Po zejściu z Katedry przenosimy się do sąsiedniej doliny Saastal.
Zostawiamy samochód w Saas Grund i pakujemy się na trzy dni pobytu.Celem dzisiejszym jest dojście
do schr.Weissmieshutte położonego na wys.2726m.n.p.m.
Można wyjechac tam również kolejką ,ale to jakoś nie honornie,a poza tym mamy dużo czasu.
Sama dolina dostarcza niesamowitych widoków,podejście z pełnymi worami w słońcu wybiera siły,
dobrze ,że dziś tylko trzeba dotrzeć do planowanego obozu.
Stromymi zakosami wydostajemy się z lasu na rozległą hale Triftalp(2072m) skąd roztaczają
się wspaniałe pejzaże górskie,szczególnie na masyw Michabel z naszą Katedrą w centrum.
Górna część doliny zeszpecona nieco kolejką i wyciągami nie jst może piękna,ale krajobrazowo
znakomita.Wyłaniają się dwa najbardziej wysunięte na wsch.czterotysięczne szczyty Alp Walijskich:
Lagginhorn(4010m) i Weissmies(4023m) oraz piramida Fletchhornu(3993m).
Dochodzimy do schroniska z werandy którego widać aż 14 szczytów czterotysięcznych.
Idziemy wyżej by koło strumienia założyć nasz obóz.Jest piękny letni dzień,i cudne otoczenie
cóż więcej nam potrzeba.
Jako ,że odczuwamy jeszcze trudy naszej poprzedniej tury,postanawiamy ,że jutrzejszy dzień będzie
lajtowy.
Planując wyjazd zawsze staram się znależć w pobliżu naszego pobytu jakiś ciekawy klettersteig.
W zeszłym roku była to fantastyczna droga Konigsjodler,teraz postanawiamy pobawić sie na Jagihornie(3206m).
Szukając ciekawych dróg w Szwajcarii trafiłem na dwie interesujące drogi jedną z nich był klettersteig w Laukerbad
a drugą właśnie Jagihorn posiadający pewną szczególną atrakcje.
Wstajemy rano i ruszamy za znakami do początku naszej drogi.Pod ścianą ubieramy sprzęt i zaczynamy
zabawe.Kantem ściany wzdłuż stalowych lin i drabin posuwamy się sprawnie w górę coraz bardziej eksponowaną
drogą,świetna sprawa.Dochodzimy do rozwidlenia i do jednej z atrakcji zawieszonemu nad przepaścią mostowi linowemu.
Troszku mnie to przytrzymało.Ze sto metrów wąskiej liny poprowadzonej wysoko ponad żlebem robi wrażenie,co innego
widzieć to na fotkach ,a co innego zmierzyć się z tym realnie.
Dopinam się do poręczy i w drogę.Krok za kroczkiem posuwam się do przdu,kużwa jak tym buja,niezłe jaja.
Najlepsze są przepinki bo wtedy buja najbardziej ,dobra adrenalinka nie jest zła
Marek oświadcza ,że wybiera okrężną drogę,no to zajebiście przecież się nie wróce po tej pieprzonej linie.
Dalsza część trasy to sznurowa drabinka zawieszona pod przewieszką,niezły czad.
Chybocącą się na wszystkie strony drabiną posuwam się do góry,troszku to sił kosztuje,w połowie robie odpoczynek zwisając
na lonży, lufa ogromna.
Drabina wyprowadza na otwatrtą ścianę w potężnej ekspozycji.Robie sobie dłuższą przerwę.
Dalsza droga to kapitalna wspinaczka rysami,trawers znowu rysa,zapominam o bożym świecie i pruje do góry ani sie spostrzegam
jak dochodzę do grani dalej jest już łatwiej,spotykam Marka i wspólnie docieramy do wieńczącego szczyt krzyża.
Na szcycie czeka na nas Piotrek z Kaśką,którzy wyszli tu normalną drogą.Zdjęcia ,picie ,batonik i wspólnie schodzimy
w dół,piwko w schronisku i idziemy do naszego obozu.Jutro czeka nas większe wyzwanie ale to już następnym razem.
Pozdrawiam
Smolik
W drogę

Z podejścia do obozu popełnione

Scronisko Weissmieshutte pod ścianą Lagginhornu

Widoczki na grupe Michabel od lewej:Alphubel(4206),Taschorn(4490m),Dom(4545m),Lenzspitze(4294m),Nadelhorn(4327m)

Przewodnik to podstawa

Widok na Weissmies(4023m) z ferraty

Zdjęcia z drogi




Te atrakcje są przedemną:lina,drabinka sznurowa i wspinaczka w ścianie

Tańczący z linami

Na reje

Jakiś zespół na końcówce ferraty

Końcówka drogi

Na szczycie

Jacyś ludzie na moście widziani z dołu

Pora spać





