z dzieckiem w Tatry
z dzieckiem w Tatry
planujemy wybrac sie z dzieckiem w tatry, myslalam o okolicach Zakopanego, corka ma 15 miesiecy, chcelibysmy pojechac tam w sierpniu, ale nurtuje mnie pytanie czy warto ciagnac ze soba malutkie dziecko?czy jest mozliwosc zobaczenia choc troche gory? czy moze mamy poczekac? te pytania kieruje do tch co byli tam z malymi dziecmi
z gory dziekuje 
Re: z dzieckiem w Tatry
http://www.tatry.inspiration.pl/viewtop ... ecko#26915
i pewnie jeszcze w innych wątkach.
Dyskusja jak zawsze trwa i są klasyczne dwa obozy.
ja należę do tego, który absolutnie widzi dzieci w górach, nie ma z tym żadnego problemu itp. Z drugiej strony są zupełnie przeciwne opinie, choć tak naprawdę nie wiem na czym oparte.
Ja, jako ojciec obecnie 6.5 letniej i 11 miesięcznej córki, praktycznie nie miałbym szans na góry, gdyby nie zabieranie tam dzieci, do pewnego etapu w nosidełku (które, po wyłożeniu odpowiedniej sumy, gwarantuje bezpieczeństwo i komfort dziecku oraz niosącemu), a potem do samodzielnego chodzenia. W ten sposób starsza córka była w wieku właśnie nieco ponad rok nad Czarnym Stawem, a w wieku 2 lat pieszo wyniesiona na Kasprowy. Potem jako czterolatka nie miała najmniejszego problemu z samodzielnym już wyjściem na Trzy Korony, a obecnie takie Pilsko czy Grześ to dla niej normalne wycieczki, niedługo będzie się można przymierzać do czegoś wyższego (Babia? Hm...Giewont?). Ta sama droga mam nadzieję czeka młodszą córkę.
Oczywiście znam słynną historię nagłego zgonu niemowlęcia wyniesionego (oczywiście w znakomitych warunkach pogodowych) na Czerwone Wierchy, ale dobrze wiemy, że grały tu inne czynniki, na pewno ciężka wrodzona choroba niestety dopiero tak ujawniona.
i pewnie jeszcze w innych wątkach.
Dyskusja jak zawsze trwa i są klasyczne dwa obozy.
ja należę do tego, który absolutnie widzi dzieci w górach, nie ma z tym żadnego problemu itp. Z drugiej strony są zupełnie przeciwne opinie, choć tak naprawdę nie wiem na czym oparte.
Ja, jako ojciec obecnie 6.5 letniej i 11 miesięcznej córki, praktycznie nie miałbym szans na góry, gdyby nie zabieranie tam dzieci, do pewnego etapu w nosidełku (które, po wyłożeniu odpowiedniej sumy, gwarantuje bezpieczeństwo i komfort dziecku oraz niosącemu), a potem do samodzielnego chodzenia. W ten sposób starsza córka była w wieku właśnie nieco ponad rok nad Czarnym Stawem, a w wieku 2 lat pieszo wyniesiona na Kasprowy. Potem jako czterolatka nie miała najmniejszego problemu z samodzielnym już wyjściem na Trzy Korony, a obecnie takie Pilsko czy Grześ to dla niej normalne wycieczki, niedługo będzie się można przymierzać do czegoś wyższego (Babia? Hm...Giewont?). Ta sama droga mam nadzieję czeka młodszą córkę.
Oczywiście znam słynną historię nagłego zgonu niemowlęcia wyniesionego (oczywiście w znakomitych warunkach pogodowych) na Czerwone Wierchy, ale dobrze wiemy, że grały tu inne czynniki, na pewno ciężka wrodzona choroba niestety dopiero tak ujawniona.
