Góral,Ceper-dwa bratanki:)

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Góral,Ceper-dwa bratanki:)

Post autor: ana »

Parę ładnych lat temu uczestniczyłam w obozie wędrownym Nowy Sącz-Zakopane. Jedną z atrakcji tej wyprawy był spływ Dunajcem,na który wybraliśmy się z wielką radością.Wszystko było w porządku do momentu,kiedy zobaczyliśmy Słowaków, idących szlakiem, który biegnie wzdłuż Dunajca( po słowackiej stronie).Wszyscy,jak jeden mąż zapałaliśmy chęcia pozdrowienia naszych słowiańskich braci. Zaczęliśmy drzeć się, machać intensywnie rękami :wink: . Flisak popatrzył na nas z politowaniem i powiedział:"Wy to jesteście gówno,nie turysty. Turysta pozdrawia turystę tak..." i tu nastąpiła prezentacja. Do końca spływu nikomu nie przyszło do głowy,by pomachać komukolwiek :lol:
Asia,z pewnościa pamiętasz,jak szłyśmy Kościeliską, kiedy to jakaś panienka wskoczyła między owce,by zrobić sobie z nimi zdjęcie.Nagle rozlega sie głos juhasa:"Gdzie lezies cholero?!".Dziewczę uciekło w popłochu :lol:
Szanowni Państwo,czy Wam przytrafiły sie jakieś interesujące spotkania z przedstawicielami społeczności podhalańskiej?
a.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Górale z ulicy to niezbyt przyjemny naród. A na takich właśnie górali trafiają z reguły turyści. Wysiadasz z pociągu - odpychające baby i żule namawiają cię do noclegu w jakiejś piwnicy pod Poroninem. Przechodzisz koło busów - górale-kierowcy rzucają bluzgami na lewo i prawo, a jak nie chcesz jechać z nimi, możesz zaliczyć jakąś spersonalizowaną wiąchę. Niestety większość właścicieli kwater (choć nie wszyscy) to też niezbyt przyjemni ludzie.
Natomiast "w terenie" raczej nie miewam styczności z bacami, bo ich obejścia są w takim stanie, że strach podejść. Najlepiej ominąć to wszystko i jak najprędziej przedostać się głęboko w góry. :)
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

Niestety, jest tak :cry: Chociaż,chyba już przyzwyczaiłam się i mało co zaskakuje mnie,kiedy tam jestem. Oczywiście nie wolno generalizować i oceniać wszystkich jednakowo,ponieważ jak w każdym środowisku,tak i tam trafiają się czarne owce.
a.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

A jak według tego flisaka "turysta pozdrawia turystę" ???
Jakoś mnie ta kwestia nurtuje, a ty nic o tym nie napisałaś. :)
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

odsłonił uzębienie,zamiótł parę razy ręką nad głową i...to wszystko :D
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Wszedłem kiedyś z synkiem do Kościeliskiej a za nami też właśnie wjechał góral swoją pustą bryczką i krzyczy do nas : za 30! za 30!, a ja mu na to: jedziemy(bo chciałem sprawić frajdę synowi) a on w tym samym momencie poprawił się i krzyczy: chciołek powiedzieć 40! 40!, no to ja mu mówię: nie jedziemy. A on dalej krzyczy: no wiecie ile to kosztuje!!!, a ja mu na to że: wiem i dlatego nie jadę. W końcu się zgodził na te 30zł ale do Mroźnej!! - powiada, więc pojechaliśmy sobie bryczką 1 raz w życiu a przy okazji zwiedziliśmy Jaskinię Mroźną. Pozdrawiam wszystkich :)
Awatar użytkownika
smyk

-#3
Posty: 160
Rejestracja: śr 05 sty, 2005
Lokalizacja: z zach. skraju Jury

Post autor: smyk »

