Jako, że był okres urlopowy, wakacje - dość dużo propozycji wyjazdowych pojawiało się w mediach. Zapraszali, prezentowali, kusili...
No i skusili
Ponieważ obowiązki rodzinne nie pozwalały na kilkudniowy wyjazd w Tatry, to może choć na jeden dzień na Babią ?
Zaczęliśmy od zakupu i przestudiowania mapy, przewodnika, no i jak zwykle - polowania na pogodę.
Dobrze byłoby, gdyby wyże rozgościły się na dłużej na południu, wtedy "Królowa" może byłaby łaskawa...
W końcu trafił się taki dzień, w środku tygodnia - więc jakaś szansa, że tłumów nie będzie. Jedziemy.
O godz. 9.30 meldujemy sie na Przełęczy Krowiarki, zostawiamy autko na parkingu i wyruszamy.
Pogoda - marzenie, bardzo ciepło, ludzi na szlaku - tak jak przewidywaliśmy - niezbyt wiele.
Im wyżej, tym ładniejsza panorama otwierała się przed nami.




Po wyjściu na Sokolicę, mały odpoczynek i dalej w stronę Diablaka. Szlak długi, ale widoki piękne, więc co chwila postój na zdjęcia i podziwianie krajobrazów.




Minęliśmy kilka wierzchołków, przy każdym myśleliśmy, że to już tu - a szlak wiedzie sobie do kolejnego....


No teraz, to już wygląda na właściwy, końcowy szczyt



Szkoda wielka, że pomimo pięknej pogody, powietrze było niezbyt przejrzyste i nie widać było Tatr...
A tak chciałam popatrzeć - chociaż z daleka...
No niestety...
W oddali jasna plama Przełęczy Brona, skąd będziemy schodzić szlakiem do Markowych Szczawin.

Niezbyt dużo turystów, a panorama wspaniała, więc posiedzieliśmy dość dłuższą chwilę na Diablaku. Zawsze oglądany z daleka, z tarzańskich szlaków, teraz poznaliśmy go bliżej. Warto było.
Zejście z tego kamienistego wierzchołka - opisywane jako dość strome i trudne - nie sprawiło nam żadnych problemów. W Tatrach gorszymi się schodziło

Na zdjęciu wygląda płasko i nisko, ale jak wiadomo, zdjęcie niezupełnie prawdziwie oddaje perspektywę - wysokości zwłaszcza, więc w realu - ani płasko, ani nisko...

Schodzimy ładnym szlakiem w stronę Przełęczy Brona. Babia została z tyłu.



Widoki na Zawoję i okolice - urokliwe wielce...




"Królowa" w całym swoim majestacie... widać nawet Perć Akademików..

Ponieważ było już póżnawe popołudnie, a przed nami jeszcze trochę drogi, myślałam, że na tym prostym (z daleka

Trochę odpoczynku przy schronisku w Markowych Szczawinach i już wygodnym leśnym szlakiem - na Przełęcz Krowiarki, gdzie na parkingu czekało nasze autko.


Sporo kilometrów zrobiliśmy, i trochę potu zostało wylane, ale to raczej nie tyle z powodu trudności szlaku, co upalnej sierpniowej pogody. Obeszliśmy Babią górę i w tym samym miejscu pętla wędrówki się zamknęła.

Bardzo fajna, udana wycieczka, piękne widoki - ale i tak wolę Tatry
Ala





