burza !!!

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

MiG pisze:Poziom stresu nie pozwalał na zajęcie się czymś sensownym poza leżeniem i czekaniem na koniec... burzy oczywiście
A ja powiem szczerze, że porządna burza z piorunami w górach skalistych zawsze budzi we mnie obawy, czy aby na pewno... ją przeżyję.
Czuję sie wtedy taki mały i bezwolny jak... piórko Ferest Gump'a.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
staszek

-#5
Posty: 843
Rejestracja: czw 03 maja, 2007

Post autor: staszek »

W zejściu z Tofany di Rozes ( Dolomity) złapała mnie burza. Wiał piekielny wiatr, padał śnieg, pioruny waliły w grań jak oszalałe. Skryłem sie za głaz i czekałem kiedy trafi we mnie . Od uderzeń piorunów schodziły lawiny kamienne. Dawałem sobie 10 min życia, ale rozpogodziło i szczęśliwie dotarłem do schroniska Giusianni :)
Awatar użytkownika
camzik

-#4
Posty: 340
Rejestracja: sob 12 kwie, 2008
Lokalizacja: Świdnik

Post autor: camzik »

Zygmunt Skibicki pisze:Wycieczka w góry jest zawsze pewnym ryzykiem, którego nie można całkiem wykluczyć. Zapobiegliwość może tylko takie wypadki skutecznie ograniczyć, a jeśli już nastąpią, pozwolić w tych warunkach przetrwać i w miarę bezpiecznie wrócić z wycieczki.
Może jeszcze nie jestem bardzo doświadczoną turystką, chociaż trochę po górach się chodziło. Niemniej człowiek zbiera doświadczenia przez całe życie. Jedną z podstawowych zasad jaką stosujemy wychodząc w góry jest minimalizowanie ryzyka m.in. złapania przez burzę. Zawsze znamy prognozę pogody, poza tym obserwujemy również w trakcie wędrówki co się dzieje na niebie. Jeśli przewidywane są burze, to tak dobieramy szlak aby w każdej chwili móc się wycofać. W lecie (lipiec , sierpień) można prawie na 100% założyć, że w Tatrach przydarzy się jakaś popołudniowa "burka" - wtedy wychodzimy w góry bardzo rano i wybieramy takie szlaki, żeby zejść na dół dostatecznie wcześnie.
Dwa razy w Tatrach miałam okazję otrzeć się o burzę. Raz na Świnicy - wtedy na łańcuchach rzeczywiście "włosy mi stawały dęba", oczywiście szybciutko uciekaliśmy na Kasprowy. Drugi raz w Jaworzynce, wracaliśmy z Kościelca - tego dnia w trakcie tej burzy zginął turysta na Orlej Perci.
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

Zygmunt Skibicki pisze:Czasem kilka minut dzieli od słonecznej aury do szalejącej burzy z piorunami. Na nizinach zdarza się to niezwykle rzadko. W wyższych górach często tak właśnie bywa
??? można przykład :? :think:
Zygmunt Skibicki pisze:Gdy wyładowanie atmosferyczne trafi bezpośrednio w człowieka śmierć przez spalenie następuje zawsze.
nie zawsze....bynajmniej nie warto sprawdzać :D


W okresie wiosennym i wczesnego lata, jeśli kole godz. 8 rano jest już gorąco, a nad szczytami pojawiają się chmury kłębiaste.....burza jest w dużym prawdopodobieństwie.....przy chmurach typu cumulus congestus właściwie jest już czerwone światło, i powinno nastąpić nazad, jednak congestus wcale nie oznaczają, że burza mysi być.....ale ryzyko jest już spore.
Mitem jest tez oczywiście, że pieruny okładają jeno szczyty i granie, a w dolinach jesteśmy bezpieczniejsi.....z równą częstotliwością podczas jednej burzy pieruny walą w granie, jak i tereny dolinne. Np. w zeszłym roku obserwowałem burze w rejonie Sławkowskiego Szczytu.....zdecydowana większość błyskawic była skierowana do Dol. Staroleśnej, czy też Zimnej Wody, niż rejonie szczytów/grzbietów.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

chief pisze:??? można przykład
A jeden nie wystarczył, by zrozumieć?
chief pisze:nie zawsze....bynajmniej nie warto sprawdzać
Jednak liczę, że sprawdzisz. Choćby po to, by wykazać, że jesteś jedynym tu autorytetem.
chief pisze:W okresie wiosennym i wczesnego lata...
Już raz pisałem, że Kachelmann i Schopfer znają się na tym dużo lepiej i wyjaśniają bez porównania prościej...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

Chief- daj spokój z tą jazdą.
Fakt to Ty masz w tych dwóch wypadkach rację, bo burza nie pojawia się po killku minutach i piorun nie zawsze zabija, ale to Ty teraz siadłeś na Zygmuncie i szukasz zaczepek.

