Turystyka dawniej i dziś

Pasma górskie w Polsce i na świecie.
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

A z moją geograficzką nie mógłbym gadać o górach, bo na 50% nic o nich nie wie poza tym, czego nauczyła się na studiach. Podejrzewam, że w tym zakresie ma 0 praktyki.
Don't shit, where you eat
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

tommer91 pisze:A z moją geograficzką nie mógłbym gadać o górach, bo na 50% nic o nich nie wie poza tym, czego nauczyła się na studiach. Podejrzewam, że w tym zakresie ma 0 praktyki.
Zapewne więc miała praktykę w innej dziedzinie geografii. Na tym kierunku studiów bez praktyki nie da zrobić dyplomu. Warto popytać, bo może to być coś jeszcze ciekawszego.
Szajba górska, to nie jedyne "zakręcenie", na które warto chorować...

Cholera, zaraz nas rzeczywiście wywalą do "Naszej Klasy"...!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zygmunt Skibicki pisze:Cholera, zaraz nas rzeczywiście wywalą do "Naszej Klasy"...!
Nasza-klasa jest zastrzeżona dla chłopców z kontrwywiadu Antka Policmajstra Macierewicza.
A poza tym muszę dbać o reputację. Jeden taki tylko czeka na takie wpadki. Obstawiałem Świdowiec ale chytrze czekałem aż wszyscy inni dadzą ciała.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:...chytrze czekałem aż wszyscy inni dadzą ciała.
Bywa, że się człowiek doczeka, ale bywa też inaczej - jak w życiu.
Czasem sie przekombinuje...
Janek pisze:Jeden taki tylko czeka...
Czy Ty się Janku nie za bardzo przejmujesz prostackimi zaczepkami...?
Musisz na nie reagować...?
Na każdą...?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Basia Z. pisze:Bo w roku 1989 pojechały dwie pierwsze grupy
ech, uparta...
http://forum.bieszczady.info.pl/showthr ... 47&page=11
(na dole)
(-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wiadomo, że niegdysiejszy Sojuz turystycznie podzielony był na dwa obszary:
- ten na którego turystę z innego kraju dopuszczano, najchętniej jednak tylko takiego przybywającego w sposób zorganizowany (a więc łatwego do kontroli)
- taki, na którego turystę po prostu nie wpuszczano (swego czasu na rozjeździe dróg za Lwowem - na Tarnopol (dozwolone) i Stanisławów (niedozwolone) usiłowałem pojechać właśnie na Stanisławów. Z pod tzw. "gaju" natychmiast pognał za mną milicjant na IŻ-u i po jakimś kilometrze dopędził, zatrzymał i grzecznie acz stanowczo zmusił do zawrócenia. Na Iwano-Frankowsk nie lzia - i nie było gadki.

Tak było m.in. z Gorganami i Czarnohorą.

Interesuje mnie natomiast co innego - czy radzieccy w ogóle eksploatowali turystycznie te tereny, czy istniała infrastruktura turystyczna itd czy też to wszystko się teraz dopiero tworzy.

O ile wiem to w dwudziestoleciu międzywojennym to różnie z tym było. Bieszczady ponoć nie były w ogóle turystycznie eksploatowane. Był to region dość gęsto zamieszkały, rolniczy. Turysta o ile się trafiał to tylko tzw. "letnik" z miasta.
Gorgany ponoć to była kompletna dzicz i głusza.
Czarnohora, owszem, ponoć nawet bywało dość gęsto od turystów, ale głównie narciarzy i głównie z Lwowa, potem stała się modna i w Warszawie. Ludzi z Poznania czy Bydgoszczy ponoć w Czarnohorze trudno było spotkać podobnie jak i z Krakowa czy też Śląska.

