
Tradycyjnie kwaterujemy się u naszych ulubionych gospodarzy na Pienińskiej. Drewniany około stuletni dom ma niepowtarzalny klimat. Nasz synek od razu go polubił.
Odpoczęliśmy trochę po podróży i unikając tłumów i słonecznego żaru popołudniem wybieramy się na Czertezik. Przez ogród naszych gospodarzy idziemy do szlaku prowadzącego m.in. na Trzy Korony. Ten pierwszy odcinek drogi potrafi dać w kość zwłaszcza gdy niesie się na sobie dodatkowy prawie 10-kilowy słodki ciężar. Na szczęście poprzednia wyprawa w Pieniny nie poszła na marne i obyło się nawet bez zadyszki.
Dalej ścieżka prowadzi brzegiem lasu i łąkami aż dochodzi do granicy PPN. Stamtąd lasem, czasem brzegiem polan, spacerowo wyprowadza na Czertezik. A tam…
Widok na Trzy Korony


Na Dunajec

I na Sokolicę

W drodze powrotnej zaliczyliśmy kawałeczek Sokolej Perci, na której pamiętaliśmy jeszcze z poprzedniego roku, że można spotkać lilie złotogłów.
Schodzimy na polanę Wymiarki u podnóży Bajkowego Gronia, gdzie jak zwykle spotykamy przemiłą panią Stanisławę od lat sprzedającą tam kompot, maślankę i oscypki. Kompot na źródlanej wodzie – po prostu niebo w gębie. Oscypki tak samo, maślanki jak dotąd nie próbowaliśmy.
Wracamy do Krościenka szlakiem prowadzącym przez przepiękne pienińskie polany, a
pienińskie polany potrafią oczarować




Za przewodnikiem J.Nyki : „otwierają się przed nami czarodziejskie polany pełne różnobarwnego kwiecia. Jak w najwspanialej pomyślanym parku, porozrzucane są po nich kępy jasnych buków, ciemnych smreków, niebieskich jodeł i srebrnych brzóz. Aksamitna trawa ściele się pod stopami barwnym dywanem.”(Tadeusz Malicki, 1939).
I jeszcze raz spojrzenie na Krościenko w drodze powrotnej

W niedzielę zaplanowaliśmy szlak na Trzy Korony. Ponieważ chcieliśmy uniknąć tłumów na szczycie odłożyliśmy wyjście na popołudnie, tym bardziej, że po niebie żeglowały jakieś naburmuszone chmurzyska. Żeby nie tracić tak zupełnie przedpołudnia wybraliśmy się na grzbiet Majerz tuż nad Czorsztynem, skąd przyjemne roztaczają się widoczki na Pieniny, Tatry i Zalew Czorsztyński.



Jak zaplanowaliśmy, po obiadku wybraliśmy się na Trzy Korony szlakiem ze Sromowiec Niżnych przez Wąwóz Szopczański.
Widok na Trzy Korony z dojścia do wąwozu:


Szlak prowadzi skalistym wąwozem, którego dno porastają bujnie zioła i ziela, a i na stromych skalnych ścianach można spotkać wiele ciekawych roślinek. Żeby wyjść na przełęcz Chwała Bogu trzeba pokonać dość stromy las mozolną ścieżką (a może tylko mi wydawała się ona mozolna). Trud podejścia wynagradza przełęcz Chwała Bogu (Szopka).
Polana pod przełęczą
Widok na Tatry z przeł. Chwała Bogu

Potem jeszcze tylko 200m w górę – i jesteśmy na Trzech Koronach:



Przed powrotem do Sromowiec czekają nas jeszcze takie widoczki:

Poniedziałek miał być według prognoz najcieplejszym dniem na naszej wyprawie, zaplanowaliśmy więc spacerową trasę wzdłuż przełomu Dunajca. Wczesnym rankiem mąż podrzucił samochodzik do wspomnianych już Sromowiec w pobliże kładki z Czerwonego Klasztoru. Oj ciężko mu się wstawało, ale zostało mu to wynagrodzone:
Widok z drogi do Sromowiec


Wracał do Krościenka pieszo przez góry – przez wąwóz Szopczański i przełęcz Chwała Bogu. Taka poranna porcja świeżego powietrza i ruchu.


Wąwóz Szopczański

Z przełęczy Szopka na Tatry

W kierunku Krościenka

A to już Szczawnica i początek naszego spaceru wzdłuż Dunajca.

Dla miłośników ryb

I kwiatów

Wprawne oko dostrzeże czarnego bociana brodzącego w Dunajcu

Widok na Sokolicę

Tradycyjny spływ

A na koniec ciemne chmury zebrały się nad naszymi głowami…

Tego dnia była burza w Pieninach, ale w Tatrach to się podobno działo…
Wtorek- nasz ostatni dzień w górach. Ze względu na naszego misiaczka - spacerowy. No tak, spacerowy dla mnie i naszego synka, ale pracowity dla mojego mężusia. Złakniony gór skoro świt idzie na Sokolicę. I sprawdza się powiedzenie, że „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”…


Cień Sokolicy na tle mgieł to niecodzienny widok


Jakby mu było mało – przed południem wychodzi na Trzy Korony


specjalnie po to, aby pod szczytem odszukać takie cudo


Ten motyl to niepylak Apollo. To największy motyl dzienny w Polsce, zagrożony wyginięciem – w Pieninach wdrożono specjalny program ochronny. Spotkać go można jedynie w Pieninach i Tatrach, choć do niedawna sądzono, że w Tatrach populacja niepylaka wyginęła. Kilka lat temu jednak mieli szczęście na niepylaki w Tatrach słowackich natrafić Boguś Pawłowski razem z moim mężem (dolina Cicha i Koprowa).
Po tak dobrze rozpoczętym dniu poszliśmy na spacer do wąwozu Homole – przyznam szczerze, że dopiero teraz zauważyłam, ze jest naprawdę piękny, wcześniej wstyd się przyznać był dla mnie tylko fragmentem szlaku prowadzącym do innego wyższego celu, przebywanym szybko, by ominąć zwiedzające go wycieczki. A jednak warto Homole zobaczyć.



Środa to dzień powrotu- przed świtem jeszcze wsiadamy do zapakowanego samochodu. Żal odjeżdżać, ale pewnie wrócimy tu jeszcze w tym roku -na pewno jesienią. Pieniny jesienią są piękne. Do tej pory nie mieliśmy niestety okazji osobiście tego zobaczyć – zawsze wybieraliśmy złotojesienne Tatry. W tym roku może uda się zobaczyć jesień i w Pieninach i w Tatrach.








