Wpierw dobrze potrenować takie rzeczy pod okiem fachowców, coby nabrać właściwych nawyków a nie później uciekać się do improwizacji.dagomar pisze:atrzeć w panice ,by czasem jakieś kółko nie pojechało trochę w bok. Co do odruchów ,tak ,owszem ,polecam ćwiczenie poślizgów zawsze i wszędzie ,gdzie samochód porusza się z niewielką prędkością ,grozi co najwyżej stuknięcie o krawężnik ,no i jest ślisko oczywiście ,każdy skręt na zalodzonej osiedlowej uliczce ,pustej drodze za miastem ,to się przydaje
Prawo jazdy
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
Mimo wszystko cieszę się, że mam suchą jezdnię. Nie chciałabym akurat teraz ćwiczyć poślizgów itd. Chcę nabrać najpierw wprawy przy dobrych warunkach.
Najważniejsze... to chyba zrozumieć, że po kursie i zdaniu egzaminu nie umie się jeździć.
Nie cwaniakować, bo po co?
Nie wiem ile trzeba czasu, ile km (na pewno sporo), by dojść do wprawy. Trening czyni mistrza...
Najważniejsze... to chyba zrozumieć, że po kursie i zdaniu egzaminu nie umie się jeździć.
Nie cwaniakować, bo po co?
Nie wiem ile trzeba czasu, ile km (na pewno sporo), by dojść do wprawy. Trening czyni mistrza...
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
niekoniecznie ,to się albo czuje i można dojść do wprawy samemu ,albo się tego nie czuje i wtedy trzeba po prostu pomalutku i ostrożnie ,nawet po lekcjach w szkole doskonalenia.Hannibal pisze:Wpierw dobrze potrenować takie rzeczy pod okiem fachowców
Umiejętność prowadzenia samochodu to trochę ,jak umiejętność śpiewania ,malowania obrazów ,albo w końcu wspinaczki klasycznej - predyspozycje są małe ,albo duże ,a ich brak nie jest powodem ani do wstydu ,ani do kompleksów . Mądry je właściwie u siebie oceni i będzie jeździł bezpiecznie ,choć jeden szybciej ,drugi wolniej ,a głupi tej oceny nie dokona i będzie się ciskał za kierownią ,wszystkich innych oskarżał i tracił nerwy.
luknij na moje panoramy i galerie
Mnie to nieodmiennie cieszy od wielu lat (gdy jest sucho). I dotyczy to znakomitej większości ludzi za kółkiem; uciecha, że jest zajebiście bo ślisko, jest właściwa raczej niewielkiej ilości dewiantów.Agaar pisze:Mimo wszystko cieszę się, że mam suchą jezdnię.
Nie znaczy to jednak, że nie należy tego ćwiczyć. W "zboczonej" Europie wylewa się w tym celu wodą place i po zamarznięciu i powstaniu lodowiska pobiera się jeszcze za to pieniądze. W Szwecji urządza się takie lodowiska na jeziorach, oczywiście tylko wtedy jak zamarzną na gładko (i też pobiera za to pieniądze).
W moim rodzinnym mieście pozostał po gierkowskich dożynkach olbrzymi wyasfaltowany plac, raz na tydzień wykorzystywany przez giełdę samochodową i towarzyszący jej handelek. Jak deszcz popada i potem przymarznie nie trzeba nawet wody wylewać. Sęk w tym jednak, że ostatni przymrozek był w ubiegłym roku, w nocy z 24 na 25 grudnia. Miejscowi blacharze i lakiernicy drą włosy z głowy w rozpaczy - interes prawie zamarł.
Jestem gorszego sortu...
ja też Cię lubięJanek pisze:uciecha, że jest zajebiście bo ślisko, jest właściwa raczej niewielkiej ilości dewiantów.
luknij na moje panoramy i galerie
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Paranoja, chyba kogoś dobrze p....łoPada pytanie o światła stopu, ile ich jest. Dwa, mówi chłopak. Egzaminator siada za kierownica i naciska hamulec. Chłopak blednie. Toyota ma trzy światła stopu. - Niech się pan zapisze na kolejny termin i trochę jeszcze pouczy - mówi pocieszająco egzaminator.
Czy ja wiem ile świateł ma Nowak ?
Dobrze, że mam to za sobą.
Choć im dłużej jeżdżę, tym wydaje mi się, że coraz gorzej.
Są dwie opcje :
- zbyt dyżo się rozglądam na boki ;
- dopiero teraz zauważam pewne błędy, a wcześniej wydawało mi się, że wszystko jest ok.
Może i jedno i drugie...
Choć im dłużej jeżdżę, tym wydaje mi się, że coraz gorzej.
Są dwie opcje :
- zbyt dyżo się rozglądam na boki ;
- dopiero teraz zauważam pewne błędy, a wcześniej wydawało mi się, że wszystko jest ok.
Może i jedno i drugie...