Tak mi się wydaje, że masówka turystyczna (poza Tatrami) to jednak "dziecko socjalizmu". W 1953 roku byłem po raz pierwszy w górach. Przeszedłem trasę - Krynica - Rytro - Szczawnica - Czorsztyn - Bukowina - Zakopane.
W Krynicy poza sanatoriami i pensjonatami FWP nie było nic, kwaterę można było dostać cichcem. W Rytrze jedyną możliwością noclegu było okresowe schronisko w szkole. W Szczawnicy (poza częścią uzdrowiskową) były tylko kwatery w Szczawnicy - wsi, oraz schronisko Orlica, małe i przepełnione. Czorsztyn był turystyczną pustynią, turystów przyjmowano w zaledwie kilku domach, Bukowina była raczej wsią niż dzisiejszym wczasowiskiem.
Do 1939 roku przeważał chyba jednak turysta typu "letnik" - wynajmował jakąś część chałupy, chodził nad rzeczkę, do lasu na grzyby czy jagody, w góry jednak chadzał rzadko. Turysta z plecakiem, codziennie lub prawie codziennie zmieniający miejsce noclegu to chyba jednak dopiero po 1945 roku (oczywiście nie licząc pojedynczych przypadków).
Co biegli w historii turystyki na to?
Jestem gorszego sortu...
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Janek pisze:Interesuje mnie natomiast co innego - czy radzieccy w ogóle eksploatowali turystycznie te tereny, czy istniała infrastruktura turystyczna itd czy też to wszystko się teraz dopiero tworzy.
[...]
Bieszczady ponoć nie były w ogóle turystycznie eksploatowane. Był to region dość gęsto zamieszkały, rolniczy. Turysta o ile się trafiał to tylko [...]
Gorgany ponoć to była kompletna dzicz i głusza.
Czarnohora, owszem, ponoć nawet bywało dość gęsto od turystów, ale [...]
Tak mi się wydaje, że masówka turystyczna (poza Tatrami) to jednak "dziecko socjalizmu".
[...]
Do 1939 roku przeważał chyba jednak turysta typu "letnik"
[...]
Turysta z plecakiem, codziennie lub prawie codziennie zmieniający miejsce noclegu to chyba jednak dopiero po 1945 roku (oczywiście nie licząc pojedynczych przypadków).
Co biegli w historii turystyki na to?
Nie wiem, co biegli, ale wedle mej fragmentarycznej i powierzchownej wiedzy
mylisz się zdecydowanie w większości powyższych przypuszczeń.

Faktycznie jeśli chodzi o Bieszczady Zachodnie - były one mało popularne
i słąbo zagospodarowane, zresztą czasami określane, łącznie z Niskim,
jako Beskid Środkowy - Bieszczady wedle tych opinii zaczynały się od Sianek.
Odcinek zachodniobieszczadzki szlaku Piłsudskiego wyznakowano bodaj jako ostatni,
schroniska były AFAIR w w Łupkowie, a potem w Siankach.
Zwyczajnie dalej na wschód położone tereny były dużo atrakcyjniejsze,
a także łatwo dostępne (Skole, Sławsko itd.)

Pozostałe części ówczesnych polskich Karpat Wschodnich były zagospodarowane
i turystycznie udostępnione całkiem nieźle
- szereg szlaków, schronisk turystycznych przeróżnych klubów,
wycieczki, rajd, obozy, podkarpackie oddziały PTT itd., harcerstwo...
Inne formy turystyki itp. form takoż - pamiętam francuski plakat Orbisu
(powstałego w latach 20tych we Lwowie) zachecający do odwiedzania Huculszczyzny.
(Folklor huculski był zresztą w II Rzplitej niemal konkurencyjny dla Podhala).
Starczy popatrzeć na turystyczne wydania map WIG-u - masa szlaków i schronisk
(po stronie zakarpackiej - czechosłowackiej - zresztą całkiem podobnie).
Nie wiem zatem w jakich proporcjach, ale funkcjonowały wóczas wszelkie typy
szeroko pojętej turystyki - od letników, kuracjuszy i zjeżdżaczy,
przez przeróżne obozy i zbiorowe wycieczki, aż po ambitne
i budzące do dzis szacunek indywidualne wędrówki piesze i narciarskie.

