Mam nadzieję, że Igła jeszcze coś napiszę i rozświetli "mroki", które zapadły po jego wypowiedzi.Erynie pisze:Przepraszam, ale chyba jednak nie rozumiem...Jesli ta teza jest prawdziwa, to po zamknięciu szlaków ruch turystyczny powinien tam wzrosnąć, a tak nie jest. "Przyjemniejszą", to już rzecz upodobań więc nie będę dyskutował, choć "dreszczyk emocji" związany nie z doznaniami górskimi, ale ze spotkaniem z filnacem przy wchodzeniu np. na Baranie Rogi, nie należy wg. do przyjemnych. POzdrawiam - Erynie.
A teraz chciałbym podyskutować z Erynie. Teza Twoja, ta o wzroście ruchu, byłaby słuszna gdyby wszyscy w ten sposób reagowali. Powiadasz, że dreszcz emocji czy przypadkiem nie spotkasz filanca przy wejściu na Baranie Rogi nie jest przyjemny. A może go w ogóle nie ma? Zadam inaczej to pytanie - chcesz wejść na Baranie Rogi? Zakładam, że odpowiadasz - tak. Kolejne pytanie - czy stać Cię aby wejść drogą o trudności minimum II (polska, nie słowacka) - pewnie tak, ale przyjmijmy, że nie bo znakomitą większość turystów właśnie nie. To jakie masz wyjście? Albo pójść na lewo z miłym kolegą czy koleżanką, ż którym jesteś zgrany/a i po prostu się lubicie albo też zgłosić się do przewodnika, który oprócz was weźmie jeszcze dwoje zupełnie obcych ludzi, którzy mogą być cholernie niesympatyczni i w dodatku jeszcze was wszystkich naniza na sznurek i będzie prowadził jak krowy na pastwisko bo taki ma przepis a ten sznurek na Baranich Rogach, Lodowym, Łomnicy a także Gierlachu (dopóki nie ukradli łańcuchów) jest potrzebny jak umarłemu kadzidło, na Baranich Rogach w szczególności. Gdy się wie, że ew. pokuta równa się mniej więcej przewodnickiej taksie to ja już wiem co bym wybrał, oczywiście samodzielność (nie znoszę określenia "lewizna" bo to od razu sugeruje, że to jest przestępstwo a to nie jest przestępstwo, proszę poczytać kodeks karny).
A jaka "przyjemność" z tej "nielegalności"? Proszę Państwa - wiem, że niektórym tu trochę zajdę za skórę - malowany szlak to ukłon w stronę bezmyślności - mogę nie wiedzieć nic, nawet i to gdzie idę a jeśli się będę trzymał tego kawałka zieleni, niebieskości czy żółci to gdzieś zajdę i tam będzie stała tabliczka, że to są np. Stawy Hińczowe. To jest trochę tak jak z np. z metrem w Paryżu. Jeśli wiem gdzie jest najbliższy przystanek przy moim hotelu a ktoś mi powie, gdzie mam wysiąść aby dojechać do celu (jest to napisane w przewodnikach - np. Luwr, przystanek taki i taki linii takiej i takiej - z mapki przy każdym wejściu odczytuje - dojechać tam, przesiąść się i znowu dojechać tam i tam - nie zabłądzę). A czy to oznacza, że znam Paryż? Nie - w tym celu trzeba pochodzić samodzielnie i nawet być może czasami pobłądzić.
Tak samo w górach - nie ma szlaku, tego malowanego, ale z reguły jest perć, bardzo często taka, na słowo honoru, prawie nie widoczna, bo nie maltretują ją codziennie tabuny ludzi. I trzeba ją trochę na "nosa" i trochę w oparciu o opis w przewodniku (a tych opisów nie brakuje) umieć wyszukać. I to jest prawdziwa przyjemność - bez niczyjej pomocy dać sobie radę.
Można oczywiście wziąć przewodnika, ale to trochę będzie tak jak z znakami, będziemy po prostu za nim szli, nanizani na sznurek albo i nie. Przewodnik może będzie przemiły i stworzy nastrój partnerstwa a może to być również gburowaty i nudny jegomość, który będzie tylko patrzył jak najszybciej cię zaprowadzić tam za co zapłaciłeś, sprowadzić i rozstać się.
PS.
Erynie - Twoje doświadczenia z przekraczaniem granicy są prawdopodobnie tylko z lat po 1989 roku - jak nawet przelazłeś na lewo (ale z paszportem a potem dowodem w kieszeni, to jeśli Cię nie złapano na gorącym uczynku przy stawianiu kroku przez granicę to ci mogli pogwizdać, wszak do paszportu od lat niczego się nie wpisywało. Dawniej tak fajnie nie było a granica z Czechosłowacją była pilnowana pieczołowicie bo Czechosłowacja miała bezpośrednią granicę z RFN i Austrią i niejeden tamtędy dał nogę. Nielegalne przekroczenie mogło nieść za sobą całkiem wymierne i przykre konsekwencje. No to jak wytłumaczysz fakt, że mimo to kupę ludzi, szczególnie taterników, tą granicę na zielono przechodziło (ja też) i nawet specjalnie się z tym nie kryto - wszak są wyraźne zapisy nawet w oficjalnie i pod cenzurą wydawanych publikacjach (choćby opowiadanie "Lawina" w "Kominie Pokutników" Długosza.)



