Moi górscy przyjaciele...
Moi górscy przyjaciele...
Myślę, że to może być ciekawy temat do dyskusji.
Mianowicie - jak poznaliście waszych górskich partnerów? Spotkaliście się w górach czy raczej u cioci na imieninach? Wolicie chodzić (wspinać się?) z rodziną czy raczej wolicie ich nie zabierać? A może cenicie sobie samotność i w górach od ludzi odpoczywacie?
Poznać, odszukać ludzi, którzy tak jak my kochamy góry nie jest łatwo. Znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym...
Zapraszam do dyskusji!
Pozdrawiam!
Mianowicie - jak poznaliście waszych górskich partnerów? Spotkaliście się w górach czy raczej u cioci na imieninach? Wolicie chodzić (wspinać się?) z rodziną czy raczej wolicie ich nie zabierać? A może cenicie sobie samotność i w górach od ludzi odpoczywacie?
Poznać, odszukać ludzi, którzy tak jak my kochamy góry nie jest łatwo. Znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym...
Zapraszam do dyskusji!
Pozdrawiam!
-
madziula24
-

- Posty: 1073
- Rejestracja: śr 16 lip, 2008
- Lokalizacja: Kraków
Jeżeli chodzi o mnie to lubię chodzić sama.. Taki odpoczynek od rzeczywistości..
Jeśli już, to mam kilku przyjaciól, z którymi czasem się gdzieś wybiorę. Nie ma to jak własne tempo, nie czekanie na innych.
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.
Anna Kamieńska
Anna Kamieńska
Sam - bo czasem mam taką potrzebę.
Ze Zgredkiem - bo fajnie mi się z nim łazi...
Z żoną - bo ma inne spojżenie na góry...
Wszystko zależy od nastroju...czasem - pewnie zostanę przez wielu wyklety - lubię sobie gdzieś wejść założyć słuchawki...nie ma mnie dla nikogo...wyłączam się....
Lubię też takie luźne znajomości szlakowe jak poznaje się kogoś w schronie, potem gdzieś się spotykacie na szlaku, ale generalnie nie wędrując razem...jak np było z Oskar'em i ekipą...spotkałem ich w piątce a potem przez zupełny przypadek wspólnie posilaliśmy się przy wodogrzmotach....
Ze Zgredkiem - bo fajnie mi się z nim łazi...
Z żoną - bo ma inne spojżenie na góry...
Wszystko zależy od nastroju...czasem - pewnie zostanę przez wielu wyklety - lubię sobie gdzieś wejść założyć słuchawki...nie ma mnie dla nikogo...wyłączam się....
Lubię też takie luźne znajomości szlakowe jak poznaje się kogoś w schronie, potem gdzieś się spotykacie na szlaku, ale generalnie nie wędrując razem...jak np było z Oskar'em i ekipą...spotkałem ich w piątce a potem przez zupełny przypadek wspólnie posilaliśmy się przy wodogrzmotach....
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Dobry temat.
Jakoś się za bardzo poznawać nie musiałam, bo moja nieodłączna ekipa to rodzina.
Że trwa to niezmiennie od 10 lat (chyba), to znamy już swoje tempo, wiemy jakie są przyzwyczajenia etc. Jednak jest to swego rodzaju minus, bo w trudniejszych momentach szlaku nie boję się o siebie, a o bliskich... To samo gdy zabieram kogoś.
Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że dobrze będzie mi się wędrować samotnie i w tym roku przekonałam się, że jednak miałam rację. Dobrze czasem wyjść w góry i czuć, że nikogo nie ma obok... Na pewno nie był to pierwszy i ostatni taki wyjazd.
Tak w ogóle, to jestem na etapie "poszukiwań" - jeśli chodzi o częste wyjazdy.
Jakoś się za bardzo poznawać nie musiałam, bo moja nieodłączna ekipa to rodzina.
Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że dobrze będzie mi się wędrować samotnie i w tym roku przekonałam się, że jednak miałam rację. Dobrze czasem wyjść w góry i czuć, że nikogo nie ma obok... Na pewno nie był to pierwszy i ostatni taki wyjazd.
Tak w ogóle, to jestem na etapie "poszukiwań" - jeśli chodzi o częste wyjazdy.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
W moim przypadku bylo bardzo romantycznie. Stoimy se w bramie ze szwagrem jak co dzien po fajrancie (szwagier sasiad to bardzo fajna sprawa) i on nagle mowi, ze poczul nagla potrzebe chwili i go cisnie. Mowie mu, lej chlopie na miejscu jak zwykle, cos sie taki kulturny zrobil. A on na to, ze co ja durny, jeszcze taki stary nie jest, coby po pierwszym gruzinskim go na pecherz parlo, on poczul potrzebe odetchniecia swiezym gorskim powietrzem. Slipie na niego jak na wariata, a co to mu brama nasza nagle zbrzydla, dobrze sie w niej urlop spedza, jeszcze na boku cos dorobic mozna, odbilo chlopu normalnie. A on swoje, ze gory i gory, az mnie zarazil. Policzylim sie z kasa, sciagnelismy jeszcze dwie rynny z kamienicy obok na zlom, no i starczylo jeszcze na drugie gruzinskie do pociagu. Pojechalim i tak juz zostalo.