Za Sowietów przez Karpaty wiodło szereg znakowanych wsiesojuznych szlaków
dla zbiorowych turpachodów, nocujących w dużych i brzydkich
(choć czasem niby nawiązujacych do budownictwa regionalnego) turbazach.
W 1991 widziałem znaki tychże szlaków, kupiłem szereg (kiepskich) map
i - powiedzmy - przewodników po tamtych stronach.
Jak duży był to ruch - nie wiem.
W każdym razie w Czarnohorze wóczas spotkaliśmy kiepsko ekwipowanych,
ale widać, że ambitnych i zaprawionych wędrowców AFAIR rosyjskich.
Istniały też rozmaite formy ochrony przyrody czy ratownictwo górskie
(acz w słabszym niż u nas zakresie)

Wszystko już było (-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Nie, że bym chciał się sprzeciwiać - moja wypowiedź miała w większości charakter przypuszczenia. Odnośnie Bieszczad - pracowałem w jednym pokoju z sporo starszym ode mnie panem, animatorem turystyki górskiej w Poznaniu, który miał spore doświadczenie w tym jeszcze z czasów przedwojennych. Gdy "otworzono" Bieszczady co miało wówczas charakter decyzji politycznej ów pan organizował pierwszy wyjazd poznańskich turystów górskich, początkowo miałem w nim uczestniczyć, potem ze względów niezależnych ode mnie stało się to niemożliwe. Ale z okresu przygotowawczego pamiętam ogólne narzekania na brak map i przewodników z okresu przedwojennego bo: "przecież tam nikt nie chodził". Może to jednak specyfika poznańska.

Model "letnik". Jak wspominałem, moja przygoda górska zaczęła się w 1953 roku. Były to czas, w których ten model jeszcze był znacznie rozpowszechniony. Zdarzało mi się w schroniskach bardzo często spotykać grupy osób, najczęściej rodziców z dość podrośniętymi dziećmi (tak powyżej 16 lat), którzy przyjeżdżali do Zakopanego na ały miesiąc a czasami i dłużej, wynajmowali izbę u górala,najczęściej zaprzyjaźnionego od lat, często jeszcze przedwojennych, na ogół nie w centrum Zakopanego ale albo na Jaszczurówce, Chłabówce, Cyrhli lub na zachodnim skraju, Krzeptówkach, Kirach itp. Jak pogoda była niepewna to siedziano na dole pędząc żywot "letnika" - grzyby, jagody itd a jak się robiła "lampa" to szli w góry, czasami na kilka dni z noclegiem w schronisku.
Trudno mi powiedzieć od którego którego roku nastąpił tego zanik - wiem jedynie, że wraz z rodziną byłem jednym z ostatnich Mohikanów.
Jak przejrzeć przedwojenną literaturę to ten model był powszechny by nie powiedzieć, że prawie jedyny.
Czy trochę nie szkoda tego modelu? Ja odpowiem, że na pewno tak, zwolennicy (a właściwie nie wiem czy zwolennicy a raczej niewolnicy) modelu weekendowego pewno będą innego zdania, zgodzić się chyba jednak trzeba z tym, że wiele z dewiacyjnych zjawisk, które w Tatrach dzisiaj obserwujemy wynika właśnie z tego weekendowego modelu, które w dodatku nasilają się szczególnie podczas tzw. "długich weekendów"
Jestem gorszego sortu...
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Janek pisze: O ile wiem to w dwudziestoleciu międzywojennym to różnie z tym było. Bieszczady ponoć nie były w ogóle turystycznie eksploatowane. Był to region dość gęsto zamieszkały, rolniczy. (...)
Nie, że bym chciał się sprzeciwiać - moja wypowiedź miała w większości charakter przypuszczenia. Ale z okresu przygotowawczego pamiętam ogólne narzekania na brak map i przewodników z okresu przedwojennego bo: "przecież tam nikt nie chodził". Może to jednak specyfika poznańska.
Akurat tutaj, wydaje mi się, że jacob.p.pantz zgodził się z Tobą pisząc:
jacob.b.pantz pisze: Faktycznie jeśli chodzi o Bieszczady Zachodnie - były one mało popularne i słąbo zagospodarowane, zresztą czasami określane, łącznie z Niskim, jako Beskid Środkowy - Bieszczady wedle tych opinii zaczynały się od Sianek.
Wg tego Bieszczady Zachodnie to cała obecna polska część Bieszczadów.