Re: z dzieckiem w Tatry
Moim skromnym zdaniem dziecko w tym wieku może się zainteresować owieczkami w Dolinie Kościeliskiej, kwiatkami lub potokiem w Dolinie Strążyskiej. Z pasją będzie wrzucać kamyczki do potoku. Wysokie szczyty nie będą go na pewno interesować.Justyna81 pisze:planujemy wybrac sie z dzieckiem w tatry, myslalam o okolicach Zakopanego, corka ma 15 miesiecy, chcelibysmy pojechac tam w sierpniu, ale nurtuje mnie pytanie czy warto ciagnac ze soba malutkie dziecko?czy jest mozliwosc zobaczenia choc troche gory? czy moze mamy poczekac? te pytania kieruje do tch co byli tam z malymi dziecmiz gory dziekuje
Ja chodząc ze swoimi dziećmi po górach bardzo dużo zawsze przestrzegałam kilku zasad, które również polecam:
1. Wycieczka z dzieckiem ma być przyjemna przede wszystkim dla dziecka. Kiedy zacznie marudzić - to należy zaraz zawrócić, bo można je trwale zniechęcić. W związku z tym nie należy wybierać długich tras, z których trudno wrócić.
2. Dziecko należy nosić tylko w specjalnych dostosowanych do tego nosidełkach. Nie należy planować tras dłuższych niż 4-5 godz. dziennie a co ok. 1,5 godz. należy zatrzymać się i dać się dziecku wybiegać (również częściej jeśli będzie miało ochotę).
3. Należy chodzić z dzieckiem tylko na trasy co do których jesteśmy absolutnie pewni że sami damy sobie tam radę, nie zabłądzimy, nie będziemy odczuwać strachu. Dla przykładu - jeśli sami nie byliśmy wcześniej na Giewoncie - to na pierwszą wycieczkę nie bierzemy tam dziecka.
4. Na każdą nawet najkrótszą wycieczkę dla dziecka należy zabrać cały zestaw zapasowych ciuchów, na wypadek przemoczenia, jedzenie, picie, coś ciepłego do ubrania i coś od deszczu (w górach pogoda zmienia się błyskawicznie). Dzieci mają ciekawy zwyczaj wpadania w całości do pierwszej napotkanej kałuży.
A tu przeklejam wskazówki z "Pascala" "Polska z dziećmi":
Jeszcze się pochwalę, ze mój starszy syn w wieku 20 miesięcy prawie samodzielnie wlazł na Łysiec w Wielkiej Fatrze i całkiem samodzielnie z niego zbiegł, a to jest prawie 1000 m deniwelacji.
Na pierwszą górską wycieczkę z dzieckiem najlepiej wybrać się w niższe, łagodne góry – idealne są Beskidy i Gorce. Tatry lepiej zostawić na później.
Nie wybieraj się z dzieckiem tam, gdzie sam będziesz czuć się niepewnie. W razie zabłądzenia czy urazu nie wstydź się poprosić o pomoc.
Dostosuj trasę do wieku i możliwości dziecka, które zazwyczaj jest najsłabszym kondycyjnie uczestnikiem wycieczki.
Zaplanuj trasę wcześniej, dbając o możliwości skrócenia wycieczki w razie niepogody. Pamiętaj o mapie i w żadnym wypadku nie zbaczaj ze znakowanych szlaków.
Wybierz trasę urozmaiconą i z konkretnym celem, bo dziecko (zwłaszcza małe) szybko się nudzi. Dobrze, żeby na szlaku były jakieś ciekawostki – ścieżka przyrodnicza, skałki, schronisko.
Wszyscy uczestnicy wycieczki – łącznie z dzieckiem – powinni założyć wygodną odzież i mocne buty, najlepiej chroniące kostkę.
Koniecznie zabierz na wycieczkę zapasowe ciepłe ubranie, okrycie od deszczu, latarkę, apteczkę z podstawowymi lekami, bandażem i plastrami na obtarcia. Dla małego dziecka przyda się cały zapasowy komplet odzieży (choćby od dwóch tygodni nie padało, maluch zawsze znajdzie jakąś kałużę, w którą trzeba będzie wejść).
