Zainspirowany trochę przez relację Ali, a trochę przez koleżankę, która twierdziła że morze jesienią jest fajne, postanowiłem to sprawdzić. Z miejscowości na Półwyspie obijała mi się o uszy tylko Jurata (przez "prezydęta" pewnie

) więc wybór miejsca pobytu dokonał się jakby sam:). Wyjechaliśmy w sobotę rano, drogi o dziwo puściutkie, więc po 3.5 godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Faktycznie pusto i spokojnie, nieliczni turyści snują się leniwie po uliczkach, molo puste, plaża spokojna, pogoda w sam raz:) Nie wierzę że to piszę ale morze potrafi być fajne:)
Pierwszy wieczór spędziliśmy na spacerkach po plaży, z jednej i z drugiej strony (od zatoki wiał zimny wiatr, brr..) Potem wino i spać
Dnia drugiego przeszliśmy sobie z Juraty do Helu, po drodze wstąpiliśmy do muzeum Baterii Shleswig Holstein, robi wrażenie ale szkoda że nie ma choćby makiety takiego działa
W Helu załapaliśmy się na karmienie foczek, zobaczyliśmy koniec Polski, zjedliśmy obiad i wpakowaliśmy się w pociąg. Żeby nie było za prosto to pojechaliśmy do Jastarni i wróciliśmy do pensjonatu spacerkiem.
Dzień trzeci to już niestety powrót

Postój w Jastarni, snujemy się po plaży, robimy zdjęcia, snujemy się po porcie, robimy zdjęcia itp. itd. Po obiadku (pyszna rybka) ruszamy do domu. W drodze powrotnej decydujemy się na jazdę autostradą i w rezultacie zaoszczędzamy godzinę (koszt 3.5 pln

) Szkoda że tak mało u nas takich dobrodziejstw
Ogólnie wyjazd uważam za bardzo udany, tylko jak teraz oglądam zdjęcia to tak monotonnie jakoś, morze, plaża, czasem jakiś statek.... płasko tak
Kilka zdjęć:
