[rower] Nasze wycieczki w roku 2008
Sieprniowe wyjazdy w góry.
3 dni w Górach Izerskich (4-8 bm.), wycieczki z małżonką:
www.bikely.com/maps/bike-path/Dolina-Izery
www.bikely.com/maps/bike-path/Na-Smrk
www.bikely.com/maps/bike-path/Grzbietem-Wysokim
Piękne widoki ze Smrku (z wieży widokowej) na Góry i Pogórze Izerskie. Jeszcze ładniejsze widoki a Grzbietu Wysokiego, również na Karkonosze. Trafilismy na piękną pogodę.
I 3 dni w Masywie Śnieżnika i Górach Bialskich (11-14 bm.),
wycieczki z żoną:
www.bikely.com/maps/bike-path/Boles-aw- ... Boles-aw-w
www.bikely.com/maps/bike-path/G-ry-Bialskie
i samemu:
www.bikely.com/maps/bike-path/Na-nie-nik
Pogoda również wymarzona. Piękne widoki ze Śnieżnika na Masyw, Góry Bialskie, Jeseniki (z Pradziadem na czele) i Kotline Kłodzką (Bystrzyca, Kłodzko i Stronie jak na dłoni).
Porównując obydwa, położone na przeciwległych krańcach Sudetów, pasma górskie utwierdzam się w przekonaniu, że Masyw Śnieżnika i Góry Bialskie są znacznie większym wyzwaniem dla rowerzystów niz Góry Izerskie. Przede wszystkim występuja znacznie większe różnice wysokości względnej na niedużych odległościach. Poza tym nawierzchnia dróg - w Górach Izerskich przeważają szutry podczas gdy na wschodzie wybudowane sto i więcej lat temu drogi brukowane kamieniem, mało przyjemne dla jazdy rowerem.
Podczas gdy w G. Izerskich spotykaliśmy całe tabuny rowerzystów w Masywie Śnieżnika i G. Bialskich pustki. Podczas wycieczki na grzbiet graniczny G. Bialskich nie spotkalismy nikogo na rowerze. Pod Śnieżnikiem spotkałem może pięciu, nikogo podczas jazdy z Bolesławowa. Trzeba jednak przyznać, że podobnie było podczas jazdy Grzbietem Wysokim - największy ruch koncentruje się w dolinie Izery i na południe od niej.
Przy okazji - ostatecznie udało mi sie zweryfikować pojęcie wjazdu na Śnieżnik. Słyszy się i czyta od czasu do czasu - wjechałem na Śnieżnik. Pamiętając tą górę z pieszych wycieczek nie wydawało mi sie to mozliwe. I tak jest w istocie. Ktoś, kto twierdzi że wjechał rowerem na Śnieżnik ma na mysli schronisko "Na Śnieżniku" położone na wysokości 1218 m npm. Na sam, położony ponad 200 m wyżej szczyt można rower wprowadzić czy wnieść poruszając sie na nim nieznaczną część trasy wynoszącej ok. 1,4 km. Ja jechałem ostatnie 200 m. Sam dojazd do schroniska "Na Śnieżniku" też jest niezłym wyzwaniem, ale nie dla obeznanego z órskimi trasami rowerzysty. Ostatnio był mój trzeci raz i zdarzyło mi się rowadzić rower tylko 30 kwietnia br., gdy na szlaku ER-2 zalegały jeszcze spore płaty śniegu.
Zdjęcia: http://ram.awardspace.info
Na koniec - ciekawostka:
w czeskiej części Gór Izerskich, na trasie między Smedavą (ważny węzeł szlaków, zawsze tam mnóstwo turystów) a Jizerką, pod koniec sporego podjazdu znajduje sie "Kiosk" (jak informuje drogowskaz) z napojami, słodyczami itp. W zimie na forum biegowki.pl przeczytałem, że płaci sie tam "co łaska". Postanowiłem sprawdzić. Gdy zajechaliśmy, tuż przed zamknięciem, siedziało kilku Czechów, najwyraźniej znajomych właścicielki, przy piwie. Po powitaniu pytam co można kupić. Słyszę: pivo, limo,... Wybieram piwo. Schłodzone w wiadrze z wodą, marka bardzo lokalna, nieznana mi. Pani rzecze: pan płaci ile chce. Tego się spodziewałem, ale się żachnąłem. Pani twardo swoje więc daję 15 koron pytając czy może być. Może. Pozostali Czesi mają niezły ubaw, chyba czekali na taką sytuację. Mówię, że po polsku mówi się "co łaska". Ubaw jeszcze lepszy - wiadomo co znaczy "laska" po czesku. W sumie sympatyczna sytuacja, a piwo niezłe.
