?Asik pisze:przy dobrych warunkach sniegowych i przy ładnej pogodzie to i everest mozna zrobic z palcem w nosie
Ornak zimą
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
I tak dookoła...Asik pisze: ...odpowiednie warunki sniegowe
...przy dobrych warunkach sniegowych
...przy ładnej pogodzie
...dopoki sie pogoda nie spieprzy
...bardziej niebezpiecznie
...łatwiejsze
Kochani, nie w tym rzecz!
Zimą w górach KAŻDYCH nie ma porównywalnych warunków dzień do dnia - nawet w tak "sfilcowanych" górach jak Bieszczady czy Beskid Niski.
KAŻDY dzień w KAŻDYM miejscu jest inny i inne są warunki na każdym szlaku.
Najzwyczajniej inne, a ilość zmiennych wyklucza jakiekolwiek pisane w tym zakresie instrukcje. Tego trzeba się pod okiem fachowców uczyć przez wiele sezonów, a i potem weryfikować swą wiedzę (czytaj - brać w dupę!) przy każdej nadarzającej się okazji. Warto też od razu pogodzić się z faktem, że ten proces nigdy się nie skończy.
Dajcie zatem sobie spokój z "życzliwymi" radami dla zupełnie nieznanych sobie osób odnośnie zimowego łażenia po górach, zwłaszcza gdy od razu widać bladozielonoszczypiorkowość delikwenta.
Kto wie, czy krytykowane tu brytanowe odsyłanie do diabła, albo w najlepszym wypadku do "kursu", aczkolwiek przykre i bolesne "w dotyku", nie jest w ostatecznym rozrachunku bardziej na miejscu?
I jeszcze delikatna uwaga do buńczucznej (i chwała im za to!) młodzieży tatrzańskiej:
Wasza wspaniała wydolność i kondycja oraz "końskie" zdrowie w połączeniu z ułańską fantazją nie "podparte" podejrzliwie niuchającym na boki nosem jakiegoś zramolałego tatrzańskiego "dziadka" na niewiele się zdadzą, gdy popełnicie choćby z pozoru niewielki błąd w "sztuce" na zaśnieżonych górskich stokach. Co pozostawiam pod rozwagę każdemu, który chce swojej dziewczynie akurat zimą w górach zaimponować...
Nie róbcie tego z tego samego powodu, dla którego młodzi Hiszpanie nie prowadzają swych lasek na korridy.
A tej to chyba i lotem na Księżyc by nie dogodził...Asik pisze:przy ładnej pogodzie to i everest mozna zrobic z palcem w nosie
Swoją drogą, chciałbym zobaczyć ten... nos.
Palec... niekoniecznie.
Ostatnio zmieniony ndz 11 sty, 2009 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
No właśnie! Też to zauważyłem i nie wiem komu zadać pytanie o tę "wspinaczkę w kluczu".świster pisze:Cytat:
Był nawet przypadek próby wspinaczki w kluczu – czyżby bezpieczniejszy? A przecież dobrze wykonany zjazd jest bardzo fajną rzeczą.
Ciekawe, czy ktoś tak jeszcze uważa
Zjazd w kluczu to wiem, choć tylko raz próbowałem i... wystarczy.
Ja z pokoleń "ósemek" i "Schticht'ów".
Ale jak się należy wspinać w kluczu?
Czort jego znajet!
Może to i dobrze...?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Cholera, mogłem nie cytować tego w całości tylko to co POGRUBIŁEM.gb pisze:A tak w ogóle - to napisz dokładniej o Ciebie chodzi - bo nie do końca rozumiem to pytanie..
Ale już znam odpowiedź, Ty uważasz, że to fajna sprawa.
Ja podobnie jak Zygmunt, tylko raz próbowałem i ... wystarczy (dlatego zanabyłem awaryjny minikubeczek)
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Nie, no... jest jeszcze kilka metod na układach karabinków.świster pisze:tylko raz próbowałem i ... wystarczy (dlatego zanabyłem awaryjny minikubeczek
Nawet "małpę" da się z nich zaimprowizować...
