Na pierwsze dni zatrzymałem się w Ździarze, na kwaterze u miłych gospodarzy. Tak jak w przypadku reszty kwater nic wcześniej nie rezerwowałem - ze znalezieniem odpowiedniego lokum nie było jednak żadnych problemów.
Pierwsza trasa miała być lightowa i taka była. Już przed wyjazdem chodziłem i wstawałem wcześniej niż zwykle, coby nie było na miejscu szoku. Tak dobrze się przygotowałem, że owego pierwszego dnia wstałem ok. trzeciej nad ranem - wyspany i gotowy na górskie wojaże. Po ciemku jednak nie było sensu iść, więc spokojnie się przygotowałem, zapakowałem i wyszedłem na szlak o jakiejś 4:30. Plecak ważył jakieś paręnaście kg (sam plecak to ok. 3 kg) - chodziłem sam i chciałem mieć ten komfort psychiczny, że nic mi nie brakuje. Wędrowałem i w sandałach i w górskich. I tak było również w następnych dniach. Po godzince marszu zrobiłem sobie śniadanie w plenerze - w następnych dniach było podobnie.
Trasa była następująca - ze Zdziaru na Szeroką Przełęcz i później na Przełęcz pod Kopą (Wyżnia była nieopodal, więc i o nią zahaczyłem); zejście lubianą przez wielu Dol. Zadnich Koperszadów do Jaworzyny Spiskiej. Na obu przełęczach posiedziałem sobie jakieś 1,5 godziny. Miałem sporo czasu. Na dole byłem i tak przed 12.
Pogoda cudowna, co widać na poniższych fotkach -


a tutaj spotkana w Dolinie Szerokiej, pod Szalonym Wierchem, kozica -

panorama z Szerokiej Przełęczy - w oddali widać m.in. Wysoką i Rysy

tu też z Szerokiej Przełęczy - widać cały masyw od Kieżmarskiego po Lodowy; i mnie topless

i jeszcze ujęcie kawałka bezbłędnych Tatr Bielskich z Zadnich Koperszadów
































