Facet wysiada spocony, czerwony i poobijany z autobusu na Okęciu.
- Uff najgorszy kawałek drogi za mną.
- A daleko pan jedzie?
- Do Kenii.
Podobna rzecz mi się dzisiaj przytrafiła. Po zameldowaniu się na dworcu w Toruniu dowiedziałem się że pociągi do Wawy mają średnio po 140 minut opóźnienia i nie ma szans żebym dojechał na 23 (a o tej godzinie miałem autobus dalej).
Operacja przepisywania biletów i składania reklamacji trwała równe 40 minut, podczas których jedno okienko było wyłączone z użytku i ludzie wystarczająco już podenerwowani opóźnieniami patrzyli na mnie jakbym skrzywdził im matkę. Wyszło na to że za bilety na jutro musiałem zapłacić jeszcze raz a reklamację może rozpatrzą na jutro a może nie:P
Przez cały ten czas czułem sie trochę jak w "Misiu" Barei. Brakowało tylko hasła "Dzień pieszego pasażera" lub coś w tym stylu. I nie chodzi mi tu o to że wiatr zerwał trakcję, bo dopuszczam przypadki losowe, ale o to że firmy należące do tej samej grupy "PKP" nie biorą za siebie nawzajem odpowiedzialności, i jeśli chcesz się przesiąść z PKP przewozy regionalne na PKP Intercity, to w wypadku opóźnienia radź sobie człowieku sam:P Europa
Musiałem sie gdzieś wywnętrzyć bo się w..wiłem.