Zabierz ze sobą łatwo przyswajalne przekąski (czekolada czy suszone owoce dostarczą energii i ucieszą maluchy) i koniecznie coś do picia (lepiej unikać napojów gazowanych).
Na trasie nie spiesz się, zatrzymuj się tak często, jak to jest potrzebne i nie dziw się, kiedy marudzący podczas podejścia maluch po chwili postoju odzyskuje siły i zaczyna biegać. Dzieci szybko się męczą, ale równie szybko regenerują siły.
Kiedy dziecko zacznie narzekać na nudę, staraj się urozmaicać marsz: opowiadaj bajki, zaproponuj wspólne śpiewanie lub prościutkie konkursy (np. kto pierwszy zobaczy następny znak). Wycieczka w góry może być wspaniałą praktyczną lekcją przyrody (choćby nauki rozpoznawania drzew). Dziecko z pewnością na długo zapamięta wiadomości przyswojone podczas wyprawy.
Małe dziecko można zabierać w góry w nosidełkach, kiedy już pewnie siedzi, a więc około 8-10 miesiąca życia. W przypadku niemowląt wycieczka nie powinna trwać dłużej niż 2–3 godziny. Dziecko, które już umie chodzić., często nie chce siedzieć w nosidełkach – warto umożliwić maluchowi samodzielny marsz, co wiąże się z koniecznością częstych postojów na trasie. Nie należy liczyć na to, że dziecko będzie zawsze iść we właściwą stronę (z reguły bardziej interesujące od ścieżki okazują się kwiatki, kałuże czy mrówki). Trzeba zatem uzbroić się w cierpliwość i ewentualnie nadgonić czas, kiedy zmęczony maluch zaśnie w nosidełkach.
Tyle że wycieczka była dostosowana do jego tempa i trwała 2 x tyle co normalnie. No i nie była to jego pierwsza wycieczka w góry a ja też już wcześniej byłam na Łyścu.
Zainteresowanie górami pozostało mu do dzisiaj, a ma obecnie 21 lat.
Pozdrowienia
Basia
zobacz nasza relację z wyjazdu przed Świętami Majowymi. Pawełek kończył wtedy 6 miesięcy.
http://www.tatry.inspiration.pl/viewtopic.php?t=4898
Nie rezygnujcie z wyjazdów w góry. Dziecko to nie ciężar tylko radość. Na pewno nie będzie łatwo, szczególnie w czasie pierwszego wyjazdu, ale wszystko można sobie zorganizować. Uśmiech dziecka wszystko wynagrodzi
My już planujemy nastepny wyjazd, na przełomie maja i czerwca. Baza w Pieninach z wypadami - równiez w Tatry.
http://www.tatry.inspiration.pl/viewtopic.php?t=4898
Nie rezygnujcie z wyjazdów w góry. Dziecko to nie ciężar tylko radość. Na pewno nie będzie łatwo, szczególnie w czasie pierwszego wyjazdu, ale wszystko można sobie zorganizować. Uśmiech dziecka wszystko wynagrodzi
My już planujemy nastepny wyjazd, na przełomie maja i czerwca. Baza w Pieninach z wypadami - równiez w Tatry.
Cytat
"...Małe dziecko można zabierać w góry w nosidełkach, kiedy już pewnie siedzi, a więc około 8-10 miesiąca życia..."
Dla mniejszych dzieci przeznaczone są specjalne chusty. Szczególnie wazne jest to gdy dziecko ze stwierdzoną dysplazją bioderek. Wtedy zwykłe nosidełko jest wykluczone. Mniejszych dzieci nosi sie w chuście z przodu - najczęściej w przypadku wyjść w góry brzuch w brzuch. Główkę mozna przytrzymywac ręką lub, co bardziej praktyczne, częściowo zakryć połą chusty. Większe dzieci, siedzące sztywno, nosi się na plecach. Dla dziecka 15 miesięcznego chusta również będzie idealna.