@Zygmunt- przeczytałem Twój artykuł i dla mnie jest on na wyrost napisany. Zbyt często użyte są słowa "zawsze" i "nigdy", a to są góry i nie ma 100% pewności że decyzja taka będzie w takich warunkach najlepsza. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że to jest napisane pod początkujących turystów i nie ma co się rozwodzić na wszystkimi wariantami.
Poza tym jak ktoś będzie miał pecha to go piorun trafi gdy nie będzie jeszcze chmur, lub gdy będzie "bezpiecznie" już obchodził staw.

Jeszcze filmik na rozładowanie napięcia ;)
http://pl.youtube.com/watch?v=EkB1QUiYY ... re=related

i zaprzestancie tych jatek, bo to sie staje żałosne.

pozdrawiam
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

świster pisze:Chief- daj spokój z tą jazdą.
Fakt to Ty masz w tych dwóch wypadkach rację
i tez nie chodziło mi o pokazanie racji....bo gdybym chciał być złośliwy, to ów artykuł bym poszatkował.....
proszę.....nie wpadajmy już w jakąś paranoje, że komuś się zwraca uwagę, czysto w temacie i tylko, dlatego, ze to jest jakaś tam osoba ma to cel złośliwości....gdzież Ty widzisz tu złośliwość z mej strony ?

za to poddałem te dwie rzeczy w wątpliwość, gdyż można je rozwinąć w temacie burz....
1.Burze występują przy chmurach o nawie cumulonimbus, są to potężnie rozwinięte pionowo chmury mogące swym zasięgiem dochodzić nawet do tropopauzy, czyli ponad 18 km !!!
Więc wyobraźmy sobie, że z błękitnego nieba, czy niewinnych cumulusów, nagle powstaje w ciągu kilku minut wielokilometrowa chmura....wiele bym dał, aby takie cosik zobaczyć
Jednak powstawanie cumulonimbus, to pewien proces, często stopniowy, gdzie jedne chmury przechodzą w inne: zaczyna się niewinnie, czyli od cumulus, fractus, niewielkich bezpostaciowych, postrzępionych chmur (oczywiście, one jeszcze nic nie znaczą, lecz jak będą się już tworzyć wcześnie rano, to już jest to pewien sygnał). Po pewnym czasie cumulus fraktus przechodzą w bardziej zwarte chmury np. cumulus mediocris, rozpoznajemy, je po tym, że ich wysokość nie powinna przekraczać wielkości podstawy. Bardzo często rozwój chmur kłębiastych kończy się właśnie na nich. W Tatrach te chmury mogą być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Pozytywne, gdyż dają w dzień upalny cień, negatywne, gdyż często są na wysokości wyższych szczytów i mogą nam zasłonić widoki....
Niebezpiecznie zaczyna się robić, gdy te cumulusy zaczynają wzrastać pionowo, czyli wysokość chmury jest zdecydowanie większa od jej podstawy, czyli tworzą się cumulus congestus....w zasadzie tutaj następuje alarm, szczególnie dla osób udających się na grań główną....moim zdaniem przy stwierdzeniu takich chmur powinni nastąpić odwrót. Warto jednak pamiętać, ze chmurom cumulus congestus nie towarzysza jeszcze wyładowania atmosferyczne, lecz może już nastąpić obfity i przelotny deszcz. Niejednokrotnie bywa, ze rozwój chmur kończy się na nich, ale moim zadaniem nie powinno się już ryzykować, gdyż nawet jak zdążymy uciec z grani, to w dolinie wcale nie jesteśmy bezpieczni. Z rozrastania się cumulus congestus powstają właśnie chmury burzowe, czyli cumulonimbus.
Istotne jest także to, ze niestety często chmury te rozrastają się bezpośrednio nad Tatrami i turysta będący pod nimi nie jest w stanie tego rozwoju obserwować. Dlatego tez tak jak pisał Skibicki, w momencie pierwszego odgłosu wyładowania, nawet, gdy będzie on bardzo odległy powinniśmy obowiązkowo zrobić wycof.