No i może podobnie było na obszarach, przez które wędrowałeś w 1953 (Krynica - Zakopane, czyli głównie Beskid Sądecki, trochę Pienin i Podhala), na których rzeczywiście dominował typ "letnika" :) a tzw. "prawdziwi turyści" (cudzysłów!) wędrowali po Tatrach, Czarnohorze i Gorganach.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

@Kuba – tak, jestem bardzo uparta, ale pod naporem faktów zgadzam się z Tobą – masz rację.

Czyli reasumując w roku 1988 odbył się wyjazd SKPB W-wa, w roku 1989 – SKPB W-wa + Piotr Michnol z SKPG Gliwice oraz SKPB Lublin (ale bez Ciebie), zaś w roku 1990 więcej (około 10 grup) w tym w czerwcu SKPB Katowice i SKPG Gliwice pod moim kierownictwem, organizatorem formalnym i wystawcą voucherów było dla nas ze Śląska biuro Juwentur w Katowicach. W roku 1991 pojechało na Ukrainę więcej grup.

@Janek – musiałabym napisać bardzo obszernie a nie mam na to czasu.

Generalnie model turystyki w Beskidach Wschodnich co jest oczywiste zmieniał się w czasie. Ale ograniczając się do XX-lecia międzywojennego – w tym czasie w tamtym rejonie powstało bardzo dużo schronisk.
Na terenach Polski niektórzy doliczają się ich (w całych Beskidach od Przełęczy Użockiej aż po Komanową w Górach Czywczyńskich) nawet 70 schronisk (podkreślam że chodzi mi tylko o stronę polską, zakarpacka nie była tak aż zagospodarowana). To też jest ilość zmienna i być może niepewna, bo niektóre schroniska to były niewielkie prywatne „budy” prowadzone przez właścicieli tylko kilka sezonów, dopóki się im to opłacało. Schronisk PTT było około 30-40 (można się tego doszukać na innych forach, są ciekawe wątki np. na forum www.karapatywschodnie.pl).
Przy tym ta ilość to nie tylko schroniska wysoko w górach ale również coś w rodzaju „domów turysty” po wsiach.
Poza tym schroniska nie prowadziło tylko PTT ale też inne organizacje np harcerze, AZS.

W samej Czarnohorze dwa schroniska były po stronie polskiej wysoko w górach – Zaroślak i schronisko AZS pod Smotrcem. A nieco niżej schronisko pod Maryszewską i na Kostrzycy.
To dużo jak na pasmo, które zasadniczo przechodzi się w dwa dni. Poza tym w roku 1938 otwarto „Białego Słonia” ale tam nie było schroniska. Niemniej w razie załamania pogody turysta mógł liczyć na pomoc.

W Gorganach w tej chwili nie pomnę dokładnie ale schronisk było co najmniej kilkanaście z czego kilka naprawdę wysoko w górach (ok. 1200-1400 m npm). PTT chciało udostępnienia gór tak aby schroniska znajdowały się w odległości najdalej 1 dnia drogi jedno od drugiego i do roku 1939 to się w zasadzie udało.
Nie było za to prawie schronisk w Górach Pokucko-Bukowińskich, gdzie pod same grzbiety do wysokości ok. 1300 m podchodzą huculskie osady z domami mieszkalnymi i kośne łąki.
W Bieszczadach Wschodnich schroniska też były, ale mniej niż w Czarnohorze i w Gorganach.

Po stronie czechosłowackiej schronisk było relatywnie mniej ale tez były.

Modele turystyki przed II wojną światową były różne – tak jak i teraz. Istniały grupy ludzi, którzy wędrowali z plecakami od schroniska do schroniska (również po drugiej stronie granicy, w Czechosłowacji istniał obszar konwencji, ale nie wiem jak to wyglądało w roku 1939, od kiedy całe Zakarpacie zajęły Węgry). Do modnych uzdrowisk takich jak Worochta czy Jaremcze przyjeżdżali kuracjusze tak jak i do Krynicy.

Poszczególne grupy górskie też się różniły (jak i teraz) sposobem uprawiania w nich turystyki.