"...Małe dziecko można zabierać w góry w nosidełkach, kiedy już pewnie siedzi, a więc około 8-10 miesiąca życia..."
Dla mniejszych dzieci przeznaczone są specjalne chusty. Szczególnie wazne jest to gdy dziecko ze stwierdzoną dysplazją bioderek. Wtedy zwykłe nosidełko jest wykluczone. Mniejszych dzieci nosi sie w chuście z przodu - najczęściej w przypadku wyjść w góry brzuch w brzuch. Główkę mozna przytrzymywac ręką lub, co bardziej praktyczne, częściowo zakryć połą chusty. Większe dzieci, siedzące sztywno, nosi się na plecach. Dla dziecka 15 miesięcznego chusta również będzie idealna.
Basia juz napisała jak powinnismy dobierac szlaki więc nie będe sie powtarzał. Dodam ,ze góry należy dziecku dawkowac powoli, tak samo jak robi sie z codziennymi spacerami.Justyna81 pisze:nie liczylam na tak obszerne odpowiedzi, ale bardzo Wam dziekuje![]()
czy mozecie polecic mi jeszcze jakies trasy/szlaki?
Kluczowa sprawą jest pogoda. Nie mozna dopuścić do zmoknięcia dziecka. Wyjście w góry powinno więc mieć miejsce tylko w przypadku pewnej pogody. Inna sprawa to temperatura. 30 stopniowe są gorsze niz chłód. Myśle że mozna to w pewien sposób obejśc, wychodząc w dzieckiem dziennie na dwa spacery - rano i wieczorem. Sposób sprawdzony wielokrotnie przeze mnie w Pieninach (zanim jeszcze urodziło się dziecko). Pieniny polecam też na pierwszy wyjazd. Szlaki krótkie, ale bardzo malownicze. Poza tym przyrodniczo ..... perełka!!
Pewnie, ze jest!Justyna81 pisze:czy jest mozliwosc zobaczenia choc troche gory?
Ja w ubiegłym roku z moim mężem i moją 10-miesięczną córką byłam w Tatrach, przerobiliśmy klasykę: Dol Kościeliską, Dol. Chochołowską, Morskie Oko, Gubałówkę byliśmy też na Kalatówkach, na Antałówce oraz w Dol. Olczyskiej. Było super cieszyliśmy się, że możemy być w górach no może fakt wyższe partie dla nas były niedostępne ale co tam góry nie zając nie uciekną. Jednak muszę podkreślić, że wybierając się na każdą z tych wycieczek dobro dziecka było na pierwszym miejscu, nie robiliśmy nic na siłę, np. z Dol Olczyskiej po przejściu około 3/4 drogi musieliśmy się wycofać, było troszkę żal ale cóż i tak było warto.
A tak już na marginesie mieliśmy ze sobą wózek (przydatny podczas dziennej drzemki) i nosidełko.
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
A my widzieliśmy głęboki wózek, z maleńką zawartością - taki duży ,"normalny"- koło Murowańca.Mariusz pisze:Jakoś sobie nie wyobrażam, jak można w Chochołowskiej dojść do schroniska z wózkiem?
W dodatku wyciągnęły go dwie panie - młoda mama i babcia dzieciątka - same - przez Boczań
Zapytałam jak one to zrobiły - odpowiedziały z uśmiechem, że jakoś sobie poradziły...
Innym razem spotkaliśmy rodzinkę dwupokoleniową, z dziećmi,idącą na Halę Kondratową od Kalatówek.
Mama niosła wrzeszczące maleństwo, może 5-cio miesięczne w jakimś pożal się Boże nosidełku. Zwisały mu rączki i nóżki z wyciętych otworów i główka do przodu.
Inne, większe szło i też marudziło.
