Lepiej uważajmy

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Janek pisze: ...
Oczywiście filantropom firma x ten ryż sprzedała, firma y zapakowała, firma z przewiozła a w dodatku organizacja składająca się z większości z niedopieszczonych panienek i facetów mających kłopoty z wzwodem ten ryż w tej Afryce rozdaje. A wszystko za pieniądze podatnika z puli na filantropię.
Przepraszam bardzo, ale tu się nie zgadzam:
1. Świadomie / nieświadomie starasz się obrazić rzeszę pracujących charytatywnie ludzi, o których prawdopodobnie niewiele wiesz.
2. Wyjaśnij, w którym momencie podatnik"włożył" pieniądze (nie licząc VAT, który zapewne został odliczony, bo towar wyeksportowano).
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:Jednak czasami mamy podobny odbiór świata. Cieszy mnie to.
I mnie.

W temacie:
Jak słyszę o wszystkich takich demonstracjach własnej dobroci to mam ochotę prosić o kałasznikowa. To są w znakomitej większości chytre chwyty marketingowe - rezygnuje się z tam czegoś, powstaje wrzawa medialna, obrót się zwiększa lub się go generuje bo inaczej by nikt o nim nie wiedział, pieniążki płyną z innej szufladki. Friedman napisał - "nie da rady zjeść darmowego lunchu". Wnikliwą charakterystykę filantropii dał już B. Prus w Lalce. Zmieniły się tylko dekoracje i kostiumy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

komorfil pisze:Mi chodzi głównie o to, że to nie jest "bohaterstwo".
Czy ja wiem - zrezygnowac ze sporej kasy dla dobra ludzkości to jest jednak poświecenie.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

mefistofeles pisze:zrezygnowac ze sporej kasy dla dobra ludzkości to jest jednak poświecenie
Poświęcenie. Ale nie bohaterstwo.
krzysgd pisze: starasz się obrazić rzeszę pracujących charytatywnie ludzi, o których prawdopodobnie niewiele wiesz.
Wyjaśnij, w którym momencie podatnik"włożył" pieniądze (nie licząc VAT, który zapewne został odliczony, bo towar wyeksportowano).
Janek nie stara się obrazić. Wybacz, ale ewidentość pewnych substytucji (mam na myśli psychologiczne mechanizmy obronne) jest taka, ze nie trzeba znać dobrze tysięcy wolontariuszy, by wyciągać określone wnioski. Inaczej, wobec takiej Ochojskiej czy Owsiaka , nie stawiałbym zarzutów niedojrzałości, czy jak to Janek uroczo sugerował, przewlekłego zespołu niedopchania (Janek użył innych sformułowań, ale o to chodzi, przy czym chodzi o to głównie MENTALNIE, nie instrumentalnie ;)
Po prostu, dobrze wiem (wiem, nie przypuszczam. Wiem po pacjentach, choć nie jestem psychiatrą) jak często działania typu: wstapienie do zakonu czy właśnie heroiczny altruizm mniej czy bardziej zinstytucjonalizowany - są objawem. Tak samo jest na pewno w szeregach wolontariuszy. Nie zawsze, a może (oby!) jest to mniejszość. Ale zjawisko istnieje. Negowanie tego to negowanie rzeczywistości. Wiem, że to boli i stąd łatwość negowania i oskarżania tych którzy tak sądzą. Tak sądzić bowiem - to też wymaga odwagi.

Podatnik może tam wkładać pieniądze na różnym etapie. NIE MA DARMOWEGO OBIADU. Jeżeli coś się gdzieś przewozi, dostarcza, to nawet jeśli uczestniczy w tym rzesza wolontariuszy, to by dało się to w ogóle zrobić, to ktoś musi: obniżyć cenę, przewieźć po kosztach albo wręcz "filantropijnie" itp itd. Ale "filantropijnie" nie istnieje. Ktoś mniej zarobi, ktoś dołoży, ktoś zapłaci niższy podatek. NIE MA DARMOWEJ MISKI RYŻU dla głodującego murzyniątka. PRzeciwnie, kosztuje ona cholernie dużo.
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

