W okolicy Tarnowskich Gór rozpętało się piekło.
Dość długo żyję na świecie, ale czegoś podobnego jeszcze nie widziałam (i .. nie chciałabym już widzieć)..
Musiałam stanąć, bo jechać się nie dało,(wycieraczki nie dały rady), niedaleko rąbnął piorun, aż podskoczyłam z przerażenia.
Potem, na kolejnym odcinku drogi w biały dzień wjechaliśmy w czarną , przerażającą odchłań.
Pierwszy raz coś podobnego widziałam, różne burzowe chmury, ale takiej - nie.
Bez cienia przesady - zupełnie czarna..
Przez prawie dwie godziny jechałam 20 km/godz., sparaliżowana strachem, - tym bardziej, że zabrałam starszego wnuczka...
Cały czas burza, ogromna ulewa, wiatr, połamane gałęzie na drodze...
Dopiero na dalszym odcinku obwodnicy Lublińca trochę świata zaczęło sie pokazywać, a potem już było w miarę dobrze.
Koszmarne dwie godziny, ciężko żałowałam, że ruszyłam się z domu.
I tak mieliśmy szczęście, że wyjechaliśmy wcześnie rano, bo po południu to mogliśmy się załapać na jaką trąbę...
Ala