"Jarosław Kaczyński ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną."
Zacząłem przygodę z Tatrami już po "odchowaniu" dzieci - w wieku 30 lat. Wcześniej moje zainteresowania ,co szokuje znających mnie (teraz) lepiej ,koncentrowały się wokół brydża i pokera.
Zacząłem i kontynuuję z żoną ,zawsze we dwójkę ,stały partner wygodny jest w tym ,że jest dobrane tempo marszu ,ale trudno o takiego ,by nie denerwował na 10 z kolei trasie. Mnie się udało
Myślę ,że partner w górach przede wszystkim powinien być dobrany charakterologicznie i emocjonalnie ,a dopiero na drugim miejscu wytrzymałosciowo i zręcznościowo. Te drugie rzeczy mozna poćwiczyć ,z powodu tych pierwszych ludzie już spadali
Zacząłem i kontynuuję z żoną ,zawsze we dwójkę ,stały partner wygodny jest w tym ,że jest dobrane tempo marszu ,ale trudno o takiego ,by nie denerwował na 10 z kolei trasie. Mnie się udało
Myślę ,że partner w górach przede wszystkim powinien być dobrany charakterologicznie i emocjonalnie ,a dopiero na drugim miejscu wytrzymałosciowo i zręcznościowo. Te drugie rzeczy mozna poćwiczyć ,z powodu tych pierwszych ludzie już spadali
luknij na moje panoramy i galerie
Mam tak jak Agaar. Chodzę z rodziną, a głownie z Tatą, bo jego najbardziej udało mi się zarazić. I rzeczywiście potwierdzam, że to co w tym przeszkadza to strach o drugą osobę.
Sama jak dotąd nie byłam w górach, ale mnie ciągnie do tego, bo czuję, ze tego potrzebuję. Ale póki co ciężko jest mi to zrealizować.
Co do znajomych tu również jestem na etapie poszukiwań. Wszyscy moi przyjaciele i inni z którymi spędzam czas dziwnym trafem bardzo kochają morze a od gór trzymają się z daleka i jakoś nie są specjalnie otwarci na nowe hobby jeśli nazywa się "góry".
Ale wszystko jeszcze przede mną; samotne wyprawy i wycieczki ze znajomymi, bo prędzej czy później kogoś na pewno uda mi się zarazić.
Jednak sama zauważyłam, że w górach dla mnie nie liczy się z kim tam jestem, tylko sam fakt że jestem.
Sama jak dotąd nie byłam w górach, ale mnie ciągnie do tego, bo czuję, ze tego potrzebuję. Ale póki co ciężko jest mi to zrealizować.
Co do znajomych tu również jestem na etapie poszukiwań. Wszyscy moi przyjaciele i inni z którymi spędzam czas dziwnym trafem bardzo kochają morze a od gór trzymają się z daleka i jakoś nie są specjalnie otwarci na nowe hobby jeśli nazywa się "góry".
Ale wszystko jeszcze przede mną; samotne wyprawy i wycieczki ze znajomymi, bo prędzej czy później kogoś na pewno uda mi się zarazić.
Jednak sama zauważyłam, że w górach dla mnie nie liczy się z kim tam jestem, tylko sam fakt że jestem.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Ja za nią... (...)
Jak Ci się ta sztuka udała?dagomar pisze: po "odchowaniu" dzieci - w wieku 30 lat.
Najlepiej jest wtedy kiedy się o górach wie najmniej, czyli w szkole średniej i na studiach, wtedy nie ma żadnego problemu. A później tragedia - a chciałem urlop wziąć trochę później i zrobić mały remoncik, a żona się wkurzy, bo mieliśmy jechać nad morze, a chciałbym ale kasa mnie trzyma, bo chcieliśmy nowe auto kupić. O stałego "górskiego przyjaciela" trudno i jak się go ma, to lepiej dbać, chuchać i dmuchać, żeby samotnych nocy w kolibach było jak najmniej, bo jakoś większą przyjemność sprawia dzielenie górskich zachwytów z drugą osobą. Pozdrawiam - ERynie.