Poświęcenie. Ale nie bohaterstwo.
Uwidoczniła się kwestia różnic w definicji bohaterstwa. Dla każdego człowieka jest to co innego.
Don't shit, where you eat
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

komorfil pisze: Janek nie stara się obrazić. Wybacz, ale ewidentość pewnych substytucji (mam na myśli psychologiczne mechanizmy obronne) jest taka, ze nie trzeba znać dobrze tysięcy wolontariuszy, by wyciągać określone wnioski. Inaczej, wobec takiej Ochojskiej czy Owsiaka , nie stawiałbym zarzutów niedojrzałości, czy jak to Janek uroczo sugerował, przewlekłego zespołu niedopchania (Janek użył innych sformułowań, ale o to chodzi, przy czym chodzi o to głównie MENTALNIE, nie instrumentalnie ;)
Po prostu, dobrze wiem (wiem, nie przypuszczam. Wiem po pacjentach, choć nie jestem psychiatrą) jak często działania typu: wstapienie do zakonu czy właśnie heroiczny altruizm mniej czy bardziej zinstytucjonalizowany - są objawem. Tak samo jest na pewno w szeregach wolontariuszy. Nie zawsze, a może (oby!) jest to mniejszość. Ale zjawisko istnieje. Negowanie tego to negowanie rzeczywistości. Wiem, że to boli i stąd łatwość negowania i oskarżania tych którzy tak sądzą. Tak sądzić bowiem - to też wymaga odwagi.

Podatnik może tam wkładać pieniądze na różnym etapie. NIE MA DARMOWEGO OBIADU. Jeżeli coś się gdzieś przewozi, dostarcza, to nawet jeśli uczestniczy w tym rzesza wolontariuszy, to by dało się to w ogóle zrobić, to ktoś musi: obniżyć cenę, przewieźć po kosztach albo wręcz "filantropijnie" itp itd. Ale "filantropijnie" nie istnieje. Ktoś mniej zarobi, ktoś dołoży, ktoś zapłaci niższy podatek. NIE MA DARMOWEJ MISKI RYŻU dla głodującego murzyniątka. PRzeciwnie, kosztuje ona cholernie dużo.
Ufff, ale pojechałeś. Wybacz, ale:
Pierwszy akapit przetłumacz na bardziej przystępny język, zwłaszcza wytłuszczone zwroty, nie rozumiem ni w ząb. Według mnie, określanie kogoś mianem impotenta, bądź osoby niedo.jebanej ewidentnie komplementem NIE JEST.
Akapit drugi - skąd tyle pewności przy negatywnej ocenie pewnej grupy ludzi odbiegającej od wyimaginowanej średniej. Czy przypadkiem nas łażących po górach w warunkach nieco bardziej ekstremalnych niż spacer do Moka, ktoś nie ma prawa określić mianem ludzi z "przewlekłym zespołem niedopchania". Mi to nie pasuje, znaczy nie pasuje mi obrażanie kogokolwiek, bez względu na jego "zboczenia" (oczywiście w granicach prawa naturalnego) i tutaj liczę na rewanż.
Trzeci - ekonomistą nie jestem, więc trudno mi dyskutować o podatkach pośrednich, najprzeróżniejszych kosztach itp. Filantrop to ten, który wydał własne $$ i zafundował X-owi (nie musi być murzyn) bezpłatny posiłek. Ot takie uproszczenie. Problemem dopiero stało się natomiast zjawisko, kiedy za "filantropię" zabrało się państwo, które zabiło ideę. O! Eureka! Zaczynam rozumieć Janka, jemu chodziło o polityków, tych z lewizny, rzecz jasna :D
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzysgd pisze:Wyjaśnij, w którym momencie podatnik"włożył" pieniądze (nie licząc VAT, który zapewne został odliczony, bo towar wyeksportowano).
Może trochę inaczej - jak wiadomo, płynie do nas dość spory strumyk unijnych środków. Strumyk znacznie bardziej pojemny niż nasza składka do Unii. Skąd się te pieniądze biorą? Unia je drukuje? Nie! No to może Unia prowadzi jakąś działalność gospodarczą, ma własne fabryki itd? Też nie. Te pieniądze do nas płyną ze składek tych krajów, które znacznie więcej płacą składki niż otrzymują z UE w formie dopłat. Nazywając rzeczy po imieniu - w pierwszym rzędzie z Niemiec. Skąd rząd niemiecki czerpie pieniądze na składkę do UE. Rzecz jasna - z podatków. A więc kolego, być może to przykre, ale trzeba sobie uświadomić, że np. jadąc drogą o nowej nawierzchni, przy której stoi tabliczka, że sfinansowano m.in. z środków unijnych, korzysta się z pieniędzy Fritza czy Maxa, podatnika niemieckiego

