Rower - niby fajnie ale...
Rower - niby fajnie ale...
Ale ledwie zrobisz 40 km a juz boli dupa, nadgarstki i kark choć dusza by chciała jechać dalej. Z rowerem jest jak z tymi waszymi górami - nie jedzie sie dla przyjemności 
Tak ale tylko wtedy kiedy jeździsz raz w miesiącu albo rzadziej. Jak się wyrobisz to już nie ma tego typu "dolegliwości".wicek pisze:Ale ledwie zrobisz 40 km a juz boli dupa, nadgarstki i kark choć dusza by chciała jechać dalej. Z rowerem jest jak z tymi waszymi górami - nie jedzie sie dla przyjemności
- Krzysztof Kus
-

- Posty: 149
- Rejestracja: czw 22 maja, 2008
- Lokalizacja: Szczecin
- Kontakt:
Re: Rower - niby fajnie ale...
Oj Wicek ! Piszesz chyba o 140 kmwicek pisze:Ale ledwie zrobisz 40 km a juz boli dupa, nadgarstki i kark choć dusza by chciała jechać dalej. Z rowerem jest jak z tymi waszymi górami - nie jedzie sie dla przyjemności
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
skoro tyłek boli znaczy, że siodełko za nisko.
Normalnie siodełko powinno pełnić funkcję tylko wspomagająco-stabilizującą - większosc masy ciałą ma spoczywać na nogach. A jeśli mamy rower turystyczny to wtedy albo żelowe siodełko z amorem (uwaga - po krótkim czasie amor bedzie miał tendencję do lekkiego pływania na boki) albo spodenki z pieluchą.
Normalnie siodełko powinno pełnić funkcję tylko wspomagająco-stabilizującą - większosc masy ciałą ma spoczywać na nogach. A jeśli mamy rower turystyczny to wtedy albo żelowe siodełko z amorem (uwaga - po krótkim czasie amor bedzie miał tendencję do lekkiego pływania na boki) albo spodenki z pieluchą.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Mnie po 5 godzinach (nie piszę kilometrach ,bo w tym czasie moim góralem ,w zależności od trasy ,mogę zrobic równie dobrze 100 ,jak i 40 km ) ,bola głównie łapska ,bo to na nich głównie (oprócz nóg) opiera się nadmiar ciężaru rowerzysty. Tyłek odczuwam po pierwszej jeździe w sezonie ,potem juz nie.
Siodełko mam przeciętne ,standardowe,wąskie ,twarde ,wysoko mocowane ,mocno nachylone ku przodowi , pieluch ani żeli nie uzywam.
Dzięki temu pozycja jest wychylona ku przodowi ,umozliwia zaparcie się rękami o kierownicę przy silnym pedałowaniu (chodzi o sytuację ,gdy trzeba nacisnąć mocniej ,niż wynosi ciężar ciała)
Siodełko mam przeciętne ,standardowe,wąskie ,twarde ,wysoko mocowane ,mocno nachylone ku przodowi , pieluch ani żeli nie uzywam.
Dzięki temu pozycja jest wychylona ku przodowi ,umozliwia zaparcie się rękami o kierownicę przy silnym pedałowaniu (chodzi o sytuację ,gdy trzeba nacisnąć mocniej ,niż wynosi ciężar ciała)
luknij na moje panoramy i galerie
Mnie po 5-ciu godzinach to raczej nic nie boli. No, chyba że w górach, i to przy nachyleniu co najmniej 10%. Wtedy zdarza sie, że troche łupie mnie w krzyżu. Ale juz trzeci rok idzie mi na szósty krzyzyk, więc mozna rzec, że to normalne.dagomar pisze:Mnie po 5 godzinach (nie piszę kilometrach ,bo w tym czasie moim góralem ,w zależności od trasy ,mogę zrobic równie dobrze 100 ,jak i 40 km ) ,bola głównie łapskaquote
Trzeba się lubić ze swoim rowerem , dużo jeździć i chyba naważniejsze - trzymać odpowiednią wagę
Pamiętam swoją samotną wyprawę rowerem wokół Gotlandii -około 700km , planowałem 10 dni jazdy -ale jakoś tak się wspaniale jechało ,że starczyło 5 dni
, startowałem wcześnie -około 6 i jechałem do 17-18 z dłuższą przerwą w południe ,i nic nie bolało
ale wtedy miałem 12 lat mniej i żelazną kondycję ..... chociaż parę tygodni temu przejechałem z Helu przez Puck (cudowna trasa ) do Gdańska , wyszło 110km i raczej d...a była OK !
