Hannibal pisze:rozciąganie to jest dobre, ale jako rozgrzewka przed właściwym treningiem
Niekoniecznie. A szpagat robisz?
nie robię
kiedyś jak trenowałem kung-fu to bardzo niewiele mi brakowało
ale rozciąganie robię zawsze przed biegiem, przed ćwiczeniami siłowymi no i robiłem ostatnio przed każdym wyjściem w góry
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
dagomar pisze:To możecie coś o tym rowerku czy nie
Niestety potwierdzam, rower stacjonarny bardzo szybko się nudzi. Mój też stoi bezczynnie :/
..a może stepper? Małe to i jak się znudzi to przynajmniej miejsca nie zajmuje.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Kurczę... łyżwy to jest jednak super sprawa. Chyba muszę odświeżyć pamięć.
Hannibal pisze:nie robię
A widzisz, bo rozciąganie samo w sobie może być treningiem. Ja jakoś bardzo elastyczna nie jestem i czasem jak sobie zrobię "mały" trening, to ledwo co mogę chodzić. I to nie chodzi mi o roziąganie przez 15 minut, a przez godzinę lub dwie.
Hannibal pisze:odśnieżałem nawet staw na wsi koło babci, coby móc trochę pojeździć
Hahahahahaha, ja też! Co to były za fajne czasy. Od rana do wieczora jeździłam na stawku, a do domu wracałam tylko kiedy przemarzłam na kość, ogrzałam się szybo i znowu. Ajjj
mefistofeles pisze:mam znajomego z któym przez godzinę szukaliśmy sportu, którego NIE uprawiał...
Rower stacjonarny to chyba nie najlepszy pomysł jak chodzi o trening stricte narciarski (dla kolarza dobry). Jednak obciążenia są nieco inne.
Ja bym postawił na zwykłe ćwiczenia, zwłaszcza te zwięskzające wytrzymałośc siłową oraz imitujące obciążenia w narciarstwie. Dobre wszelkie przysiady, wspięcia na podwyżeszenia. Biegi też, a szczególnie zbieganie po w miarę stromym (podbne mięśnie działają). Poza tym przydają się ćwiczenia szybkościowo - koordynacyjne, przykładowo jak byłem piękny i młody to jesienią stawialiśmy sobie krótkie slalomy któe biegaliśmy na pełnej szybkości. Na początku zwykłe z tyczek drewnianych a potem to już nawet uchylne (tyle, że wtedy trzebab yło biegać w ochraniaczach ).
Mam gdzieś taki zestaw ćwiczeń pod narty autorstwa chyba JC Killy'ego jak znajdę to podrzucę (mimo Twojej niechęci do ćwiczeń).
Hannibal pisze:
bieganie jest bardzo efektywne - 7-9 km z prędkością 13-14 km/h mi zupełnie wystarcza;
Pod Dagomarowe zastosowania to raczej, takie 40 minut wolno (do tak 75-80% HRMax) a potem jakieś interwały na siłę biegową. Typu 8x 100m pod górę w przerwach marsz, potem dłuższe (tak do 200m).
włączam też czasem elementy biegu pod górę (mam niedaleko Agrykolę)
i w dół na lekko ugiętych nogach....
Kuba
bardzo dobre są też typowe ćwiczenia siłowe - przysiady ze sztangą (ale to już tylko na siłę, nie na kondycję)[/quote]
Roman pisze:Raczej nie rowerka tylko sposobu jego uzytkowania. Np. pokonywanie podjazdow na zbyt duzym przełożeniu.
no raczej musisz mieć większe przełożenie, coby pokonać podjazd z większą prędkością
zapewne na najniższym możliwym biegu trudno byłoby sobie nadwrężyć kolana, ale kto podjeżdża z prędkością 5 km/h
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
Roman pisze:Raczej nie rowerka tylko sposobu jego uzytkowania. Np. pokonywanie podjazdow na zbyt duzym przełożeniu.
no raczej musisz mieć większe przełożenie, coby pokonać podjazd z większą prędkością
Należy stosować przełożenia optymalne.
zapewne na najniższym możliwym biegu trudno byłoby sobie nadwrężyć kolana, ale kto podjeżdża z prędkością 5 km/h
Sądzę, że wielu gdy trafią na odpowiednio stromy podjazd. Nie wiem jakie masz doświadczenia, ja spore. Zmieniam przełożenie na lżejsze gdy czuję sygnał w kolanach. Nie warto szarżować, jesli chce się cieszyć jazda w górach. W tym roku, na przejechane ok. 6000 km, w tym sporo w górach, na najmniejszym możliwym biegu przejechałem najwyżej kilka km. No i 5 km/h nawet wtedy rzadko rejestrowałem.
Mecenas pisze:eh... na samą myśl o przysiadach ze sztangą strzyka mi w kolanach...
To prawda - wygodniej się robi z kolegą (sam się trzyma).
K.
P.S. Mefi na rowerze dość trudno skasować sobie kolana. Rower jest w dużej części problemów z kolanami zalecany jako ćwiczenie rehabilitacyjne. Najczęściej problemy się zaczynają jak jeździmy ze zbyt dużymi obciążeniami wynikającymi albo z "napalenia" albo ze złego ustawienia siebie w stosunku do pedałów (wysokość siodełka i jego ustawienie (przód-tył). Często też kolana psują się od krzywego stawiania stóp na pedałach lub prowadzenia kolan na boki (tak że kolano nie porusza się płaszczyźnie prostopadłej do podłoża tylko "wyłazi" na boki). Ci co jeżdżą w systemach mocowania pedałów lub paskach mogą mieć ten problem jak stopa nie ma ruchu (brak luzów w konstrukcji) czy stopa jest źle ustawiona (kąt i położenie ośki). Pomijam rozpieprzenie kolan za pomocą zderzenia się z czymś zewnętrznym, rowerem, lub matką ziemią.
P.S. 2 No to znowu wyszło, że cienias jestem. Ostatnio na paru podjazdach widziałem 4.6 km/h......a potem zaraz padłem....
KubaR pisze:Najczęściej problemy się zaczynają jak jeździmy ze zbyt dużymi obciążeniami wynikającymi albo z "napalenia"
ano tak włąśnie sobie rozwaliłem Pierwszy raz pod Grudziadzem gdy kumpla wziełona ściganie sie na podjeździe. Drugi raz koło mnie gdy spotkaliśmy trzch naprawdę mocnych gości i usiłowałem dotrzymać im tempa. Podjazdy robione 40 km/h to nie był dobry pomysł...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun