Pociąg do Milówki wlecze się niemiłosiernie. W przedziale swojsko wyglądający podróżni z plecakami. Jedni żywo o czymś rozprawiają inni, tak jak ja, próbują podsypiać. Na kolejnych stacyjkach stale się wymieniają. Wygląda to tak jakby sami górscy turyści tym pociągiem podróżowali. Wreszcie Milówka. Wszystkie dworce małych mieścin mają podobny klimat – czas na nich się zatrzymał. Wprost ze stacji prowadzi szlak do schroniska na Halę Boraczą. Dla ciebie to podróż sentymentalna - po latach wracasz w te same miejsca. Jest wcześnie. Byłoby bardzo ciepło gdyby nie chłodny, momentami porywisty wiatr. Wieś tętni życiem. Gdzie nie spojrzeć krzątanina wokół gospodarstw. Nie pamiętam już kiedy ostatnio słyszałam pianie koguta. Pasące się na łąkach krowy pieczętują ten sielski pejzaż. Domy zadbane, jednak już nowobogackie i nie mające nic wspólnego z architekturą góralską. Dlatego na samym końcu wsi jak magnes przyciąga mój wzrok dawna drewniana chałupa. Upływ czasu naznaczył ją bliznami: w zmurszałych ramach stare okno przytrzymują resztki kitu. W zmatowiałych szybach na tle fragmentu pięknego wzoru ręcznie wydzierganej firanki odbija się kawałek dzisiejszego nieba i lasu.
__________Hala Boracza__________
Z Milówki na Halę Boraczą nie jest daleko. Tyle, że w końcowym podejściu szlak został mocno zryty przez traktory i zwózkę drewna. Gdyby padał deszcz droga mogłaby stać się problematyczna. Na szlaku właściwie nikogo. Dopiero na Hali Boraczej spory ruch pieszy i kołowy. Zauważasz, że nie pozostało tu nic z dawnej ciszy i pustkowia sprzed dziesięciu laty. Ludzkie siedliska podeszły wysoko. Dalszy zamiar ekspansji obwieszcza wbita w ziemię tabliczka z napisem „teren prywatny”. Mimo tego Hala Boracza nadal zachwyca swym pięknem i widokami.
Gorzej z klimatem samego schroniska. Jego kamienną bryłę nie wiedzieć czemu obłożono jakąś brązową elewacją, co nie jawi się korzystnie. Wewnątrz najbardziej chyba przeszkadza to, że łatwo dostępne narażone jest na chwilowych gości, którzy traktują je raczej jak podrzędny pub. Dlatego, choć wiekowe, zatraca swoje turystyczne walory w tradycyjnym rozumieniu. Wielka szkoda. Można nieco się pocieszyć uznawanymi za kultowe w tym miejscu, dorodnymi drożdżowymi bułkami z jagodami. Serwuje się je na papierowych tackach. Ma to znaczenie o tyle, że wielu turystów wykorzystuje tacki do dowcipnych rysunków i tekstów. W ten oto sposób zwykłe papierowe tacki stanowią oryginalną dekorację jednej ze ścian schroniska.
__________Na Halę Lipowską (1323 m n.p.m.)__________
Z Hali Boraczej na Lipowską, zdecydowanie bardziej widokowy jest szlak wiodący przez Redykalny Wierch. Zanim się jednak na niego wejdzie, po drodze urzeka niezwykłej urody las. Dzisiaj coś dziwnego się w nim działo: na dole cisza, ani jedna gałązka nieporuszona. Jednocześnie ponad szczytami drzew przelewało się wzburzone morze wiatru - bo jakże podobny był on w swym szumie do sztormowych fal. Świadomość, że w żaden sposób mnie nie dosięga dawało mi miłe poczucie bezpieczeństwa i niesamowitości jednocześnie. Jeśli przemierza się ten szlak, to należy modlić się o dobrą pogodę - o taką z najlepszą przejrzystością powietrza. Nam spełniła się ona po części.

Pełni wrażeń, lokując się już w schronisku kusimy się jeszcze o Rysiankę( 1322m n.p.m.). Na jej szczycie wraz zachodem słońca rozstajemy się z dniem.

