..i ja usłyszałam bicie własnego serca bo dwa razy w swoim zyciu podróżnym znalazłam się w sytuacji ..."bez wyjścia" ..i wiem co mozna poczuć kiedy nie da się "opanować"sytuacji....planujemy coś układamy scenariusz a życie życiem...szczęście?bardzo ważne ale nie da się go zaplanować - albo jest albo go po prostu brak.Podobnie jak z pogodą - przewidzieć jej nie sposób....to taka jedynie sprawiedliwa sprawa na tym świecie...? zdjecia? raczej kartka i długopis (na spisanie testamentumadziula24 pisze:Jakos się nie dziwię, straszne przezycie..Michał pisze:Nawet po powrocie do domu, do końca dnia nie potrafiłem zapanować nad emocjami.
Dwie godziny strachu
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne
..życie jest piękne
Ja byłam w centrum wydarzeń, a dokładnie w Blachowni, gdy przechodziła trąba powietrzna... Domek rodziców znajduje się ok 3 km od centrum wydarzeń...Drzewa się gięły, liście leciały od dołu do góry i kiedy troszkę się uspokoiło wsiedliśmy w samochód zrobić rekonesans ... A potem się okazało, że nigdzie nie można dojechać, bo drzewa połamane na ulicach, dachy zerwane... Jak wracaliśmy do domu to już goniła nas kolejna trąba ... Zdjęcia dołączę ... A swoją drogą nigdy więcej czegoś takiego nie chcę ...
"Cudowna kobieta to taka, która nie wymaga cudów"









