O kochany... tu wyłazi kompletny brak znajomości realiów z czasów RWPG. Wbrew pozorom najłatwiej dostępne były góry na Zachodzie, bo jeżeli dostałeś już paszport to w końcowej fazie wystarczały same pieniądze a poprzednio trzeba było jeszcze mieć zaproszenie. Ale to było kosztowne bo nie zapominaj, że w takim 79 roku 20$ na czarnym rynku to była średnia pensja. Były co prawda słynne 100$ a potem 130$ po tzw. turystycznym kursie czyli ok. 30 zeta za zielonego ale o ten przydział było cholernie trudno, mnie się tylko raz udało załapać.mefistofeles pisze:edyne góry co sa blisko gdzie absolutnie nie dało się pojechać to chyba Lewockie, ale nie sa one dobrym kandydatem na obiekt marzeń.
W takim razie stawiam na Marmarosze, bo leżąc na granicy radziecko - rumuńskiej były też niedostępne.
Inaczej było z RWPG. Mało kto wie, że każdy Czech, Węgier, Bułgar, Rumun itd (nie pamiętam jak było z Ruskimi ale chyba inaczej) mógł wymienić ile chciał swoich pieniędzy na złotówki po kursie z grubsza odpowiadającym cenom towarów. Mógł, ale mało kto chciał bo Polska nie była dla nich najciekawsza turystycznie.
Polak natomiast miał dwuletni limit wymiany złotówek na waluty krajów RWPG, globalnie 6000 złotych na dwa lata (czyli ok. 2.5 średniej pensji) z tym, że nie do wszystkich krajów równo. Najmniej do... Czechosłowacji, nie pamiętam już ile ale bardzo niewiele, bodajże 1200 złotych. Odrębna była oczywiście konwencja tatrzańska ale ona była ograniczona terenowo i np. taki Słowacki Raj czy Niżne oraz Fatry się do niej nie zaliczały.
Niewielką kwotę wymiany można było uzupełnić przez np. zakup noclegów (a także benzyny) za złotówki w kraju. Ale tylko noclegów, którymi dysponowały biura turystyczne, czyli nad Morzem Czarnym, Balatonem, Budapeszcie itp. Noclegów w górach rumuńskich czy bułgarskich tam nie uświadczyłeś
Inaczej mówiąc te wyśnione góry Basi mogły być wszędzie w RWPG i niedostępne być z powodu braku tamtejszych pieniędzy.
Stawiam jednak, że to było gdzieś w Sojuzie. Bo tam było wszystko inaczej. Teoretycznie to mogłeś jechać wszędzie. I koleją, i samochodem, i samolotem. Ale przed tym musiałeś się zgłosić do biura INTURISTU w Warszawie i tam pokazywali ci mapę, z której wynikało, że są drogi i drogi, takie po których wolno i nie wolno. Np. na najbardziej popularnej trasie z Przemyśla do Czerniowiec mogłeś jechać tylko przez Lwów i Tarnopol, przez Stanisławów "nie nada". Jeśli trasa była dłuższa, niektórzy jeździli np. w okolice Kaukazu choć niekoniecznie w góry to w Inturiście robili ci rozpiskę i ustalali miejsca noclegu i nawet rezerwowali hotel. Ale biada było ci się spóźnić o dzień bo ci się np. Kijów spodobał i chciałeś być tam więcej niż jeden wieczór - momentalnie stawałeś się człowiekiem ściganym. Ja tak pojechałem tylko na Krym i miałem wszystkiego dosyć i święty zamiar - nigdy więcej, mam Kaukaz w d****.
Trasy kolejowe i lotnicze też były podzielone na takie co wolno i takie co nie wolno - wszystko rzekomo po to aby "drogi gość" Związku Radzieckiego miał wszystko co najlepsze i nie psuł samochodu na kiepskiej drodze, nie jechał brudnym pociągiem itd.
O ile wiem takie Gorgany czy Czarnohora to przy żadnej "dozwolonej" drodze nie leżały, dozwolony pociąg do nich nie jeździł, samolot tym bardziej czyli dupa.
Oczywiście wyprawy organizowane przez Klub Wysokogórski (a później i Polski Klub Górski) - poprzednicy PZA - jeździli na jeszcze innych zasadach ale to nie było dostępne dla przeciętnego górołaza.
Tak więc z pewnym przybliżeniem można powiedzieć, że dla szarego górołaza, pozbawionego talentów logistycznych i zapału do pokonywania nieraz zupełnie idiotycznych przeszkód z gór były dostępne tylko polskie plus obszary konwencyjne w Czechosłowacji.
Takie to były komuny blaski i cienie, raczej trudno się dopatrzyć tych blasków. No i faktycznie Klub Wysokogórski dofinansowywał dolarami, kiepsko zresztą, wyjazdy na zachód swych członków, co swego czasu tutaj tak cholernie zbulwersowało jednego usera i niejaka awantura z tego była.