__________W schronisku na Hali Lipowskiej__________
Jesienna pora sprzyja wieczornym posiadom w jadalni schroniska. Dlatego nie sposób nie zwrócić uwagi na różnorodny jej wystrój. Gdyby ode mnie zależało, to nieco uszczupliłabym bogactwo którym obdarzono ściany. A już na pewno to, co nadmiernie wyeksponowano zamieniłabym na to, co pod sufitem i po kątach upchano. Awansowałoby malowidło, wydaje się, że dość dawne, na którym, choć sporych rozmiarów, trudno w tym zdobnym galimatiasie się skupić. Przedstawia ono słynną, także dzisiaj, panoramę z Hali Lipowskiej Ukazano ją za pomocą rodzajowej scenki. Na pierwszym planie sielski widok: żywczański góral w pięknym stroju wygrywa na dudach ,charakterystycznym instrumencie dla tego regionu, jakąś znaną zapewne pasterską melodię.
W tle owieczki i zieleniący się grzbiet Pasma Pilska. Na horyzoncie odcinająca się kontrastem śniegowo - błękitna biel Tatr. Każdy wybitny szczyt opatrzony nazwą. Wdzięczny to malunek, choć można zaliczyć go do kiczu. Czy dzisiaj wielu chciałoby posłuchać grającego na dudach górala?
Dzięki innemu olejnemu obrazowi, mogłam zorientować się jak kiedyś z zewnątrz schronisko wyglądało. Wychodzi na to, że postępujące rozbudowa i modernizacja nie przysłużyły mu się. Dawne jego piękno na zawsze zaklęte zostało w obrazie. I chyba nikt go już nie odczaruje.
I jeszcze liczne wypchane ptaki i zwierzęta. Ich rozpostarte martwe skrzydła, poroża czy rozciągnięte na ścianach skóry, to wątpliwa w takim miejscu dekoracja Po kondycji eksponatów widaċ, że to dawna scheda. Tyle, że dziś, w obecnym stanie przyrody, gdy na szlaku zapiera mi dech widok żywego dzięcioła - eksponaty te kojarzą mi się bardziej z wyrzutem sumienia niż podziwem dla wykazanego kunsztu łowiectwa.
__________Majestatyczna Romanka (1366 m n. p. m.)__________
W schronisku tłok. Wędrówka w takich warunkach wydała mi się mało komfortowa. Wystarczyło jednak nie dołączać do reszty idących „koniecznie” na Pilsko, a jedynie skierować się w odwrotnym kierunku na Romankę, by zapewnić sobie niczym niezakłócone obcowanie z przyrodą. Na całym szlaku nikogo. Można do woli rozkoszować się pięknem krajobrazu. i ciszą. Na niebie słonecznie. Jedynie „głowę” Babiej Góry przysłonił woal chmur. Za to Pilsko całe swe brzuszysko wystawiło do słońca.

