Moi górscy przyjaciele...

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Moi górscy przyjaciele...

Post autor: horolezec »

Myślę, że to może być ciekawy temat do dyskusji.
Mianowicie - jak poznaliście waszych górskich partnerów? Spotkaliście się w górach czy raczej u cioci na imieninach? Wolicie chodzić (wspinać się?) z rodziną czy raczej wolicie ich nie zabierać? A może cenicie sobie samotność i w górach od ludzi odpoczywacie?

Poznać, odszukać ludzi, którzy tak jak my kochamy góry nie jest łatwo. Znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym...

Zapraszam do dyskusji!

Pozdrawiam!
madziula24

-#6
Posty: 1073
Rejestracja: śr 16 lip, 2008
Lokalizacja: Kraków

Post autor: madziula24 »

Jeżeli chodzi o mnie to lubię chodzić sama.. Taki odpoczynek od rzeczywistości.. :) Jeśli już, to mam kilku przyjaciól, z którymi czasem się gdzieś wybiorę. Nie ma to jak własne tempo, nie czekanie na innych.
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.

Anna Kamieńska
Awatar użytkownika
Olav

-#6
Posty: 1997
Rejestracja: ndz 13 lut, 2005
Lokalizacja: Zakopane / Poronin Misiagi

Post autor: Olav »

Sam - bo czasem mam taką potrzebę.
Ze Zgredkiem - bo fajnie mi się z nim łazi...
Z żoną - bo ma inne spojżenie na góry...

Wszystko zależy od nastroju...czasem - pewnie zostanę przez wielu wyklety - lubię sobie gdzieś wejść założyć słuchawki...nie ma mnie dla nikogo...wyłączam się....

Lubię też takie luźne znajomości szlakowe jak poznaje się kogoś w schronie, potem gdzieś się spotykacie na szlaku, ale generalnie nie wędrując razem...jak np było z Oskar'em i ekipą...spotkałem ich w piątce a potem przez zupełny przypadek wspólnie posilaliśmy się przy wodogrzmotach....
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Dobry temat. :)

Jakoś się za bardzo poznawać nie musiałam, bo moja nieodłączna ekipa to rodzina. ;) Że trwa to niezmiennie od 10 lat (chyba), to znamy już swoje tempo, wiemy jakie są przyzwyczajenia etc. Jednak jest to swego rodzaju minus, bo w trudniejszych momentach szlaku nie boję się o siebie, a o bliskich... To samo gdy zabieram kogoś.

Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że dobrze będzie mi się wędrować samotnie i w tym roku przekonałam się, że jednak miałam rację. Dobrze czasem wyjść w góry i czuć, że nikogo nie ma obok... Na pewno nie był to pierwszy i ostatni taki wyjazd.

Tak w ogóle, to jestem na etapie "poszukiwań" - jeśli chodzi o częste wyjazdy.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

moje towarzystwo niestałe jest. MiGa popznałem przez forum, czasem wędruję z moim dawnym wychowawcą, czasem sam a czasem z przypadkowymi ludźmi - nie ma reguły.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
tomtom

-#6
Posty: 1948
Rejestracja: pn 25 kwie, 2005

Post autor: tomtom »