Podobnie jest z funduszami "filantropijnymi - w większości to dotacje rządowe a więc PODATKI. I tu teraz trzeba powrócić do osławionej z czasów Jacka Kuronia "ryby i wędki". Ta przysłowiowa "miska ryżu" dla głodującego murzynka to niewątpliwie "ryba". A jak mogłaby wyglądać "wędka". Ano to - nakłady na oświatę rolniczą, wiercenie studzien, sieci nawadniające, proste maszyny rolnicze (kombajnów nie trzeba bo ludzi kupa) i wyhodowanie tego ryżu, pszenicy czy kukurydzy (lub jeszcze czegoś innego) NA MIEJSCU, za znacznie niższą cenę w przeliczeniu na jednostkę fizyczną żywności. Ale to toruje sobie drogę znacznie trudniej i nie będę tu zastanawiał się nad przyczynami bo niestety tak czy owak byśmy doszli do klasyków pewnej ideologii raczej dziś niemodnej (i tu jak sądzę mogę liczyć na poparcie Grega).
O licznych udokumentowanych przypadkach, że pomoc międzynarodowa w postaci żywności trafiała prosto do koszar diabli wiedzą komu potrzebnych wojsk (chyba tylko do wzniecania awantur z sąsiadami) a ta w postaci finansowej na zakup samolotów wojskowych i budowę rezydencji dla rządżących to mi się nawet pisać nie chce.


PS.
Tak przy okazji - kolejne decyzje sądowe w sprawie Rospudy - drogi o planowanym pierwotnie przebiegu nie będzie. Ale przestrzegałbym "zielonych" przed dęciem w trąby zwycięstwa i popadanie w samozachwyt. Rozmawiałem z czynnymi zawodowo kolegami - ten wiadukt można było postawić tak, że żadnym robaczkom by się krzywda nie stała. Widziałem też wizualizację - nie była szpetna, niektóre budowle mają walory artystyczne (były tu pokazywane zdjęcia Kerta przedstawiające drogi alpejskie). Ta droga byłaby zbrodnią gospodarczą bo by pozbawiała większości walorów puszczę Augustowską. I znowu nie chodzi mi ptaszki, kwiatki i robaczki - puszcza ale w całości, nie przecięta autostradą (bo w nią by ekspresówka by się prędzej czy później zamieniła) ma wartość handlową jako obiekt turystyczny, praktycznie jedyny w tamtej okolicy.
Pewnie mało kto wie - ale tam są nawiercone kolosalne złoża wysokoprocentowych rud żelaza, odkrywkowych. Oczywiście puszcza by poszła w diabły. Nawet komuna uznała, że nie można zniszczyć tej puszczy, natomiast kolejne rządy kapitalistycznej Polski bojąc się jak diabeł święconej wody burmistrza Augustowa i jego owieczek (czyli wyborców) kombinowały jak mogły aby ją zniszczyć. Są jeszcze sędziowie w Rzeczypospolitej.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:Nawet komuna uznała, że nie można zniszczyć tej puszczy
Komuna uznała, ze nie stac jej na eksploatacje. Gdyby złoze było płyciej to puszczę bysmy znali z obrazków.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Janek pisze:Jak słyszę o wszystkich takich demonstracjach własnej dobroci to mam ochotę prosić o kałasznikowa. To są w znakomitej większości chytre chwyty marketingowe - rezygnuje się z tam czegoś, powstaje wrzawa medialna,
Nie zgadzam się. Niechby nawet był to zabieg marketingowy tak jak piszesz, mający na celu przyciągnąć nowych klientów, ale jeśli choćby 10 złotych trafi w ten sposób do potrzebujących to warto. Niechby to było aroganckie i fałszywe, ale prowadzące do pomocy potzrebujących to jestem w stanie przymknąć oko na próbę reklamy własnej osoby bądź firmy/organizacji.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

