
tam wychyliłem 0,5 literka coś co opatrzone jest wizerunkiem Czesia Władcy Much i ponoć smakiem ma przypominać Cole (swoją drogą nieźle mi się w brzuchu po tym przewracało). W schronisku dwie lurokawy i wio na Dubrawiska. Oglądam się i poczynam fotograficzną robótkę

Nie muszę przypominać że zziajany jestem okropnie a "sońce" daje popalić okrutnie. Gdzieś tam w oddali widać moją Orlą Perć

Po drodze mijam kilka osób ale i tak jestem zdziwiony takim małym ruchem na tym szlaku. Zanim się opamiętałem już jestem na podejściu na Orlą Perć

Od wyjścia z Kuźnic mija 97 minut a ja już jestem na Orlej Perci. Przypominają mi się posty na temat przebiegnięcia OP i chyba sam jestem ofiarą tego biegu

Dopiero teraz uzmysławiam sobie że jak do tej pory nie widziałem żadnego łańcucha nie może być pościągali psiekrwie. Zaczynam marsz i po kilkunastu minutach odbywam wspaniałą piękną wspinaczkę po łańcuchach raz wspomagam się nogami innymi razy nogi wiszą w powietrzu. teraz rozumiem na czym polega fenomen "Orlej"

Nareszcie wierzchołek odpoczywam i staram się ogarnąć w myślach to czo przed chwilą było tylko w sferze marzeń spoglądam w dal ( Żółta Turnia grań Koszystej achhh kurka miało być zgodnie z prawem)

W dole metalowe drabiny, łańcuchy wszystko to co lubię, spoglądam na wszystkie strony co daje mi dużo radości

No w końcu dochodzę do kresu mojej wycieczki postanawiam spełznąć z Zadniego Granata w doliny. Spoglądam na Orlą Perć...

Ach zapomniałbym pstryk i zdjęcie pamiątkowo albumowo pozdrawiające jest gotowe:

Ps. Serdecznie chciałbym pozdrowić mado którego dociekliwość i mi się udzieliła co zaowocowało wycieczką mojego życia,
Józkowi Nyce za cenne wskazówki bez których to przejście nie miało by miejsca,
Pewnemu zespołowi za wydanie płyty Virtual XI która to pomogła mi przezwyciężyć strach.
Relację tą dedykuję mojemu najlepszemu przyjacielowi w ramach przeprosin. Z górskim pozdrowieniem Hejjj





