Wczesnym (jak dla mnie przynajmniej) ranem dojeżdżamy do Zakopanego. Szybkie zakupy i już pakujemy się do busa na Palenicę. Na miejscu kupujemy bilety i ruszamy w stronę Wodogrzmotów. Tam krótki przystanek, a potem w górę do Pięciu Stawów.
Po dojściu do schroniska meldujemy się, rozpakowujemy, jemy coś, a potem ruszamy na spacer do Dolinki Pustej.
Przed siódmą jesteśmy z powrotem w schronisku. Półtorej godziny i zmęczeni padamy do łóżek.
Dzień 2
Pogoda piękna. W planach Szpiglasowa Przełęcz. Nie trzeba się spieszyć, więc pooooowoli wstajemy i w końcu wynurzamy się ze schroniska. Ruszamy w stronę przełęczy.
Pniemy się w górę robiąc krótkie przerwy na fotografowanie i zdecydowanie dłuższe na jedzenie
Zaczynają się łańcuchy.
Przechodzimy je i stajemy na przełęczy.
Siedzimy tam ładną chwilę, a potem ruszamy w kierunku Szpiglasowego Wierchu. Widok piękny, pogoda już mniej.
Robimy zdjęcia, siedzimy chwilę i schodzimy na dół. Późnym popołudniem wracamy do schroniska.
Dzień 3
No i tu następuje koniec dobrej pogody. Leje tak mocno, że prawie nikt nie wychodzi ze schroniska. My także zostajemy. Nudy. Karty, krzyżówki, spanie, jedzenie i tak w kółko. Cały czas mamy nadzieję, że przestanie padać. Nie przestało do popołudnia następnego dnia...
Dzień 4
Pogoda nie wiele lepsza niż poprzedniego dnia. Chyba troszeczkę mniej pada. Tak więc do czternastej siedzimy na stołówce i gramy w karty. Potem chcąc, nie chcąc trzeba się ruszyć i przejść do Morskiego Oka. Przez chwilę nawet nie pada. Wychodzimy i ruszamy niebieskim szlakiem przez Świstówkę. Zaczyna padać. Na górze już leje. Schodząc, spotykamy ludzi z... parasolami. Do Morskiego przychodzimy przemoczeni. Meldujemy się, jemy coś ciepłego i ruszamy w kierunku Starego Schroniska. Tam miła niespodzianka - ktoś napalił w piecu. Szybko rozwieszamy mokre ubrania na linkach. Wieczór spędzamy na rozmowach z pozostałymi mieszkańcami schroniska.
Dzień 5
Wreszcie ładna pogoda. Jeszcze przed dziesiątą ruszamy do Doliny za Mnichem.
Po drugiej stronie stawu udało nam się zobaczyć świstaki (zdjęcie byle jakie, bo aparat nie najlepszy)
Jeden ze stawów zalał szlak, więc trzeba go obchodzić skałkami po lewej stronie. Z bólami (wpakowałem się trochę za wysoko) przechodzę i staję z resztą po drugiej stronie. Ruszamy w kierunku Wrót Chałubińskiego
Szybkim krokiem idziemy do góry. Przechodzimy pierwszy śnieg, a chwilę potem kolejne dwa płaty. Tuż przed przełęczą przez szlak przechodzą kozice
Są kilkanaście metrów od nas. Przechodzą, a my wchodzimy na przełęcz. Zdjęcia, kanapki i ciepła herbata.
Na górze siedzimy ładną chwilę, ale w końcu trzeba zejść. Powoli ruszamy na dół. Schodzimy do Doliny za Mnichem i siedzimy tam jeszcze chwilę.
Potem ruszamy w dół. Im bliżej Morskiego Oka tym wolniej idziemy - widok turystów nad jeziorem nas odstrasza
W końcu jednak dochodzimy do schroniska. Jemy coś i idziemy nad Czarny Staw. Tam (mimo, że było już po piątej) tłumy. Nie siedzimy więc za długo. Wieczór, a właściwie pół nocy, spędzamy na ganku rozmawiając z nocującym w schronisku panem.
Dzień 6
Pogoda nadal ładna, ale my musimy już schodzić. Po dziesiątej ruszamy w stronę Palenicy. Potem bus i do Zakopanego. Chodzimy chwilę po mieście, a potem do pociągu i na niziny. Zakopane żegna nas w deszczu, a ja nie mogę doczekać się kolejnego wyjazdu...







