komorfil pisze:Wiesz co, 5 miesięczne maleństwo wrzeszczy bardzo często.

wiesz - ja wychowałam dwoje dzieci , mam dwóch wspaniałych wnuków ( w tym jednego malutkiego) i naprawdę wiem kiedy i dlaczego wrzeszczy małe dziecko.
Nie jestem przeciwniczką zabierania dzieci na wczasy - nad morze, czy w góry, a wręcz nie wyobrażam sobie zostawić dziecka babci czy cioci i jechać na dwa tygodnie wypoczywać, choć są i tacy, co taką filozofię wyznają i ich sprawa...
Uważam jednak, że biorąc dziecko, trzeba przede wszystkim myśleć o nim, o jego komforcie na wycieczce, o jego przyjemnościach, zdrowiu i bezpieczeństwie.
Dużo chodzimy po tatrzańskich szlakach i różne rzeczy przy okazji można zaobserwować.
Uwierz, że czasem jesteśmy pełni podziwu dla niektórych rodziców, a zwłaszcza dzieci , jak np. spotkana kiedyś rodzinka z 7 letnią dziewczynką, która była z rodzicami m.in. na Krzyżnym (oczywiście - odpowiednio zabezpieczona). To dziecko szło jednak bardzo zadowolone i z wielką chęcią - widać było, że jej to sprawia ogromną frajdę.
Albo trzy i pół letni chłopczyk, spotkany z mamą na szlaku przez Boczań, który mimo usilnych próśb matki chcącej go wziąść na ręce - nie pozwolił się nawet dotknąć. Okazało się, że szedł od Murowańca sam na nogach - zadowolony i szczęśliwy...
Widzi się też na szlaku młodych rodziców z małym dzieckiem niesionym przez ojca w wygodnym nosidełku-foteliku, niektóre mają nawet daszki przeciwsłoneczne (deszczowe)..
W takim przypadku, gdyby dziecko zapłakało, to nie byłoby powodu do niepokoju, bo widać, że rodzice chcący skorzystać z przyjemności, pomyśleli przede wszystkim o dziecku.
A teraz wyobraż sobie malutkie dziecko w głębokim wózku wiezione (czytaj: wytrzęsione) po tym kamienistym szlaku przez Boczań (bo chyba całą drogę wózka te dwie kobieciny nie niosły...)
Moją wyobrażnie przerasta..
Albo radosnych rodziców, wesoło rozprawiających, a obok ledwo idące, płaczące dziecko, na które nikt nie zwraca uwagi, albo go karci, że płacze...
komorfil pisze:Przepraszam, ale ręce mi opadają na takie stawianie sprawy.
Przypuszczam , że napewno opadłyby Ci razem ze szczęką, gdybyś to dziecko w tym "nosidełku" zobaczył.
Reasumując - uważam, że tak jak rodzice postępują w domu z dziećmi, tak samo widoczne jest to wszelkich wyjazdach.
Dla jednych dziecko małe jest ważne, a starsze partnerem, z którym się liczy, w domu i na szlaku, inni uważają, że ma robić to, co im się podoba - i nie ma nic do gadania...(ani płakania)..
Świat nie jest taki prosty - masz rację...
Pozdrawiam.
Ala

.
Ps. podoba mi się mądre podejście do wyjazdu z małym dzieckiem ermena.