Janek pisze:Zdarza się tak, że bardzo młody i psychicznie niedojrzały facet czy dziewczyna na ściance i na wędce kosi V i VI i zaczyna być przekonany, że w Tatrach czy wyższych skałkach to jest to samo, też jak młody bóg będzie kosił V i VI. Może i będzie ale kiedyś, na razie mu się może przytrafić, że portki będą wymagały prania. To zresztą może być pedagogiczne.
andy67 pisze:U każdego to inaczej wygląda więc chyba nie ma co uogólniać
..a ze mną było odwrotnie...pierwszy raz poszedłem na ściankę jak miałem za sobą poprowadzone jakieś "łatwe" piątki w Tatrach..
ale ja już tak mam że wszystko nie po kolei w życiu
albo po prostu w innej kolejności
..i kiedy przyszedłem pierwszy raz na sztuczną scianę, patrzę - tyle kolorowych chwytów..ale dlaczego spadam ciągle z tego przewieszenia?...o co chodzi?
teraz wiem że to wszystko się uzupełnia i sciana to dobry trening...NIC WIĘCEJ! (przynajmniej dla mnie)
pozdrawiam
Johanka - nikt nie mówi, że ścianka jest zła i be, wręcz przeciwnie. Ale to nie jest górska ściana. Chwyty są tam ślicznie kolorowe i z góry wiadomo gdzie są a w dodatku żaden raczej nie zostanie Ci w ręku, ani nie wyleci pod nogą - tam o to dba pan ślusarz. W dodatku nie wieje ci, zacina deszczem, śniegiem i gradem a w bufeciku (bywa przy niektórych) jest kawka, herbatka a nawet jeszcze coś bardziej miłego.
Janek pisze:Mistycyzm to tak naprawdę to się skończył około 1945 roku. Czy tu można mówić o zbieżności dat z wprowadzeniem tzw. "techniki hakowej", ławeczek itp to rzecz do dyskusji.
Kiedyś jeszcze jak tylko za pomocą swoich "pieknych muskularnych mięsni" wspinałem się to jakoś technika hakowa była mi obojetna ale... no własnie jesli ktoś spróbuje to daję głowę że tak łatwo się od tego nie uwolni oczywiście mowa tu o czystości stylu bez jakiś tam podkuwań skały itd itp.
Zygmunt Skibicki pisze:A dziś "Mistycyzm gór" to już tylko u ks. Rogowskiego albo... w Erze. Niestety.
Jak go znależć? ja znam na to pytanie odpowiedź i ciągle odnajduję coś co sprawia że Tatry dla mnie są ciągle nieznane tajemnicze i ciekawe.
Ja tam nie wiem czy ten mistycyzm kiedykolwiek był. Jako bardzo młody chłopiec miałem możność posłuchać rozmowy kilku starszych (jak na moje ówczesne spojrzenie) panów. Rozmowa miała miejsce w Roztoce gdy kierownikiem był Paweł Vogel i to byli jego prywatni goście - nie znam nazwisk ale z kontekstów rozmowy domyślałem się, że to są nazwiska z przedwojennej górnej półki. Rozmawiali szczerze a nawet bardzo szczerze, bo opróżnili co nieco szkła i to co mówili, mnie czytelnikowi kilkunastu książek w tym Zaruskiego i innych stawiało włosy dęba na głowie. Np. jak to sam Stanisławski nie mogąc w żaden sposób sforsować jakiegoś kawałka ściany wbił w nią po prostu kilkanaście haków i poszedł po nich jak po drabinie a potem w opisie przesłanym do prasy taternickiej i pana Paryskiego ani słowem o tym nie wspomniał - było klasycznie i cześć. A także o licznych przypadkach gdy tego lub tą po prostu wciągano na linie jak worek z cementem (najsłynniejszy opisany przypadek to Bednarski i Ziętkiewiczowa na Zamarłej). Te opowieści bardzo naruszyły moje idealistyczne wtedy morale i zapoczątkowały pewne zamiłowanie do cynizmu, który tu niekiedy prezentuję.
W tej samej Roztoce, która zresztą była zawsze metą tatrzańskich elit starszego pokolenia miałem okazję rozmawiać z jedną wielką damą polską damą tatrzańską starszego (ode mnie) pokolenia(zgadnijcie z kim), która powiedziała mi mniej więcej tak - Mistycyzm górski? Już dawno wymarł wśród ludzi ekstremalnego taternictwa. Trochę go jeszcze zostało wśród starszych na ogół osób z reguły nie przekraczających trudności klasy trzeciej. Ale nadal jest wśród dziesiątków ludzi chodzących po znakowanych ścieżkach. Nie, nie tych co się na nie przybłąkali z fwp-owskich pensjonatów. Spójrz - ciągnęła - na tą parę starszych państwa, zapewne na emeryturze, z wnukiem, wnuczkiem lub bez. Może odkryli te góry dwa lata temu.
Ja osobiście miałem możność spotkać takiego pana co miał 75 lat a Tatry odkrył w wieku lat 73 gdy poszedł na emeryturę (nauczyciel). Ojciec jednego z najwybitniejszych artystów pokolenia powojennego. Strasznie był zażarty i taki mistyczny właśnie.