Teraz dosłownie na dniach ma się ukazać wydany przez „Rewasz” przewodnik po Gorganach pióra Darka Dyląga (tego od Beskidu Myślenickiego i od „Orlej Perci”) myślę, że Darek napisze obszerniej o dziejach schronisk i turystyki w Gorganach. Na „Dniach Huculskich” byłam na jego bardzo ciekawej prelekcji dotyczącej właśnie schronisk w Gorganach.

W czasie II wojny światowej i zaraz po wojnie w zasadzie 100 % tych schronisk uległo całkowitemu zniszczeniu. Niektóre celowo, aby nie stanowiły bazy dla partyzantów. Huculi stanowili w ZSRR element zawsze bardzo „nieprawomyślny”. I co w tej chwili napawa ogromnym optymizmem, nie poddali się rusyfikacji, mimo kolektywizacji zawsze wiedzieli które pole jest czyje, co pozwoliło im potem do powrotu do stanu własnościowego sprzed ZSRR. Jak pytałam kiedyś jednego z Hucułów jak powrócili do tego stanu to on mi odpowiedział „jak miałbym nie wiedzieć, przecież to z dziada pradziada każdy wiedział co jest jego”.

Jeśli chodzi o model turystyki za ZSRR to gdzieś mam książeczkę z lat 70 z ZSRR z rozpisanymi „marszrutami” po Karpatach. Chodziły tam grupy wczasowe, pionierskie z jednym pilnującym przewodnikiem z przodu, drugim z tyłu aby się nikt nie zgubił ;-) . Ale te grupy chodziły tylko w zasadzie po Czarnohorze. Nie widziałam takich „marszrut” po Gorganach.
Być może były – poczekam na ten przewodnik.
Gorgany stanowiły w okresie międzywojennym prawie całe (po stronie polskiej) własność metropolii unickiej ze Lwowa. Po wojnie cały ten rejon od razu upaństwowiono i zaczęła się rabunkowa gospodarka leśna, która niestety trwa do dziś.

Dla cudzoziemców cały rejon Karpat – zarówno Huculszczyzna jak i Bojkowszczyzna jak i Zakarpacie był całkowicie zamknięty.
Gdzieś czytałam ze jeszcze w latach 80 XX w. na Huculszczyźnie prowadzona była planowa akcja niszczenia krzyży i kaplic, które stały bardzo często wysoko w górach. Przyjeżdżały specjalne grupy konsomolców i niszczyli te krzyże. Wówczas Huculi zaczęli nocą te krzyże zakopywać, a odkopali je po roku 1990.

W takiej sytuacji nie jest dziwnym że nie wpuszczali tam cudzoziemców.

Ewentualnie proszę innych znających się na rzeczy (np. Przemka, Kubę) o korektę i uzupełnienie, jeśli coś przeinaczyłam. Piszę teraz wyłącznie z głowy, nie zaglądam do źródeł, więc mogłam się pomylić.