krzysgd pisze:Zaczynam rozumieć Janka, jemu chodziło o polityków, tych z lewizny, rzecz jasna happy
Polityków, zgoda, a raczej ludzi z lobby na nich mających wpływ. A tu już podział na "lewiznę" i "prawiznę" nie ma zastosowania. Tu nie chodzi o żadne ideologię ale rzecz znacznie ważniejszą czyli pieniądze a te ostatnie nie są ani czerwone ani czarne ani białe ani zielone - są po prostu pieniędzmi.
krzysgd pisze:Czy przypadkiem nas łażących po górach w warunkach nieco bardziej ekstremalnych niż spacer do Moka, ktoś nie ma prawa określić mianem ludzi z "przewlekłym zespołem niedopchania".
Podkładam łeb pod Niagarę lub lawinę kamienną ale potwierdzam. To jest motywacja dla pewnego procentu. Nie tylko w przypadku turystów górskich ale i żeglarzy i w ogóle miłośników dość wąskich dziedzin pozaprodukcyjnej działalności człowieka. Nie pamiętam już nazwiska dość znanego polskiego alpinisty, który nawet napisał to. Mniej więcej tak: Jasiu czy Kasia mają kłopoty na lekcjach WF - bo albo trafić do kosza nie umieją albo kozioł czy skrzynia za wysokie. Szanowni koledzy i koleżanki oczywiście stoją obok i mają radochę jak cholera jak pan czy pani od WF-u porykuje na nieszczęśliwego Jasia czy Kasię. Na to nie ma lekarstwa - młode ciołki będą chichotać aż do matury. A tu Kasia czy Jaś jednak chciałby się sprawdzić fizycznie - ktoś opowie o górach i eureka - nie ma pana czy pani od WF-u, nie ma kozła czy skrzyni, nie ma kosza do, którego nie idzie trafić - jest tylko góra i Jaś lub Kasia. Jak się nie uda to nikt nie widzi a już na pewno nikt z klasy. I w cichości, zawzięcie czasami dochodzi się do pięknych wyników. Czasami niestety zakłócanych przez TOPR czy HZS. Tak jest proszę państwa - chuderlawych dziewczątek i chłopczyków nigdy wśród kandydatów na górołazów nie brakowało i nie brakuje. A chuderlawość z czymś tam też często chodzi w parze.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

mefistofeles pisze:Komuna uznała, ze nie stac jej na eksploatacje. Gdyby złoze było płyciej to puszczę bysmy znali z obrazków.
Akurat znam dokładnie tą sprawę - NIE. Istniało natomiast inne niebezpieczństwo - korekta granic, coś tak jak w Bieszczadach - podarowano nam teren z wyeksploatowaną ropą naftową w zamian za tzw. worek sokalski z bogatymi złożami węgla (też już wyeksploatowanymi). Jakoś się udało z "radzieckimi" wygrać.
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

krzysgd pisze:
Ufff, ale pojechałeś. Wybacz, ale:
Pierwszy akapit przetłumacz na bardziej przystępny język, zwłaszcza wytłuszczone zwroty, nie rozumiem ni w ząb. Według mnie, określanie kogoś mianem impotenta, bądź osoby niedo.jebanej ewidentnie komplementem NIE JEST.
nie ma być.

Co do wytłuszczeń:
ewidentość pewnych substytucji
gdy dana osoba czyni z określonej działalności (zbieranie etykiet od zapałek, pomaganie innym, pisanie aplikacji pod Linux, malowanie martwych natur ze zgniłą gruszką itd.) JEDYNĄ treść swojego życia, a równocześnie widać, że w historii jej życia zaistniała jakaś trauma, i po niej właśnie rozwinęła się taka jakaś działalność niby to hobbystyczna, a tak naprawdę wypełaniająca sobą i angażująca komplet sił witalnych danego delikwenta, to możemy domniemywac, że mamy do czynienia z substytucją, mechanizmem obronnym i to raczej w tej niedojrzałej jego formie (dojrzalsza jest sublimacja, i ona pewnie leży u źródel działań chocby zdobywców 8-tysięczników czy u źródła działań "dojrzałych" działaczy charytatywnych). Taka trauma nie musi być jednorazowa. To może być proces, lub stały deficyt. A daczego "zespół przewlekłego niedojebania"? Cóż, instynkt seksualny i potrzeby seksualne są jednymi z najsilniejszych, więc braki tutaj w sposób oczywisty muszą się wyrazić, ponieważ jest to sfera skomplikowana, z licznymi tabu, to problemy są częste, obajwy mocno wyrażone. Tzn. jak ktoś demonstruje objawy nerwicowe (np. kompulsywne pomaganie) to może (nie musi) być to objaw problemów w tej sferze (to krótko i dosadnie ujął Janek). Nie musi być, ale biorąc pod uwagę częstość problemu i jego że tak powiem "moc", rzadko się pomylimy ślepo ten właśnie (z seksualnością związany) problem obstawiając.
przy czym chodzi o to głównie MENTALNIE, nie instrumentalnie ;)