Ja niestety reaguję zawsze i na wszystko - co jest nie tak (a w górach zwłaszcza), więc i tym razem też się odezwałam - jak mają sumienie tak męczyć to maleńkie dziecko, na co babcia odpowiedziała - debilnie nieco, że ono nie płacze, tylko tak się cieszy...
A to większe - niech się przyzwyczaja...
Powiedziałam tym ludziom co myślę na temat takiej radości i przyzwyczajania dziecka do chodzenia po górach na siłę, ale nie zrobiło to na nich specjalnego wrażenia, szli dalej , zadowoleni z wycieczki w górach..
Brak słów.
Ala
Zakochani w Tatrach
Opowiadała mi kiedyś Babcia, że w jej rodzinnych stronach był ciekawy zwyczaj. Otóż nowo narodzone dziecko nie było do dnia chrztu (a więc czasami kilka miesięcy) wyprowadzane na dwór. Przyczyna była bardzo prosta. Małe dziecko, a tym bardziej noworodek, było narażone na ataki złych duchów. Szczególnie niebezpieczne dla dziecka były momenty w których będąc na dworze dziecko głosno płakało. Płacz zwabiał bowiem wszelkiej maści czorty, które przenikały do dziecka. Był jednak niezawodny sposób ochrony dziecka. Kiedy przed chrztem dziecko jednak na świeże powietrze było wyprowadzane to wynosił je na dwór na rękach najstarszy członek rodziny płci żeńskiej. Następnie powolnym krokiem kobieta trzykrotnie obchodziła dom śpiewając nabożne pieśni.
Mysle, że ten zwyczaj szczególnie przypadł do gustu GB, którego mimo wszystko, jak i pozostałych czytających, SERDECZNIE pozdrawiam.
Mysle, że ten zwyczaj szczególnie przypadł do gustu GB, którego mimo wszystko, jak i pozostałych czytających, SERDECZNIE pozdrawiam.
Długi weekend spędziliśmy na Kalatówkach obserwując ze zdumieniem licznie przybyłą dzieciarnię, brykajacą radosnie po polance (Mamo, mamo! sarny!!!).
Nikt tego drobiazgu nie ciągnał w góry - może rodzice dzielili się obowiązkami i na zmianę chadzali po górach? Całkowicie podpisuję sie pod stwierdzeniem pani Basi:"Wycieczka z dzieckiem ma być przyjemna przede wszystkim dla dziecka".Amen
Nikt tego drobiazgu nie ciągnał w góry - może rodzice dzielili się obowiązkami i na zmianę chadzali po górach? Całkowicie podpisuję sie pod stwierdzeniem pani Basi:"Wycieczka z dzieckiem ma być przyjemna przede wszystkim dla dziecka".Amen
A ja nie ukrywam, ze nie widzę w braniu dziecka w góry nic złego. Oczywiście wszystko nalezy robić z głową i miec na uwadze przede wszystkim dobro dziecka.
1. Podróż - jesli ma byc to 12 godzin to rzecz jana odpada. Ja jade w Pieniny normalnie 5.30h. Z dzieckiem wyjeżdzając nocą czas nieznacznie sie wydłuża. Czy dziecko jest po takiej podróż padnięte? Nie jest.
2. Baza - dziecko kilkumiesięczne nie może być nagle wywieziona czy wniesione na znaczną wysokość. Jak każdy potrzebuje aklimatyzacji. Krościenko do którego jeżdzimy i przynamniej przez najbliższy rok bedzie nasza "bazą górską" jest połozone na wysokości 430-450 mnpm. Na takiej wysokości dziecko szoku związanego z wysokości nie przeżyje. Dlatego polecałem Justynie Pieniny. Sam w Tatry dziecka na pierwszy dłuższy wyjazd bym nie zabrał.