Zajrzałem do najdawniej nie odwiedzanego tematu w grupie "Wszystko o Tatrach", poczytałem i włos mi się zjeżył na głowie.
Obrazek
Mam kontakt z góralami (nie tylko podhalańskimi) od ponad czterdziestu lat, a od piętnastu lat bywam na Podhalu corocznie, czasem po kilka razy.
Przy dłuższych i częstszych pobytach czuję się półpodhalaninem. Poznałem swoich sezonowych gospodarzy, sąsiadów i kumów (kumoszki też, czemu nie) od lepszej i od gorszej strony, wżyłem się w ich środowisko i ich codzienność, i muszę Wam powiedzieć, że dobrze się czuje wśrod nich (bardziej chciałoby sie powiedzieć "wśród nas"). Ci ludzie (gorale) często lepiej mi leżą niż tawarzystwo z innych, równinnych regionów...
Górale uchodzą za bardziej pazernych od innych, pewnie tacy są, ale niech Was ręka boska broni przez generalizowaniem - poza bliską rodziną tylko na Podhalu u zaprzyjaźnionych gazdów mogę skorzystać z darmowego lub półdarmowego zakwaterowania gdy w kieszeni tylko podszewka... i jeszcze strawą się podzielą... wiec jak to jest naprawdę?
U bacy wcale nie musi być niechlujnie i niemiło... i nie jest, w przeciwnym wypadku nie jadałbym oscypków, bryndzy i nie pijał żętycy... a ja to spożywam na zdrowie i w wolnych chwilach sam garnę sie do bacówki. Gaździny nie są mniej schludne, czyste i gospodarne od gospodyń z innych regionów.
Podajecie przykłady niegrzeczności, prostactwa... Śmiać się z tego trzeba, i tyle. Wszędzie znaleźć można najrozmaitsze egzemplarze homo, nie rzutujące znacząco na obraz nacji.
Wyszedłem na adwokata górali? Ja ich nie bronię! Ja bronię sam siebie i nas wszystkich przed pochopnymi uogólnieniami.

Jedno mnie martwi w stanie górali podhalańskich - że Tatr nie znają ;) , że chodzą tam tylko na borówki albo po drzewo :D - ale w nas ceprach drzemie możliwość zaprowadzenia górali w góry, na szlak, na perć, na wierch (pochwalę się bez fałszywej skromności, że mam już na swoim koncie sporą liczbę górali z górami zapoznanymi)