chyba wyjaśniłem powyżej. Nie chodzi o akt jako taki czy o brak aktu jako takiego, tylko o to co brak tego aktu albo problemy z nim związane robią w głowie.

Tak samo jest na pewno w szeregach wolontariuszy


Rozumiem, że sformułowanie "na pewno" drażni. Może tu przesadziłem. OK. Nie znam wielu wolontariuszy. Po prostu poparłem Janka, trochę na ślepo, ale właśnie napisałem, że z tymi problemami, to można na ślepo stawiać. Tu akurat Freud miał rację. Gdzie się mylił, tam się mylił, ale co do gigantycznej roli problemów z seksualnością miał rację. Ja ze swej strony mogę powiedzieć, że istnieje w środowisku medycznym silnie zakorzeniony stereotyp "pacjentki-nauczycielki". Jak każdy stereotyp krzywdzący, ale istnieje pewien bon mot krążący wśród zwłaszcza ludzi związanych z pogotowiem: "nauczycielka to jest rozpoznanie". (w rozumieniu: rozpoznanie medyczne, chorobowe, po naukowemu byłoby to: "nauczycielka to jest pojęcie nozologiczne") Krzywdzące? Zapewne tak, ale ilość nerwic jest w tym środowisku na pewno większa niż przeciętna. Nie chodzi mi o to, że "wolontariusz to jest rozpoznanie". Intuicyjnie jednak po prostu zgadzam się z Jankiem w jego dość ostrej wypowiedzi.

Akapit drugi - skąd tyle pewności przy negatywnej ocenie pewnej grupy ludzi odbiegającej od wyimaginowanej średniej. Czy przypadkiem nas łażących po górach w warunkach nieco bardziej ekstremalnych niż spacer do Moka, ktoś nie ma prawa określić mianem ludzi z "przewlekłym zespołem niedopchania".


ależ oczywiście że tak. Mam wrażenie jednak, że mniej chodzi tu o "niedopchanie". Turyści górscy i wspinacze bardziej sublimują niż kompensują. To oczywiście moja prywatna i luźna opinia. Czyste widzimisię.

Mi to nie pasuje, znaczy nie pasuje mi obrażanie kogokolwiek, bez względu na jego "zboczenia" (oczywiście w granicach prawa naturalnego) i tutaj liczę na rewanż.


ejże Kolego! poluzuj. Miałem wrażenie i nadzieję, że rozmawiamy tu na pewnym poziomie, którego nie obniżają dosadne i wyraźnie humorystyczne określenia. To że coś nazwiemy "zespołem niedopchania", to nie znaczy, że nie kryją się pod tym poważne treści. Poważne, ALE NIE OBRAŹLIWE. Zdaje się że chodzi o prawdę. Ona na ogół boli. Jak ktoś ma duszności i drętwienia rąk, to może ma poważną chorobę somatyczną, ale może też ma nerwicę (a jak ma, to bardzo często na gruncie takich czy innych problemów z seksualnością i stąd żartobliwy termin "zespół niedopchania). Jak ktoś całe zycie oddaje wolontariatowi w Afryce, to może jest nad wyraz dojrzałym altruistą, a może ma nerwicę (a jak ma, to- patrz wyżej).
Janek zakłada, że problemy takowe są raczej częstsze niż rzadsze, a ja się z nim intuicyjnie zgadzam. Więc nikogo nie obrażam, tylko interpretuję (oczywiście, być może mylnie) obserwacje
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Skoro już zjechaliśmy tutaj na tzw. filantropię to jest to niestety błędne koło - czyli popularne dawanie ryby zamiast wędki. Mój znajomy jeździ jako policjant na misje, m. in. do Kosowa. Jego opowieści dają dużo do myślenia - z "pomocy humanitarnej" najlepiej żyje miejscowy półświatek i rozmaici urzędnicy różnych agencji i organizacji. Przy okazji cała ta "pomoc międzynarodowa" daje w efekcie tyle że miejscowi w końcu stają się od niej uzależnieni i oczekują że będzie trwała bez końca bo "im się to należy" i "zawsze tak było". Może to brutalna prawda ale gdyby zostawić ich samych to w efekcie poradziliby sobie lepiej i problem rozwiązałby się bez pomocy z zewnątrz.
A tak to wychowujemy tą "pomocą" całe nowe pokolenia ludzi którzy nigdy nie wezmą losu w swoje ręce. Zresztą niech ktoś pokaże mi jakiś kraj w którym dzięki "pomocy humanitarnej" coś się trwale zmieniło na lepsze.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