3 dni w Górach Izerskich (4-8 bm.), wycieczki z małżonką:
www.bikely.com/maps/bike-path/Dolina-Izery
www.bikely.com/maps/bike-path/Na-Smrk
www.bikely.com/maps/bike-path/Grzbietem-Wysokim
Piękne widoki ze Smrku (z wieży widokowej) na Góry i Pogórze Izerskie. Jeszcze ładniejsze widoki a Grzbietu Wysokiego, również na Karkonosze. Trafilismy na piękną pogodę.
I 3 dni w Masywie Śnieżnika i Górach Bialskich (11-14 bm.),
wycieczki z żoną:
www.bikely.com/maps/bike-path/Boles-aw- ... Boles-aw-w
www.bikely.com/maps/bike-path/G-ry-Bialskie
i samemu:
www.bikely.com/maps/bike-path/Na-nie-nik
Pogoda również wymarzona. Piękne widoki ze Śnieżnika na Masyw, Góry Bialskie, Jeseniki (z Pradziadem na czele) i Kotline Kłodzką (Bystrzyca, Kłodzko i Stronie jak na dłoni).
Porównując obydwa, położone na przeciwległych krańcach Sudetów, pasma górskie utwierdzam się w przekonaniu, że Masyw Śnieżnika i Góry Bialskie są znacznie większym wyzwaniem dla rowerzystów niz Góry Izerskie. Przede wszystkim występuja znacznie większe różnice wysokości względnej na niedużych odległościach. Poza tym nawierzchnia dróg - w Górach Izerskich przeważają szutry podczas gdy na wschodzie wybudowane sto i więcej lat temu drogi brukowane kamieniem, mało przyjemne dla jazdy rowerem.
Podczas gdy w G. Izerskich spotykaliśmy całe tabuny rowerzystów w Masywie Śnieżnika i G. Bialskich pustki. Podczas wycieczki na grzbiet graniczny G. Bialskich nie spotkalismy nikogo na rowerze. Pod Śnieżnikiem spotkałem może pięciu, nikogo podczas jazdy z Bolesławowa. Trzeba jednak przyznać, że podobnie było podczas jazdy Grzbietem Wysokim - największy ruch koncentruje się w dolinie Izery i na południe od niej.
Przy okazji - ostatecznie udało mi sie zweryfikować pojęcie wjazdu na Śnieżnik. Słyszy się i czyta od czasu do czasu - wjechałem na Śnieżnik. Pamiętając tą górę z pieszych wycieczek nie wydawało mi sie to mozliwe. I tak jest w istocie. Ktoś, kto twierdzi że wjechał rowerem na Śnieżnik ma na mysli schronisko "Na Śnieżniku" położone na wysokości 1218 m npm. Na sam, położony ponad 200 m wyżej szczyt można rower wprowadzić czy wnieść poruszając sie na nim nieznaczną część trasy wynoszącej ok. 1,4 km. Ja jechałem ostatnie 200 m. Sam dojazd do schroniska "Na Śnieżniku" też jest niezłym wyzwaniem, ale nie dla obeznanego z órskimi trasami rowerzysty. Ostatnio był mój trzeci raz i zdarzyło mi się rowadzić rower tylko 30 kwietnia br., gdy na szlaku ER-2 zalegały jeszcze spore płaty śniegu.
Zdjęcia: http://ram.awardspace.info
Na koniec - ciekawostka:
w czeskiej części Gór Izerskich, na trasie między Smedavą (ważny węzeł szlaków, zawsze tam mnóstwo turystów) a Jizerką, pod koniec sporego podjazdu znajduje sie "Kiosk" (jak informuje drogowskaz) z napojami, słodyczami itp. W zimie na forum biegowki.pl przeczytałem, że płaci sie tam "co łaska". Postanowiłem sprawdzić. Gdy zajechaliśmy, tuż przed zamknięciem, siedziało kilku Czechów, najwyraźniej znajomych właścicielki, przy piwie. Po powitaniu pytam co można kupić. Słyszę: pivo, limo,... Wybieram piwo. Schłodzone w wiadrze z wodą, marka bardzo lokalna, nieznana mi. Pani rzecze: pan płaci ile chce. Tego się spodziewałem, ale się żachnąłem. Pani twardo swoje więc daję 15 koron pytając czy może być. Może. Pozostali Czesi mają niezły ubaw, chyba czekali na taką sytuację. Mówię, że po polsku mówi się "co łaska". Ubaw jeszcze lepszy - wiadomo co znaczy "laska" po czesku. W sumie sympatyczna sytuacja, a piwo niezłe.