Zresztą, przy dzisiejszej dostępności do atestowanego sprzętu to ja dwa repiki "prusikowe" przy uprzęży wyłącznie dla szpanu wiążę.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
OK! OK! OK!gb pisze:Na litość. I Ty Zygmuncie również???
Cierpicie na syndrom braku emotikonów????
Już...!!
Ale... ja emotikonów w ogóle nie "czytam".
To badziewie dla mnie nie istnieje - po prostu.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Jasne, że z wyprostowanym!Asik pisze:everest mozna zrobic z palcem w nosie ...to tak uproszczajac.
Aliści... wszak... jednak... mimo wszystko...upraszczając
Azaliż... jak myślisz?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
No teraz to Ty żeś dowaliłHuczaj pisze:No toś teraz dowalił. Przykład z ostatnich dni. Byłem na Rakoniu, później granią na Grzesia. Late szedłęm tą trasę jakieś 8 do 10 lat temu i nic z niej nie pamiętałem. Przeszedłem. Nie było najmniejszego problemu. Na Boga nie róbmy tutaj jakiejś szopki.
Na tej grani między Rakoniem i Grzesiem przy dobrej widoczności trudno się zgubić. Jak to na grani. Trzeba iść granią aż się w końcu dojdzie gdzie chce.
A właśnie, że chadzano kiedyś tą granią. Podobno jest tam nawet kilka ciekawych miejsc.Janek pisze:Wywód kolegi Świstera to czysta demagogia - nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać kogokolwiek o zdrowych zmysłach i absolutnie trzeźwego, któremu by się chciało w lecie przedzierać przez grań Małego Kościelca
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Tak dawno temu, że prawie nieprawda - wspomnienia kosówą zarosły.tomek.l pisze:A właśnie, że chadzano kiedyś tą granią. Podobno jest tam nawet kilka ciekawych miejsc.
Dziś ciekawe miejsca tam? Są... zwykle mocno roznegliżowane panieny - dokładnie tak samo jak na słowackim Błyszczu.
Jakieś "dehabitujące" fluidy czy inne promieniowania skłaniające do naturyzmu... cholera wie.
Helikopter TOPR'u na wszelki wypadek omija to miejsce szerokim łukiem.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Tomek, zauważ do jakiej wypowiedzi się odnosiłem w swoim komentarzu:tomek.l pisze:No teraz to Ty żeś dowalił Przykład tak samo chybiony jak ten z Małym Kościelcem.
Na tej grani między Rakoniem i Grzesiem przy dobrej widoczności trudno się zgubić. Jak to na grani. Trzeba iść granią aż się w końcu dojdzie gdzie chce.
Moja wypowiedź była tylko przykładem tego, że tak wcale nie jest, lub nie musi być.Janek napisał(a):
Osobiście uważam zamiar przejścia trasy w zimie, której topografii nie poznało się w lecie za idiotyczny.
chyba nie masz na myśli zimowego wchodzenia letnim warintem szlaku?świster pisze:A jeśli chodzi o Przełęcz Szpiglasową, to chodziło mi o to miejsce z łańcuszkiem, przy odpowiednich warunkach śniegowych można przejść to łatwiej (technicznie) niż w zimie.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Janku grubo się mylisz co do pewnych kwestii - jak już chcesz wiedzieć do mam 26lat. Co do Imponowania jakiejś panience - to naprawdę nie mam pojęcia skąd wyciągasz tak nie trafione wnioski - chęć imponowania komuś w górach dla mnie graniczy ze skrają głupotą ;/ tak raczej zachowywały by się osoby w wieki 16-18 lat jakieś niedojrzałe. Co do pieniędzy wykładanych na przewodnika hmm... to jest dużo jak na jeden dzień pracy - i to jest moja prywatna opinia, a uwierz spokojnie mnie stać na coś takiego bo mało nie zarabiam. Co do gór nie ukrywam, że jestem początkującym - w górach zimą chodziłem tylko i wyłącznie w dolinkach prędzej i dlatego pisałem ten post bo chciałem od Was starych wyjadaczy dowiedzieć się, czy sobie poradzę z tą trasą, czy nie :/
Nie trzeba chyba być nadzwyczajnie wnikliwym analitykiem aby z lektury powyższych tekstów dojść do wniosku, że mamy do czynienia z kimś absolutnie „zielonym” w zimowych Tatrach a i zapewne w letnich niezbyt zaawansowanym, kimś co raki i czekan zna tylko z wystawy w sklepie z sprzętem sportowym a gdzieś tam przeczytał, że takie „coś” się zimą używa w Tatrach. Do tego fascynacja sprzętem typu GPS i bardzo dużo chęci aby czegoś w tych zimowych Tatrach dokonać, jak podejrzewam, aby m.in. zaimponować jakiejś nadobnej panience, która prawdopodobnie ma być towarzyszką wypraw (patrz post o kosztach przewodnika na Giewont). Gdy do tego dodać brak wiedzy w jakich okolicznościach się dzwoni do TOPR i gdzie umieścić wpis o wyjściu w góry (ładnie by TOPR wyglądał gdyby wszyscy do niego dzwonili przed wyjściem w góry) to obrazek jest pełny - ABSOLUTNIE ZIELONA CEBULKA – choć niekoniecznie ktoś siedemnasto- czy osiemnastoletni.
