ha! a naprzeciwko w piwnicy była "Prohibicja"..też dawno nie istnieje..swego czasu kultowe miejsce...był na pierwszym piętrze a w piwnicy była "żółta łódź podwodna" W kamienicy obok jest teraz spożywczak "kefirek".
Alkoholowa przygoda życia
Swojej pracy magisterskiej broniłam w tym samym dniu co moja najbliższa przyjaciółka, z którą mieszkałam w akademiku.
No to rzecz jasna imprezę zrobiłyśmy wspólną. Po jakimś już czasie trwania imprezy biegłam po korytarzu do WC, na podłodze coś było wylane, poślizgnęłam się i upadłam, ale nie zdążyłam wyciągnąć rąk. w efekcie przygrzmociłam brodą o podłogę. Krew się lała a moim koledzy (jeszcze mniej przytomni niż ja) zaczęli mi okładać ranę wódką (ponoć dla dezynfekcji). W końcu jakoś mi tą krew zatamowali, za jakiś czas poszliśmy spać a kolejnego dnia pojechali wszyscy razem na Babią Górę.
Ale ślad po tym wypadku mam do dziś.
O innych ekscesach nie napiszę - bo byłoby mi wstyd.
B.
No to rzecz jasna imprezę zrobiłyśmy wspólną. Po jakimś już czasie trwania imprezy biegłam po korytarzu do WC, na podłodze coś było wylane, poślizgnęłam się i upadłam, ale nie zdążyłam wyciągnąć rąk. w efekcie przygrzmociłam brodą o podłogę. Krew się lała a moim koledzy (jeszcze mniej przytomni niż ja) zaczęli mi okładać ranę wódką (ponoć dla dezynfekcji). W końcu jakoś mi tą krew zatamowali, za jakiś czas poszliśmy spać a kolejnego dnia pojechali wszyscy razem na Babią Górę.
Ale ślad po tym wypadku mam do dziś.
O innych ekscesach nie napiszę - bo byłoby mi wstyd.
B.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Jak kolega podczas otiwrania wina moim scyzorykiem* rozwalił sobie rękę to też dezynfekowaliśmy wódką. Dzień później GOPROwcy powiedzieli, że szkodabyło tak cennego płynu - trzeba było na ranę nasikaćBasia Z. pisze:zaczęli mi okładać ranę wódką
*korek był zmielony na tyle, że nie wchodził korkociąg, więc kolega próbował go wydłubac nozem - scyzorek nie miał blokady)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Janek pisze:Jest 2-ga w nocy, wracam z "Stodoły", ostatni przystanek tramwajowy przy stadionie - dalej pieszo. Wchodzę - gdzieś w połowie wiaduktu za jakiejś budki wychodzi trzech - za sam wygląd 10 lat pierdla. Mówią - "cześć". No to ja "cześć", trzeba politykować. Oni na to - "wypiło by się", ja - "ano tak ale nie mam". Oni na to - "ale my mamy" i wyciągają 3/4 litra tej najgorszej czystej wódki (
Dobrze że nie "spłodzony przez upośledzoną córkę drwalastaszek pisze: Ziutek jest owocem romansu ruskiego rotmistrza śpiącego w 44 na Pradze i Hani co masłem na Szmulkach handlowała![]()
i pododdział najemnych pikinierów, który przeciągnął przez Hołopole jeszcze za czasów rokoszu wojewody Nurzyboba". (jeden z moich ulubionych kawałków)
No i Ziutek się znalazł:staszek pisze:I tak mit Ziutka trwa do dziś ..
http://wp.tv/i,Apel-bezdomnego,mid,1980 ... caid=57184
Pamiętam jak dziś, że było to podczas drogi z dużego pokoju do kuchni. Początkowo sytuacja wyglądała dość niewinnie - poręczowałem właśnie zakręt na przedpokoj, wbijając śruby lodowe w dębowy parkiet, gdy asekurujący mnie kot strącił słoik z lodowki na moją głowę. Kask niestety został w bazie założonej w szafie więc straciłem na chwilę przytomność. Gdy się ocknąłem okazało się, że młotek wypadł mi i znajduje się poza moim zasięgiem, w okolicach drzwi wyjściowych. Pozostało mi jedynie prusikowanie, ale nie mogłem znaleźć repa w plecaku. W tym momencie uświadomiłem sobie, że nie jadłem niczego już od ponad siedmiu minut! Żołądek jak sflaczały balon przytulał się smutno do kręgosłupa. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę - szukając uchwytu na framudze przeszedłem metodą na tarcie w okolice kąta przedpokoju by za chwilę skokiem na jeden uchwyt zaatakować prog drzwi do dużego pokoju. Choroba wysokościowa dawała mi się we znaki. Niestety w plecaku nie było ani butli z tlenem, ani składanej nogi gumowego kurczaka. Zacząłem mieć omamy z głodu i niedotlenienia. Wydawało mi się, że słyszę helikopter - ale skąd do cholery helikopter na wysokości pierwszego piętra?!? Podmuchy wiatru przynosiły domniemane zapachy pieczonego yaka albo innej dalajlamy, a ja na skraju wyczerpania brnąłem przez puchowy, biały dywan wbijając końce rakow i czekan resztką sił w coraz bardziej stromą ścianę podłogi. Na szczęście moj partner kot nie dał za wygraną... Przebiegając mi po brzuchu przywrocił mi świadomość. Obudzony natychmiast pobiegłem do kuchni i jem sobie właśnie popijając piwem... 
http://3000.blox.pl/html - coś o szkockich gorach
-
Filanc
O piątej rano? Z mydelczniczki? Nigdy nie odmówię!!!świster pisze:No i Ziutek się znalazł:staszek pisze:I tak mit Ziutka trwa do dziś ..
http://wp.tv/i,Apel-bezdomnego,mid,1980 ... caid=57184