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
ja im dłużej jeżdżę tym bardziej wydaje mi się, że coraz bardziej panuję nad samochodem (to chyba akurat normalne)
nie szarżuję jednak, ale gdy poczuję potrzebę mocno przycisnę; gdy warunki są nie teges jestem w stanie jechać wolniej, uważniej, ale nadal w zupełnym spokoju
nie szarżuję jednak, ale gdy poczuję potrzebę mocno przycisnę; gdy warunki są nie teges jestem w stanie jechać wolniej, uważniej, ale nadal w zupełnym spokoju
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
Tia? No nie wiem, bo mam zupełnie inaczej. Po zdaniu egzaminu czułam się o wiele pewniej niż teraz...Hannibal pisze:im dłużej jeżdżę tym bardziej wydaje mi się, że coraz bardziej panuję nad samochodem (to chyba akurat normalne)
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
po zdaniu egzaminu jak zacząłem jeździć samochodami rodziców to jeździło mi się wcale nie tak dobrze; musiałem jeszcze swoje wyjeździć, żeby się wyrobić i wyczuć sprawęAgaar pisze:Tia? No nie wiem, bo mam zupełnie inaczej. Po zdaniu egzaminu czułam się o wiele pewniej niż teraz...
po zdaniu egzaminu wiedziałem, że choć potrafię jeździć prawidłowo, dość płynnie i zgodnie z przepisami to jednak do realnej jazdy sporo jeszcze brakuje; nie byłem wówczas zupełnie zaznajomiony np. w jeżdżeniu po ciemku w trasie - trzeba się było sporo nauczyć; zresztą nauka trwa i trwać będzie raczej już zawsze
"Chwalić możnych tego świata za cechy, których nie posiadają, to tyle co drwić z nich bezkarnie"
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Agaar, nie przejmuj się, to kwestia wprawy i doświadczenia, które - niestety - trzeba nabyć przez kilka lat jazdy samochodem.
Po prostu nie ma innej możliwości.
Człowiek się uczy na swoich błędach oraz obserwując cudze i wyciągając z nich wnioski dla siebie.
Ja jeżdżę 30 lat samochodem i jak do tej pory (odpukać) nie miałam nawet stłuczki.
Miałam kilka sytuacji grożnych, w tym trzy - bardzo, ale uratowało mnie opanowanie i bardzo szybka analiza sytuacji, w której się znalazłam (nie z mojej winy).
Myślę, że to też kwestia doświadczenia, poprzez lata jazdy ...
A błąd - zdarza się każdemu, nawet najbardziej doświadczonemu kierowcy.
Mogę powiedzieć tylko tyle - ponieważ jestem paragraf - stosuję się do tego, co uczono mnie na kursie prawa jazdy.
Tylko tyle i aż tyle.
Reszta - to doświadczenie...
Ostrożności i rozsądku na drodze - nigdy nie za wiele...
Trzeba myśleć za siebie i za innych...
Życzę szczęśliwych wyjazdów i powrotów
Ala
.
Po prostu nie ma innej możliwości.
Człowiek się uczy na swoich błędach oraz obserwując cudze i wyciągając z nich wnioski dla siebie.
Ja jeżdżę 30 lat samochodem i jak do tej pory (odpukać) nie miałam nawet stłuczki.
Miałam kilka sytuacji grożnych, w tym trzy - bardzo, ale uratowało mnie opanowanie i bardzo szybka analiza sytuacji, w której się znalazłam (nie z mojej winy).
Myślę, że to też kwestia doświadczenia, poprzez lata jazdy ...
A błąd - zdarza się każdemu, nawet najbardziej doświadczonemu kierowcy.
Mogę powiedzieć tylko tyle - ponieważ jestem paragraf - stosuję się do tego, co uczono mnie na kursie prawa jazdy.
Tylko tyle i aż tyle.
Reszta - to doświadczenie...
Ostrożności i rozsądku na drodze - nigdy nie za wiele...
Trzeba myśleć za siebie i za innych...
Życzę szczęśliwych wyjazdów i powrotów
Ala
Zakochani w Tatrach
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ja im więcej tu jeżdże tym bardziej uswiadamiam sobie jak mało umiem. Ale dziś mnie strąbili na autostradzie (no ale jak GPS mówi keep right, a tymczasowe tablice w związku z remontem keep left to ocipieć mozna, poza tym nienawidze jezdzic o zmroku, wole nocą)
dla mnie jednak bardziej pouczające (takie odnosze wrażenie) jest jeżdżenie zupełnie samemu. swiadomość, że na fotelu obok jest ktoś doswiacony działa rozluźniająco.andy67 pisze:Może niech pojeździ z Tobą jakiś doświadczony (i dobry) kierowca to ewentualnie wskaże Ci czy robisz jakieś błędy.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
ja zdalem za II razem.
ze po drugim pasie juz jedzie jakis samochod i wyprzedza kolumne aut.
nie bez powodu w autobusach/busach jest tabliczka by nie zagadywać kierowcy...
tez tak wole. Z moim ojcem - doswiadczony kierowca, bez stluczki jezdzi baardzo duzo - nie dało sie jezdzic. Uwagi pasazera moga byc nawet niebezpieczne, bo nie raz nie potrafi on ocenić właściwie sytuacji np. chcę wyprzedzać, on mi mówi "dawaj, dawaj" ale nie widzi,mefistofeles pisze: dla mnie jednak bardziej pouczające (takie odnosze wrażenie) jest jeżdżenie zupełnie samemu. swiadomość, że na fotelu obok jest ktoś doswiacony działa rozluźniająco.
ze po drugim pasie juz jedzie jakis samochod i wyprzedza kolumne aut.
nie bez powodu w autobusach/busach jest tabliczka by nie zagadywać kierowcy...