No to my niedawno /to pierwszy tydzień w pracy po wakacjach/ ukończyliśmy naszą wakacyjną wyprawę rowerową Anglia, Walia 2008
-zrobiliśmy 1200 km /planowaliśmy więcej ale coś niezbyt nam wyszło - główny winowajca - guzdranie poranne i klasyczne angielskie psikusy pogodowe/
- spotkaliśmy wielu przyjaznych ludzi / i co dziwne nikt nie zgadywał, że możemy być Polakami - widocznie Polak w Anglii na wakacjach i to jeszcze na rowerach to jakieś kuriozum/
- napatrzyliśmy się na wielką ilość zdziwionych i przestraszonych mordek owiec oraz uciekających przed nami królików
/chyba zwierzaki bardziej przyzwyczajone są do widoku samochodu lub jeźdźca na koniu, a nie rowerzysty z wściekle kolorowymi sakwami/;
- byliśmy nawet w pagórach - więc wyćwiczyłam się we wprowadzaniu roweru /podjechać niestety mi się nie udawało
) ale fragmenty w dół były super
- Michał psiocząc straszliwie doskonalił startegię pokonywania bramek na szlakach /apropo bramki były strasznie męczące i pojawiały się w najmniej odpowiednim momencie - np. w połowie pięknego zjazdu/
apropo sprzętu
-wymieniliśmy 1 oponę, kilka dętek
- przetestowaliśmy nasz namiocik i ciuchy w ekstremalnych warunkach angielskiego deszczu i wiatru /całe szczęście, że nie było burz///namiot przetrwał, patenty antydeszczowe, które próbowaliśmy zastosować w naszym ubiorze podczas jazdy na rowerze nie zdały się na nic /
- testowaliśmy patent przewożenia rowerów samolotem - działa - przynajmniej tym razem i w BA zadziałał - rowerów nam nie zgubiono
-zrobiliśmy 1200 km /planowaliśmy więcej ale coś niezbyt nam wyszło - główny winowajca - guzdranie poranne i klasyczne angielskie psikusy pogodowe/
- spotkaliśmy wielu przyjaznych ludzi / i co dziwne nikt nie zgadywał, że możemy być Polakami - widocznie Polak w Anglii na wakacjach i to jeszcze na rowerach to jakieś kuriozum/
- napatrzyliśmy się na wielką ilość zdziwionych i przestraszonych mordek owiec oraz uciekających przed nami królików
/chyba zwierzaki bardziej przyzwyczajone są do widoku samochodu lub jeźdźca na koniu, a nie rowerzysty z wściekle kolorowymi sakwami/;
- byliśmy nawet w pagórach - więc wyćwiczyłam się we wprowadzaniu roweru /podjechać niestety mi się nie udawało
- Michał psiocząc straszliwie doskonalił startegię pokonywania bramek na szlakach /apropo bramki były strasznie męczące i pojawiały się w najmniej odpowiednim momencie - np. w połowie pięknego zjazdu/
apropo sprzętu
-wymieniliśmy 1 oponę, kilka dętek
- przetestowaliśmy nasz namiocik i ciuchy w ekstremalnych warunkach angielskiego deszczu i wiatru /całe szczęście, że nie było burz///namiot przetrwał, patenty antydeszczowe, które próbowaliśmy zastosować w naszym ubiorze podczas jazdy na rowerze nie zdały się na nic /
- testowaliśmy patent przewożenia rowerów samolotem - działa - przynajmniej tym razem i w BA zadziałał - rowerów nam nie zgubiono
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
To zaczęłam rowerowanie na dobre i stwierdziłam, że biegać już... nie będę, bo mi się nie chce. :] Rower jest o wiele lepszy!
Na początek jazda koło domu, później wokół gminy - 40 km.
W niedzielę miało być 50km, ale zabłądzenie kosztowało mnie pewnie coś ponad 60.
Miał być "Szlak Pięciu Jezior" - taką nazwę sobie nadałam, ale okazało się, że wyszło mi 6.
Po kilku kilometrach "przeprawa" przez rzekę Wełnę.