Jeśli nie lubisz morświnów, to nie perforuj wiewiórek
Po prostu moja żona tak samo ,jak ja ,lubi morze wzburzone ,gniewne ,na małej łajbie ,z wiejącą bryzą ,stąd nie mamy problemów z plazowymi wyborami latem 
luknij na moje panoramy i galerie
Większość ludzi, z którymi chodzę w góry to po prostu znajomi ze szkoły czy studiów. Ale poznałem też jedną osobę przez internet i jest to o tyle cenna znajomość, że osoba ta zna Tatry dużo lepiej ode mnie.
Niezależnie od tego chętnie poznałbym jeszcze wiele innych osób, które miałyby podobnego fioła na punkcie Tatr... bo jak napisał Horolezec "znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym... "
Często jest tak, że akurat nikt z tych moich kilku znajomych nie ma czasu aby się wybrać. Jest jeszcze jedna kwestia - połowa z nich Tatry zna jedynie pobieżnie, bywa w nich rzadko i nie czułbym się komfortowo wyciągając te osoby gdzieś na jakieś dziwne szczyty. Bardzo chciałbym trafić na takiego prawdziwego pasjonata/pasjonatkę, dla którego każdy górski cel jest marzeniem. Marzeniem, dla którego zrealizowania warto wylać litry potu, zmarznąć, przemoknąć, itp.
I kogoś kto miałby też jakąś inicjatywę w tworzeniu planów wspólnych wyjazdów.
W sumie wychodzi na to, że mniej więcej połowa moich wycieczek to wycieczki samotne. Jak dla mnie chodzenie samotne i w towarzystwie to dwie dość mocno różniące się sprawy. I jeden i drugi sposób dostarcza niezapomnianych wrażeń i pozwala inaczej odbierać góry.
A jeśli chodzi o "górskich przyjaciół"... wydaje się, że dobrym miejscem na ich poszukanie jest choćby takie forum jak to...
Niezależnie od tego chętnie poznałbym jeszcze wiele innych osób, które miałyby podobnego fioła na punkcie Tatr... bo jak napisał Horolezec "znalezienie ich, obcowanie w grupie takich przyjaciół jest skarbem bezcennym... "
Często jest tak, że akurat nikt z tych moich kilku znajomych nie ma czasu aby się wybrać. Jest jeszcze jedna kwestia - połowa z nich Tatry zna jedynie pobieżnie, bywa w nich rzadko i nie czułbym się komfortowo wyciągając te osoby gdzieś na jakieś dziwne szczyty. Bardzo chciałbym trafić na takiego prawdziwego pasjonata/pasjonatkę, dla którego każdy górski cel jest marzeniem. Marzeniem, dla którego zrealizowania warto wylać litry potu, zmarznąć, przemoknąć, itp.
W sumie wychodzi na to, że mniej więcej połowa moich wycieczek to wycieczki samotne. Jak dla mnie chodzenie samotne i w towarzystwie to dwie dość mocno różniące się sprawy. I jeden i drugi sposób dostarcza niezapomnianych wrażeń i pozwala inaczej odbierać góry.
A jeśli chodzi o "górskich przyjaciół"... wydaje się, że dobrym miejscem na ich poszukanie jest choćby takie forum jak to...
strzał w dziesiatkęRafał pisze:wydaje się, że dobrym miejscem na ich poszukanie jest choćby takie forum jak to...
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ja generalnie chodzę po górach z moim kuzynem, już od ponad 10 lat i zdecydowanie lubię łazić z nim. I ma racje Dagomar pisząc:
Pozatym bardzo lubię samotne wędrówki, mają swój urok i zdecydowanie pozwalają na odizolowanie się od rzeczywistości, na trochę ciszy i spokoju.
Podpisuje się pod tym w pełni.dagomar pisze:Myślę ,że partner w górach przede wszystkim powinien być dobrany charakterologicznie i emocjonalnie ,a dopiero na drugim miejscu wytrzymałosciowo i zręcznościowo. Te drugie rzeczy mozna poćwiczyć ,z powodu tych pierwszych ludzie już spadali
Pozatym bardzo lubię samotne wędrówki, mają swój urok i zdecydowanie pozwalają na odizolowanie się od rzeczywistości, na trochę ciszy i spokoju.
Widze że sporo tu samotnych wedrowców
- ja tez generalnie sam chodze, a glowna przyczyną jest to, że chodzac samemu moge w pełni decydowac o takich aspektach wedrówki jak: tempo, cel, ewentualny odwrót.
Owszem jest wieksza doza ryzyka w razie jakichs klopotów - no ale coś za coś.
Choc zawsze warto miec u swego boku sprawdzonego towarzysza - to w moim przypadku, samotne chodzenie, poki co na razie sie sprawdza - choc na towarzysza (o podobnych zapatrywaniach , nie przewyzszajacego mnie za bardzo umiejetnosciami, jak tez za bardzo nie odstajacego) tobym sie nie obraził
Jednak na razie to pozostaje samotne łażenie.