Pozdrowienia

Basia
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

jacob.p.pantz pisze:
Faktycznie jeśli chodzi o Bieszczady Zachodnie - były one mało popularne
i słąbo zagospodarowane, zresztą czasami określane, łącznie z Niskim,
jako Beskid Środkowy - Bieszczady wedle tych opinii zaczynały się od Sianek.
Odcinek zachodniobieszczadzki szlaku Piłsudskiego wyznakowano bodaj jako ostatni,
schroniska były AFAIR w w Łupkowie, a potem w Siankach.
Nie do końca masz rację jeżeli chodzi o zagospodarowanie Bieszczadow Zachodnich. W latach 30-tych XX w. wsiami letniskowymi były: Jabłonki, Komańcza, Maniów, Solina, Olszanica, Wołkowyja, Średnia Wieś, Myczków i Terka. Najsłynniejsze były noclegi w dworze w Sokolem u Aleksandry z Gastomskich Brandysowej i w Wydrnem u Tadeusza Strzeleckiego ( na Hulskiem wybudował pierwszą w Bieszczadach wieżę widokową). Turystykę popularyzował Oddział PTT w Sanoku, Przemyskie Towarzystwo Narciarskie oddziały w Lesku i Olszanicy. Stacje w Olszanicy, Jabłonkach, Sokolikach Górskich, Beniowej, Bukowcu, Ustrzykach Górnych i Berehach Górnych. W 1938 r. utworzono związek Letniskowo-Turystyczny "Bieszczady" z siedzibą we Lwowie. Oprócz tego działały schroniska Okręgowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Obronnego. W Siankach było około 2 tys miejsc noclegowych. W Komańczy działało letnisko-uzdrowisko. Miejscowościami uzdrowiskowymi były Uherce Mineralne, Lesko, Olchowce i Kulaszne.
Pierwszy szlak powstał w 1933 r na Halicz, w 1935 r. wytyczono szlak główny beskidzki. W latach 1935-36 powstają następne szlaki łącznie 7.
Ostatnio zmieniony ndz 06 kwie, 2008 przez lucyna, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Lucyna, wszystko się zgadza, ale mówimy o czymś właściwie nieporównywalnym. Dziś do TPN sprzedaje się rocznie ok. 2.5 miliona biletów a w rekordowym roku dwudziestolecia czyli 1938 Zakopane odwiedziło 60 tysięcy turystów, przy czym należy zauważyć, że długość szlaków turystycznych była wtedy raczej większa niż obecnie a w dodatku przepisy graniczne takiego rodzaju, że część polska i czechosłowacka w zasadzie stanowiły jedną całość.
Podejrzewam, że podobnie było w Bieszczadach Zachodnich - jeśli dysponujesz jakimiś cyframi o ówczesnym ruchu i bieżącym to je podaj.

Może jeszcze jedna ciekawostka - w 1885 Zakopane było już dość znaną miejscowością a odwiedziło je zaledwie 885 osób, rok później już trzy tysiące a w roku 1913 aż 13 tysięcy. To wszystko brzmi dziś jak bajka o żelaznym wilku stąd moja opinia, że jednak wszystko w latach przedwojennych inaczej wyglądało.

Cyfry z kwartalnika TATRY nr 1/19 z 2007 roku.
Jestem gorszego sortu...
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Basia Z. pisze:@Kuba – tak, jestem bardzo uparta, ale pod naporem faktów zgadzam się z Tobą – masz rację.
owe napierające fakty znasz już od paru miesięcy (-;
Basia Z. pisze:w roku 1989 – SKPB W-wa + Piotr Michnol z SKPG Gliwice oraz SKPB Lublin (ale bez Ciebie), zaś w roku 1990 więcej (około 10 grup) w tym w czerwcu SKPB Katowice i SKPG Gliwice pod moim kierownictwem
hm, może m.in. dlatego beze mnie, że jużo kierownictwie nie wspomnę,
iż nie byłem wówczas np. przewodnikiem z nastoletnim stażem,
a dopiero jesienią tamtego roku zdałem egzamin przewodnicki/kołowy (-;
Basia Z pisze:Ewentualnie proszę innych znających się na rzeczy (np. Przemka, Kubę) o korektę i uzupełnienie
Ja się do znania nie poczuwam - ot kilka podstaowych, powierzchownych informacji,
więcej dużo można wyczytać z WIGu, Gąsiorowskiego, opracowań historii TT/PTT/PTTK itd.
pomijając szczegółowe opracowania i historyczne części przewodników
("Powroty w Czarnohorę" Rewasza, "Huculszczyzna" COTG PTTK),
roczniki "Wierchów" czy "Pamiętnika PTT" (nowego).
Janek pisze:Lucyna, wszystko się zgadza, ale mówimy o czymś właściwie nieporównywalnym.
Serio Janku?!

((-;

Zapytałeś konkretnie o dawniejsze modele turystyki w Karpatach Wschodnich
- odpowiedziałem Ci krótko, to samo poszerzone potwierdziła Basia,
Lucyna dopisała/przepisała szczegółowiej o Bieszczadach.

To z czym tu teraz polemizujesz?
Że przed wojną - społecznie, ekonomicznie, kulturowo - było inaczej niż teraz?
Że Tatry i turystyka tamuj, un, het - z ich specyfiki i gabarytów - nijak niepodobne
do deptania pagórów +/- beskidowatych?