W Indiach swego czasu była cholernie wysoka umieralność noworodków. Głównie z powodu zaniedbań sanitarnych. Anglicy na koniec swego panowania to i owo poprawili i momentalnie spadła ilość zgonów noworodków. Ale jednocześnie wzrosła ilość głodnych dzieci bo niestety od poprawy stanu sanitarnego izb porodowych jedzenia w Indiach nie przybyło a za to głodnych gęb do wykarmienia jak najbardziej. No ale Hindusi powoli wychodzą z dołka, może dlatego, że byli dumni i nie liczyli na darmochę.
Jestem gorszego sortu...
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

@ Janek, lewica, prawica - chodziło mi tylko o to, którzy politycy na sztandarach mają wypisane "janosikowanie" w negatywnym znaczeniu tego procederu.
@ Komorfil, znowu posługujesz się językiem mało przystępnym, trudno, tak masz, w ostatnim zdaniu nie odnosiłem się do Ciebie (co błędnie założyłeś - taka uroda mojego słowa pisanego), lecz do siebie czyli: Ja nie mam zamiaru obrażać nikogo i liczę na to, że ten hipotetyczny nikt też mi da spokój.

@ Obaj (edit 1: + Andy), cały czas usiłuję przekazać Wam tezę, że pomoc (anty)humanitarna NIE MA NIC wspólnego z filantropią, wręcz przeciwnie jest jej skundloną przez chamów i cwaniaczków nieudaną karykaturą.
edit 2: http://www.slownik-online.pl/kopalinski ... 6ADD17.php
Awatar użytkownika
Olav

-#6
Posty: 1997
Rejestracja: ndz 13 lut, 2005
Lokalizacja: Zakopane / Poronin Misiagi

Post autor: Olav »

andy67 pisze:opatentowaniem oscypka

To tak jak u mnie w pracy - kupujemy przepyszne oscypki z bacówki - można by rzec "prawdziwe oscypki" ale nazywają sie w karcie "syr gazdowski" bo nie ma certyfikatu, bo domieszka mleka krowiego to mleko nie pochodzace od krowy czerwonej....a ta sama porcja z certyfikatem i nazwa oscypek kosztowalaby nie 10 a 30pln....z buncem podobnie :/
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
KubaR

-#5
Posty: 608
Rejestracja: czw 09 lis, 2006
Lokalizacja: Rabka - Zdrój

Post autor: KubaR »

Olav pisze:bo domieszka mleka krowiego to mleko nie pochodzace od krowy czerwonej
He he, a najlepsze jest to, że te krowy co niby są rasy "Polska Czerwona" to najcześciej z polską czerwoną wspólny mają tylko papier, a dobrze jest jak umaszczenie jest choć trochę zblizone....

Kuba
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

andy67 pisze:Skoro już zjechaliśmy tutaj na tzw. filantropię to jest to niestety błędne koło - czyli popularne dawanie ryby zamiast wędki.
A dlaczego filantropię definiujemy tutaj (na potrzeby wątku) jako "dawanie ryby"? Wiadomo, że wtedy łatwiej ją krytykować. Ale przecież są organizacje, które "dają wędkę" - dostarczają do przykładowej Afryki proste maszyny rolnicze i nasiona, budują studnie, prowadzą szkolenia w zakresie rolnictwa itp. Czy jak przekażę jakąś kwotę moich pieniędzy takiej organizacji to wtedy będzie OK?

PS. Janek, czytałem, że te złoża rud żelaza koło Suwałk to są na głębokości 2500 m (więc eksploatacja byłaby raczej kosztowna). Czy masz jakieś inne informacje?
ODPOWIEDZ