Ścianka. Postawiono taką właśnie w moim mieście jakieś sześć lat temu. Takie trzy wielkie zęby, naśladujące prawdziwe skały. Tylko, że w dość nietypowym miejscu - bo pośrodku największego supermarketu. Jadąc ruchomymi schodami na pierwsze piętro jechało się tuż obok wspinaczy. Francja elegancja - na dole sztuczna trawka, grys dolomitowy, asekuranci w odpowiednich ciuchach. Nie wiem jakie tam są trudności, podobno na niektórych fragmentach znaczne. Na początku klienteli mnóstwo, głónie tak <15 lat. Wspinaczka szła znakomicie, liny aż trzeszczały, wszyscy pokonywali trudności a tuż obok właściciele ścianki urządzili kręgielnie, cukiernie, pizzerię itd - słowem wszystko co potrzebne jest młodemu bohaterowi wspinaczki aby tatuś i mamusia mogli mu wynagrodzić za to, że taki był "dzielny" i tak pięknie się "wspinał".
Od dwóch lat na tych sztucznych turniczkach nie widziałem żywej duszy. Liny smętnie zwieszają się, już nie pięknie czerwone tylko smolisto-czerwone, tych szpulek i izolatorów co to robią za chwyty i stopnie połowę brakuje. Tam natomiast gdzie była ta trawka i dolomit jest teraz parkiet i stoi chyba z 12 komputerów - kawiarenka internetowa.
Tak sobie czasem myślę, że gdyby ci asekuranci tak nie "pomagali" tym dzieciakom w wspinaniu to by może te dzieciaki zostały tam na dłużej aby wreszcie osiągnąć cel. Zbyt łatwy a jeszcze gorzej "ułatwiony" sukces demoralizuje.
manfred pisze:Jak go znależć? ja znam na to pytanie odpowiedź i ciągle odnajduję coś co sprawia że Tatry dla mnie są ciągle nieznane tajemnicze i ciekawe.
mistycyzm wspinania - ponieważ dla mnie wspinanie to jedno, niezależnie czy są to skały czy góry (choć wiadomo - zgoła odmienne wspinanie) doświadczać można także poprzez szukanie piękna w trudnościach, choćby pojedynczych ruchów.
na przykład jeśli na początku próbuję przejśc daną drogę (np. w skałkach) i z powodu trudności nie mogę połaczyć poszczególnych trudności w całość, to szukanie sposobu by tego właśnie dokonać, jest dla mnie wręcz mistyczne...
to, że niemożliwe staje się możliwe..
wiadomo - piekna jest przyroda, otoczenie ..ściany..doliny..turnie..granie...przełączki..
ale wspaniały jest także sam ruch...wznoszenie się ponad...(ponad co? - to już niech sobie każdy indywidualnie dopowie..)
pozdrawiam wszystkich!
Sebone pisze:...hmm...tak czytam i sie zastanawiam: Jaki to wszystko ma związek z Waldkiem Niemcem
Ma i nie ma. Słyszałeś może coś o marksizmie. To również doktryna filozoficzna. We wszystkim lub prawie wszystkim są dwie sfery - bazy i nadbudowy. Bazę załatwia Waldek - nauczy Cię techniki wspinania. Pokaże jak stosować uprząż, kości, linę a nawet jebadełko. Tu napisano natomiast trochę z tzw. nadbudowy. Znajomość obydwóch jest konieczna.
Johanka pisze:Rany! To piszcie jak ludzie! Po roku na ściance ruszać od razu w Tatry, czy "najpierw, powoli, jak żółw ociężały, ruszyła maszyna...". Może odpuścić sobie te Sokoliki?!? Celem i tak są Tatry
No spróbuj sobie zrobić drogę z dołem w skałach o podobnych trudnościach jak robisz na panelu i będziesz mieć odpowiedź
No tak, ale najpierw musisz wiedzieć jak to zrobić więc najpierw idź obowiązkowo na ten kurs skałkowy.
A potem się dowiesz, że wspinanie w skale różni się od wspinania na ściance.
Ależ ja naprawdę doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ścianka jest tylko substytutem. Myślałam jedynie, że może jako człowiek późno startujący ze wspinaczką moge sobie jakiś etap "odpuścić". Obejrzałam serię fotek Diablaka i zdecydowanie wchodzę w te Sokoliki
Ale co chcesz opuścić?
Od razu z panelu w Tatry?
Kursu skałkowego na pewno odpuścić nie można. A potem dużo się wspinaj w rożnych skałach.
A jak chcesz poważniej pomyśleć o Tatrach to po skałkowym rób taternicki.
No i taka to droga.
Można pewnie też na skróty, ale wtedy musisz mieć kogoś kto będzie miał czas i ochotę Cię w to wprowadzić i wszystkiego nauczy Cię sam. Ale znalezienie kogoś takiego raczej jest trudne.
I jeszcze jedno. Znajdź dobrze płatną pracę, bo to drogi sport