Po drodze piękny świerkowy bór. W części bardzo zniszczony Jednak, to właśnie przez tę część przebiega rezerwat Romanka. Paweł Klimek w przewodniku „Beskid żywiecki z plecakiem”, określa to miejsce jako „paradoksalne” do użytej nazwy A jednak w nazwie „rezerwat” tkwi głęboki sens, który gdzie jak gdzie, ale w przewodniku powinien być chyba właściwie wyjaśniony? Tablica w rezerwacie informuje, że na tym smutnym cmentarzysku drzew przyroda samoistnie powraca do życia. Największą przysługą człowieka może być to, jeśli nie będzie jej w tym przeszkadzał. Posusz i rozkładające się pnie drzew stanowią osłonę dla naturalnej odnowy świerka. Choć niewtajemniczonym trudno to dostrzec, regenerujący się drzewostan gwarantuje odporny, przystosowany do panujących warunków bór. Tyle, że wymaga to czasu. Ze szczytu, kierując się szlakiem niebieskim, można sobie zapewnić niezatarte wrażenia. A tworzą je od północy, niesamowicie strome stoki tej góry. Doprawdy Romanka wzbudza respekt. W drodze powrotnej, wychodząc już na Halę Wieprzaka, zauważyłam wzbijające się dymy. To pracownicy Parku usuwali „żniwo” kornika. Niemalże do Przełęczy Pawlusiej towarzyszyły nam tlące się rozliczne kopczyki, ułożone ze świerkowych gałęzi i resztek pni. Roznoszony wiatrem aromatyczny dym przywodził na myśl leśne kadzidełka. Tylko lasu, tylko lasu żal……
__________„Ostoja przyjazni”__________
W schronisku „Na Rysiance” zaintrygował mnie portret młodej, urodziwej kobiety, wiszący w bocznej sali. Na moje pytanie kto na nim jest, dziewczyna, sprzątająca stoły, nie potrafiła odpowiedzieć. Jednak rezolutnie dodała - „jak potrzebne to się dowiem” Zrobiło się małe poruszenie. Po chwili trzymałam portret w dłoniach i czytałam umieszczony na jego odwrocie tekst. Okazał się być historią życia młodej damy, spisaną przez jej przyjaciół. Zaczynał się porównaniem: „Odeszłaś jak odchodzą w niebo gwiazdy – o świcie…” Dzisiaj kobieta miałaby 61 lat. Odeszła gdy miała 33 lata. Kim byłaby, skoro już w młodym wieku osiągnęła na polu zawodowym tak wiele? Jak jej romantyczna, owiana tajemnicą miłość, o której wiedzieli nieliczni mogłaby pokierować jej osobistym życiem? Schronisko „Na Rysiance” nazwała „ostoją przyjazni”. To było jej ukochane miejsce „na końcu świata” Tu spędzała każdą wolną chwilę, spotykała się z przyjaciółmi, jeździła na nartach, pisała dzienniki,. zachwycała się widokami. Miała rację, że wierzyła w swoich przyjaciół. Po dwudziestu pięciu latach od jej odejścia, tym portretem dali dowód swej o niej pamięci. Sprawili, że symbolicznie nadal może być tu, gdzie zawsze być pragnęła i obdarzać wszystkich swym magicznym uśmiechem, którym zachwycali się jej bliscy. Nieświadomie zwróciłam uwagę na portret tej kobiety w kolejną, listopadową rocznicę jej odejścia.
W dziennikach napisała:
„ Obiecał Pan mój, że ożyję
Ja znikąd ja niczyja
I że on mi rodem i kolebką
Mnie ładnej, mnie ślepej
Że on wie i nie wyda mnie nikomu
Mnie bezbronnej, mnie bezdomnej…….
Obiecał mi Pan mój, przez wodę i Ducha,
A ja – nie ufam!”
__________„Szlakiem hal”__________
Pobyt w tej części Masywu naznaczony jest halami. Lubię ten typ krajobrazu. Z każdej z nich roztacza się rozległa, widokowa panorama na wiele górskich pasm, w tym na Beskidy, Tatry, Małą i Wielką Fatrę, czy też samotnego Wielkiego Chocza. Rozmawiamy o świetle dzisiejszego dnia. Miękko otula horyzont, i załamuje się tak, że góry stają się niebieskie. W niezwykły sposób maluje bliższą perspektywę. Takie światło - typowe dla pogodnej jesieni, chwilami ukazuje aurę lata. Ale to tylko pozory….

Droga do Rajczy wiedzie przez Halę Redykalną. Silny wiatr mocno pokłada łany traw, co daje wrażenie zaczesanych pasm. Niedawno taki sam gatunek trawy podziwiałam w Gorcach. Lecz oto jej wysokie kwiatostany zatraciły już złotą barwę; stały się srebrzyste jak włosy staruszki. Upinają je liczne połyskliwe dziewięćsiły bezłodygowe. Na tej palecie barw zdarza się samotny bławatek podobny niebu. W zaroślach jaskrawią się krzewy szkarłatnego głogu. W tle urzekający klimat samych gór i małych osiedli.
tekst: Izabela
zdjęcia: Alan