W moim przypadku bylo bardzo romantycznie. Stoimy se w bramie ze szwagrem jak co dzien po fajrancie (szwagier sasiad to bardzo fajna sprawa) i on nagle mowi, ze poczul nagla potrzebe chwili i go cisnie. Mowie mu, lej chlopie na miejscu jak zwykle, cos sie taki kulturny zrobil. A on na to, ze co ja durny, jeszcze taki stary nie jest, coby po pierwszym gruzinskim go na pecherz parlo, on poczul potrzebe odetchniecia swiezym gorskim powietrzem. Slipie na niego jak na wariata, a co to mu brama nasza nagle zbrzydla, dobrze sie w niej urlop spedza, jeszcze na boku cos dorobic mozna, odbilo chlopu normalnie. A on swoje, ze gory i gory, az mnie zarazil. Policzylim sie z kasa, sciagnelismy jeszcze dwie rynny z kamienicy obok na zlom, no i starczylo jeszcze na drugie gruzinskie do pociagu. Pojechalim i tak juz zostalo.
"Jarosław Kaczyński ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną."
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Zacząłem przygodę z Tatrami już po "odchowaniu" dzieci - w wieku 30 lat. Wcześniej moje zainteresowania ,co szokuje znających mnie (teraz) lepiej ,koncentrowały się wokół brydża i pokera.
Zacząłem i kontynuuję z żoną ,zawsze we dwójkę ,stały partner wygodny jest w tym ,że jest dobrane tempo marszu ,ale trudno o takiego ,by nie denerwował na 10 z kolei trasie. Mnie się udało :)
Myślę ,że partner w górach przede wszystkim powinien być dobrany charakterologicznie i emocjonalnie ,a dopiero na drugim miejscu wytrzymałosciowo i zręcznościowo. Te drugie rzeczy mozna poćwiczyć ,z powodu tych pierwszych ludzie już spadali
Awatar użytkownika
cyganeria

-#6
Posty: 1028
Rejestracja: ndz 25 gru, 2005
Lokalizacja: w ludziach tyle nienawiści?...

Post autor: cyganeria »

Mam tak jak Agaar. Chodzę z rodziną, a głownie z Tatą, bo jego najbardziej udało mi się zarazić. I rzeczywiście potwierdzam, że to co w tym przeszkadza to strach o drugą osobę.

Sama jak dotąd nie byłam w górach, ale mnie ciągnie do tego, bo czuję, ze tego potrzebuję. Ale póki co ciężko jest mi to zrealizować.

Co do znajomych tu również jestem na etapie poszukiwań. Wszyscy moi przyjaciele i inni z którymi spędzam czas dziwnym trafem bardzo kochają morze a od gór trzymają się z daleka i jakoś nie są specjalnie otwarci na nowe hobby jeśli nazywa się "góry".
Ale wszystko jeszcze przede mną; samotne wyprawy i wycieczki ze znajomymi, bo prędzej czy później kogoś na pewno uda mi się zarazić.

Jednak sama zauważyłam, że w górach dla mnie nie liczy się z kim tam jestem, tylko sam fakt że jestem.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Awatar użytkownika
Erynie

-#5
Posty: 507
Rejestracja: śr 26 kwie, 2006
Lokalizacja: Żywiec

Post autor: Erynie »

dagomar pisze: po "odchowaniu" dzieci - w wieku 30 lat.
Jak Ci się ta sztuka udała?
Najlepiej jest wtedy kiedy się o górach wie najmniej, czyli w szkole średniej i na studiach, wtedy nie ma żadnego problemu. A później tragedia - a chciałem urlop wziąć trochę później i zrobić mały remoncik, a żona się wkurzy, bo mieliśmy jechać nad morze, a chciałbym ale kasa mnie trzyma, bo chcieliśmy nowe auto kupić. O stałego "górskiego przyjaciela" trudno i jak się go ma, to lepiej dbać, chuchać i dmuchać, żeby samotnych nocy w kolibach było jak najmniej, bo jakoś większą przyjemność sprawia dzielenie górskich zachwytów z drugą osobą. Pozdrawiam - ERynie.
Jeśli nie lubisz morświnów, to nie perforuj wiewiórek
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Po prostu moja żona tak samo ,jak ja ,lubi morze wzburzone ,gniewne ,na małej łajbie ,z wiejącą bryzą ,stąd nie mamy problemów z plazowymi wyborami latem :)
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Większość ludzi, z którymi chodzę w góry to po prostu znajomi ze szkoły czy studiów. Ale poznałem też jedną osobę przez internet i jest to o tyle cenna znajomość, że osoba ta zna Tatry dużo lepiej ode mnie.
Niezależnie od tego chętnie poznałbym jeszcze wiele innych osób, które miałyby podobnego fioła na punkcie Tatr... bo jak napisał Horolezec "znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym... "
Często jest tak, że akurat nikt z tych moich kilku znajomych nie ma czasu aby się wybrać. Jest jeszcze jedna kwestia - połowa z nich Tatry zna jedynie pobieżnie, bywa w nich rzadko i nie czułbym się komfortowo wyciągając te osoby gdzieś na jakieś dziwne szczyty. Bardzo chciałbym trafić na takiego prawdziwego pasjonata/pasjonatkę, dla którego każdy górski cel jest marzeniem. Marzeniem, dla którego zrealizowania warto wylać litry potu, zmarznąć, przemoknąć, itp. ;) I kogoś kto miałby też jakąś inicjatywę w tworzeniu planów wspólnych wyjazdów.
W sumie wychodzi na to, że mniej więcej połowa moich wycieczek to wycieczki samotne. Jak dla mnie chodzenie samotne i w towarzystwie to dwie dość mocno różniące się sprawy. I jeden i drugi sposób dostarcza niezapomnianych wrażeń i pozwala inaczej odbierać góry.
A jeśli chodzi o "górskich przyjaciół"... wydaje się, że dobrym miejscem na ich poszukanie jest choćby takie forum jak to...
Awatar użytkownika
Olav