3. Pierwszy dzień - absolutnie bez szaleństw, krótki spacer jaki codziennie z dzieckiem większośc odbywa. Chusta czy wózeczek - nie ma znaczenia (przy okazji moje dziecko w chuście jest bardzo spokojne -zazwyczaj śpi czując bliskośc matki czy ojca , stąd gorąco polecam).
Drugi dzien myślę że równiez powinien byc rozpoznawczy. Spacer, ewentualnie troche dłuższy. )nasze dwa pierwsze dni to spacer po Majerzu 1h i droga pienińską 2,5h.
4. Szlaki - Jesli dziecko po dwóch dniach czuje sie dobrze, nie jest apatyczne, bawi się jak zawsze, ładnie śpi etc mozemy spróbowac wyjście w góry. Czas wyjścia nie powinien byc moim zdaniem dłuższy niż 3 -4 godziny. W żadnym wypadku nie może to być więc całodniowy szlak. Znając dokładnie każdy krzak w Pieninach odwazylismy się pójśc z małym na Trzy Korony. Droge zniósł bardzo dobrze. Najwięskzy problem to kupka która zrobił przed Szopką i z tego względu sobie popłakał. Byc może byli ludzi, którzy odprowadzili nas wzrokiem na Szopce do zacisznego miejsca, gdzie go przewinelismy wypowiadający słowa: "Boga w sercu nie maja ciągac takie dziecko w góry...". Tylko zastanówmy sie czy gdy dziecko zrobi kupkę w domu czy na spacerze to tez o tym nam nie oznajmi płaczem???
Kolejnego dnia pojechaliśmy do Chochołowskiej na krokusy i to chyba było zbędne. Tatry to nie Pieniny. Mimo pogody jak drut temperatura była w okolicach 15 stopni. W planach był czas na dłuższy postój na Jarząbczej i zabawa z dzieckiem, co jednak okazało sie niewykonalne. szlak Huciska - Jarząbcza - Huciska zajał jednak niecałe 3 h co dla dziecka jest dobra dawką ( Siwa Polana - Huciska w obie strony ciuchcia z zabawą).
5. Przed powrotem do domu - robienie kolejego dłuższego dnia nie ma sensu. Raczej krótkie spacery jak na początku wydają sie odpowiednie. (u nas była to Przełęcz Limierz 1h i spacer w Czerwonym Klasztorze 1 h).
Dziecko wróciło do domu radosne i zdrowe. Na ironie zakrawa to, że rozchorował się kilkanście dni po powrocie, a więc łapiąc wirus będąc juz w rodzinnych stronach.
Piszę to nie dlatego, że chcę pokazać jaki to nie jestem Ą Ę, ale żebyście widząc w górach ludzi z małym dzieckiem, nawet w danej chwili płaczącym (np. chce jeśc lub zrobiło kupkę), nie pukali się po głowach lub wyzywali ich od najgorszych. Czy dziecko wraz z rodzicami cały czas ma być przykute do betonowego miasta? To miałem na mysli opisując zwyczaj z gusłami.
Pozdrawiam all
1. Podróż - jesli ma byc to 12 godzin to rzecz jana odpada. Ja jade w Pieniny normalnie 5.30h. Z dzieckiem wyjeżdzając nocą czas nieznacznie sie wydłuża. Czy dziecko jest po takiej podróż padnięte? Nie jest.
2. Baza - dziecko kilkumiesięczne nie może być nagle wywieziona czy wniesione na znaczną wysokość. Jak każdy potrzebuje aklimatyzacji. Krościenko do którego jeżdzimy i przynamniej przez najbliższy rok bedzie nasza "bazą górską" jest połozone na wysokości 430-450 mnpm. Na takiej wysokości dziecko szoku związanego z wysokości nie przeżyje. Dlatego polecałem Justynie Pieniny. Sam w Tatry dziecka na pierwszy dłuższy wyjazd bym nie zabrał.
3. Pierwszy dzień - absolutnie bez szaleństw, krótki spacer jaki codziennie z dzieckiem większośc odbywa. Chusta czy wózeczek - nie ma znaczenia (przy okazji moje dziecko w chuście jest bardzo spokojne -zazwyczaj śpi czując bliskośc matki czy ojca , stąd gorąco polecam).
Drugi dzien myślę że równiez powinien byc rozpoznawczy. Spacer, ewentualnie troche dłuższy. )nasze dwa pierwsze dni to spacer po Majerzu 1h i droga pienińską 2,5h.
4. Szlaki - Jesli dziecko po dwóch dniach czuje sie dobrze, nie jest apatyczne, bawi się jak zawsze, ładnie śpi etc mozemy spróbowac wyjście w góry. Czas wyjścia nie powinien byc moim zdaniem dłuższy niż 3 -4 godziny. W żadnym wypadku nie może to być więc całodniowy szlak. Znając dokładnie każdy krzak w Pieninach odwazylismy się pójśc z małym na Trzy Korony. Droge zniósł bardzo dobrze. Najwięskzy problem to kupka która zrobił przed Szopką i z tego względu sobie popłakał. Byc może byli ludzi, którzy odprowadzili nas wzrokiem na Szopce do zacisznego miejsca, gdzie go przewinelismy wypowiadający słowa: "Boga w sercu nie maja ciągac takie dziecko w góry...". Tylko zastanówmy sie czy gdy dziecko zrobi kupkę w domu czy na spacerze to tez o tym nam nie oznajmi płaczem???
Kolejnego dnia pojechaliśmy do Chochołowskiej na krokusy i to chyba było zbędne. Tatry to nie Pieniny. Mimo pogody jak drut temperatura była w okolicach 15 stopni. W planach był czas na dłuższy postój na Jarząbczej i zabawa z dzieckiem, co jednak okazało sie niewykonalne. szlak Huciska - Jarząbcza - Huciska zajał jednak niecałe 3 h co dla dziecka jest dobra dawką ( Siwa Polana - Huciska w obie strony ciuchcia z zabawą).
5. Przed powrotem do domu - robienie kolejego dłuższego dnia nie ma sensu. Raczej krótkie spacery jak na początku wydają sie odpowiednie. (u nas była to Przełęcz Limierz 1h i spacer w Czerwonym Klasztorze 1 h).
Dziecko wróciło do domu radosne i zdrowe. Na ironie zakrawa to, że rozchorował się kilkanście dni po powrocie, a więc łapiąc wirus będąc juz w rodzinnych stronach.
Piszę to nie dlatego, że chcę pokazać jaki to nie jestem Ą Ę, ale żebyście widząc w górach ludzi z małym dzieckiem, nawet w danej chwili płaczącym (np. chce jeśc lub zrobiło kupkę), nie pukali się po głowach lub wyzywali ich od najgorszych. Czy dziecko wraz z rodzicami cały czas ma być przykute do betonowego miasta? To miałem na mysli opisując zwyczaj z gusłami.
Pozdrawiam all
- Krzysztof Kus
-

- Posty: 149
- Rejestracja: czw 22 maja, 2008
- Lokalizacja: Szczecin
- Kontakt:
Nie przesadzajmy. Jeśli dziecko jest niesione w nosidełku lub w chuście (młodsze) i jest przy tym dobrze (nie za lekko i nie za grubo) ubrane nic nie może się stać. Nawet w przypadku deszczu wystarczy przeciwdeszczowe okrycie. Nawet w Tatrach w przypadku deszczu jest w miarę ciepło. Świeże powietrze jest przecież jak najbardziej wskazane.
Jedyne ryzyko istnieje przy trudności szlaku. Jeśli rodzic nie "fiknie" to i dziecku nic się nie stanie. Czy to Puszcza Bukowa, Pieniny czy Tatry wszystko zależy od trudności trasy. Tatry Zachodnie, częściowo Wysokie przy dobrej pogodzie są wg mnie jak najbardziej z dzieckiem jako bagażem dostępne. W przypadku dziecka samobieżnego wszystko zależy od jego predyspozycji. Kościelec dla sprawnego 5-6 latka może być super wyprawą.
