Toczy się teraz sprawa w sądzie przeciwko opiekunowi który rzekomo spowodował śmieć 8 osób rok temu w Tatrach pod Rysami. Czy to nie jest lekka przesada? Moim zdaniem facet aż nadto odczuł tę tragiczną historię licealistów. Przecież nikt nikogo nie ciągnął tam na siłę? Co o tym myślicie?
Jurek
Ukarać opiekuna-taternika?
Zastanawiałem się parę razy, czy faktycznie ten gość powinien odpowiadać za śmierć swoich podopiecznych pod lawiną. Od strony prawnej rzecz jest bardziej skomplikowana, bo np. biegły sądowy musiałby ustalić, czy lawina została faktycznie podcięta przez wycieczkę oraz, czy mozna było przewidzieć taką sytuację. Moim zdaniem nawet jeśli sąd uzna, że gość jest winny, to w takiej sytuacji zachowa rozsądek i ograniczy się do ewentualnej kary w zawieszeniu - bo wysłanie faceta do pudła byłoby już kompletnym idiotyzmem. Mam nadzieję, że nie zakaże też temu człowiekowi wykonywania zawodu, a co najwyżej ograniczy uprawnienia w tym zakresie do prowadzenia zajęć w szkole (ale to zdaje się nie jest prawnie możliwe).
A i jeszcze jedna ciekawa rzecz: otóż dawniej TOPR podawał po prostu komunikat o stanie zagrożenia lawinowego. Obecnie (chyba właśnie po tym wypadku) TOPR podaje też, że komunikat jest ważny do czasu wydania nowego komunikatu jednak nie dłużej niż 24 godziny.
Na marginesie - to co napisał Seba: sam byłem kiedyś opiekunem grup dziecięcych i młodzieżowych i doskonale wiem, jak rzeczą po prostu niemożliwą jest pełne zapewnienie bezpieczeństwa np. grupy 20 dzieci maszerującej poboczem pod opieką 3 dorosłych osób.
pozdrawiam wszystkich
Marcys
A i jeszcze jedna ciekawa rzecz: otóż dawniej TOPR podawał po prostu komunikat o stanie zagrożenia lawinowego. Obecnie (chyba właśnie po tym wypadku) TOPR podaje też, że komunikat jest ważny do czasu wydania nowego komunikatu jednak nie dłużej niż 24 godziny.
Na marginesie - to co napisał Seba: sam byłem kiedyś opiekunem grup dziecięcych i młodzieżowych i doskonale wiem, jak rzeczą po prostu niemożliwą jest pełne zapewnienie bezpieczeństwa np. grupy 20 dzieci maszerującej poboczem pod opieką 3 dorosłych osób.
pozdrawiam wszystkich
Marcys
Faktem jest, że opiekun grupy złamał przepisy TPNu. Nie miał odpowiednich uprawnień, by prowadzić po tatrzańskim parku zorganizowaną grupę osób (a taką grupą chyba byli). I z tego powodu może zostać pociągnięty do odpowiedzialności - może za nieumyślne spowodowanie śmierci? Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, to kara nie powinna być zbyt dotkliwa. Ten człowiek to nie ignorant, zna się na górach, był w nich nie raz - a jak widać po ostatnich ofiarach lawiny na Małej Łące - nawet taternikom przytrafiają sie takie tragedie.
Ciekawi mnie, czy tamtego feralnego dnia udałoby im się wynająć przewodnika tatrzańskiego, który zgodziłby się na poprowadzenie wycieczki...?
Z regulaminu TPNu:
Wszystkie grupy zorganizowane wchodzące na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego muszą być prowadzone przez przewodników turystycznych posiadających uprawnienia na obszar Tatr (przewodników tatrzańskich).
Obowiązek niniejszy wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 6 maja 1997 r. (Dz.U. Nr 57 poz. 358) w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, kąpiących się i uprawiających sporty wodne, wydanego na podstawie art. 54 ust. 3 ustawy z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej (Dz.U. nr.81 z 2001 poz. 889 tekst jednolity). Zgodnie z § 3 załącznika nr 3 wymienionego rozporządzenia, wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1.000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.
(...)
Przepisy te obligują do zapewnienia takiej opieki organizatorów turystyki, organizujących wycieczki grupowe, tzn. takie, w których uczestniczy co najmniej 10 osób.
