Było to tak:
Pewnego mrożnego poranka dotarliśmy do takiej doliny gdzie był taki duży dom z zielonym dachem.
Jako,że nie mieliśmy sprecyzowanych planów postanowiliśmy się zapytać,gdzie tu można by było wyjść na jaki szczyt.
Jakiś miły pan patrząc na nas z politowaniem zaproponował nam wycieczkę nad jakieś Czarne Jezioro,ale nie po to napożyczaliśmy
kupe górskich akcesoriów by siedzieć nad jeziorem.
Przysłuchawszy się pewnej rozmowie dowiedzieliśmy się o Zawracie,opowiadający o nim ludzie byli bardzo podekscytowani,więc nie namyślając się długo
postanowiliśmy i my swych sił tam spróbować.
Poszliśmy więc wydeptaną ścieżką i po przejściu takiego progu znależliśmy się w miejscu,gdzie powinno znajdować się to Czarne Jezioro,
ale po jeziorze nie było śladu,tylko takie duże płaskie pole zostało,pewnie się temu facetowi coś pomieszało.
Błądząc wzrokiem po otoczeniu zastanawialiśmy się ,który to szczyt ten Zawrat,pewnikiem jakiś duży być musi.
W oko wpadła nam taka góra dość szpiczasta,nawet w żartach porównaliśmy ją do wieży naszego kościoła.To musi być to.
Potem wędrowaliśmy po tym płaskim terenie,ale było trochu nudno i nijak to sie miało do tego co widzieliśmy na filmach.
-Przecież nie będziemy leżli za innymi ludżmi.
-Prawda,zresztą oni chyba idą gdzie indziej bo Zawrat jest tu po prawej.
-No to walimy tędy.
Kopiąc się trochu w śniegu doszliśmy do miejsca gdzie drogę nam zagrodziły jakieś strome skały.
-Dobra czas się przebrać w nasz sprzęt.
-Nie wiesz czasem jak się ubiera te śmieszne szelki?
-Patrz i ucz się ,widziałem na zdjęciu.
-Aaaa
Ubrani w szelki postanowiliśmy sią połączyć liną i powiązawszy bliżej nie sprecyzowane supły byliśmy gotowi do walki.
Na głowy załorzyliśmy hełmy ,a do szelek przytroczyli wszelakiej maści akcesoria,były tam takie dziwne haki,pętle,takie śmieszne
przyżądy co jak sie je naciskało to się składały(podobno to najlepsi w górach "przyjaciele") i karbinki(wiem bo słyszałem) połączone taśmą.
Do rąk wzieliśmy takie ostre małe kilofy i ruszyliśmy do góry.
Instynktownie przełożyłem linę przez takie kółko z otworkami i przyczepiłem do szelek.
-Możesz iść
-Ale gdzie ?
-Bo ja wiem może tam,widać jakies ślady.
-Ok
Kolega ruszył bijąc z animuszem swoimi kilofami.
-Ale młócisz prawie jak Stalone z tego filmu "Na Krawędzi"
-Wbij jakiś hak.
Po jakiś 10-ciu minutach stukotów,kolega stwierzdił,że nijak haka do skały wbić nie może i pewnie te haki są zepsute.
-Hej bo kończy mi mi się lina
-No to co ja mam robić?
-Stańse gdzieś i mnie wyciąg.
-Dobra.
Doszedłwszy do niego ze zdumieniem stwierdziłem ,że przywiązał się pętlą do skały,biedak pewnie bał się ,że spadnie.
-Strasznie stromy ten Zawrat
-No i zimno jest.
Mimo wszystkich przeciwności poszliśmy dalej.
-Hej znalazłem jakis stary hak,ktoś tak długo go bił ,że szczelinę w skale zrobił.
-Patrz jakie chamstwo.
-Spróbuj tam wpiąć te dwa karabinki połączone taśmą.
-Ok
I tak po przejściu prawie czterech długości liny po skale ,śniegu i trawach doszliśmy do jakiegóś kotła.
-Ja już dalej nie idę strasznie męcząca ta wspinaczka.
-I w ogóle to zimno jest.
-Wracamy?
-No, pójdziemy zagrzać się do tego domku z zielonym dachem.
Powiązaliśmy nasze liny i zaczepiliśmy o jakąś pętlę którą ktoś zapomniał zabrać.
-Jedziesz pierwszy,pamiętaj tak jak ci komandosi na filmie.
-Pamiętam,pamiętam.
Po jakiś 60-ciu metrach walki zjazdowej,byliśmy w żlebie,potem jeszcze godzinka i byliśmy w domku.
Ogrzawszy sie nieco poszlismy na dół do samochodu.
I tyle.
Generalnie ta zimowa wspinaczka to strasznie nudna jest,albo sie stoi i marznie albo idzie i poci,no kabaret.
Ale i tak pewnie spróbujemy ponownie nasz Zawrat zdobyć.
Pozdrawiam
Smolik
W drodze do Jeziora

Młócący kilofem

Gdzie teraz??

Do góry

Nudno i zimno

To chyba nie Zawrat

Eee idziemy do domu

Ale góry nawet dość takie ładne


Nie ma to jak powrót na nartkach






