

Następnie już cała grupa udaję się drogą asfaltową do jakiegoś schroniska. Na drodze leży nocny opad śniegu. Grupa zgodnie stwierdza, ze można było zabrać jakieś stare narty to przy zejściu nie trzeba było by sie zasrywać ze schodzeniem tylko byśmy sobie zjechali. Oczywiście ( tu pada niecenzuralne słowo) g...o prawda, bo śnieg do południa stopniał.
Dochodzimy do schroniska gdzie następuje krótki odpoczynek. Jedni coś jedzą inni palą a jeszcze inni nic nie robią. Podchodzimy szlakiem, na którym znajduję się świeży opad śniegu. Na zapytanie „ubieramy raki” widać w oczach śmiech, drwinę, więc pytający spuszcza głowę i już przez najbliższe 10 minut nie podejmie tego tematu.
Należy tutaj zaznaczyć, iż idziemy w całkowitej młace i widać, co najmniej na 10 metrów. Stare wygi świadomie zwalniają, na co nie mogą sobie pozwolić wysportowani odważni skałołazi Smolik i Piotrek i szybko oddalają się od reszty. grupa zgodnie stwierdziła że niech idą jak zgubią szlak to przynajmniej będzie kogo ( tu pada niecenzuralne słowo) opierd...ić i naśmiewać się przez następne 17 lat.


Dochodzimy do przełęczy i schodzimy, bo jest łokrutnie zimno. Grupa zgodnie stwierdza, że trzeba było zabrać cieplejsze gacie ze 6 par rękawić a jeden to se przysiągł, że se kupi łapawice.



Staje się dość niebezpiecznie i Grupa stwierdza, że ubieramy raki. Jedni mają to głęboko w tyle inni w ogóle zabrali nie te raki, co trzeba inni chwalą się rakami za 200 zł i dumnie je tępią na kamieniach.

Spoglądamy za siebie o podziwiamy widoki

Następnie grupa testuje kijki i toczy się debata na temat amortyzatora w kijkach i tej tasiemki, co jest przy rączce. Grupa zgodnie stwierdza, że kijki za 30 zł plus bidon to najrozsądniejsza alternatywa dla drogich nic niemających kijków imperialistycznych firm.

Dalej toczy sie rozmowa na temat lawin i tego ze zaczyna się robić ciepło i chyba nie jest fajnie jechać „orient expresem”. Na grani spotykamy Słowioków lub Czechów zdania na temat narodowości tych, że są podzielone. Nie mniej fajnie, że chłopaki ida przed nami, bo nie musimy sie wysilać w odnajdywaniu drogi i zawsze to lepiej iśc za kimś.

Grupa zaczyna szkolenie w podchodzeniu w rakach na jedną z Kop i zgodnie stwierdza, że sa na obecną chwilę cztery metody chodzenia w rakach, frontalna, czyli kufiskiem do stoku
boczna prawa, boczna lewa oraz przy schodzeniu wspomniana wcześniej frontalna i na chojraka z pięty na palce plecami do stoku.

w rakach po łańcÓchach

Na wierzchołku grupa stwierdza, że dobrze, że nie wycofaliśmy się, choć były głosy, aby brać dupę w troki i zawracać. Po krótkim odpoczynku zaczynamy chodzić w dół i kierujemy się na odległą Igłę w Banówce jako pośredni cel naszego szkolenia.


Zaprzyjaźnione Czecho Słowioki mkną dalej i sa bliscy jak się później okazało swojego Mount Everestu


Ale zostawmy na chwilę naszych przyjaciół i zajmijmy się swoimi, którzy w pięknej scenerii również używają podchodzenia frontalnego, ale sa w opozycji do raków.

Tu natomiast dwójka młodych ludzi Piotr i Kasia podchodzą do starego forumowego wyjadacza Smolika. Widać chłop niezmiernie uradowany na ich widok.

Wracamy do Czecho Słowioków, którzy podpatrzyli od nas metodę schodzenia frontalnego kufiskiem do stoku i poczynają w dół. Grupa zgodnie stwierdza, że dobrze się stało, że schodzą zawsze jakby sie zaćmiło można po ich śladach zejść wesoło opowiadając kawały.

Na grani dochodzi do rękoczynów poszło o czekan a raczej o jego używanie w sumie nie wiem, o co chodzi. Wchodzimy na wierzchołek, po czym w dół na przełęcz gdzie rozegrają się mrożące krew w żyłach dysputy na temat dalszego szkolenia.


Siedzimy na przełęczy nikt z nas nie sprawdził pogody i dokładnie o 11.11 i 20 sekundzie okolice spowija gęsta mgła która tydzień wcześniej w Klikuszowej konia udusiła. Spoglądamy na siebie w milczeniu. Słychać szemrania o, wycofie ale nikt, głosno tego nie mówi. Nagle Piotr, którego ktoś zapytał o zdanie odpowiada ze chyba najrozsądniej będzie wrócić śladami i zejść żlebem, którym schodzili Czecho Słowioki. Grupa zgodnie stwierdziła, że jest to słuszna decyzja a gdyby sie wypogodziło zawsze można ( tu pada niecenzuralne słowo) opierd...ć Piotrka że sie nie zna i wypominać mu to przez następne 23 lata.

cofamy sie na szczyt na którym przed chwilą byliśmy i spoglądamy za siebie i przed siebie


Jesteśmy na przełęczy gdzie rozstaliśmy się z naszymi przyjaciółmi z południa i poczynamy schodzić w dół oczywiście pozycje różne w zależności od upodobań. Słyszy sie głosy u pozostałych, którzy jeszcze nie zaczęli schodzić
- Ciekawe czy spadną?
- E tam daleko nie polecą



Dochodzimy do takiej płasinki z ławkami i stolikiem robimy sobie popas. Dowiaduję się że jestem w dolinie Rochackiej choć głowy bym nie dał. I tak Kończy się nasze szkolenie mam nadzieję ze wszyscy uczestnicy, czyli w kolejności alfabetycznej Kasia Manfred, Fenek Smolik Marek i Piotrek sa zadowoleni.

PS Proszę o wpłacenie 700 zł od głowy gdyż nie mam ochoty was szkolić za darmo. Dziękuję. Jakiekolwiek naśladowanie jest nie na miejscu i grozi kalectwem połamaniem nóg i rąk a także może doprowadzić do tego, że rodzina naśladowaca będzie się dobrze bawić na stypie. Z górskim pozdrowieniem Hejjjj

















