Huczaj pisze:Żeby tylko smakować rozważnie, a nie od razu i na całego
Zakochani w Tatrach pisze:chodzi tylko o to, jak posmakować, żeby się nie zakrztusić...
Zakochani w Tatrach pisze:Trochę mnie tylko te słowa w komunikacie lawinowym intrygują - bo mimo wszystko jakby trochę uspakajają takich mniej odważnych turystów
I już jesteśmy blisko zrozumienia...
Problem może akurat w tym, że przeczytanie ze zrozumieniem pełnego, "toprowskiego" opisu danego stopnia zagrożenia nie jest kłopotliwe, ale "przełożenie" tego na teren w konkretnej sytuacji może być niemożliwe bez odpowiedniego doświadczenia.
Brak doświadczenia, to właśnie nieumiejętność prawidłowej oceny własnych możliwości w aktualnych warunkach i przewidzenia, co też może się stać w ciągu najbliższych kilku minut, kwadransów czy godzin.
Podam przykład z zupełnie innej dziedziny:
Można zupełnie nieźle radzić sobie w aquaparkowym basenie i pływać nawet długie dystanse. Gdy jednak postanowimy przy pięknej pogodzie przepłynąć nagrzane i niewielkie jezioro, wpłynąć możemy na przykład nad denne źródełko, nad którym aż do samej powierzchni jest kostycznie zimna woda i... zamiast kilkoma silnymi ruchami przepłynąć to nieprzyjemne miejsce niedoświadczony pływak zaczyna się kręcić w miejscu jak g...o w przerębli wykonując w tej "lodówce" absurdalne i gwałtowne ruchy, by już po chwili złapać groźny skórcz. Równie dobrze może to być prąd znacznie zimniejszego strumienia, który przepływa przez nasze jeziorko... Iluż bowiem wyłącznie basenowych "maratończyków" wie, że strumienie przepływają przez jeziora wcale nie całą jego szerokością? Ba! Linia i szerokość strumieni płynących jeziorem jest zmienna i zależna od operacji słonecznej i kierunku oraz siły... wiejących górą wiatrów.
Co ma zrobić zagorzały "basenista"' gdy raptem złapie go na środku dużego akwenu zwykła lecz silna ulewa i ćwierć metra nad wodą utrzymuje się gęste od mnóstwa wielkich kropli powietrze? Jeśli nie umie oddychać łapiąc w usta także sporych ilości wody, to klops! Nie wystawi przecież ust do każdego wdechu ponad tą "kipiel"...
Zapewniam, że sytuacja zimowego piechura na wielkich, a mocno pochyłych i zasypanych głębokim śniegiem stokach jest znacznie bardziej skomplikowana niż wspomnianego moczydupka w jeziorze.
Kochani, ani mi w głowie napędzać komukolwiek klientów, ale nie wstydźmy się zimą zatrudniać licencjonowanych przewodników tatrzańskich choćby do wyjścia na Halę Gąsienicową czy do Pięcistawów i... uczmy się od nich przy takich okazjach "czytania" gór i śniegu. Zapewniam, że już po kilku wycieczkach nasze umiejętności i wiedza znacznie wzrosną.
I może najistotniejsza sprawa w tym temacie: wart zauważenia jest fakt, że
w stuletnich kronikach TOPR nie ma wzmianek o ofiarach wypadków wśród osób prowadzonych przez przewodników tatrzańskich.
W przeciwieństwie do gier komputerowych, tu na Ziemi mamy tylko jedno życie!