Sama planowana wycieczka na Ornak do ekstremalnych na pewno nie należy a i możliwości zbłądzenia podczas niej raczej niewielkie (oczywiście nie w ekstremalnych warunkach pogodowych) – jeżeli zatem ktoś prosi o informacje właśnie niej dotyczące to powinno odpowiadającym uruchamiać w głowie sygnał – UWAGA – TO PRAWDOPODOBNIE KTOŚ PIERWSZY RAZ UDAJĄCY SIĘ W ZIMIE W TATRY – a dla takich powinna być tylko jedna i jedyna zarazem odpowiedź:
JEŚLI UDAJESZ SIĘ ZIMĄ W TATRY PO RAZ PIERWSZY TO TYLKO W TOWARZYSTWIE OSOBY JUŻ W TYM DOŚWIADCZONEJ.
Ja oczywiście wiem, że pozyskanie towarzystwa osoba takiej osoby może być trudne, że wielu na to machało ręką i jakoś sobie dało radę ale to jest ich doświadczenie i ich decyzja i NIE WOLNO NAM WŁASNĄ NIEFRASOBLIWOŚCIĄ ZARAŻAĆ INNYCH i w tym przypadku wszystkie nawoływania do „napierania” są naprawdę nie na miejscu.
Koledzy dyskutanci zapominają także o rzeczy najważniejszej (poruszył ją Zygmunt Skibicki) – nie jest możliwym udzielić wyczerpującej informacji o zimowej trasie w Tatrach, nawet jak ją przebyliśmy bo będzie to opis dotyczący w zasadzie tylko tamtego dnia i każdego następnego może być już nieaktualny. Oczywiście nie śmiem nawet przypuszczać, że takie stare „repy” jak Krzymul, Huczaj lub Świster tego nie wiedzą, podejrzewam jednak, że rutyna i wieloletnie doświadczenie spowodowały, że trochę o tym zapomnieli.
Na koniec – drodzy koledzy, posłuchajcie jednak kogoś mocno już starszego i pewnie dlatego nie tak ślepo wierzącego w dobrocie wszelakiej elektroniki oraz ponętny blask niektórych sprzętów w sklepowej witrynie – jeśli ktoś absolutnie zielony rusza latem w Tatry na znakowane ścieżki (bo przecież takie trasy, tylko zimowe, MaciejP wymienia, to niebezpieczeństwo naprawdę jest minimalne, sprowadzające się tylko do ew. zziębnięcia podczas przymusowego noclegu w górach lub zwykłego „najedzenia” się strachu. Zimowa wyprawa podejmowana po raz pierwszy w Tatrach może być wyprawą ostatnią.
Pozdrawiam
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Zatem, wcale się Janek "grubo" nie pomylił. Jedyne co być może, ale wcale nie na pewno "przestrzelił", to ta "panienka" i mnie dziwnie dobrze pasująca do scenariusza... Cała reszta przypuszczeń Janka jest jak najbardziej uzasadniona, a 18 czy 26 lat z jankowego dystansu to doprawdy żaden błąd.MaciejP pisze:Janku grubo się mylisz co do pewnych kwestii - jak już chcesz wiedzieć do mam 26lat. Co do Imponowania jakiejś panience - to naprawdę nie mam pojęcia skąd wyciągasz tak nie trafione wnioski - chęć imponowania komuś w górach dla mnie graniczy ze skrają głupotą ;/ tak raczej zachowywały by się osoby w wieki 16-18 lat jakieś niedojrzałe. Co do pieniędzy wykładanych na przewodnika hmm... to jest dużo jak na jeden dzień pracy - i to jest moja prywatna opinia, a uwierz spokojnie mnie stać na coś takiego bo mało nie zarabiam. Co do gór nie ukrywam, że jestem początkującym - w górach zimą chodziłem tylko i wyłącznie w dolinkach prędzej i dlatego pisałem ten post bo chciałem od Was starych wyjadaczy dowiedzieć się, czy sobie poradzę z tą trasą, czy nieJanek pisze: Nie trzeba chyba być nadzwyczajnie wnikliwym analitykiem aby z lektury powyższych tekstów dojść do wniosku, że mamy do czynienia z kimś absolutnie „zielonym” w zimowych Tatrach a i zapewne w letnich niezbyt zaawansowanym, kimś co raki i czekan zna tylko z wystawy w sklepie z sprzętem sportowym a gdzieś tam przeczytał, że takie „coś” się zimą używa w Tatrach. Do tego fascynacja sprzętem typu GPS i bardzo dużo chęci aby czegoś w tych zimowych Tatrach dokonać, jak podejrzewam, aby m.in. zaimponować jakiejś nadobnej panience, która prawdopodobnie ma być towarzyszką wypraw (patrz post o kosztach przewodnika na Giewont). Gdy do tego dodać brak wiedzy w jakich okolicznościach się dzwoni do TOPR i gdzie umieścić wpis o wyjściu w góry (ładnie by TOPR wyglądał gdyby wszyscy do niego dzwonili przed wyjściem w góry) to obrazek jest pełny - ABSOLUTNIE ZIELONA CEBULKA – choć niekoniecznie ktoś siedemnasto- czy osiemnastoletni.
Trzeba wszak i MaciejowiP oddać sprawiedliwość:
Skąd więc miał wiedzieć, że stawia absurdalne pytanie, na które w ogóle nie należy odpowiadać, jeśli ma się stosowną dozę odpowiedzialności?MaciejP pisze:Co do gór nie ukrywam, że jestem początkującym - w górach zimą chodziłem tylko i wyłącznie w dolinkach prędzej i dlatego pisałem...
Ja też na przykład nie rozumiem, co znaczy fraza: "wyłącznie w dolinkach prędzej"... I wcale, jak sądzę, nie muszę się tego wstydzić.
Przecież tak na prawdę to posty Janka jedynie nawoływały do wstrzymania się od dawania rad niemożliwych do rozsądnego skonsumowania przez ewidentnego nowicjusza, pod czym zresztą i ja się podpisuję.
Ostatnio zmieniony pn 12 sty, 2009 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 3 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- diablak1223
-

- Posty: 615
- Rejestracja: pt 15 kwie, 2005
- Lokalizacja: wawa
Skąd taka konkluzja , doczytałem , tylko nie wkleilem w całosci co by ekranu monitora nie zużywaćAsik pisze:nie doczytałes do konca,czy poprostu lubisz wybierac z całej wypowiedzi to co ci sie podoba?
A tak powaznie to takim stwierdzeniem mozesz sie narazić niektórym uzytkownikom.
Przeco mniej doswiadczeni tzw. żółtodzioby tatrzańskie mogą odebrać twoje słowa za dobrą monetę i bez jakichkolwiek hamulców napierać.
