest jeden bardzo ważny warunek, euroland musi chcieć kupować nasze produkty. Tymczasem w tym momencie, takiej chęci nie ma.
Niemieccy i francuscy konsumenci zwracają się, co całkiem normalne, ku własnym produktom, aby w ten sposób zapewnić produkcję, a tym samym miejsca pracy. Zatem zyski z eksportu będą dużo niższe, niż wynika to z osłabienia złotówki w sytuacji prosperity gospodarczej jaką obserwowaliśmy jeszcze rok temu.
Nie tylko drogie euro czy frank drenuje nasze portfele. Drogi, czyli mocny dolar oznacza wyższe ceny za surowce energetyczne, w tym ropę i gaz. To też należy brać pod uwagę. Według materiałów ministerstwa gospodarki filarem polskiego rynku nadal jest popyt wewnętrzny. Tłumacząc termin popyt wewnętrzny, można powiedzieć, że jest to chęć kupowania produktów wytwarzanych przez rodzimy przemysł. To głównie dzięki temu nasza gospodarka nadal się rozwija. Tymczasem słaba złotówka, głównie wobec dolara, błyskawicznie wpłynęła na cenę litra paliwa. Dziś za benzynę E-95 musimy już zapłacić 3,80 zł/l, natomiast za E-98, będącą poniekąd luksusem już 3,99 zł/l. Olej napędowy również zdrożał z 3,35zł/l, 4 stycznia, do 3,79 - 5 lutego. Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że w krótkiej perspektywie czekają nas liczne podwyżki, które nałożą się na obowiązujące już wyższe taryfy energii elektrycznej. Zatem życie podrożeje.
Ponadto obniżanie wpływów podatkowych w okresie recesji nie jest dobrym pomysłem. W aktualnej sytuacji ekonomicznej państwo powinno raczej gromadzić (akumulować) środki finansowe, aby móc je swobodnie przeznaczać na inwestycje strategiczne, dające zatrudnienie pracownikom, którzy na skutek zwalniana dynamiki eksportu będą tracili pracę. Tym bardziej, że środki uzyskiwane z podatków są pieniądzem czystym, czyli bezinflacyjnym.
Pozostaje jeszcze kwestia skali zysków płynących z niższych podatków. 50-100 zł miesięcznie jakie statystycznie uzyskamy ze zmniejszonych należności wobec fiskusa (zarabiając około 5000 zł brutto) nie jesteśmy w stanie odczuć, zwłaszcza, gdy nasza firma upadnie. Natomiast pieniądze uzyskane z tytułu niezmienionej skali podatkowej ok. 8 mld zł, administracja centralna mogłaby znacznie lepiej spożytkować. Szukanie na gwałt oszczędności w resortach to działanie zachęcające raczej do spekulacji wizerunkiem. Co powoli obserwujemy.
Zatem wydaje się, że w dłuższej perspektywie, wszyscy stracimy na nadmiernym osłabieniu złotówki. Należy się ponadto liczyć, że w niestabilnych ekonomicznie czasach jakie mamy obecnie, niechętnie będziemy wydawać pieniądze. Raczej skłonni będziemy do ich odkładania. Zatem popyt wewnętrzny jeszcze spadnie. Tym sposobem uruchamia się zaklęte koło kryzysu. Nie kupujemy, więc zakłady nie mają zbytu. Skoro tak, to zakłady szukając oszczędności dokonują redukcji etatów, tracimy zatem pracę. I tym bardziej nie mamy pieniędzy. Wyjściem z tego zaklętego kręgu mogą być inwestycje finansowane przez państwo. I tym sposobem znów jesteśmy w punkcie wyjścia.
Adrian Sikorski
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
no jasne, trzeba w okresie kryzysu wyciągnąć od podatników jeszcze więcej... by żyło się lepiejkrzymul pisze: Ponadto obniżanie wpływów podatkowych w okresie recesji nie jest dobrym pomysłem. W aktualnej sytuacji ekonomicznej państwo powinno raczej gromadzić (akumulować) środki finansowe, aby móc je swobodnie przeznaczać na inwestycje strategiczne, dające zatrudnienie pracownikom, którzy na skutek zwalniana dynamiki eksportu będą tracili pracę. Tym bardziej, że środki uzyskiwane z podatków są pieniądzem czystym, czyli bezinflacyjnym.
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
ale te błędy są i w sferze prywatnego jak i publicznego systemu ochrony zdrowia. Pytanie, w którym systemie jest ich więcej- być może w prywatnym!Hannibal pisze:do tego kilkaset tysięcy błędów lekarskich, tych oficjalnych oczywiście
Zrozumcie jedno. Prywatyzacja ochrony zdrowia to nie jest genialne panaceum. Ja pracuję w obu systemach. System prywatny ma u podłoża nastawienie na klienta (własnie na KLIENTA, nie na pacjenta) - to rodzi choćby problemy "przediagnozowywania" (absurdalne badania na życzenie pacjenta, to się zdarza, pół biedy jeśli chodzi tylko o pobranie krwi) czy "przeleczenia" w imię spełniania oczekiwań pacjenta.
Oczywiście ma to granice, są granice głupoty których nawet lekarz nie przekracza
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Znam kilku Polaków, lekarzy w Kanadzie. Zarabiają świetnie, rękawów sobie nie wyrywają, o kolejkach nic nie mówili.mefistofeles pisze:Słyszałem, że kolejki do lekarzy tam sa kosmiczne...
Komorfil tu coś napisał (słusznie zresztą) o układzie pacjent - klient. To nie jest proste.
No i z perspektywy lat dwudziestu kilku gdy lekarza się prawie nie używa łatwo wieścić wyższość prywatnej służby zdrowia.
Jedno jest pewne - tego problemu nie rozwiązało w pełni przyzwoicie żadne państwo na świecie a postęp w medycynie, owocujący jednak coraz kosztowniejszymi lekami i aparaturą wpędza wszędzie służbę zdrowia w ślepą uliczkę.
Jestem gorszego sortu...