O dość urokliwym miejscu i mostku powiedzieli mi mieszkańcy.

Dalej Jezioro Tonowskie:

Jezioro Kołdrąbskie:

Jezioro Zioło:

Jezioro Wolskie:

I niespodziewanie Jezioro Kaczkowskie:

Mapka z trasą:

Drogi były różne, od asfaltowych, po ubite drogi, dróżki leśne, po piasku i po kamieniach. Najlepiej jeździ mi się w lasach.
Zobaczyłam tak wiele urokliwych miejsc... Rozległe łąki, wzniesienia, lasy i oczywiście jeziora.

Nic - tylko jeździć.
Pozdrawiam
Agaar
Na początek jazda koło domu, później wokół gminy - 40 km.
W niedzielę miało być 50km, ale zabłądzenie kosztowało mnie pewnie coś ponad 60.
Miał być "Szlak Pięciu Jezior" - taką nazwę sobie nadałam, ale okazało się, że wyszło mi 6.
Po kilku kilometrach "przeprawa" przez rzekę Wełnę.

O dość urokliwym miejscu i mostku powiedzieli mi mieszkańcy.

Dalej Jezioro Tonowskie:

Jezioro Kołdrąbskie:

Jezioro Zioło:

Jezioro Wolskie:

I niespodziewanie Jezioro Kaczkowskie:

Mapka z trasą:

Drogi były różne, od asfaltowych, po ubite drogi, dróżki leśne, po piasku i po kamieniach. Najlepiej jeździ mi się w lasach.
Zobaczyłam tak wiele urokliwych miejsc... Rozległe łąki, wzniesienia, lasy i oczywiście jeziora.

Nic - tylko jeździć.
Pozdrawiam
Agaar
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Tak ogólnie już o tym myślałam.mefistofeles pisze:Agaar - co powiesz jutro lub pojutrze, Chomiąża Szlachecka?
Muszę jeszcze opracować patent plecaka. Na plecach odpada, na bagażniku miałam torbę, ale... co jakiś czas musiałam ją poprawiać i uważać czy nie spadnie.
Może coś polecicie?
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
plecak ,ale dobry ,musi być nieco inny ,niż w góry ,najlepiej jednokomorowy ,płaski , szeroki i stosunkowo nisko zawieszony.
Z tym ,że picie mam umocowane za siodełkiem i można pić w czasie jazdy
Z tym ,że picie mam umocowane za siodełkiem i można pić w czasie jazdy
luknij na moje panoramy i galerie
Nie chcę wozić na plecach. Picie mam osobno w bidonie, także o to nie chodzi. Bardziej o telefon, aparat, portfel i coś do ubrania.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
piterek wokół pasa - akurat na telefon ,cukierki ,pieniądze i klucze
luknij na moje panoramy i galerie
W sumie tak, a jakaś bluza moze być na bagażniku. Dzięki.dagomar pisze:piterek wokół pasa - akurat na telefon ,cukierki ,pieniądze i klucze
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Link do powiększenia mapki (jesli miał być) nie działa. Polecam serwis http://www.bikely.com gdzie można znacznie efektywniej wykreślić czy zaplanować swoja trasę (nie wspominajac o mozliwościach jakie daje export/impor do/z gps). Poza tym pochwała za zdjęcia - nie rozwalają struktury foum
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie działa, bo poszłam na łatwiznę i zrobiłam zrzut ekranu z płyty. W ogóle miałam złą mapę i pogubiłam się w drodze powrotnej... Muszę zainwestować w coś lepszego, bo te różne dróżki są ciekawe, a jakoś ich tutaj brak.Roman pisze:Link do powiększenia mapki (jesli miał być) nie działa.
Mostek mnie "rozwalił", a to był dopiero początek drogi. Później co chwilę musiałam przytanąć i podziwiać daną okolicę. Tak długo to robiłam... aż słońce zaczęło zachodzić i musiałam szybko zapieprzać do domu.
No proszę... Pusto i przyjemnie.mefistofeles pisze:W sumie to do Rogowa jechaliśmy wówczas tak samo jak Ty teraz.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:






