Epizod 1
Delikatnie rozpinam guziki jej sukienki napawając zmysły wonią delikatnej skóry.
Hebanem lśniące włosy muskają mą twarz wprawiając ciało w rozkoszne drżenie.Dotyk warg jak muśnięcie kwiatowego płatka(pi,pi),splecione dłonie i ciała w miłosnej ekstazie...pi,pi,pi.
Co jest do jasnej cholery!
Otwieram oczy,czar pryska,już 4.30 pora wstawać,a mogło być tak przyjemnie.
Najciszej jak się da ubieram górskie "dziady",łyk małej czarnej i w drogę.
Z całym majdanem na plecach maszerujemy dziarsko przez Białą Wodę dochodząc do włości imć pana "Stodoły" i zastanawiając się czy wyjdzie ku nam na przeciw przygotowujemy wszelakie glejty,odznaki,legitymacje itp.
Po przekroczeniu żerdki ruszamy w głąb owej dzikiej doliny.
Ilekroć mam przyjemność kroczyć ową doliną dziwny niepokój wkrada sie cichaczem,a Herzegowski pejzaż z Młynarzem w tle dodaje jej jeszce aury wręcz mistycznej.
Podążając wzdłuż żródeł Białki rozmawiamy o wszelakich sprawach górskich i politycznych poruszając zarówno ważkie jak i błache tematy.
Oczywiście jako przedstawiciele "męskich szowinistycznych świń"
Po jakimś czasie dochodzimy do Polany Pod Wysoką gdzie zaplanowany jest pierwszy popas.
Przebierając buty patrzę na stającą dęba stawiarską ścianę Dol.Ciężkiej skąd z spada najwyższa w Tatrach Ciężka Siklawa.



Epizod 2
Przemirzamy opustoszałe Taborisko i po przekroczeniu potoku kroczymy coraz wyżej i wyżej.
Zapadając się co jakiś czas w rozmiękłych wiosennych śniegach brniemy wytrwale dalej,a poszerzający się widok za plecami(mimo niskiego pułapu chmur) na dolinki okalające Białą Wode(Rówienki,Świstowa,Litworowa) daje obraz potęgi gór.
Docieramy wreszcie po mozolnej wspinaczce na próg Dol. Ciężkiej i odpoczywamy nad brzegiem zamarzniętego wciąż Ciężkiego Stawu.
Jedyny ślad bytności człowieka to pojedyńczy trop schodzący pewnikiem z Wagi.
Zdaniem wielu Dol.Ciężka jest jedną z najurokliwszych i trudno się z nimi nie zgodzić podziwiając piękno jej otoczenia.
Potężne zerwy skalne wśród których niewątpliwy prym wiedzie potężna ściana Galeri Gankowej,Puste Turnie,Kacza Strażnica budzą respekt i zachwyt.
Pokonujemy kolejny próg ponad którym leży Zmarzły Staw pod Wysoką zimą kompletnie niewidoczny.
"Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal" cóż z tego kiedy oczy widziały,a sercu żal,że widoku owego oglądać nie może.
Długim stromym trawersem omijamy stoki Ciężkiej Turni by dojść do niewielkiego kociołka pod Niżnimi Rysami.
Kolejny popas.
Smakując kawałki buncu spoglądam na wylot żlebu opadającego z Niżniej Spadowej Przełączki najbliższego celu naszej eskapady.
Raki na nogi,"rusztowanie" na plecy i bystro nastromionym żlebem w górę.
Skwapliwie odmierzając kroków sto jednostajnym tępem zdobywam wysokość.
Sto,postój
Sto,przerwa
Pod koniec żleb staje dęba i troszku potu trza uronić.
Siodło przełęczy wita nas opadem sniegu i gestą mgłą ,ot zwykła górska pogoda.
Najeżona nawisami i podcięta stromymi polami śnieżnymi grań,uznawana przez imć W.Cywińskiego za jedną z bodajże najpiękniejszych wyprowadza na wierzchołek Niżnich Rysów.
Już wiem,że niebawem tu wróce.









Epizod 3
Teraz niewątpliwie czeka nas najmilsza część wypadu,zjazdy
Obniżywszy się nieco z przełęczy,każdy szuka dogodnego mjejsca do przywdziania nart.
Podczas gdy serce rośnie na myśl o świetnej zabawie,rozum rozpaczliwie wysyła sygnały o zachowanie rozsądku.
No ale nie ma się co rozczulać pora stawić czoło wyzwaniu,pojedyńczo śmigamy w dół.
Przepyszny był to zjazd po wspaniałym śniegu wzbijającym pryzmy przy każdym skręcie.
Czemu najmilsze chwile mijają tak szybko.
Patrząc z dołu chciałoby się cofnąć czas,ale ...
Upływające minuty,godziny nieuchronnie uleciały,choć każda z nich zapisana w histori życia powróci kiedyś jako miłe wspomnienie.
Jeszcze rzut oka na Ciężką Turnie i nieśpiesznie opuszczamy ten uroczy zakątek.
Polana Pod Wysoką.Ściągam turowe buty i prawdopodobnie czynię to po raz ostatni tej zimy.
Długi zimowy sezon dobiega końca, narty po renowacji powędrują w ciemny piwniczny kąt.
"Ta ostatnia niedziela dzisiaj się rozstaniemy..."
Wracając przez rozświetlany słońcem Bielovodzki las wspominamy odbyte tury od pierwszych listopadowych śniegów po dzisiejszą przygodę.Jest co opowiadać.
Każdy wypad był niepowtarzalny ,ale to nie tylko otoczenie w którym było nam dane przebywać,a przedewszystkim wspaniali ludzie,przyjaciele niedoli tworzyli tą niezapomnianą atmosfere.
Wspaniałe foty kiedyś wyblakną ale obrazy zapisane w duszy będą żywe do końca.




Pozdrawiam
Smolik










