
Całkiem fajna zabawa tylko że dla nieco bardziej wyrośniętych. Ja przy swoich 154 w kapeluszu trochę się namęczyłam.
uszba pisze:Całkiem fajna zabawa tylko że dla nieco bardziej wyrośniętych. Ja przy swoich 154 w kapeluszu trochę się namęczyłam.


my mieliśmy podobnie na feracie na Daubenhorn w Leukerbad. Choć były miejsca, gdzie można było sobie popatrzeć na lufiastą panoramkę. Przyznam się, że tam pierwszy raz w życiu zwątpiłam w sens tej zabawy. Jakoś zatęskniłam za możliwością konkretnego złapania się ściany. Lonża dla asekuracji OK ale ręce i nogi wolałabym stawiać w szczelinach ściany a nie na metalowych prętach (czasem) itp.uszba pisze:bo mogłam gapić się na Otztal ale wolałam nie
Janek pisze:powiedz szczerze - bawi Cię to? Bo mnie by nie bawiło. No i co to ma wspólnego z jednak jakąś ideologią górską
To co teraz napisałaś zmienia postać rzeczy. Ja przez moment myślałem, że to taki element lunaparku tyle, że w górach.uszba pisze:Janek, mówisz tak jakbyś mnie znał od 10 minut. Czy ja dorabiam jakąś ideologię do tego?
Widocznie twoje górskie doświadczenie mnie przerasta.Ja będąc pierwszy raz na Mnichu miałem nieżle w porach,usprawiedliwieniem jest być może to ,żem samodzielnie go zdobywał.Oczywiście, że ma. "To po co tam zmierzamy" zostało już przez Anię parę postów wcześniej określone. Aby się sprawdzić. Zobaczyć czy się nadaję. Więc skoro sprawdzasz swoje reakcje na ekspozycję i w ogóle swoje zachowanie na drodze wspinaczkowej, to to czy swobodnie sobie tam staniesz czy tylko usiądziesz z drżeniem nóg na środku z myślą w głowie "byle by tylko jak najszybciej znaleźć się na dole" bardzo wiele ci powie. To, że Ania nie miała tam problemów i ekspozycja Jej nie przeszkadza, pewnie pomoże Jej podjąć decyzje czy dalej się w to bawić. Robić kursy i wydawać na to sporo kasy. Dla mnie to proste i zrozumiałe. Bo jakby na szczycie przykleiła się do skały z przerażeniem w oczach to od razu by wiedziała, że to nie dla niej, a robienie kursu to wyrzucenie sporych pieniędzy w błoto