, a latka lecą -za rok będzie równe 55
pozdrawiam
Pamiętam swoją samotną wyprawę rowerem wokół Gotlandii -około 700km , planowałem 10 dni jazdy -ale jakoś tak się wspaniale jechało ,że starczyło 5 dni
pozdrawiam
Wagę pomaga utrzymać właśnie częste jeżdżenie, które jednak wpływa na apetyt.kazik pisze:Trzeba się lubić ze swoim rowerem , dużo jeździć i chyba naważniejsze - trzymać odpowiednią wagę
U mnie z wiekiem kondycja nie maleje, wręcz przeciwnie, bo jeżdżę znacznie więcej niz np. 10 lat temu. Dłuższe wycieczki opisuję tutaj: viewtopic.php?t=4472&postdays=0&postorder=asc&start=40Pamiętam swoją samotną wyprawę rowerem wokół Gotlandii -około 700km , planowałem 10 dni jazdy -ale jakoś tak się wspaniale jechało ,że starczyło 5 dni, startowałem wcześnie -około 6 i jechałem do 17-18 z dłuższą przerwą w południe ,i nic nie bolało
ale wtedy miałem 12 lat mniej i żelazną kondycję ..... chociaż parę tygodni temu przejechałem z Helu przez Puck (cudowna trasa ) do Gdańska , wyszło 110km i raczej d...a była OK !
, a latka lecą -za rok będzie równe 55
![]()
- arturprzeklasa
-

- Posty: 217
- Rejestracja: sob 19 kwie, 2008
- Lokalizacja: Zakopane
Skoro mowa o dystansach - mój najdłuższy to trasa Gubałówka - Dzianisz - Sucha Hora - Oravice - Zuberec - Tatliakowa Chata i z powrotem. Po drodze skrót niebieskim szlakiem z Doliny Błotnej do skansenu, na którym rower częściowo był pchany (w obie strony). Chyba coś koło 120 - 130 km. Jakoś nigdy nie zmobilizowałem się do przejechania mega-klasyka czyli "dookoła Tatr w 1 dzień" - minimum 200 km. Ale za to na zjeździe z Tatliakowej Chaty zaliczyłem "życiówkę" szybkościową - 90.4 km/h. Nogi mi zmiękły, gdy na postoju odcztałem Vmax z licznika ....
Ale to było dawno - człek młody był, to i głupi
Ale to było dawno - człek młody był, to i głupi
Milczę gdy nie mam nic do powiedzenia
http://picasaweb.google.pl/arturprzeklasa
http://arturprzeklasa.deviantart.com
http://picasaweb.google.pl/arturprzeklasa
http://arturprzeklasa.deviantart.com
Sprawa jest prosta - jak często jeździsz? Jeśli kilka razy w miesiącu, to sprawa jasna. Jeśli regularnie, kilka razy w tygodniu, to rzyć nie ma prawa protestować. Inne części ciała, przeważnie plecy, mogą boleć w przypadku nieodpowiedniego rozmiaru ramy.wicek pisze:Mnie tam boli i dupa i nadgarstki i kręgosłup szyjny przeważnie koło 80-100 km. Nie wiem - widocznie mam źle skalibrowane pośladki albo coświdać każdy organizm ma inny stopień adaptacji do rowerowych spraw. Kolegom z żelaznymi rzyciami oczywiscie zazdroszczę szacun itepe
wszystkie bardzo cenne techniczne rady i wręcz życzliwe ale dolegliwości bólowe "półdupków"o dziwo -dotyczą przeważnie płci męskiej...Jeżdżę z kumpelą (takie niedzielne okoliczne wypadziki) po 40-60 km i żadnej z nas nic "nie dolega" (sprawdzałam czy może mam "pluszowe "siodełko
...) Panowie jak z nami jadą ciągle się "wiercą"....Tak czy siak ani techniczne rady ani wsparcie psychiczne nie pomogą....tak po prostu jest.
A treningi? o tak tak! co najmnie trzy razy w tygodniu .Roman ma rację a ja polecam
A treningi? o tak tak! co najmnie trzy razy w tygodniu .Roman ma rację a ja polecam
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne
..życie jest piękne