Warto tez pamiętać, aby nie kierować się reakcja innych turystów, gdyż moich obserwacji, zauważyłem, ze spora ilość turystów, mimo ze słychać już odgłosy burzy i idzie dalej w górę, tylko, dlatego, ze robią to inni.


Co do uderzenia bezpośrednio pioruna w człowieka, to bywa czasem, ze nie koniecznie się to kończy śmiercią. Kiedyś oglądałem pewien program, gdzie na podstawie ocalałych, starano się wyjaśnić laboratoryjnie przyczyny tego ocalenia...jedne z nich:
-jeden z nich przeżył, gdyż miał mokre ubranie
-inny gdyż opierał się o kij golfowy
-innemu życie uratował łańcuszek na szyi
Doświadczenie to pokazało też ciekawa sprawę, ze nie ma większego znaczenie, czy mamy cos metalowego przy sobie, gdyż laboratoryjnie wywoływano sztuczne pioruny i był ustawiony długi przedmiot metalowy i drewniany...ładunki z równa częstotliwością kierowały się na oba przedmioty, (choć szczerze mówiąc ja tam bym żelastwo w trakcie przeczekiwania odrzucił od siebie)
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

chief pisze:
Zygmunt Skibicki pisze:Czasem kilka minut dzieli od słonecznej aury do szalejącej burzy z piorunami. Na nizinach zdarza się to niezwykle rzadko. W wyższych górach często tak właśnie bywa
??? można przykład :? :think:
Zygmunt Skibicki pisze:Gdy wyładowanie atmosferyczne trafi bezpośrednio w człowieka śmierć przez spalenie następuje zawsze.
nie zawsze....bynajmniej nie warto sprawdzać :D
Boję się burzy. Raz wraz grupą przeżyłam piekło w paśmie granicznym i to mi wystarczy do końca życia.
Każdorazowo sprawdzam progonozę pogody u GOPR-owców z Połoniny Wetlińskiej. Oprócz oficjalnej prognozy są też takie rady. Chmury idą od Hanki k... jego m... tzn nie pachaj się w góry, zbyt niebezpiecznie. Staram się w okresie wiosenno-letnim zejść ze szlaku przed 13-15.

Raz zdarzyło mi się jesienią wyjść z Przełęczy Wyznej z 872 m w pięknym słońcy, na wysokości +/- 950 zachmurzyło się, na 1100 porywisty i zacinający, bardzo zimny deszcz, do schroniska na wysokości 1228 m weszliśmy w takiej mgle i śnieżycy, że nie widać było palców wyciągniętej ręki. Czas przejścia około 1 godz. Gdy zeszliśmy to w dolinach było słonecznie, tylko ślady deszczu.

Nie zawsze. W Bieszczadach w okolicy nieszczęsnego krzyża na Smereku (postawiono go w miejscu, gdzie grom poraził na śmierć człowieka) piorun udrzył w grupę ludzi. Pierwszy, ten który był bezpośrednio rażony miał na sobie długą, gumowaną pelerynę, piorun przeszedł na drugiego także ubranego w pelerynę, przepłynął po pelerynie i raził trzecią osobę. Nie wiem czy przeżyła. Kolega opowiadal mi, że nieprzytomną po reanimacji odwieziono do szpitala. Mężczyznom nic się nie stało. Byli tylko w szoku.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

świster pisze:@Zygmunt- przeczytałem Twój artykuł i dla mnie jest on na wyrost napisany. /-/ ...to jest napisane pod początkujących turystów i nie ma co się rozwodzić na wszystkimi wariantami.
Dokładnie jest tak, jak piszesz.
Jest to fragment z STG - książki ewidentnie przeznaczonej dla zupełnie początkujących turystów.
świster pisze:...bo burza nie pojawia się po killku minutach
Zamieszczam tam także swoją relację z bardzo dawnej wycieczki "Góry są dla wszystkich", gdzie opisuję potężną burzę, która dopadła nas na Zawracie a ogromna chmura wyszła zza Świnicy i doprawdy od całego czystego, słonecznego nieba do pierwszego wyładowania nie minęło na pewno więcej niż kilka minut - pełne zaskoczenie.
Drugi taki wypadek miałem całkiem niedawno podchodząc od północy na Lodową Przełęcz - też "przylazło" od zachodu.
Ja się nie zajmuję wszystkimi aspektami meteorologii - statystyki mnie nie interesują. Ja jedynie uświadamiam różnice pomiędzy zjawiskami zachodzącymi na nizinach oraz w górach. Dla mieszczucha zjawiska występujące w górach a zwłaszcza ich szybkość oraz skala są zupełną nowością. On sobie nie wyobraża w ogóle, że coś takiego może istnieć!
świster pisze:...jak ktoś będzie miał pecha to go piorun trafi gdy nie będzie jeszcze chmur
Pecha to można mieć i przy zrywaniu jabłek. Ja postawiłem sobie cel - uświadomić jak można zmniejszyć prawdopodobieństwo tragedii. Przecież piszę, że stuprocentowego bezpieczeństwa nie ma i to nie tylko w górach.