Odnośnie targów z góralem z sankami też mam fajną (troszkę wycudowaną w określeniach pokrewieństw) opowieść obrazującą jak fajnie jest potargować bez zaangażowania:
czwartek (Dolina Kościeliska)
Dziś mamy do wyboru dwie alternatywy: 1 - Miętusia, 2- Kościeliska. Jeszcze w samochodzie sprawa nie jest rozstrzygnięta, ale już na parkingu słyszę moją granny:
- Nie ma mowy! Nie idę na Miętusią. Lawiny mnie zabiorą!...
Rozmowy nie było. Ruszyliśmy ku Schronisku pod Ornakiem. Śnieg pada z przerwami, ale tylko chwilami kurzyło mocniej. Można powiedzieć, że pogoda sielska. Mróz silny, ale za to śnieżek miękki i puszysty. Nie chcę jechać sankami, wiec „za karę" ciągnę je sam. Towarzystwo mamy zmienne, najpierw wędrujemy razem z Kubą - moim rówieśnikiem, i jego rodzicami, później gwarzę trochę ze spotkaną Justyną i jej koleżanką (to nic, że są prawie w wieku mojej mum, która teraz pracuje za wszystkich w rodzinie, pogadać przecież można). W schronisku życzę sobie zupkę i jestem kontent, ale porcja przekracza moje możliwości. Mniej zadowolony jest fundator, bo - jak mówi - na Słowacji za smaczniejsze i ładniej podane zupki płaci dwa razy mniej. Posilamy się przy jednym stole z trochę starszymi ode mnie rodzeństwem: Oskarem i Weroniką; to stwarza okazję, żeby wracać potem razem. W drodze do Kir, z góry w dół choć niezbyt stromo, cały nasz sprzęt ślizgowy aż jęczy pod naszymi pupskami, a my prześcigamy się w karkołomnych figurach. Niedościgniony jest Oskar, który raz po raz ginie w obłoku puchu lądując w zaspach. Zmrożeni na zewnątrz, rozpaleni w środku, gwarno i ze śmiechem docieramy do Polany Pisanej gdzie na środku drogi gazdowie rozcierają zmarznięte ręce i przytupują nogami obok równie zmarzniętych koni zaprzężonych do sań.
- Taka zapora młodej parze zrobiona - to się nazywa chyba brama? - zagaduje mój old man.
- …ale my się nie wykupimy wódką, bo jej nie mamy - Oskar mommy.
- Dutki mamy, a tu o to chodzi.
Jasne, że o nic innego.
- Chodźcie, panie, to pojedziemy. Tanio będzie - najobrotniejszy gazda zdejmuje obrok.
- Tanio - to ile? - grandame próbuje się dowiedzieć, choć nikt nie ma ochoty na sannę.
- Za 60 złotych pojadę.
- 40 i obie rodziny weźmiecie - kontrpropozycja of Weronika's dad jest ciosem poniżej pasa.
- 50 - próbuje targować się gazda, a jego koń pewnie by szczękał zębami jak by umiał.
- Rezygnujemy. 40 - ostatnie słowo, zresztą wcale nam się nie chce jechać - ostatnie nana's słowo.
Pojechaliśmy.
- Ale musicie piątkę dorzucić, inaczej być nie może - próbuje jeszcze w saniach gazda.
- …to wysiadamy. Za parę dni warszawianie przyjadą na ferie, to będą płacić więcej. My nie z Warszawy więc nie tak bogaci, a poza tym jak się umówiliśmy na 40, to musi tak zostać - papa Weroniki zdecydowanie ucina targi, a sześcioosobowa reszta gości dzialnie mu sekunduje.

…koniom aż grało w sercach z uciechy (i pod kopytami też), że już nie muszą marznąć dalej na Polanie Pisanej.
Nie koniec na tym tej uczty śnieżnej. Po powrocie do domu posiłek i hajda na wzgórek nad Czarnym Dunajcem, gdzie jeszcze tego dnia nie ślizgały się nasze narty…

Wieczorem po kolacji gramdmamma zmuszona była ogłosić „dzień dziecka" i wszyscy skwapliwie powędrowali „na ostatnich nogach" do łóżek bez wieczornego mycia. Hi hi…
Całość tu > http://www.wirtualne-tatry.pl/forum/viewtopic.php?t=3
_____________________

Ludzie są różniści
a wszyscy pewnie jednako nie lubią, jak się ich uogólnia i uśrednia
Ostatnio zmieniony pt 14 sty, 2005 przez smyk, łącznie zmieniany 3 razy.
Jacek Venom

-#6
Posty: 1113
Rejestracja: śr 05 sty, 2005
Lokalizacja: Kutno

Post autor: Jacek Venom »

Górale na własny użytek uknuli powiedzenie że oni podziwiaja Góry a nie po nich chodzą ....ta, jasne .. Kiedyś jeden taki stary "rasowy" Góral po moich opowieściach gdzie ja to nie byłem ( chciałem mu zaimponować ) stwierdził że on całe życie mieszka w Zakopanym ale nigdy mu do głowy nie przyszło żeby tam wysoko wchodzić . Od tego czasu do tego góralskiego gadania o uwielbieniu Gór podchodzę z dystansem .
grumblers

-#3
Posty: 232
Rejestracja: pt 17 wrz, 2004
Lokalizacja: Warmia

Post autor: grumblers »

