Schronisko w Roztoce nie jest zagrożone
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Panowie, nie ma powodu do sporu. Przechodzenie wpław przez niektóre potoki i rzeczki nie jest zalecane z innych powodów - po prostu bardzo łatwo wywinąć kozła na obłych i śliskich kamieniach - mnie się to przydarzyło w potoku Roztoka - woda zniosła mostek i trzeba było wpław a woda była wysoka i przykrywająca kamienie. Nie miałem zapasowych butów to je zdjąłem no i na bosaka poleciałem na kamulcu - mnie się nic nie stało ale aparat fotograficzny, jeszcze z mieszkiem poszedł na śmietnik. Podejrzewam, że cyfrówki też nie lubią kąpieli.
Jestem gorszego sortu...
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
To proponuję poczytać relację Wawrzyńca Żuławskiego z przebrnięcia samowtór Białki w tym miejscu. Zwłaszcza pouczające są sceny tuż po dotarciu do brzegu...włóczęga pisze:Z tego co "wiem" Białka nie jest ani taka zimna /nawet, gdy wokół trochę śniegu/ ani taka głęboka.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Schronisko z klimatem
źródło - Tygodnik Podhalański
Anna i Stefan Krupowie z Chochołowa są nowymi gospodarzami w schronisku w Roztoce. Już szykują się do imprezy sylwestrowej.
Schronisko w Roztoce ma długą i bogatą historię, sięgającą 1876 roku. Pierwszy budynek postawiono na Polanie Stara Roztoka za sprawą Towarzystwa Tatrzańskiego. Wtedy stało tuż przy drodze prowadzącej do Morskiego Oka. Od samego początku cieszyło się sporym powodzeniem. Pierwszym gospodarzem schroniska był Franciszek Dorula z Poronina, a gości witał salwami ze starego moździerza. „Nie ma tu nic z żelaza, nic ze szkła i bodaj z kamienia. Okna zasuwają się deskami, drzwi skrzypią na drewnianych zawiasach, ognisko i okap z belek, ledwo przykrytych gliną” – tak opisywał roztoczańskie schronisko Stanisław Witkiewicz.
W 1913 roku TT wybudowało nowy budynek, położony nieco dalej od drogi prowadzącej do Morskiego Oka. „Roztoka, słowo niegdyś tak magiczne, dziś martwe! Niegdyś wrzało tam życie. Każda prawie partia idąca w góry lub wracająca z gór zatrzymywała się tam na nocleg. Wytworne panie, panowie… Wieczorem płonął wesoły ogień, skwierczała na patelni jajecznica z niezliczonych jaj, skrzeczała harmonia i piskały skrzypki, nierzadko pięty biły o podłogę we wściekłym tańcu góralskim” – pisał Tadeusz Boy Żeleński. W latach 1890-95 oraz 1919-23 gazdował tu Bartuś Obrochta – legendarny muzykant, strzelec i przewodnik tatrzański.
W 1932 roku obiekt przejął Krakowski Oddział PTT i zaraz zaczął go modernizować. Nieco później powstała tu stacja ratownictwa górskiego. Podczas II wojny światowej schronisko zajęli okupanci i zamienili je na koszary niemieckiej straży granicznej. Po wyzwoleniu Polskie Towarzystwo Tatrzańskie reaktywowało schronisko, które stało się ulubioną bazą taterników. Teraz, poza sezonem, zagląda tutaj niewielu turystów, schronisko ma jednak swoich stałych bywalców, którzy chętnie spędzają w nim wolne chwile.