Czy można taki test napisać lepiej...?
Jasne, że można!
Nadrzędny jest tu jednak cel - osoba początkująca, nie mająca nawet bladego pojęcia o wielkości zagadnienia i mnogości tematów, ma zostać zachęcona, by coś takiego w całości przeczytać i zrozumieć. W tych sprawach zasypywanie czytelnika fachową terminologią oraz używanie jedynie dokładnie zdefiniowanych pojęć jest rozwiązaniem najgorszym z możliwych i nie pomoże publikacji "czystość" naukowa oraz wielostronicowa bibliografia - to i tak trafi do kosza.
W sprawach rozpoznawania zjawisk meteorologicznych nie ma - tak uważam, lepszej publikacji w języku polskim niż "Jak przewidywać pogodę" Kachelmanna i Schopfera - niezbyt opasła, napisana prostym językiem, czyta się to znakomicie, ilustracje dobre i wyjaśniające nieomal wszystko i najważniejsze... autorzy wiodą czytelnika "środkiem" zmieniających się wokół niego warunków.
Równie dobrze, a momentami jeszcze lepiej napisana jest "Meteorologia dla żeglarzy" Jacka Czajewskiego i nic nie dyskwalifikowałoby tej książki dla potrzeb górołażenia, gdyby nie... tytuł.
lucyna pisze:Nie zawsze.
Zgoda. Nie zawsze.
Wszyscy podajecie jednak prawie jak sensację przypadki przeżycia...
O czym to świadczy?
Czy przypadkiem wyjątki nie potwierdzają reguły?
Ostatnio zmieniony pn 21 kwie, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 4 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

Może to nie zabardzo pasuje do tematu burza, ale wiatr w górach też jest niebezpieczny. Jak wchodziłem na Szpiglasowy Wierch w zeszłym roku, to właśnie spotkałem okropnie silny wiatr. Do MO nie było nic wiatru. Po prostu cisza, a potem im dalej w las tym mocniej. Aż ciężko się wchodziło. A potem co było na Szpiglasowej Przełęczy to dopiero się zaczęło. Wiatr był tak silny, że ciężko się na nogach utrzymywało. Mimo tego na Szpiglasowy Wierch poszedłem. Nie wiem czemu, ale wiatr tam był słabszy (w porównaniu do przełęczy, bo normalnie na dole to i tak byłaby wichura). Ale apogeum było jak wracałem na przełęcz. W pewnym momencie zawiał taki podmuch, że zaczęło mnie po prostu zwiewać. Dobrze, że na lewo były jakieś skały, bo inaczej to bym się znalazł trochę zbyt szybko w 5 stawach :). Dalej był właśnie taki kawałek bez skał. Przeszedłem go nie bez wysiłku, ale się jak widzicie udało. Dodam, że jak tylko do łańcuchów się doszło, to już wiatru takiego nie było.
Don't shit, where you eat
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