Mariusz pisze:Górale z ulicy to niezbyt przyjemny naród.
Lepiej tego nie można ująć. Ale to my sami ich "rozpuściliśmy". Kto potrafi się targować o swoje z góralem? Chyba mało kto. Ale mniejsza o tych "z ulicy".
Do "moich" gospodarzy jeżdżę od 11 lat. Czuję się tam jak w domu. Już podczas drugiego pobytu... dali mi klucze od mieszkania! A miałem wtedy 19 lat! Nie wspomnę o pysznym cieście i wspólnych wieczornych pogadankach. I mimo, że "moja" Gaździna odeszła już, to jej dzieci traktują mnie też jak "swojaka".
Nadzieja

-#3
Posty: 187
Rejestracja: ndz 26 gru, 2004
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Nadzieja »

ja też mam "swoją" panią gospodynię w Zakopcu u której nocowałam już kilka razy jeśli nie jechałam włóczyć się po schroniskach i mam o niej bardzo dobre zdanie a na temat tych z pod dworca i tak ogólnie to nie będę się wypowiadać bo wszystko już było napisane..
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Wiele lat jeździłem do pensjonaciku przy Bulwarach w połowie drogi między Rondem a Kuźnicami ,spokój,szumiąca Bystra,już górskie ,a nie zakopiańskie powietrze - cóż ,moja Gaździna wyjechała do Krakowa ,dzieci pensjonat sprzedały jakiejś spółce grilowo-biesiadnej i od tego czasu jeżdżę na Słowację - tam już też mam "swoją" gospodynię w Smokowcu
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Zraziłem się do Smokovca, kiedyś go złaziłem wzdłuż i wszerz i nigdzie nie było wolnego pokoju... To samo w Tatrzańskiej Strbie i Strbskim Plesie. Dzięki ci Panie za Novą Lesną...
;)
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Mariusz pisze:Zraziłem się do Smokovca, kiedyś go złaziłem wzdłuż i wszerz i nigdzie nie było wolnego pokoju... To samo w Tatrzańskiej Strbie i Strbskim Plesie. Dzięki ci Panie za Novą Lesną...
;)
Ja swoje miejsce zamawiam w marcu (na czerwiec). Pleso to dziura ,a Tatrz. Łomnica dla dziadków i bez połączenia.
Niech żyje Smokowiec
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

No..... nie wiem. Jeżdzę w tatry wiele lat i w zasadzie nigdy nie miałóem jakichś dziwnych incydentów. Staram się nikogo nie urazić i nawet kierowcy busów bywają sympatyczni: rozmawiają jak ludzie i nie robią trudności jak chcę wysiąść (nawet na zakazie)o prawda syn kiedyś przyjechał ze złamanym nosem ale padł był ofiarą odwiecznej wojny między Zakopanem a Poroninem: ot po prostu chłopaki z Poronina wzięły go za kogoś z Zakopca i zanim zdążył zaprotestować zaliczył kilka sierpowych. Kiedy rzecz się wydała został przeproszony i nwet odtransportowany do lekarza. Nie ma tego złego ... Taki zabieg i tak go czekał- miał skrzywioną przegrodę nosową - tym sposobem za jednym zasiadem.... W latach siedemdziesiątych miałem okazję być na weselu w Poroninie i,,,, żyję , chociaż głowaból trwał aż do poprawin. Myślę , że oceniając zachowanie górali trzeba brać pod uwaę cytat z Boya: A w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz. POtyrzebna jest dobra wola z obu stron i pozytywne nastawienie i przeświadczenie, że w każdej społeczności są ludzie i ludziska ( ze statystyki wynika, że odsetek np idiotów jest w każdej społeczności mniej więcej taki sam)
Wilu

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 14 lip, 2004

Post autor: Wilu »

Gdy będąc raz na kwaterze u górali, spytałem się o jakiś szlak oni rzekli, że nie wiedzą bo po górach nie chodzą. Poradzili mi żebym się spytał się wskazanego małżeństwa, które okazało się parą turystów z Łodzi ! A ciągle ci górale powtarzali "nasze Taterki, nasze Taterki". Irytujące ...
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