-#6
Posty: 1997
Rejestracja: ndz 13 lut, 2005
Lokalizacja: Zakopane / Poronin Misiagi

Post autor: Olav »

Rafał pisze:wydaje się, że dobrym miejscem na ich poszukanie jest choćby takie forum jak to...
strzał w dziesiatkę
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Olav pisze:strzał w dziesiatkę
... chociaż na razie nie zdobyłem się na odwagę, aby z kimkolwiek taką "górską przyjaźń" zacząć. Albo po prostu jeszcze nie mam wystarczającej determinacji.
slax

-#3
Posty: 163
Rejestracja: sob 03 maja, 2008
Lokalizacja: Kraków

Post autor: slax »

Ja też chodzę sam po górach.Przez 10 lat tylko trzy razy byłem z kimś w Tatrach. Na jakiś czas muszę jednak zaprzestać wędrówek po górach bo tak jak dagomar muszę " odchować dzieci " Chciałbym tą pasją zarazić moje dzieci a wtedy za kilka lat będziemy razem chodzić po Tatrach
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

dagomar pisze:... Wcześniej moje zainteresowania ,co szokuje znających mnie (teraz) lepiej ,koncentrowały się wokół brydża i pokera...
Uważam - najlepszy, że to najlepszy sposób na przetrwanie niepogody w górach
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Ja generalnie chodzę po górach z moim kuzynem, już od ponad 10 lat i zdecydowanie lubię łazić z nim. I ma racje Dagomar pisząc:
dagomar pisze:Myślę ,że partner w górach przede wszystkim powinien być dobrany charakterologicznie i emocjonalnie ,a dopiero na drugim miejscu wytrzymałosciowo i zręcznościowo. Te drugie rzeczy mozna poćwiczyć ,z powodu tych pierwszych ludzie już spadali
Podpisuje się pod tym w pełni.

Pozatym bardzo lubię samotne wędrówki, mają swój urok i zdecydowanie pozwalają na odizolowanie się od rzeczywistości, na trochę ciszy i spokoju.
rwtwolves

-#1
Posty: 14
Rejestracja: pt 31 sie, 2007
Lokalizacja: 3-miasto

Post autor: rwtwolves »

Widze że sporo tu samotnych wedrowców ;) - ja tez generalnie sam chodze, a glowna przyczyną jest to, że chodzac samemu moge w pełni decydowac o takich aspektach wedrówki jak: tempo, cel, ewentualny odwrót.
Owszem jest wieksza doza ryzyka w razie jakichs klopotów - no ale coś za coś.
Choc zawsze warto miec u swego boku sprawdzonego towarzysza - to w moim przypadku, samotne chodzenie, poki co na razie sie sprawdza - choc na towarzysza (o podobnych zapatrywaniach , nie przewyzszajacego mnie za bardzo umiejetnosciami, jak tez za bardzo nie odstajacego) tobym sie nie obraził :D
Jednak na razie to pozostaje samotne łażenie.
Pozdrawiam wszystkich wedrowców - samotników i stadnych :D
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Re: Moi górscy przyjaciele...

