Wyprawa na Wielką Sowę będącą w zasięgu jednodniowej wycieczki z Wrocławia.
Wyruszam dość późno, przed 10., ale dzień długi. Planując trasę przypomniałem sobie o ubiegłorocznej wycieczce do Krzyżowej, leżącej u podnóża Gór Sowich. Z leżącej niedaleko Lutomii Górnej jest na mapach droga do Glinna, skąd łatwo (w sensie istnienia drogi asfaltowej, bo fizycznie to cały czas dość ostro pod górę) dostać się na Przełęcz Walimską. Stamtąd zaś wiodą szlaki piesze, narciarskie (znane mi) i na pewno rowerowe (rzeczywiście tak było).
Wyruszam więc w kierunku Świdnicy prze Kąty Wrocławskie i Mietków. Trasa znana mi z wielu wycieczek. Wiedzie mało ruchliwymi drogami o niezłej nawierzchni. Pogoda ładna choć wiele chmur na niebie lecz nie deszczowych. Nie ma upału lecz troche duszno. No i prawie cały czas pod wiatr.
Pierwsze zdjęcia robię w pobliżu Świdnicy.
Wieża Bazyliki Świdnickiej (najwyższa na Śląsku - 103 m):


Wieś Gruszów:

Świdnicę zostawiam z prawej i kieruję się wg drogowskazów na Krzyżową, przez Pszenno, Jagodnik, Boleścin, z którego polną drogą na Makowice. Ładne widoki na Masyw Ślęży i Wielką Sowę:



W Opoczce mijam ładny pałacyk:

a w Bojanicach bocianie gniazdo:


Za Bojanicami skęcam w polną drogę i docieram do Lutomii Górnej. Tu cały czas pod górę i przed końcem wioski odbijam w lewo, dość mocno pog górę. Droga przez las, niezbyt przyjemna - wysadzana kamieniami i miejscami dośc stromo. Jestem przed Glinnem i znowu otwiera się widok na Wielką Sowę:

Zjazd do Glinna i krótki odpoczynek. Teraz cały czas pod górę wąskim asfaltem, w końcowej fazie, przed dojazdem do drogi Walim-Pieszyce bardzo stromo. Sowa coraz bliżej:


Na ostatnim podjęździe dopadaj mnie chmara dokuczliwych much, którym nie sposób uciec (jadę tutaj najwyżej 10 km/h). Odpedzam je zerwana gałązka brzozową i docieram na Przełęcz Walimską. Zbyt ciekawie tu nie jest, mnóstwo śmieci i fundamenty po niedawno spalonych abudowaniach (bufetu?).
Jest zielony szlak rowerowy, ale żadnej informacji dokąd prowadzi, co u mas należy, niestety, do reguły. Nie ma go też na tablicy ze schematem szlaków. Widzę jednak, ze prowadzi zaznaczoną na mapie Srebrną Drogą (wygląda mi to na szlak narciarski). Drogę znam z wycieczki narciarskiej sprzed 3 lat choc częściowo nie nadaje się ona na rower.


Ruszam więc Srebrną Drogą, którą na pewno jeżdżą samochody z zaopatrzeniem. Jest wysypana grubą warstwą tłucznia, który jest trovhę ubity przez auta. Jest dość łagodnie pod górę. Po ok. 2 km pojawia się szlak czerwony (zielony prowadzi dalej prosto, pewnie na Przełęcz Sokolą), który odbija prostopadle w lewo, dość ostro pod górę. Potem bardziej płasko i po kolejnych ok. 2 km znów w lewo i stromo pod górę. Tu dopada mnie znów chmara much i znów muszę się opędzać gałęzią. Prze to ostatni kilometr staje się koszmarem. Jestem na górze. Za wyjątkiem dwóch panów z obsługi wieży pusto. Zamawiam zimnego pilznera i robię (robią mi) zdjęcia:


Dzwonię do domu i polecam zrobić zrzut ekranu z jednej z kamer zamontowanych na Wielkiej Sowie (
http://ddz.sowa.0i2.com/Witamy.html ):

Minęła 16. Jest przyjemnie, ale trzeba jeszcze wrócić do domu. Przegryzam cos i zwijam się. Zjeżdżam do Przelęczy Walimskiej. Tu popas i studiowanie map. Najkrótszy wydaje się wariant omijający od wschodu Masyw Ślęży. Więc przez Dzierżoniów. Piękny, długi zjazd do Pieszyc pozwala
odpocząć i nabrać sił. Juz nie silę się na rekordy prędkości choc i tak kilka razy wyraźnie przekraczam 50 km/h. Niestety, spory odcinek musze jechać ruchliwą drogą Pieszyce-Dzierżoniów-Łagiewniki, z której odbijam w lewo na Oleszną. Tu ciekawy kościół:

Następna ciekwostka w (o ile dobrze pamietam) w Tomicach:

Kilkanaście km przed celem, koło Biskupic Podgórych wyprzedza mnie ambitny młodzieniec. trzymam się go ładnych kilka km mimo jego rozpaczliwych wysiłków by mi uciec. W Pietrzykowicach nasze drogi się rozchodzą. Bardzo mi pomógł - prysło znużenie i odzyskałem świeżość. Ok. 21. jestem w domu.
Trasa na mapie -
http://www.bikely.com/maps/bike-path/Z- ... z-powrotem
Podsumowując, muszę stwierdzić, że było ciężej niz 3 lata temu gdy zdobywałem Pradziada. No ale do niego miałem tylko 60 km, a na Sowę 90.
Garść danych statystycznych z serwisu Bikebrothers:
http://gps.bikebrother.com/trasa.aspx?trasa=4337