Nowi gospodarze
Na przestrzeni ponad 130 lat schronisko miało wielu gospodarzy, ale najdłużej pracował dotychczasowy kierownik Marek Pawłowski, który gazdował tu 34 lata. Początkowo pomagał matce Janinie Pawłowskiej. Od dwóch tygodni schronisko w Roztoce ma nową gospodynię – Annę Krupę z Chochołowa, której pomaga mąż Stefan. – Mimo przeprowadzki, układania rzeczy i porządków, bo teraz jest to nieuniknione, schronisko jest otwarte. Przyjmujemy każdego, kto tu zajrzy – twierdzi Ania i szykuje gościom, którzy właśnie przyszli, domowy bigos. Od rana przewinęło się już kilka osób. Jest ładna pogoda, więc chętnie wypoczywają przed schroniskiem. Nowa gaździna odbiera telefon za telefonem. To dzwonią turyści, którzy chcą już zarezerwować miejsce na zbliżającego się sylwestra. – Zamierzamy zrobić taką turystyczno-regionalną imprezę z muzyką góralską. Już mamy prawie 40 chętnych osób, a to dopiero początek listopada – wyjaśnia.
– Zdajemy sobie sprawę, że schronisko jest położone na uboczu, do którego prowadzi tylko jeden szlak, od Wodogrzmotów Mickiewicza. I ten, kto tu przyjdzie, musi tą samą drogą wrócić. Chcielibyśmy czymś ich przyciągnąć. Może jakimiś specjałami, może obiadem dnia – zastanawia się nowa gospodyni. Na pewno nie zabraknie domowych wypieków, bo Ania lubi piec.
Dla Ani i Stefana prowadzenie takiego obiektu to wyzwanie, ale są pełni optymizmu. Obydwoje często pomagali mamie Stefana – też Annie Krupie – w prowadzeniu szałasu w Dolinie Strążyskiej. Siostra i szwagier, Bogusia i Olek Długopolscy – gospodarzą w schronisku PTTK na Turbaczu. – Stefan zna i lubi góry. Przed ślubem zapuszczał się w Tatry na kilka dni – twierdzi Ania.
Na razie młodzi Krupowie muszą przygotować się do zimy. Zwieźć z Chochołowa drewno do palenia. – Chcemy tu utrzymać prawdziwie turystyczną atmosferę, tak jak to było dotychczas. To nadal musi być schronisko z klimatem – kończy Ania.
źródło - Tygodnik Podhalański
Anna i Stefan Krupowie z Chochołowa są nowymi gospodarzami w schronisku w Roztoce. Już szykują się do imprezy sylwestrowej.
Schronisko w Roztoce ma długą i bogatą historię, sięgającą 1876 roku. Pierwszy budynek postawiono na Polanie Stara Roztoka za sprawą Towarzystwa Tatrzańskiego. Wtedy stało tuż przy drodze prowadzącej do Morskiego Oka. Od samego początku cieszyło się sporym powodzeniem. Pierwszym gospodarzem schroniska był Franciszek Dorula z Poronina, a gości witał salwami ze starego moździerza. „Nie ma tu nic z żelaza, nic ze szkła i bodaj z kamienia. Okna zasuwają się deskami, drzwi skrzypią na drewnianych zawiasach, ognisko i okap z belek, ledwo przykrytych gliną” – tak opisywał roztoczańskie schronisko Stanisław Witkiewicz.
W 1913 roku TT wybudowało nowy budynek, położony nieco dalej od drogi prowadzącej do Morskiego Oka. „Roztoka, słowo niegdyś tak magiczne, dziś martwe! Niegdyś wrzało tam życie. Każda prawie partia idąca w góry lub wracająca z gór zatrzymywała się tam na nocleg. Wytworne panie, panowie… Wieczorem płonął wesoły ogień, skwierczała na patelni jajecznica z niezliczonych jaj, skrzeczała harmonia i piskały skrzypki, nierzadko pięty biły o podłogę we wściekłym tańcu góralskim” – pisał Tadeusz Boy Żeleński. W latach 1890-95 oraz 1919-23 gazdował tu Bartuś Obrochta – legendarny muzykant, strzelec i przewodnik tatrzański.
W 1932 roku obiekt przejął Krakowski Oddział PTT i zaraz zaczął go modernizować. Nieco później powstała tu stacja ratownictwa górskiego. Podczas II wojny światowej schronisko zajęli okupanci i zamienili je na koszary niemieckiej straży granicznej. Po wyzwoleniu Polskie Towarzystwo Tatrzańskie reaktywowało schronisko, które stało się ulubioną bazą taterników. Teraz, poza sezonem, zagląda tutaj niewielu turystów, schronisko ma jednak swoich stałych bywalców, którzy chętnie spędzają w nim wolne chwile.