tommer91 pisze:Może to nie zabardzo pasuje do tematu burza, ale wiatr w górach też jest niebezpieczny.
Może niezbyt dokładnie w temacie "burza", ale i tak jesteśmy już nieco "obok" w temacie skali zjawisk meteorologicznych.
tommer91 pisze:Jak wchodziłem na Szpiglasowy Wierch w zeszłym roku, to właśnie spotkałem okropnie silny wiatr.
Kilka lat temu końcem pięknego września o słonecznym i ledwie chłodnym poranku podchodziłem beztrosko na Zawrat. Jakieś kozice, wypatrywanie świstaka, trochę fotek, łyk wody z rynienki nad Zmarzłym... No, pełna sielanka. Im bliżej jednak przełęczy tym groźniejsze dźwięki stamtąd dochodziły.
Finał? Zdrowy, "wychodzony", osiemdziesięciokilowy facet przechodził "gwizdek" przełęczy... na czworaka. Nie miałem najmniejszych szans utrzymania się na samych nogach. Ostry, miecionym wiatrem żwirek granitowy ciął po twarzy i zmusił do ciasnego zaciągnięcia kaptura "na oczko", a i to mogłem patrzeć tylko pod siebie.
Sto metrów za przełęczą po stronie Piątki ściągałem kurtkę a sto metrów niżej rozbierałem się do t-shirtki...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Zygmunt Skibicki pisze:
lucyna pisze:Nie zawsze.
Zgoda. Nie zawsze.
Wszyscy podajecie jednak prawie jak sensację przypadki przeżycia...
O czym to świadczy?
Czy przypadkiem wyjątki nie potwierdzają reguły?
Sprawdziłam u Kolegi Ratownika zawodowego. W ciągu sezonu zdarza się kilka porażeń przez piorun. Nie zawsze kończy to się śmiercią. Przypomniały mu się dwie akcje w których był bezpośrednio lub pośrednio zaangażowany. Na szczęście w obu przypadkach: w okolicy Halicza i Obniżeniu Górnego Sanu nie doszło do śmierci poszkodowanych.

Skoro rozmawiamy o bezpieczeństwie w górach to warto zacząć zwalczać manię stawiania żelaznych krzyży na szczytach górskich. Co jest w tym najbardziej kretyńskiego? To, że pomysłodawcami są przewodnicy, piloci, goprowcy. Najlepszy przykład to krzyż na Tarnicy i drugi na Haliczu.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

lucyna pisze:...warto zacząć zwalczać manię stawiania żelaznych krzyży na szczytach górskich.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa turystów masz całkowitą rację, ale...
Zawsze dało by się nam przypiąć "zgrabną" łatkę obrazy powszechnie uznawanych uczuć religijnych. W końcu JP II powiedział te słynne słowa, że "od krzyża na Giewoncie aż po Bałtyk..." Trudno podważać wymowę tych słów, choć Papierz pewnie wiedział, czym grozi pielgrzymowanie na takie szczyty i ewentualna burza. Ja bym tego tematu nie ruszał.
Inna sprawa, czy jako przewodnik prowadzący grupy nie powinnaś sensownie omijać takich miejsc przy wątpliwej pogodzie?
Ja omijam.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Zygmunt Skibicki pisze:która dopadła nas na Zawracie a ogromna chmura wyszła zza Świnicy i doprawdy od całego czystego, słonecznego nieba do pierwszego wyładowania nie minęło na pewno więcej niż kilka minut - pełne zaskoczenie.
dokładnie - idzie się do góry, piękne niebieskie niebo, a za granią - piekło.

W zeszłym roku, w Niżnich Tatrach na 6 dni wedrówki mieliśmy 6 burz - kilka to było tylko takie mruczenia, dwie zaś zaliczają się do 3 największych burz w moim zyciu (trzecia to ta co powaliła pół Puszczy Piskiej w 2002) - obie na szczęście dopadły mnie już w murowanych budynkach.


PS Na śnieżce te pioruny strzelały z chmury wybitnie nieburzowej - ze zwykłego stratusa, może stratocumulusa.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