Post autor: Basia Z. »

horolezec pisze:Myślę, że to może być ciekawy temat do dyskusji.
Mianowicie - jak poznaliście waszych górskich partnerów? Spotkaliście się w górach czy raczej u cioci na imieninach?
Głównie to na kursie przewodnickim :-)

Pozwala znaleźć górskich (zresztą nie tylko górskich ale i życiowych) partnerów na najbliższe 30 lat ;-)

Ja chodzę czasem sama, czasem z przyjaciółmi, czasem prowadzę niewielkie grupy.
Bardzo lubiłam chodzić ze swoimi synami, ale z wyrośli z rodzinnych wycieczek i chodzą sami lub ze swoimi przyjaciółmi.
Niemniej przynajmniej wzajemnie opowiadamy sobie o naszych wycieczkach, czasem je wspólnie planujemy.

Poza tym mam grono dobranych przyjaciół (kilkanaście osób związanych z SKPG) z którymi jeżdżę w góry w różnych konfiguracjach - czasem w dziewiątkę, a czasem we czwórkę.
Są to ludzie w bardzo różnym wieku.
Tak się ciekawie składa, że często ostatnio chodzę z dziećmi moich dawnych znajomych.

Bardzo fajnie mi się chodzi z Kubą - przetestowane w ostatnich dniach (ale nie wiem czy jemu ze mną również, zwłaszcza że miałam mocno skręconą nogę i wlokłam się w ślimaczym tempie).
Lubimy np. zatrzymać się na godzinę w malinach lub jagodach i nigdzie się nie spieszyć, obydwojgu się nam podoba taki sam typ gór "takie w jakich kosi się siano".

Poczytuję sobie za pewien zaszczyt, że jestem chyba jedną z nielicznych osób do której grupy on ( raczej samotnik z wyboru ) dołączył w ciągu kilku ostatnich lat w górach i to już trzeci raz.

;-)

Czasem mam wielką chęć wybrać się w góry sama - przeważnie wtedy kiedy mam do przemyślenia jakiś problem.

Nie rozumiem natomiast zupełnie problemu "niedobrania w grupie".

Jeżdżę z bardzo różnymi ludźmi i zawsze w grupie, w której byłam, lub którą prowadziłam można było dojść do kompromisu i dostosować się do siebie wzajemnie.
Przecież w góry jeździ się dla przyjemności.

Pozdrowienia

Basia
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

Ja chodzę głównie z rodziną i innymi zaprzyjaźnionymi z nami rodzinami. W jednej z nich jest przyjaciel, z którym najprawdopodobniej po osiągnięciu pełnoletniości będziemy chodzić. Tak naprawdę to już od dawna praktycznie w góry chodzę z nim, bo rodzina zostaje w tyle :). W tym roku pojechaliśmy też na obóz wędrowny - świetne miejsce, gdzie poznaliśmy wiele fajnych ludzi.
Don't shit, where you eat
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Pozostawiając poza dyskusją kwestię samotnego chodzenia i wiążącego się z tym ryzyka trzeba pamiętać, iż są takie formy górskiej aktywności, gdzie druga osoba (a najlepiej jeszcze trzecia) jest niezbędna. Można to robić samemu, ale ryzyka wzrasta wtedy znacznie niejednokrotnie już bywa nazywane lekkomyślnością czy wręcz szaleństwem. Tak więc warto mieć tych przyjaciół, są naprawdę bezcenni.

A tak swoją drogą ciekawi mnie kto z forumowiczów poznał się tutaj, a następnie umówił w góry i to partnerstwo trwa do dziś? Jakoś tak mam wrażenie, że większość z was patrzy niechętnie na takie znajomości...
ODPOWIEDZ