Niestety, małżonek musiał wyjechać pilnie i niespodziewanie do Poznania i całe nasze plany tatrzańskie legły w gruzach
Na szczęście nasi górscy przyjaciele Ela i Zbyszek jechali na pięć dni i zabrali mnie ze sobą
Nigdy im tego nie zapomnę, bo dzięki nim chociaż kilka pięknych jesiennych chwil spędziłam w moich ukochanych Tatrach.
Nie zanosi się na to, że uda nam się jeszcze do końca pażdziernika wybrać, bo i pogoda niespecjalna, i jesień już chyba taka piękna nie będzie....
A te kilka dni było ciepło, słonecznie, kolorowo i nawet nie trzeba było jesiennych kolorów daleko szukać .
W dzień przyjazdu, tylko spacer po Zakopanym...




W drugim dniu - lekka wycieczka do Małej Łąki, na Przysłop Miętusi, a potem przez Staników Żleb i bajecznie kolorową Ścieżką pod Reglami...


Widok z góry na Czerwone Wierchy urzeka o każdej porze roku...



W kolejnym dniu namówiłam Elę i Zbyszka na wycieczkę do Doliny Białej Wody i dalej do Kaczej i Litworowej.
Wyjechaliśmy z Zakopanego wcześnie, bo to dość daleko i obiecałam, że wrócimy na Łysą Polanę zanim się ściemni.
Bardzo dobrzy ludzie, ale ostrożniej podchodzą do sprawy i nie chciałam narażać ich na stres.
Byliśmy tam dwa lata temu z mężem, ale wtedy wystraszyły nas czarne chmurzyska, a teraz było cudowne niebo...
Szliśmy w zimnym porannym cieniu, a przed nami oświetlone szczyty, ...
Pięknie.





Minęliśmy wodospad w kolorowej scenerii.




Im wyżej, tym było cieplej, a nawet gorąco. Nie schodziliśmy nad Kaczy Stawek, popatrzyliśmy z góry..

Byli zachwyceni widokiem, jaki ukazał się po wejściu w Dolinę Litworową.
Posiedzieliśmy tam zbyt długo i brakło czasu, żeby dojść do Litworowego Stawu...
To była taka wycieczka dla nich, a oni nie takie harpagany jak my, więc nie chciałam ich za bardzo sforsować.
No trudno, innym razem...





Rozliczyłam czas przejścia szlaku - można powiedzieć - co do minuty.
Powiedziałam, że będziemy przy samochodzie o godz. 18, a byliśmy pięć minut póżniej
Bardzo podobała się moim towarzyszom wyprawa, a ja też byłam zadowolona, że sprawiłam im trochę radości.
Idąc za ciosem, wymyśliłam na następny dzień Dolinę Młynicką na Słowacji.
Ależ tam było pięknie....
Ala
c.d.n.

