mefistofeles pisze:dokładnie - idzie się do góry, piękne niebieskie niebo, a za granią - piekło.
Bogiem a prawdą teraz jest już jakaś na to metoda - naręczne zegarki z altimetrem barometrycznym.
Działa to jak zwykły barometr - pokazuje ciśnienie atmosferyczne, ale ma także algorytm przeliczania na wysokość nad poziomem morza oraz - co najważniejsze, kalibrowania. Wielu ludzi używa tego do sprawdzenia, na jaką wysokość akurat wyleźli i wtedy cały przyrząd jest tylko zwykłym gadgetem, w dodatku bardzo mylącym.
Jak tego używam idąc powiedzmy, z Murowańca na Świnicę przez Zawrat?
Wychodząc ze schroniska dokładnie kalibruję altimetr na wysokość tego schroniska - 1505 m n.p.m. plus jeden metr, bo... nie lubię kłaść się na ziemi. Bez dobrego skalibrowania dalsze używanie "maszynki" jest całkowicie bez sensu!
Dochodzę nad Czarny Staw Gąsienicowy i sprawdzam jego wysokość na altimetrze - jeśli wskazuje zgodnie z mapą 1624 m n.p.m. plus minus dwa do trzech metrów, jest ok, czyli ciśnienie atmosferyczne spadło jedynie o tyle, o ile naturalna zmiana związana ze zmianą wysokości. Może się wszak okazać, że altimetr pokaże w tym miejscu sporo większą wysokość np. 1680. Oznacza to, że w czasie mojej drogi ciśnienie atmosferyczne znacznie spadło i od tego momentu trzeba częściej sprawdzać wskazania, a najlepiej od razu przemyśliwać krótszy wariant wycieczki. Może na Kościelec, albo tylko Karb?
Dalsze, "ponadnormatywne" spadanie ciśnienia podczas wcześniej zaplanowanej drogi sprawdzane powiedzmy nad Zmarzłym Stawem (1788 m n.p.m.) wiąże się już z decyzją o zawróceniu i... należy to zrobić!
Gdyby nad Cz.S.Gąsienicowym wskazania były niższe niż wskazują mapy, oznacza że ciśnienie wzrosło i można spokojnie kontynuować wycieczkę, ale nie zaprzestawać porównywania, bo z im wyższego ciśnienia następuje późniejszy spadek, tym poważniejsza burza nam grozi. Te popołudniowe po pięknym przedpołudniu są najgorsze.
I tak na dobrą sprawę po tylu latach łażenia po Tatrach, jedynie po to noszę ze sobą mapy - by dokładnie porównywać wskazania altimetru z mapą, a nie by sprawdzać, czy mapa jest dobra? Mapy są w kolosalnej większości dobre, ale nasza pamięć co do wysokości poszczególnych punktów jakby... gorsza. Pomyłki w opisywanych wypadkach miewają przykre konsekwencje... zaś.
Kilka razy już w ten dokładnie sposób udało mi się "wyślizgnąć" spod nie wiadomo dlaczego i bez żadnego uprzedzenia lecących z nieba... bardzo szybkich żab o mocno świecących oczach.
Przez zwykłą analogię - jeśli siedzimy gdzieś i liczymy na poprawę pogody warto także obserwować altimetr - jeśli jego wskazania spadają, albo barometru rosną, jest jakaś nadzieja...
Naturalnie, gdy w Murowańcu czekamy na poprawę pogody, najlepiej wejść na piętro i w recepcji zapytać, co też na ten temat mówi na przykład ICM...? Oni we wszystkich schroniskach z własnej ciekawości zaglądają tam kilka razy dziennie, bo im gorsza pogoda, tym mają mniej pracy z turystami - spryciule!
Oczywiście nigdy nie należy zaprzestawać obserwowania, co też dzieje się na niebie?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

mefistofeles pisze:PS Na śnieżce te pioruny strzelały z chmury wybitnie nieburzowej - ze zwykłego stratusa, może stratocumulusa.
ja bym był skłonny powiedzieć, ze nad tym stratusem, czy stratocumulusem cosik jeszcze było, tyle, że nie widziałeś

We wtorek nad Tatrami Zachodnimi, był wręcz "klasyczny" przykład powstawania cumulonimbus
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

chief pisze:ja bym był skłonny powiedzieć, ze nad tym stratusem, czy stratocumulusem cosik jeszcze było, tyle, że nie widziałeś
nie wykluczone. W kazdym razie na 3 wyłądowaniach i kopnieciu nauczyciela przez nałądowany kawałek łańcucha się skończyło
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Zygmunt Skibicki pisze: Papierz
Zygmónt !!! ;)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
ombre

-#4
Posty: 382
Rejestracja: sob 05 sie, 2006
Lokalizacja: Chrzanów

Post autor: ombre »

Wielkie dzięki Zygmunt za artykuł.
Może troszkę się czepiam, ale...
Zygmunt Skibicki pisze:Nasze zlane deszczem ubrania świetnie przewodzą prąd. Jeśli wcześniej były przepocone - są dla przepływu prądu elektrycznego tak doskonałe jak metalowy drut.
Duuużo lepiej przewodzi prąd niż drut metalowy.

A i tak najlepszym zabezpieczeniem przed burzą jest klatka Faraday'a :D
Od razu uprzedzę Wasze pytania - nie, nie mam zamiaru jej taszczyć ze sobą w góry. :))
Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć
W sposób, który mnie pobudza!
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

ombre pisze: A i tak najlepszym zabezpieczeniem przed burzą jest klatka Faraday'a
ja się boję czegoś innego - że zaczną instalowac wielkie klatki faradaya na szczytach gór aby turyści mieli się gdzieś schronić. Jak mawia JKM - wymyśl jakąś bzdurę a ONI to przegłosują...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
ODPOWIEDZ