Toż to truizmy ((-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

jacob.p.pantz pisze:To z czym tu teraz polemizujesz?
Polemizuję z porównywaniem rodzaju i rozmiarów turystyki obecnej z turystyką, jej rodzajami i rozmiarami z dwudziestolecia i z czasów przed I wojną - to jest kompletnie nieporównywalne. Nieporównywalne są też lata 50-e ubiegłego wieku i obecne czasy i to niezależnie od kraju i miejsca - kompletnie inny ruch samochodowy i lotniczy.
Turystyka, model jej uprawiania, sposoby itd stale się zmienia. Czy na lepsze to odrębna kwestia. I z tego trzeba wyciągać wnioski. Można oczywiście pójść sobie w dwie lub trzy osoby gdzieś w Beskid Mały, nie spotkać nikogo przez cały dzień i wyobrażać sobie, że się nic nie zmieniło od czasów Franciszka Józefa. Ale to nieprawda - wystarczy pojechać do Krynicy aby się o tym przekonać.
Jestem gorszego sortu...
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Janek pisze:Polemizuję z porównywaniem rodzaju i rozmiarów turystyki obecnej z turystyką, jej rodzajami i rozmiarami z dwudziestolecia i z czasów przed I wojną - to jest kompletnie nieporównywalne.
Ależ rozmiarów nikt tu (poza Tobą?) nie porównywał.

Pytałeś o formy - dostałeś odpowiedź, że były w pełnym przekroju.

Nikt nie pisał, że wędrowano, wypoczywano itd. równie masowo jak dziś,
czy w takich samych proporcjach jak dziś.

Generalnie - wypoczynek nie był drzewiej tak powszechny jak dziś (-;

Nie widzę tematu do polemiki
(-;poza ewentualnie metapolemiką na temat tematu polemiki...)

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

@Kuba
Masz oczywiście rację. Ale jest też poza - mnie Zakopane jest niepotrzebne czy gardzę Zakopanem, albo - cholerna komercja itd. A ono jest:
Zakopane - ok. 28 000 mieszkańców
Cortina d'Ampezzo - ok. 6 000 mieszkańców
Zermatt - ok. 6 000 mieszkańców
Chamonix - ok. 10 000 mieszkańców
Garmisch-Partenkirchen - ok. 28 000 mieszkańców

Czyli Ga-Pa jest jedynym tego typu organizmem porównywalnym co do wielkości mieszkańców, którzy prawie wszyscy chcą żyć z turystyki ale kompletnie nie porównywalnym jeśli chodzi o wielkość obszaru, w którym ta turystyka może się odbywać, jego infrastrukturą i właściwie wszystkim. Co zabawne - ilość turystów rocznie "obsługiwanych" przez Ga-Pa jest trzy razy mniejsza niż w Zakopanem (choć średni czas pobytu w Ga-Pa na pewno dłuższy). Słowem - wyhodowaliśmy potwora i to wcale nie ciasteczkowego. I z tym potworem trzeba coś zrobić. Ale mądrze czyli nie tak jak przez ostatnie 150 lat.
Jestem gorszego sortu...
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

@ Janku, kłania się nam historia turystyki. Rozwój turystyki w Polsce i innych krajach troszeczkę inaczej wyglądał. Początki były podobne chociaż w naszym kraju pierwotnie większe znaczenie miały motywy patriotyczne. Takim momentem, gdy nasza turystyka rozminęła się z tamtejszą turystyką jest chwila, gdy w Polsce i w krajach ościennych pojawiła się turystyka socjalna czyli wczasy pracownicze. Fundusz Wczasów Pracowniczych kształtował model wypoczynku.
Jeżeli chodzi o Bieszczady to sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Nie znam danych. Na dzień dzisiejszy nikt nie wie ilu turystów przebywało w Bieszczadach w ub roku. Nic się nie zmieniło od czasu naszej ostatniej rozmowy na ten temat.
lucyna

-#5
Posty: 555
Rejestracja: ndz 06 maja, 2007

Post autor: lucyna »

