mefistofeles pisze:Tu się nie zgodze. Na bohatera kreowac go można a nawet trzeba. Ale nie wymagajmy tego heroizmu od wszystkich.
No to z kolei ja się nie zgodzę.
Otóż rezygnacja z zapłaty za coś tam (w kontekście jakiejś tam idei, niech będzie że był to altruizm, choć niejeden powie, że safandulstwo) jest decyzją jednostki. I właśnie ja w tym miejscu stawiam kropkę.
Bowiem: przenoszenie tej jednostkowej decyzji (jak zwykle, niemożliwej do jednoznacznej oceny), na ogół, wyciąganie z tego wniosków, nakłanianie do podziwu, ukazywanie jako wzór cnót itd itp jawi mi się jako nadużycie. Z tej prostej przyczyny, że żyjemy w określonej rzeczywistości (zakładam, że odrzucamy negowanie jej istnienia i istnienia powszechnie znanych jej mechanizmów). Zatem w tej rzeczywistości istnieje coś takiego jak obieg pieniądza - wielu uważa nawet że to jest główny motor postępu i jedna z naczelnych zasad konstrukcyjnych. Jest wiele dowodów że (być może niestety) tak jest.
Są setki bon motów i innych sformułowań które się do tego odwołują (ot choćby "nie ma darmowego obiadu").
I teraz: to że pan X nie wziął od firmy Y kasy za wynalazek (wg oficjalnej wersji w imię altruistycznej idei), to nie znaczy dokładnie NIC poza tym że pan X zrezygnował z naleznych mu od firmy Y pieniędzy. To nie jest bohaterstwo.
Otóż: przepływ gotówki i walorów był, jest i będzie. Co więcej, jest on warunkiem utrzymania funkcjonowania setek elementów w naszym życiu, tak jak je znamy. Nie przyjął zapłaty on, przyjmie kto inny. Nie zarobił on, zarobi kto inny. Po prostu: to się musi kręcić, i to że ktoś rezygnuje z zapłaty to nic nie znaczy. Ja np. rezygnuję z zapłaty za moje usługi dla niezwykle szerokiego grona znajomych (że o najszerzej pojętej rodzinie nie wspomnę), ale nie uważam by ta decyzja podlegała jakiejkolwiek ocenie, dopełnianiu przymiotnikami takimi czy innymi. Uważam że kto inny mógłby kasować nawet swojego ojca i jest to jego sprawa i czyn równoważny do mojego, gdy nie kasuję kumpla brata żony kuzyna.
Pozwólcie jeszcze na jeden przykład.
Otóż istnieją na świecie rzeczy potencjalnie zupełnie popieprzone, niepotrzebne i dla wielu samo ich istnienie jest skandalem.
Kiedyś zobaczyłem w jakiejś gazecie wzmiankę o niebotycznie designerskiej szczotce do toalety. Luskusowo wykonana, zaprojektowana przez jakieś "nazwisko", kosztowała bodaj tysiąc złotych czy więcej.
No dobra. Kiedyś w dyskusji ze znajomą (o nieco, tylko nieco lewicowym nastawieniu), dyskusji na temat własnie mechanizmów rzeczywistości, wspomniałem o istnieniu takiego przedmiotu. Usłyszałem, że to skandal że coś takiego istnieje, a ludzi którzy to wytwarzają i kupują należy karac, a co najmniej zakazać takiego procederu.
Otworzyłem oczy szeroko ze zdumienia.
Przecież taka szczotka kosztująca 1000 zł "składa się" głównie z wartości dodanej. Poza obrzydliwie bogatym jegomościem który to kupuje (i ocenę tego sobie darujmy), od pomysłu, projektu poprzez wykonanie takiej spłuczki, przechodzi ona przez ręce "zwyczajnych" ludzi, tyle że wypadło im zamiast wytwarzać czy handlować, bo ja wiem, zapałkami czy innymi niby bardziej praktycznymi rzeczami - handlować czymś tak egzotycznym jak designerska szczotka do toalety. No ale oni zarabiają na tym normalne a nie niebotyczne pieniądze, płacą podatki, jest przepływ usług i kapitału itd. itp.
TO SIĘ MA NIJAK do np. głodujących dzieci w Afryce czy innych tego typu spraw. Tak, to są dramaty, ale to że ktoś wytwarza, a ktoś kupuje szczotkę za 1000 zł to jest inna sfera problemów, która z tamtą - sferą biedy- ma bardzo tak naprawdę niejasne i niedefiniowalne powiązania.
Na koniec ciekawa wzmianka, pisał o tym bodaj Kapuściński: dostarczenie miski ryżu do typowego rejonu skrajnej afrykańskiej nędzy kosztuje tyle co niebotycznie luksusowy obiad w topowej paryskiej restauracji. Nietrudno sobie wyobrazić, że to pewnie jest prawda.
Nie mówię że nie nalezy PRÓBOWAĆ pomagać biednym tu i tam. Chodzi mi że to wszystko nie jest takie proste i pojęcie "bohaterstwa" jest tu trudne do zastosowania.
Pozdrawiam, przepraszam za przydługi post.