martwi mnie twój brak zamiaru poprawyslax pisze:nie zamieżam
Kijki trekkingowe
Nie wiem czy to chodzi o mój komentarz dotyczący kijów i problemów ze ścięgnami? Otóż slax kontuzji nabawiłem się przeciążająć ścięgno ( lub mięsień) a na forum pytałem czy może mieć to związek z kijami, choć wydawało mi się to nieprawdopodobne, co potwierdziły komentarze. Więc nie nabawiłem się kontuzji od kijów, a same kije są niezwykle pozyteczne. Według mnie maja tylko jedna wadę - spowalniają mi tempo marszu.Poprostu wiem.Jak dla mnie to zbędna rzecz, tylko ręce zajmuje i jak wcześniej jakiś kolega pisał że można się kontuzji nabawić
-
Filanc
-
Filanc
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
slax pisze:A ja zawsze chodzę bez kijków. Tylko by mi przeszkadzały.
A próbowałeś chociaż ?
slax pisze:Nie próbowałem i nie zamieżam
To skąd wiesz że by ci przeszkadzały ?
To mi przypomina dawną rozmowę ze znajomą w restauracji:slax pisze:Poprostu wiem...
Z.S. pisze: - Czy zjesz flaki?
znajoma pisze: - Nie, bo nie lubię.
Z.S. pisze: - A próbowałaś?
Fajna logika, nie?znajoma pisze: - Nigdy...!!!
Slax by to trafił!
Są fakty wynikające z nawiedzenia Ducha Świętego.
W końcu... nie pierwszy przypadek.
A tak już zupełnie poważnie...
Popełniłem "kawałek książki" na ten temat - oto maleńki fragment:
"Korzyści z chodzenia z kijkami
Na dobrą sprawę można chodzić bez kijków. Tak w końcu chodzi kolosalna większość ludzi od tysięcy lat.
Czy aby na pewno? A może człowiek wybierający się w dłuższą pieszą podróż zawsze zabierał coś do podpierania się?
Skąd się wzięły ryciny i malowidła obrazujące wędrowców zawsze z laską lub innym kosturem w ręce? Jaki mechanizm myślowy powoduje, że gdy na obrazie przedstawiony jest człowiek z lachą w ręce, to od razu widzimy w nim wędrowca?
Z pewnością podpieranie się laską odciąża cały układ kostny narażony na sporą fatygę podczas długotrwałego marszu, a to nie jest bez znaczenia dla zmęczenia.
Wspomaganie rękoma pracy nóg rozkłada pracę organizmu na dużo większą ilość mięśni i kości. Zakładając, że praca do wykonania – przebycie pewnej drogi - jest ta sama, rozłożenie wysiłku na większą część organizmu ogranicza przeciążenia miejscowe.
Wreszcie, angażując w wysiłek fizyczny cały organizm unikamy nie tylko zmęczeń miejscowych na przykład nóg, ale też i szkodliwego na dłuższą metę bezruchu rąk. Wiele osób uprawiających długie wędrówki narzeka na puchnięcie bezczynnie zwisających dłoni – ja przynajmniej wspominam to niemile.
Dość często lekarze zalecają ogólny wysiłek całego ciała i dla jego realizacji trzeba coś wymyśleć. Nie jest to sprawa prosta, bo zajęć ogólnorozwojowych wcale nie jest tak dużo, a nie wszędzie dostępne są specjalistyczne sale ćwiczeń czy baseny zatrudniające wysoko kwalifikowanych rehabilitantów. Już nie wspominam o kosztowności takich zajęć…
Marsz z kijami jest wtedy zbawieniem, bo angażuje nieomalże cały układ kostny i mięśniowy – od nadgarstków przez przedramiona, barki, tułów, miednicę, pośladki, nogi aż po czubki palców stóp. Na dobrą sprawę jedynie mięśnie dłoni, karku i twarzy pozostają bez solidnego obciążenia. W czasie marszu z kijkami angażujemy około 95 procent wszystkich posiadanych włókien mięśniowych, co plasuje ten sposób rekreacji tuż za pływaniem, a niektórzy twierdzą, ze nawet przed nim.
Chodzenie, marsze z kijkami są poza tym zajęciem nieprzyzwoicie wręcz tanim. Na dobrą sprawę wystarczy na początek para kijków za dziś już naprawdę niską cenę.
Poza oczywistą korzyścią dla zdrowia istnieje jeszcze jedna korzyść z chodzenia „na kijach”. W każdej sytuacji takiego marszu mamy co najmniej o jeden dodatkowy punkt podparcia, co zwłaszcza u osób starszych, przy długotrwałej lub czasowo ograniczonej sprawności narządów ruchu nie jest bez znaczenia."
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
hehe mój stabilny rytm marszu jest szybkiFilanc pisze:Z kijami łapiesz stabilny rytm marszu, co jak uważam jest ważniejsze od chwilowego tempa, a najlepiej sobie przy tym nucić jakąś sprośną piosenkę
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Z pewnością, nie tak łatwo jak przy podchodzeniu.Huczaj pisze:...podczas schodzenia to już bywa różnie.
A może to jedynie kwestia konieczności większej wprawy?
Łażę "na kijach" od 35 lat i już nie bardzo pamiętam początków, ale stawiam na wprawę.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
-
Filanc
O - a skąd wziąłeś kije tak dawno ?Zygmunt Skibicki pisze:Z pewnością, nie tak łatwo jak przy podchodzeniu.Huczaj pisze:...podczas schodzenia to już bywa różnie.
