

Podchodzimy lasem i cieszymy się z trafnej decyzji

zbaczamy nieco ze szlaku aby poznać tajniki Doliny Szataniej gdzie ponoć sam szatan siedział kiedyś



zgubiwszy szlak albo inaczej mówiąc pęd ku celu nasz kolega ( kurcze nie wiem kto to?) pokazuje nam cel

a celem jest jakaś mała morenka lub bulka na mamuciej skoczni którą jedni biorą z prawej strony a jedni z lewej co czynię ja i Fenek stary wyjadacz alpejski Maczu Pikczu

po dołączeniu do naszych kamaratów spostrzegamy Smolika co majstruje przy swoim nowiutkim Nikosiu D3x

nie będe sie tu za bardzo rozpisywał bo juz połowę rzeczy nie wziołem i dlatego polece na skróty. Wreszcie kukamy na morenie tam dalej na jakieś okoliczne szczyty

Marek powiedział że z takimi łajzami chodzić nie będzie i poseł do predu co na polski znaczy wystrzelił jak z bata

będąc już nad Hińczowskim jeziorem poczyniają niektóre z nas osobniki jazdę co okrzykami że mi narty nie jadą rozweselają pozostałą gawiedź. Tu na koniec posilamy sie resztkami z Wilium i kufy mamy uśmiechnięte. Na zakończenie to spoglądamy na Dolinkę i poczynamy przygotowania do szusowania w dół. Przyjemności mamy co nie miara no bo aż do samego cara jedziemy.

Na koniec relacją tą chciałbym ludziska wam życzyć abyście zawsze taką pogode mieli aby nie lało nie sypało a co najważniejsze nie duło. Nie omieszkam kamratów pozdrowić zaczynając w kolejności alfabetycznej Manfreda, Fenka, Piotrka, Marka i Smolika. Do zobaczenia w roku następnym z górskim Hejjj