Ważnym aspektem jest też sprawność rodzica. Jeśli np. ojciec jest takiej a nie innej postury i waży 75 kg to może faktycznie 8 kg dziecka netto może stanowić problem.
Oczywiście wszystko należy robić z głową. Prognoza pogody, ubranie, żywność, apteczka, telefon i takie tam są bezwarunkowo niezbędne.
Tak na marginesie.
Największą zarazą (nawet większą o tych pytających: gdzie ja jestem?) górskich szlaków są przemądrzalcy udzielający rad innym (nieproszeni o nie, oczywiście).
Jedyne ryzyko istnieje przy trudności szlaku. Jeśli rodzic nie "fiknie" to i dziecku nic się nie stanie. Czy to Puszcza Bukowa, Pieniny czy Tatry wszystko zależy od trudności trasy. Tatry Zachodnie, częściowo Wysokie przy dobrej pogodzie są wg mnie jak najbardziej z dzieckiem jako bagażem dostępne. W przypadku dziecka samobieżnego wszystko zależy od jego predyspozycji. Kościelec dla sprawnego 5-6 latka może być super wyprawą.
Ważnym aspektem jest też sprawność rodzica. Jeśli np. ojciec jest takiej a nie innej postury i waży 75 kg to może faktycznie 8 kg dziecka netto może stanowić problem.
Oczywiście wszystko należy robić z głową. Prognoza pogody, ubranie, żywność, apteczka, telefon i takie tam są bezwarunkowo niezbędne.
Tak na marginesie.
Największą zarazą (nawet większą o tych pytających: gdzie ja jestem?) górskich szlaków są przemądrzalcy udzielający rad innym (nieproszeni o nie, oczywiście).
ależ oczywiście Grzesiu że tak to zabrzmiało. Tyle że wyrywasz z kontekstu. Moja linia argumentacji była taka (nie wiem, czy dość czytelna): nie chcąc rezygnować z możliwości chodzenia po górach, PRÓBUJĘ zabierać tam dziecko, nawet małe (w rozsądnym zakresie: Murowaniec w full wypas nosidełku, ale dopiero wtedy, gdy dziecko absolutnie pewnie siedzi itd itp). W razie "niepodobania się" - rezygnuję. Ponieważ się podobało - kontynuowałem. Powtórzę, dziś moja 7 letnia córka z RADOŚCIĄ wychodzi na Pilsko, a są dzieci w jej wieku, które marudzą przy podejściu 10 x mniejszym. Gdyby moje dziecko marudziło w takiej sytuacji, nie zabierałbym je w góry itp itd. Mam wrażenie że ktoś z nas odwraca kota ogonem. OCZYWIŚCIE że reakcje dziecka są dla nas najważniejsze. Ale nie zauważyliśmy z żoną problemu przy zabieraniu dzieci w góry, wręcz przeciwnie. Więc pytam, drążę: w czym problem? To jasne, że coś tam pewnie "dorabiamy", no ale to jest DOKŁADNIE TO SAMO, gdy inni rodzice "dorabiają" teorię do, dajmy na to, przebywania na plaży. Po prostu oni chcą się pobyczyć, a teoria jest taka, że ciepło, spokojnie i w pewnej odległości od wody- bezpiecznie, w przeciwieństwie do wyrodnych rodziców którzy ciągną albo noszą w góry. Nie sądzisz?gb pisze: ps
I jeszcze jedno:Podkreślenia moje - czy to nie jest dorabianie ideologii do naszych zachcianek.Ja, jako ojciec obecnie 6.5 letniej i 11 miesięcznej córki, praktycznie nie miałbym szans na góry, gdyby nie zabieranie tam dzieci,



