Dzień pierwszy
Po długiej przerwie w końcu jedziemy w nasze ukochane Tatry.
Pogoda zapowiadała się na bardzo dobrą. Zakopianka witała nas cudownymi widokami oczy aż się śmiały z radości, a serce skakało do góry.


Im bliżej Zakopanego tym widoki coraz piękniejsze, a Tatry bliższe. W końcu naszym oczom ukazał się upragniony napis ZAKOPANE.
Po dojechaniu na kwaterę wypiliśmy u naszej ukochanej pani Stasi kawę, herbatę jak kto wolał, wypakowaliśmy bagaże i postanowiliśmy iść się rozruszać, taka mała rozgrzewka. Celem miał być Nosal i z zamiarem go zdobycia wyruszyliśmy. Idąc w kierunku Kuźnic szliśmy tuż obok potoku, wody w nim faktycznie było więcej niż zwykle, a wszystko za sprawą ostatnich dużych opadów deszczów. Wodospad przed Kuźnicami też wyglądał imponująco.


Idąc tak sobie zaczęła nas kusić Hala Gąsienicowa, zaczęliśmy się wahać, gdzie iść. Jak doszliśmy do miejsca, gdzie rozpoczyna się szlak na Nosal żadne z nas nie skręciło w lewo aby na niego wejść, obydwoje zgodnie poszliśmy prosto w kierunku Kuźnic. Cieszyliśmy się bardzo, że niebawem zobaczymy Halę Gąsienicową, pogoda piękna, bezchmurne niebo jedyny mały minus to duży upał. Na szlak weszliśmy o 9 – troszkę późno ale to miała być tylko rozgrzewka, krótka wycieczka na rozruszanie zastałych mięśni. Jaworzynka przeurocza, kolorowa, pięknie ukwiecona.


Powolutku sobie wędrowaliśmy. Szlak w jednym miejscu był troszeczkę zniszczony przez ostatnie ulewy, ale nie było to jakieś wielkie zniszczenie. Widoczki cały czas cudowne.





Jaworzynka z góry też wyglądała urokliwie, pięknie też prezentował się Giewont widziany z daleka.



Im bliżej przełęczy tym widoki coraz ciekawsze


W końcu dotarliśmy do Przełęczy między Kopami. Po uzupełnieniu zapasów wody w naszych brzuszkach ruszyliśmy dalej w kierunku Hali Gąsiennicowej no i naszym oczom ukazał się jeden z wspanialszych widoków w Tatrach.




Im bliżej Hali tym widoki coraz wspanialsze.








Hala Gąsiennicowa przywitała nas na różowo i żółto, wierzbówka kiprzyca co prawda jeszcze nie rozkwitła w pełni ale i tak efekt był niesamowity.








Z racji tak fantastycznej pogody postanowiliśmy wydłużyć nieco naszą wycieczkę, postanowiliśmy obejść i zobaczyć wszystkie Stawy Gąsienicowe, a potem wejść na Przełęcz Karb. Szlak wokół stawów przepiękny widokowo.
Może to RAJ!




Widoki cały czas wspaniałe aparat cały czas cieszył się dużym powodzeniem.




Tak sobie, focąc i ciesząc oczy widoczkami wędrowaliśmy dalej




aż doszliśmy do Zielonego Stawu Gąsienicowego leżącego w uroczym zakątku u stóp Skrajnej Turni . Jest prześliczny i faktycznie zielony.






Spotkanie z tubylcami




Nie mogliśmy wprost oderwać oczu od tego miejsca


Po małym odpoczynku ruszyliśmy dalej.


W tym też czasie nad naszymi głowami przeleciał śmigłowiec TOPR-u, niezbyt to dobrze wróżyło.




Roślinność górska jest zachwycająca


Po dotarciu na Przełęcz Karb zrobiliśmy sobie mały odpoczynek, posililiśmy się co nieco, napaśliśmy oczy tymi pięknymi wręcz pocztówkowymi widokami. Odsłoniła nam się druga strona, mogliśmy podziwiać Żółtą Turnię i w dole Czarny Staw Gąsienicowy, a Kościelec był na wyciągnięcie ręki, troszkę kusił ale jak na pierwszy dzień uznaliśmy, że Karb nam wystarczy.






Niestety czas gonił i trzeba było ruszać dalej.


Widoki z Małego Kościelca bez porównania ładniejsze niż na przełęczy.








W miarę schodzenia Czarny Staw Gąsienicowy nabierał coraz większych rozmiarów.




No i w końcu dotarliśmy do niego. Cóż to za wspaniały widok ujrzeliśmy cała Orla Perć doskonale była widoczna. Sporo ludzi siedziało nad stawem, ale nie ma się co dziwić, bo miejsce naprawdę warte zobaczenia, a przy takiej pogodzie tym bardziej.






Przy stawie znów zrobiliśmy sobie mały postój aby wchłonąć te piękne widoki no i o zrobić pamiątkowe zdjęcie. Znów ciężko było iść dalej, ale cóż, kawałek do przejścia jeszcze został.


Dalej przez Halę Gąsienicową do Przełęczy między Kopami. Po drodze oczywiście jeszcze było kilka pożegnalnych spojrzeń i zdjęć w kierunku Tatr Wysokich.




Ponieważ podchodziliśmy Jaworzynką postanowiliśmy, że zejdziemy przez Boczań i tak uczyniliśmy.






I na do widzenia


I takim oto sposobem zdobyliśmy „Nosal”.