Skoro tacy wyjadacze z palcem w nosie robią everesta czy blanka przy dobrej pogodzie , to gdy tylko waruneczki w Tatrach się poprawią , z palcem w d.... pójdą licznie zdobywać tatrzańskie szczyty. Bo przecież tam łatwiej , a że doświadczenie mają mniejsze to będzie dla nich w sam raz.
Oj naraziłaś się kilku panom
Szalom
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Janku - masz dużo racji, ale generalizujesz. Maciej przyznaje, że jest tatrzańskim żółtodziobem, ale z jego wypowiedzi nie wynika, aby był człowiekiem nieodpowiedzialnym.
Oczywistym jest, że nawet osoba odpowiedzialna może za pierwszym razem strzelić kapitalne głupstwo, ale po to pytał, aby jak najwięcej się dowiedzieć i mieć, słabe bo słabe (to tylko forum), ale zawsze jakieś wyobrażenie możliwych scenariuszy.
Wracając do Ornaku, to nie jest przecież najgłupszy pomysł na pierwsze kroki. A gdzieś je postawić trzeba. Najlepiej z kimś kto już z tego pieca chleb jadł, ale nie zawsze jest to możliwe. Ja uważam, że lepszy kurs niż przewodnik, ale od przewodnika też się czegoś w końcu nauczy, a i pewnie tą wiedzę będzie mógł zdobyć w miarę bezpiecznie.
Jedni piszą - napieraj (byle z głową), inni - broń Boże, co najwyżej dolinki, albo Krupówki. Obie strony mają sporo racji, ale... prawda leży pośrodku.
Warunki można ocenić w zasadzie dopiero na miejscu, no może kilka dni naprzód, a i tak w różnych miejscach te warunki mogą być zupełnie różne. Obserwacja pogody, czytanie (ze zrozumieniem) komunikatu TOPR (stopień zagrożenia - nie bezpieczeństwa - lawinowego!), wreszcie telefon do TOPR lub wizyta u ratownika dyżurnego, to najlepsze co można zrobić. A coś doradzić? Kiedy NIE IŚĆ - po świeżych opadach śniegu, po znacznych wahaniach temperatur, wreszcie - co często się zdarza jak ktoś na krótko wpada w Tatry - przy założeniu, że ładnie nie jest ale może (pogoda) wytrzyma. Poza tym sprzęt. No cóż. Żaden sprzęt nie zapewni bezpieczeństwa. Niektórzy piszą - weź koniecznie raki, czekan. Ok, mogą okazać się niezbędne, ale takie radzenie to można o kant dupy rozbić. Co innego napisać - będą Ci najprawdopodobniej potrzebne raki, a co za tym idzie czekan, oraz umiejętność posługiwania się tym żelastwem. Ale może być tak, że raki do niczego się nie przydadzą, co najwyżej sobie krzywdę zrobisz. Więc brać czy nie brać? Odpowiedź jest w zasadzie jedna, jak masz i umiesz użyć to weź i oceń na miejscu. Jak masz wypożyczyć na Krupówkach i założyć je pierwszy raz to nie bierz ich na wycieczkę tylko na bezpieczny stok i chodzić, chodzić, chodzić. Potem hamowanie czekanem. Dnia za mało by przećwiczyć,, ale zawsze to coś. Ćwiczyć na szlaku wysoko w górach, bez nadzoru doświadczonej osoby, to jest dopiero głupota. A widziałem już takich co nowiuśkie raki, nowiuśkie czekany mieli, przyjechali zdobyć Rysy, a gdzieś usłyszeli że bez sprzętu nie powinni. No i wszystko by było w zasadzie w porządku, gdyby nie to że oni się w ogóle, czy ze sprzętem czy bez, pod Rysami nie powinni znaleźć. Potrenować to można na Gubałówce.
Oczywistym jest, że nawet osoba odpowiedzialna może za pierwszym razem strzelić kapitalne głupstwo, ale po to pytał, aby jak najwięcej się dowiedzieć i mieć, słabe bo słabe (to tylko forum), ale zawsze jakieś wyobrażenie możliwych scenariuszy.
