Mimo wszystko proszę - posprzątajIwona pisze:Normalnie aż się boję zabierać za sprzątanie tego temtu
Basia (która śmieci)
Tak naprawdę nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Czasami musiałam zrezygnować z wejścia np. z powodu pogody ale traktuję takie sytuację jako coś zupełnie normalnego. Nie jestem wyczynowcem. Chodzę po górach dla przyjemności. Przeważnie jestem z grupą znajomych, kolegów i wspólnie podejmujemy decyzję. Poprostu wyższa konieczność. Jest to niezależne ode mnie. Oczywiście mogę dać uput emocjom ale to nie zmieni sytuacji w której sie znalazłam. Przeważnie nie odpuszczam. Wiem, że kiedyś tam wrócę i być może będę miała więcej szczęścia.Iwona pisze:Tylko, że tematem było "co czujecie, gdy nie uda się Wam zrealizować marzenia, wejścia..."lucyna pisze:Wszystkie tegoroczne plany górskie zralizowałam i to z nawiązką
Czyli dokładnie jak większość osób na tym forum. Normalnym jest jednak, że człowiek coś tam odczuwa, gdy musi zrezygnować z czegoś, o czym rozmyśla i marzy od dłuższego czasu.lucyna pisze:Czasami musiałam zrezygnować z wejścia np. z powodu pogody ale traktuję takie sytuację jako coś zupełnie normalnego. Nie jestem wyczynowcem. Chodzę po górach dla przyjemności.

Jeśli tematu nie usystematyzujemy, to znów dojdzie do całkiem zbędnej awantury...Iwona pisze:...tematem było "co czujecie, gdy nie uda się Wam zrealizować marzenia, wejścia..."
Nie znam takiego ogólnego forum.Zygmunt Skibicki pisze:
Tu mam wszak pytanie: jest może jakieś forum, gdzie bez zalewu zawiści i jadu nienawiści w każdym zdaniu dyskutują ludzie zarabiający na górach? Pytam jedynie z ciekawości...
Czasem prowadzę grupy "zawodowo" (chociaż zdecydowanie nie za bajońskie sumy) i słowo daję - przy dobrze zorganizowanej grupie ta sytuacja się niczym nie różni od sytuacji opisanej przez Ciebie jako 2.1.a.Zygmunt Skibicki pisze: Wariant.2.
Chodzenie amatorskie - po prostu każdy wyjazd musimy sfinansować sami i aspektami takich działań - jak mi sie zdaje, Iwona chciała się zająć.
Po wtóre, istotne moim zdaniem dla odczuć jest to, czy idziemy sami czy też w grupie...
Wariant 2.1
Jeśli w grupie, to w jakim charakterze tam idziemy:
Wariant 2.1.a
Jako prowadzący.
Wariant 2.1.b
Jako uczestnik prowadzony.
Wariant 2.1.c
Jako uczestnik na pełnych zasadach partnerskich.
Wariant 2.2
Idziemy sami.
Czas by jakoś się określić:
Najczęściej bywam w sytuacji 2.1.a i czując odpowiedzialność za resztę skupiam się na szacowaniu szans i ryzyka - czasem ogłaszam odwrót! Jeśli wracamy bez "strat" (nigdy nie było inaczej) zawsze jestem zadowolony i staram się "szerzyć" takie odczucia wśród reszty. Zauważyłem, że zazwyczaj wygłaszam takie zdanko - "Najważniejsze, że robiliśmy to razem i wracamy bogatsi o kolejne, łączące nas wrażenia" - to działa!
Zdarza mi się być w sytuacji 2.2 i też z racji odwrotu nie tragizuję. Kołacze mi się po głowinie taka myśl wtedy: "Być może zdążę jeszcze tu wrócić, a może na kolejnej górze będzie jeszcze fajniej...? Wszak ta na pewno ostatnią nie jest."
Sytuacji 2.1.c staram się unikać, bo w razie kłopotów i tak ktoś musi przejąć dowodzenie grupą, ale zawsze w razie odwrotu zauważam mieszaninę dwóch wyżej opisanych sytuacji.

I to właśnie jest moim zdaniem sprawa zasadnicza - zgranie zespołu i poczucie, że każdy jest jego członkiem - ma swoje prawa, ale i obowiązki, a jedynie ta jedna osoba musi czasem podjąć decyzję i konsekwentnie przeprowadzić jej realizację, co też nie jest obojętne.Basia Z. pisze:na koniec wszyscy byli zadowoleni - i to najważniejsze.
Czyli sytuacja 2.1.c...?Basia Z. pisze:...gorzej bywało kiedy byłam prywatnie ze znajomymi, których znam jak łyse konie.
A ja odwrotnie.Zygmunt Skibicki pisze: I dlatego unikam tego, jak tylko mogę, choć chciało by się pobyć w górach z zaprzyjaźnionymi ludźmi. Zwłaszcza, gdy są to górskie przyjaźnie. Mam podejrzenia, ale wcale nie pewność, że te przyjaźnie cementują się także poprzez twarde - bywa, wzięcie spraw w zdecydowane ręce.

Zgrabny żart, ale gdybyż to było takie proste...Filanc pisze:Co odróżnia burdel od bajzlu?
Porządek!
Coś w tym jest...Basia Z. pisze:W góry najbardziej lubię jeździć z przyjaciółmi.