krzysgd pisze:Wyjaśnij, w którym momencie podatnik"włożył" pieniądze (nie licząc VAT, który zapewne został odliczony, bo towar wyeksportowano).
Może trochę inaczej - jak wiadomo, płynie do nas dość spory strumyk unijnych środków. Strumyk znacznie bardziej pojemny niż nasza składka do Unii. Skąd się te pieniądze biorą? Unia je drukuje? Nie! No to może Unia prowadzi jakąś działalność gospodarczą, ma własne fabryki itd? Też nie. Te pieniądze do nas płyną ze składek tych krajów, które znacznie więcej płacą składki niż otrzymują z UE w formie dopłat. Nazywając rzeczy po imieniu - w pierwszym rzędzie z Niemiec. Skąd rząd niemiecki czerpie pieniądze na składkę do UE. Rzecz jasna - z podatków. A więc kolego, być może to przykre, ale trzeba sobie uświadomić, że np. jadąc drogą o nowej nawierzchni, przy której stoi tabliczka, że sfinansowano m.in. z środków unijnych, korzysta się z pieniędzy Fritza czy Maxa, podatnika niemieckiego
Podobnie jest z funduszami "filantropijnymi - w większości to dotacje rządowe a więc PODATKI. I tu teraz trzeba powrócić do osławionej z czasów Jacka Kuronia "ryby i wędki". Ta przysłowiowa "miska ryżu" dla głodującego murzynka to niewątpliwie "ryba". A jak mogłaby wyglądać "wędka". Ano to - nakłady na oświatę rolniczą, wiercenie studzien, sieci nawadniające, proste maszyny rolnicze (kombajnów nie trzeba bo ludzi kupa) i wyhodowanie tego ryżu, pszenicy czy kukurydzy (lub jeszcze czegoś innego) NA MIEJSCU, za znacznie niższą cenę w przeliczeniu na jednostkę fizyczną żywności. Ale to toruje sobie drogę znacznie trudniej i nie będę tu zastanawiał się nad przyczynami bo niestety tak czy owak byśmy doszli do klasyków pewnej ideologii raczej dziś niemodnej (i tu jak sądzę mogę liczyć na poparcie Grega).
O licznych udokumentowanych przypadkach, że pomoc międzynarodowa w postaci żywności trafiała prosto do koszar diabli wiedzą komu potrzebnych wojsk (chyba tylko do wzniecania awantur z sąsiadami) a ta w postaci finansowej na zakup samolotów wojskowych i budowę rezydencji dla rządżących to mi się nawet pisać nie chce.
PS.
Tak przy okazji - kolejne decyzje sądowe w sprawie Rospudy - drogi o planowanym pierwotnie przebiegu nie będzie. Ale przestrzegałbym "zielonych" przed dęciem w trąby zwycięstwa i popadanie w samozachwyt. Rozmawiałem z czynnymi zawodowo kolegami - ten wiadukt można było postawić tak, że żadnym robaczkom by się krzywda nie stała. Widziałem też wizualizację - nie była szpetna, niektóre budowle mają walory artystyczne (były tu pokazywane zdjęcia Kerta przedstawiające drogi alpejskie). Ta droga byłaby zbrodnią gospodarczą bo by pozbawiała większości walorów puszczę Augustowską. I znowu nie chodzi mi ptaszki, kwiatki i robaczki - puszcza ale w całości, nie przecięta autostradą (bo w nią by ekspresówka by się prędzej czy później zamieniła) ma wartość handlową jako obiekt turystyczny, praktycznie jedyny w tamtej okolicy.
Pewnie mało kto wie - ale tam są nawiercone kolosalne złoża wysokoprocentowych rud żelaza, odkrywkowych. Oczywiście puszcza by poszła w diabły. Nawet komuna uznała, że nie można zniszczyć tej puszczy, natomiast kolejne rządy kapitalistycznej Polski bojąc się jak diabeł święconej wody burmistrza Augustowa i jego owieczek (czyli wyborców) kombinowały jak mogły aby ją zniszczyć. Są jeszcze sędziowie w Rzeczypospolitej.
Jestem gorszego sortu...