Tak rozwój się rozwinął ale pozostał model wypoczynku. Janek ma rację wyhodowaliśmy potwora na którego w niewielkim stopniu oddziałowują ogólnoeuropejskie mody. Nasza turystyka jest nadal turystyką masową. Kierunki podróżowania, motywy i zasady odpoczynku nie wiele zmieniły się od złotych lat 70-tych.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

lucyna pisze:Tak rozwój się rozwinął ale pozostał model wypoczynku. Janek ma rację wyhodowaliśmy potwora na którego w niewielkim stopniu oddziałowują ogólnoeuropejskie mody. Nasza turystyka jest nadal turystyką masową. Kierunki podróżowania, motywy i zasady odpoczynku nie wiele zmieniły się od złotych lat 70-tych.
Czyżby ?
http://www.newsweek.pl/wydania/artykul. ... ydanie=783
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Wg moich osobistych obserwacji na przestrzeni lat (chodzenie po górach i uprawianie turystyki rowerowej zaczęłam jako dziecko w latach 60 /z rodzicami/, w II poł. lat 70 zrobiłam kurs przewodnicki).

Lata 60 - siermiężne, w górach stosunkowo mało ludzi, nasze rowery turystyczne z sakwami-samoróbkami wzbudzały ogromną sensację,ale i życzliwość.
Moi Rodzice, którzy byli dokładnie rówieśnikami Papieża uprawiali wcześniej taki model turystyki jak i On ze swoimi znajomymi, trochę kajaków, trochę żeglarstwa, trochę nart, latem turystyka piesza. Góry były wtedy w pewnym sensie terenem dziewiczym i dopiero odkrywanym na nowo po przerwie wojennej.
Istniały schroniska, była organizowana turystyka zbiorowa/masowa, ale indywidualna prawie nie istniała.

Pod koniec lat 60 Rodzice (którzy byli nie najgorzej zarabiającymi fachowcami - inżynierami, ale nigdy nie dorobili się samochodu) kupili dla całej rodziny rowery, mój Ojciec zapragnął zobaczyć "owiane legendami" Bieszczady i pojechaliśmy w drogę :-)

Koniec lat 60 i lata 70 - skokowy wzrost zamożności społeczeństwa spowodował wzrost turystyki "studenckiej" i indywidualnej.
Nawet ja pamiętam jeszcze te rajdy w których brało udział po 1000 osób i zamawiano na powrót z Zagórza cały pociąg.
Ale mnie ta masowość wtedy nie przeszkadzała, chodziło się i tak całkiem indywidualnie, w grupkach po 3-4 osoby i spotykało na mecie rajdu, a trasy były na prawdę ambitne.

Lata 80 - całkowity upadek turystyki masowej, za to regularnie wzrasta indywidualna i co jest nieco paradoksalne - ludzie zaczynają odkrywać Słowację.

Lata 90 - turystyka masowa rajdowa w zasadzie nie istnieje, za to zaczynają się wyjazdu w góry poza granicami kraju i ruch turystyczny rozprasza się.
Również po przerwie w latach 80 od nowa zapełnia się Zakopane i inne najpopularniejsze miejscowości. Ale większość tych turystów to turyści indywidualni, ewentualnie wczasowicze.

Po roku 2000 - kontynuowanie tendencji z poprzedniej dekady, coraz więcej jest organizowanych tzw. "imprez integracyjnych", które z turystyką nie mają właściwie nic wspólnego, ale generują ruch w niektórych miejscach.

Poza tym każdy chce uprawiać "sporty ekstremalne", a nie zwykłą wspinaczkę ;-)

Z moich obserwacji (nie tylko gór ale i forów internetowych) wynika, ze turystyka jest obecnie masowa "punktowo". To znaczy bardzo nawiedzane są Tatry, niektóre części Bieszczadów Wysokich (połoniny) i parę innych miejsc, ale są też rejony bardzo ciekawe krajoznawczo gdzie turysta prawie nie zagląda - taki np. piękny Beskid Wyspowy.

I ta sytuacja w zasadzie nie zmienia się od paru lat. Te rejony zatłoczone stają się zatłoczone coraz bardziej, ale turystów w innych rejonach nie przybywa.
I w zasadzie fajnie - ciągle mam gdzie jeździć :-)

Pozdrowienia

Basia
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
ODPOWIEDZ