Nowi gospodarze
Na przestrzeni ponad 130 lat schronisko miało wielu gospodarzy, ale najdłużej pracował dotychczasowy kierownik Marek Pawłowski, który gazdował tu 34 lata. Początkowo pomagał matce Janinie Pawłowskiej. Od dwóch tygodni schronisko w Roztoce ma nową gospodynię – Annę Krupę z Chochołowa, której pomaga mąż Stefan. – Mimo przeprowadzki, układania rzeczy i porządków, bo teraz jest to nieuniknione, schronisko jest otwarte. Przyjmujemy każdego, kto tu zajrzy – twierdzi Ania i szykuje gościom, którzy właśnie przyszli, domowy bigos. Od rana przewinęło się już kilka osób. Jest ładna pogoda, więc chętnie wypoczywają przed schroniskiem. Nowa gaździna odbiera telefon za telefonem. To dzwonią turyści, którzy chcą już zarezerwować miejsce na zbliżającego się sylwestra. – Zamierzamy zrobić taką turystyczno-regionalną imprezę z muzyką góralską. Już mamy prawie 40 chętnych osób, a to dopiero początek listopada – wyjaśnia.
– Zdajemy sobie sprawę, że schronisko jest położone na uboczu, do którego prowadzi tylko jeden szlak, od Wodogrzmotów Mickiewicza. I ten, kto tu przyjdzie, musi tą samą drogą wrócić. Chcielibyśmy czymś ich przyciągnąć. Może jakimiś specjałami, może obiadem dnia – zastanawia się nowa gospodyni. Na pewno nie zabraknie domowych wypieków, bo Ania lubi piec.
Dla Ani i Stefana prowadzenie takiego obiektu to wyzwanie, ale są pełni optymizmu. Obydwoje często pomagali mamie Stefana – też Annie Krupie – w prowadzeniu szałasu w Dolinie Strążyskiej. Siostra i szwagier, Bogusia i Olek Długopolscy – gospodarzą w schronisku PTTK na Turbaczu. – Stefan zna i lubi góry. Przed ślubem zapuszczał się w Tatry na kilka dni – twierdzi Ania.
Na razie młodzi Krupowie muszą przygotować się do zimy. Zwieźć z Chochołowa drewno do palenia. – Chcemy tu utrzymać prawdziwie turystyczną atmosferę, tak jak to było dotychczas. To nadal musi być schronisko z klimatem – kończy Ania.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Tak, na marginesie tej notatki, Roztoka nie jest oczywiście najstarszym schroniskiem w polskiej części Tatr. Ten budynek został oddany oficjalnie do użytku w 1913 (pierwsi turysci pojawili sie w nim nawet w lipcu 1912). a Moko w 1908. Nawet jesli nawiazać do pierwszej Roztoki z 1876, to i tak pierwsze Moko oddano turystom w sierpniu 1874.
W uzupełnieniu do informacji, którą podałem wcześniej (niestety z powodu chronicznego braku czasu zaglądam tu nader rzadko), jako ciekawostke mozna dodac, iż stary budynek pod moreną, który służy jako obiekt uzupełniający schronisko nad M.Okiem jest najstarszym tego typu obiektem w Tatrach polskich. Zbudowany jako wozownia jesienią 1890r. został zaadaptowany (po spaleniu schroniska stojacego na morenie) wiosna 1899 na tymczasowe schronisko. Jak widac tymczasowość trwa nieraz dość długo 
Pewnego dnia zbliżając się do rzeki usłyszałem głosy w lesie. Nie wiem czy to turyści zbłądzili, Martin coś wyniuchał, a może SG, ale nawet nie poczułem jak byłem na drugim brzegu. Dzień później, na spokojnie, nie mogłem w to uwierzyć jak ona jest szeroka, zimna i rwąca.Janek pisze:Jest zimna, jak cholera. W dodatku szeroka.