Ciekawi mnie, czy tamtego feralnego dnia udałoby im się wynająć przewodnika tatrzańskiego, który zgodziłby się na poprowadzenie wycieczki...?
Z regulaminu TPNu:
Wszystkie grupy zorganizowane wchodzące na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego muszą być prowadzone przez przewodników turystycznych posiadających uprawnienia na obszar Tatr (przewodników tatrzańskich).
Obowiązek niniejszy wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 6 maja 1997 r. (Dz.U. Nr 57 poz. 358) w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, kąpiących się i uprawiających sporty wodne, wydanego na podstawie art. 54 ust. 3 ustawy z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej (Dz.U. nr.81 z 2001 poz. 889 tekst jednolity). Zgodnie z § 3 załącznika nr 3 wymienionego rozporządzenia, wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1.000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.
(...)
Przepisy te obligują do zapewnienia takiej opieki organizatorów turystyki, organizujących wycieczki grupowe, tzn. takie, w których uczestniczy co najmniej 10 osób.
.
Hmm... Ten człowiek był przewodnikiem? Jeśli tak to trochę świadczy o jego głupocie, że poszedł z licealistami w zimie na Rysy, w takim ogromnym zagrożeniu załamania pogody, śnieżycy, zejścia lawiny itd... Ale wydaje mi się, że los go i tak już wystarczająco ukarał. Ten człowiek jest skończony, przegrany, do końca życia będzie mu ciążyła ta świadomość, że m.in. przez niego zginęło 8 młodych ludzi... Słyszałam jak mówił, że żałuje, że przeżył. Nie dziwię się.
To nie był przewodnik tatrzański, tylko "opiekun grupy". Poza tym o ile pamiętam nie było jakiegoś "ogromnego zagrożenia" - obowiązywała wówczas dwójka lawinowa. Jeden z opiekunków miał za sobą doświadczenie prowadzenia dzieciaków na Mount Blanc.
Ale to wszystko nie jest usprawiedliwieniem. Zimowe wejście na Rysy to nie jest zajęcie dla nauczyciela geografii i jego uczniów. Przecież tam nie tylko lawiny są groźne. Pod samym szczytem śnieg robi się stromy i jak ktoś nie potrafi wyhamować upadku czekanem (o ile ma w ogóle czekan) to już kompletna porażka. Pod samą kopułą szczytu jest takie wąskie i strome przejście - jestem pewien że to jest kompletnie oblodzone zimą.
Myślę, że facet i tak ma przechlapane - do końca życia mieć świadomość przyczynienia się do śmierci ludzi. Zobaczymy jak to się skończy w sądzie...
Ale to wszystko nie jest usprawiedliwieniem. Zimowe wejście na Rysy to nie jest zajęcie dla nauczyciela geografii i jego uczniów. Przecież tam nie tylko lawiny są groźne. Pod samym szczytem śnieg robi się stromy i jak ktoś nie potrafi wyhamować upadku czekanem (o ile ma w ogóle czekan) to już kompletna porażka. Pod samą kopułą szczytu jest takie wąskie i strome przejście - jestem pewien że to jest kompletnie oblodzone zimą.
Myślę, że facet i tak ma przechlapane - do końca życia mieć świadomość przyczynienia się do śmierci ludzi. Zobaczymy jak to się skończy w sądzie...
.
Nie był przewodnikiem? To mu może zaszkodzić, będą mieć na niega haka w postaci regulaminu TPN-u (nie wiem czy nadal tak jest ale wiem, że było): wycieczki wchodzące na teren TPN-u muszą mieć przewodnika (powiedziane w uproszczeniu
) Ciekawe, czy grupa była wyposażona w raki itp itd?
Re: .
No tak - klika postów wyżej w tym wątku zacytowałem właśnie fragment regulaminu TPN i odwołania do odpowiednich ustaw.anmenka pisze:Nie był przewodnikiem? To mu może zaszkodzić, będą mieć na niega haka w postaci regulaminu TPN-u (nie wiem czy nadal tak jest ale wiem, że było): wycieczki wchodzące na teren TPN-u muszą mieć przewodnika (powiedziane w uproszczeniu) Ciekawe, czy grupa była wyposażona w raki itp itd?