Wilu chyba musisz zmienić kwaterę. :think: :D . Zapewne część mieszkańców nie rusza się w góry z różnych pewnie powodów- część ze zwykłego lenistwa, część,bo żal im patrzeć na dawną własność "okupowaną" przez TPN, inni z jeszcze innych, ale zapewniam Cię, że górale chodzą ( i to jak jeszcze ) po górach, kochaję\ą je i świata poza nimi nie widzą. Nawiasem mówiąc moje pierwsze doświadzcenia były podobne i miałem podobny do Twojego pogląd, do czasu zmiany kwatery na znany adres Piłsudskiego 63A
Ramparam

-#1
Posty: 37
Rejestracja: pn 12 lip, 2004

Post autor: Ramparam »

Ja tam osobiscie nie mam drastycznych doswiadczen. Pare tylko drobiazgow potwierdzajacych przywiazanie do dudkow ale to nie jest jakas trauma :). Chamstwo mozna znalezc wszedzie a jesli chodzi o milosc do gor to nie dziwie sie. Wszyscy musza je kochac?

Uwazam za to, ze gorale sa, hm jakby to napisac...niesolidarni z reszta spoleczenstwa, tzn: goral to bedzie goral a ceper to bedzie ceper. Dwa przyklady:

1) opowiesc kogos kto pracowal w USA: pewna fabryczka zatrudniala gorali (tak sie zlozylo, wlasciciel byl Amerykaninem). Zgadnijcie czy nie-goral mial szanse zatrudnic sie tam? Nawet jak jakims fartem sie wkrecil do pracy to mu koledzy klody rzucali pod nogi.

2) wypowiedz gorala z Polski zapytanego czy cieszy sie z tragedii Slowakow (ostatnie spustoszonia): "nie, przeciez to tez gorale".

No i jeszcze na koniec takie pytanie. Duzo bylo partyzantow wsrod gorali podczas II wojny?

PS. Nie chce by ten watek przerodzil sie w nagonke na gorali. Z drugiej strony, wyraznie widac ich odrebnosc. Sami ta odrebnosc podkreslaja. Chyba warto sie nad tym zastanowic.
Wilu

-#3
Posty: 172
Rejestracja: śr 14 lip, 2004

Post autor: Wilu »

Andrzej Krystoszyk pisze:Wilu chyba musisz zmienić kwaterę. :think: :D . Zapewne część mieszkańców nie rusza się w góry z różnych pewnie powodów- część ze zwykłego lenistwa, część,bo żal im patrzeć na dawną własność "okupowaną" przez TPN, inni z jeszcze innych, ale zapewniam Cię, że górale chodzą ( i to jak jeszcze ) po górach, kochaję\ą je i świata poza nimi nie widzą. Nawiasem mówiąc moje pierwsze doświadzcenia były podobne i miałem podobny do Twojego pogląd, do czasu zmiany kwatery na znany adres Piłsudskiego 63A
Módlmy się aby TPN okupował Tatry jak najdłużej, bo jak górale by je przejeli to wszędzie byłoby pełno owczego gnoju i traktorów wyrywających ostatnie drzewa. Wystarczy popatrzeć co robią w Jarząbczej czy Starorobociańskiej. Mam nadzieję, że kiedyś TPN przejmie wszystkie grunty tatrzańskie.
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

Ja też. A opinia o okupacji nie jest moja jeno babki Bigosowej.
ana

-#5
Posty: 865
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Józefów

Post autor: ana »

A nasza Gospodyni (u której pomieszkujemy z Asią) - po kolejnym naszym pobycie, stwierdziła, że to wstyd, iż my tak latamy, a ona w ogóle nie zna Tatr i... zaczęła je coraz śmielej odwiedzać :D
Tak na marginesie - to jesteśmy z Nią we wspaniałej komitywie :)
ODPOWIEDZ