...a wiecie, że wierchy/góry/wzniesienia nie maja płci...
...także płciowość partnera/partnerki NA SZLAKU schodzi na plan dalszy
(to nic, że ma znaczenie, jeśli się spojrzy na to "pod innym kątem")
________________________
Góry nie mają płci,
turyści dlań też są BEZPŁCIOWI
No, widzę, że ten temat wzbudził dyskusje. Ale Panie chyba źle mnie zrozumiały - nie mam nic przeciwko chodzeniu po górach z dziewczynami. Faktycznie, najczęściej zwalnia to czas przejścia, a i zmrok nie wpływa korzystnie na nasze kobitki, ale bez nich łyso!!! Już nie mówię o czymś takim, jak zrobienie kanapek na drogę!
Pozwoliłem sobie zacytować Grumblersa, dodajac wytłuszczenia (boki zrywać) i emotikony
(..)nie mam nic przeciwko chodzeniu po górach z dziewczynami. Faktycznie, najczęściej zwalnia to czas przejścia, a i zmrok nie wpływa korzystnie na nasze kobitki, ale bez nich łyso!!! Już nie mówię o czymś takim, jak zrobienie kanapek na drogę!
łyso i cicho, nieprawdaż?
To się nazywa rzeczowa minianaliza... Dla mnie bomba
aska pisze:tak, tak, wspaniali mężczyźni oczywiście, wmawiajcie sobie dalej, że to wy jesteście tymi którzy 'objawili' kobietom góry. Ej ana, nas to faceci zarazili, co?
A tak zupełnie poważnie: już 12 lat chodzę rok w rok po Tatrach 2 tygodnie lub miesiąc ciągle z tą samą kobietą i nie wyobrażam sobie ,bym mógł znaleźć lepsze towarzystwo. Co myśli żona - nie wiem
dagomar pisze:(...)chodzę rok w rok po Tatrach 2 tygodnie lub miesiąc ciągle z tą samą kobietą(...) Co myśli żona - nie wiem
...i dobrze! (że nie wiesz) - bardzo dobrze! (że myśli) - znakomicie!!! (że chodzisz z kim lubisz - czy to aby nie córka, bo tak jakoś rodziną mi trąci )
Nie podważam jedynie słusznej teorii, że żona też kobieta, ale chciałbym wydzielić w tym watku subwatek pt. "czy zabierać żonę (ew. żony) w góry" - sam mam wiele ciężkich (choć nie tylko) przejść w tej dziedzinie (to się nazywa mężczyzna po przejściach), więc jestem niezmiernie ciekaw zdania i wrażeń innych
_____________________
smyk pisze:
Nie podważam jedynie słusznej teorii, że żona też kobieta, ale chciałbym wydzielić w tym watku subwatek pt. "czy zabierać żonę (ew. żony) w góry" - sam mam wiele ciężkich (choć nie tylko) przejść w tej dziedzinie (to się nazywa mężczyzna po przejściach), więc jestem niezmiernie ciekaw zdania i wrażeń innych
Moja bardzo chętnie drepcze po górach
Czasem niestety wolałbym jednak pognać samopas
W tym roku zapodam ostry, coniedzielny, pieszy "obóz kondycyjny" (Pani mój pomysł się spodobał) - startujemy 30.01 w Jastrzębiej Górze
dagomar pisze: już 12 lat chodzę rok w rok po Tatrach 2 tygodnie lub miesiąc ciągle z tą samą kobietą i nie wyobrażam sobie ,bym mógł znaleźć lepsze towarzystwo. Co myśli żona - nie wiem
Mam tak samo (od 1993) jak Ty
smyk pisze:... więc jestem niezmiernie ciekaw zdania i wrażeń innych
Wolę wszystkiego nie upubliczniać, gdyż moja lepsza połowa też bywa na tym forum .
Powiem więcej ,od pewnego etapu albo współmałżonek (ka) jest z nami w Górach ,albo w ogóle (bo przecież o czym by wtedy było gadać w domu wieczorami ,a schroniska pełne są atrakcyjnych entuzjastów chodzenia płci przeciwnej)
Widzę, że tu są sami zwolennicy "spacerowania" ze swoją połowicą. Myślałem jednak, że znajdzie się ktoś, kto napisze, że nie ma to jak męskie wyprawy itp. No proszę, a tu taka... niespodzianka!!! Oj, chyba znowu prowokuje...