Wracając do Ornaku, to nie jest przecież najgłupszy pomysł na pierwsze kroki. A gdzieś je postawić trzeba. Najlepiej z kimś kto już z tego pieca chleb jadł, ale nie zawsze jest to możliwe. Ja uważam, że lepszy kurs niż przewodnik, ale od przewodnika też się czegoś w końcu nauczy, a i pewnie tą wiedzę będzie mógł zdobyć w miarę bezpiecznie.
Jedni piszą - napieraj (byle z głową), inni - broń Boże, co najwyżej dolinki, albo Krupówki. Obie strony mają sporo racji, ale... prawda leży pośrodku.
Warunki można ocenić w zasadzie dopiero na miejscu, no może kilka dni naprzód, a i tak w różnych miejscach te warunki mogą być zupełnie różne. Obserwacja pogody, czytanie (ze zrozumieniem) komunikatu TOPR (stopień zagrożenia - nie bezpieczeństwa - lawinowego!), wreszcie telefon do TOPR lub wizyta u ratownika dyżurnego, to najlepsze co można zrobić. A coś doradzić? Kiedy NIE IŚĆ - po świeżych opadach śniegu, po znacznych wahaniach temperatur, wreszcie - co często się zdarza jak ktoś na krótko wpada w Tatry - przy założeniu, że ładnie nie jest ale może (pogoda) wytrzyma. Poza tym sprzęt. No cóż. Żaden sprzęt nie zapewni bezpieczeństwa. Niektórzy piszą - weź koniecznie raki, czekan. Ok, mogą okazać się niezbędne, ale takie radzenie to można o kant dupy rozbić. Co innego napisać - będą Ci najprawdopodobniej potrzebne raki, a co za tym idzie czekan, oraz umiejętność posługiwania się tym żelastwem. Ale może być tak, że raki do niczego się nie przydadzą, co najwyżej sobie krzywdę zrobisz. Więc brać czy nie brać? Odpowiedź jest w zasadzie jedna, jak masz i umiesz użyć to weź i oceń na miejscu. Jak masz wypożyczyć na Krupówkach i założyć je pierwszy raz to nie bierz ich na wycieczkę tylko na bezpieczny stok i chodzić, chodzić, chodzić. Potem hamowanie czekanem. Dnia za mało by przećwiczyć,, ale zawsze to coś. Ćwiczyć na szlaku wysoko w górach, bez nadzoru doświadczonej osoby, to jest dopiero głupota. A widziałem już takich co nowiuśkie raki, nowiuśkie czekany mieli, przyjechali zdobyć Rysy, a gdzieś usłyszeli że bez sprzętu nie powinni. No i wszystko by było w zasadzie w porządku, gdyby nie to że oni się w ogóle, czy ze sprzętem czy bez, pod Rysami nie powinni znaleźć. Potrenować to można na Gubałówce.
aro pisze: Niektórzy piszą - weź koniecznie raki, czekan. Ok, mogą okazać się niezbędne, ale takie radzenie to można o kant dupy rozbić. Co innego napisać - będą Ci najprawdopodobniej potrzebne raki, a co za tym idzie czekan, oraz umiejętność posługiwania się tym żelastwem. Ale może być tak, że raki do niczego się nie przydadzą, co najwyżej sobie krzywdę zrobisz. Więc brać czy nie brać?
I tak wygląda od wielu stron ta dyskusja. Jak Ci ktoś napisze, żebyś wziął koniecznie raki i czekan - to jest żadna rada. ale jak napiszesz - weż bo Ci będa najprawdopodobniej potrzebne to dopiero jest rada.
Problem umiejętności posługiwania się, jak to określiłeś zelastwem, też był podnoszony.
Więc o czym w ogóle ta dyskusja?? O łapaniu za słówka, mówieniu że ten się nieprecyzyjnie wypowiada, używa nie takich słów, jakich uzyłby najbardziej elokwentny uzytkownik tego forum, za jakiego uważa się wielu piszących?
Dajcie już sobie spokój, bo to żenujące.
PS. Aro - moja wypowiedź tyczy się szerszego problemu tej dyskusji, a nie tylko Twojego wpisu.
Tatry......., Pieniny......., Dolomity......... Moje najwspanialsze