Pozdrawiam wszystkich wedrowców - samotników i stadnych
Owszem jest wieksza doza ryzyka w razie jakichs klopotów - no ale coś za coś.
Choc zawsze warto miec u swego boku sprawdzonego towarzysza - to w moim przypadku, samotne chodzenie, poki co na razie sie sprawdza - choc na towarzysza (o podobnych zapatrywaniach , nie przewyzszajacego mnie za bardzo umiejetnosciami, jak tez za bardzo nie odstajacego) tobym sie nie obraził
Jednak na razie to pozostaje samotne łażenie.
Pozdrawiam wszystkich wedrowców - samotników i stadnych
Re: Moi górscy przyjaciele...
Głównie to na kursie przewodnickimhorolezec pisze:Myślę, że to może być ciekawy temat do dyskusji.
Mianowicie - jak poznaliście waszych górskich partnerów? Spotkaliście się w górach czy raczej u cioci na imieninach?
Pozwala znaleźć górskich (zresztą nie tylko górskich ale i życiowych) partnerów na najbliższe 30 lat
Ja chodzę czasem sama, czasem z przyjaciółmi, czasem prowadzę niewielkie grupy.
Bardzo lubiłam chodzić ze swoimi synami, ale z wyrośli z rodzinnych wycieczek i chodzą sami lub ze swoimi przyjaciółmi.
Niemniej przynajmniej wzajemnie opowiadamy sobie o naszych wycieczkach, czasem je wspólnie planujemy.
Poza tym mam grono dobranych przyjaciół (kilkanaście osób związanych z SKPG) z którymi jeżdżę w góry w różnych konfiguracjach - czasem w dziewiątkę, a czasem we czwórkę.
Są to ludzie w bardzo różnym wieku.
Tak się ciekawie składa, że często ostatnio chodzę z dziećmi moich dawnych znajomych.
Bardzo fajnie mi się chodzi z Kubą - przetestowane w ostatnich dniach (ale nie wiem czy jemu ze mną również, zwłaszcza że miałam mocno skręconą nogę i wlokłam się w ślimaczym tempie).
Lubimy np. zatrzymać się na godzinę w malinach lub jagodach i nigdzie się nie spieszyć, obydwojgu się nam podoba taki sam typ gór "takie w jakich kosi się siano".
Poczytuję sobie za pewien zaszczyt, że jestem chyba jedną z nielicznych osób do której grupy on ( raczej samotnik z wyboru ) dołączył w ciągu kilku ostatnich lat w górach i to już trzeci raz.
Czasem mam wielką chęć wybrać się w góry sama - przeważnie wtedy kiedy mam do przemyślenia jakiś problem.
Nie rozumiem natomiast zupełnie problemu "niedobrania w grupie".
Jeżdżę z bardzo różnymi ludźmi i zawsze w grupie, w której byłam, lub którą prowadziłam można było dojść do kompromisu i dostosować się do siebie wzajemnie.
Przecież w góry jeździ się dla przyjemności.
Pozdrowienia
Basia
Ja chodzę głównie z rodziną i innymi zaprzyjaźnionymi z nami rodzinami. W jednej z nich jest przyjaciel, z którym najprawdopodobniej po osiągnięciu pełnoletniości będziemy chodzić. Tak naprawdę to już od dawna praktycznie w góry chodzę z nim, bo rodzina zostaje w tyle
. W tym roku pojechaliśmy też na obóz wędrowny - świetne miejsce, gdzie poznaliśmy wiele fajnych ludzi.
Don't shit, where you eat
Pozostawiając poza dyskusją kwestię samotnego chodzenia i wiążącego się z tym ryzyka trzeba pamiętać, iż są takie formy górskiej aktywności, gdzie druga osoba (a najlepiej jeszcze trzecia) jest niezbędna. Można to robić samemu, ale ryzyka wzrasta wtedy znacznie niejednokrotnie już bywa nazywane lekkomyślnością czy wręcz szaleństwem. Tak więc warto mieć tych przyjaciół, są naprawdę bezcenni.
A tak swoją drogą ciekawi mnie kto z forumowiczów poznał się tutaj, a następnie umówił w góry i to partnerstwo trwa do dziś? Jakoś tak mam wrażenie, że większość z was patrzy niechętnie na takie znajomości...
A tak swoją drogą ciekawi mnie kto z forumowiczów poznał się tutaj, a następnie umówił w góry i to partnerstwo trwa do dziś? Jakoś tak mam wrażenie, że większość z was patrzy niechętnie na takie znajomości...