A może to jedynie kwestia konieczności większej wprawy?
Łażę "na kijach" od 35 lat i już nie bardzo pamiętam początków, ale stawiam na wprawę.
Nie pamiętam ich popularności (chyba ze to były zwykle nie składane kijki narciarskie, ale one są kłopotliwe w transporcie).
Swoje pierwsze kije kupiłam w Liptowskim Mikulaszu w roku 2001 (po tym jak rok wcześniej kompletnie wysiadło mi kolano), od razu na drugi dzień poszłam z nimi na Wielki Baraniec - i różnica na korzyść była ogromna.
Kije najbardziej się przydają do długich marszów - podejść i zejść z ciężkim plecakiem, a taką turystykę właśnie uprawiam.
Jasne że czasem przeszkadzają (np. na drabinkach w Słowackim Raju), ale wtedy można je schować do plecaka.
Pozdrowienia
Basia
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Tam zaraz... pornografii.Filanc pisze:Nie wolno propagować pornografii
Jak się mocno wpienię na zbyt mizerne tempo własnego marszu, to nucę bardzo stary kawałek - "Szedł sobie kotek kulawy drogą..."
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Ech, Basiu!Basia Z. pisze:O - a skąd wziąłeś kije tak dawno ?
To bardzo stara historia, ale i to opisałem w moich "Marszach z kijkami" - kolejny fragmencik:
"Ja zetknąłem się z kijkami trekkingowymi wiele lat temu, na początku lat siedemdziesiątych zeszłego stulecia, gdy na wyprawy namiotowe nosiło się koszmarnie ciężkie wory z dobytkiem i prowiantem na całą trasę. Nogi ledwo to unosiły, a luźno wiszące dłonie puchły... Szukałem na to rady. Pewien mądry i wielce doświadczony himalaista pokazał mi takie kije i kiedy z tęsknym wzrokiem mu je oddawałem, poradził: weź po prostu stare kije narciarskie, takie sięgające prawie pod pachę i masz dokładnie to, czego ci potrzeba. Tyle, że nie miałem takich kijków...
W kilka tygodni później wybrałem się w Bieszczady, gdzie właśnie „czyszczono” wszystkie nisko położone łąki z mnóstwa jałowców, by ich igliwie nie wbijało się w wełnę owczą, bo to obniżało ceny skupu(*). Z olbrzymich hałd wyrwanych spychaczami gąsienicowymi jałowców wyciąłem sobie dwie zgrabne laski na pasujący mi wymiar i już następnego dnia szło mi się lepiej. Różnica była tak duża, że zabrałem te laski do domu, gdzie wywierciłem na dole odpowiednie otwory. Wkleiłem żywicą syntetyczną cienkie wiertła widiowe, a na drugich końcach umocowałem wkrętami pętle z parcianych pasków. Potem jeszcze porządnym sznurkiem ciasno owinąłem końce przy taśmach dla lepszego chwytu. Jeden z tych kijków mam do dziś – waży dokładnie tyle samo co nowoczesne teleskopowo składane. Tyle, że nie składa się i w związku z tym jest nieco trudniejszy w transporcie."
Tu o tym opowiadam...
(*) - Ręką ludzką nie ruszona dzikość Bieszczadzkiego Parku Narodowego ma za sobą i takie "regulacje"!
Ostatnio zmieniony czw 29 maja, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Ja mam gdzieś jeszcze w domu stare narciarskie kijki bambusowe po moich Rodzicach. Jeszcze lżejsze.
Ale nie przyszło mi do głowy używać, ze względu na trudności w transporcie.
A tez dźwigałam ciężary. Jadąc w Alpy w roku 1981 miałam wór który ważył 40 kg.
I ja osobiście wniosłam go na wysokość ok. 500 m deniwelacji, trwało to cały dzień.
Oj - wtedy by się przydały kijki.
B.
Ale nie przyszło mi do głowy używać, ze względu na trudności w transporcie.
A tez dźwigałam ciężary. Jadąc w Alpy w roku 1981 miałam wór który ważył 40 kg.
I ja osobiście wniosłam go na wysokość ok. 500 m deniwelacji, trwało to cały dzień.
Oj - wtedy by się przydały kijki.
B.
-
Filanc
To za mało żwawe.Zygmunt Skibicki pisze:Tam zaraz... pornografii.Filanc pisze:Nie wolno propagować pornografii
Jak się mocno wpienię na zbyt mizerne tempo własnego marszu, to nucę bardzo stary kawałek - "Szedł sobie kotek kulawy drogą..."
Z pieśni stricte pornograficznych polecam "Niedaleko Sandomierza", a z ogólnowojskowych "W Ołomuńcu"
PS. Dla rodziców z dziećmi zaś proponuję głośną recytację "Lokomotywy".
Ostatnio zmieniony czw 29 maja, 2008 przez Filanc, łącznie zmieniany 1 raz.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
A niesłusznie, bo bilans korzyści i kłopotów jest (był!) po stronie "bambusów"!Basia Z. pisze:stare narciarskie kijki bambusowe po moich Rodzicach. Jeszcze lżejsze.
Ale nie przyszło mi do głowy używać, ze względu na trudności w transporcie.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl


