kurs SKPB

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

chief pisze:przodownicy mogli/mogą prowadzić niekomercyjnie....choc nie wszędzie
najlepiej będzie jak Basia Z. wyjaśni te wszystkie niuanse.

Ale faktem jest, że sporo osób po SKPB robi uprawnienia państwowe - jest to spore ułatwienie.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Ja dzielę przewodników górskich na trzy grupy:

1. Takich co albo znają drogę albo na podstawie obycia z górami i umiejętności czytania "przewodników drukowanych" potrafi ją wyszukać - czyli jak zlecę zaprowadzenie się na Dupersteinspitze o wysokości 2785 npm w Alpach Bortyckich (nazwy wymyślone), bo akurat mam taką fantazję to mnie zaprowadzi i to w miarę bezpiecznie.
2. Takich co są sprawni w logistyce (bez większego znaczenia w polskich górach) - to raczej niezbędne w wyprawach "egzotycznych" (pojęcie egzotyki dla Polaka jest dość szerokie). To raczej osobna specjalność - organizatora przedsięwzięcia turystycznego.

Ludzie co potrafią to robić są bardzo pożyteczni i warci każdych pieniędzy przy zapłacie.

No i jest jeszcze trzecia grupa
3. Opowiadaczy bajeczek, którym się buzia nie zamyka, niezależnie od tego czy ktoś ich chce słuchać czy nie, a którzy jak to zazwyczaj bywa są fatalni w tych dwóch pierwszych cechach.

PS.
Byłem kiedyś na takiej imprezie zawodowej w Bieszczadach, konkretnie w Polańczyku. W ramach tej imprezy zafundowano nam objazd. Był akurat okres kwitnienia drzew owocowych i tam gdzie się wśród tej olchy samosiejki coś bieliło to był wiadomo, że tam była wieś. I to była jedyna cenna wiadomość przekazana przez pana przewodnika. Poza tym bardzo szczegółowo opowiadał, że w tej nieistniejącej wiosce były głównie jabłonie a w tamtej wiśnie - pewnie opowiadał co mu ślina na język przyniosła bo nikt go nie był w stanie sprawdzić a poza tym o co chodzi - jabłonie czy wiśnie - jeden czort, i tak wszystko zdziczałe. Potem się przeniósł na tematykę narodowo - wyzwoleńczo - patriotyczną i smakowicie, jakby z wyraźną przyjemnościa zaczął opowiadać, że tutaj o to zaraz o 15 metrów od drogi Ukraincy jakiegoś Polaka przecięli piłą a tam oto pod tym kościołem jakiemuś księdzu rozcięto brzuch a potem włożono do tego brzucha żywe niemowlę i zaszyto i tak przez dobrą godzinę. Wiem, działy się tam rzeczy straszne ale ich podłoże było zawiłe i wielce niejednoznaczne. Nie wytrzymałem i w pewnym momencie przerwałem mówiąc, że mam pytanie - pokazałem jakąś niezbyt wybitną przełęcz i zapytałem jak się nazywa i ile godzin trzeba na nią iść. Nie wiedział - chyba piętnaście minut grzebał w jakiejś książeczce no i szczęśliwie zdążyliśmy zajechać do hotelu.

Byłem w swoim życiu na dość sporej ilości wycieczek zagranicznych - w pewnym okresie to była jedyna możliwość wystawienia nosa poza granicę, szczególnie tych naszych "nieprzyjaciół" z NATO. Jak zauważyłem to dla większości ich uczestników przewodnik (a raczej pilot) był potrzebny jedynie do pilnowania w hotelu właściwych pokoi, żarcia na stół i pilnowania kierowcy autokaru by nie pił wieczorem. A co np. w Paryżu było do obejrzenia każdy wiedział sam, podejrzewam, że w większości lepiej niż ten pilot przewodnik.
Jestem gorszego sortu...
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

@ Chief

dziwoląg ów powstał ponad pół wieku temu
by zapewnić studenckiej turystyce ludzi jednocześnei z wewnatrz środowiska
i z odpowiednimi kwalifikacjami

stosunek 'uprawnień' studenckich do państwowych i/lub PPTKowskich bywał i bywa różny;
w każdym razie szybko umożliwiono studenckim zdawanie na okrągłę blachy,
po '97 roku (wejście aktualnych przepisów) niektórzy wojewodowie
(dowolnosć interpretacyjna) 'upaństwawiali' także blachy studenckie,
zaś aktualnei niektore koła (np. Kraków, Gliwice) formalnie lub praktycznie wymagają od nowych członków
zdawania egzaminów państwowych,
inne (np. W-wa, Lublin - niestety) pozostawiają to indywidualnej decyzji (i okresowej modzie...)

podobieństwo studenckich do PTG - funkcjonalnie - naturalnie tak
(społecznie dla środowiska; stosunkowo mało nas wodzi zawodowo);
merytorycznie - zaryzykowałbym - niezbyt ((-; choć to idywidualnie itd....

@ Janek

no to wygląda, że miałeś pecha - tak co do wodzących, jak współtowarzyszy ((-;

@ Ruda

na podstawie Twej powiastki IMVVHO - P.T. Koledzy z w-wskiego Koła
zdrowa przeginaja z formalizmem

niemniej jednak:

primo
- popatrz na sytuacje nie jako na szykanę, ale - obiektywnie - z góry określone warunki formalne
kontynuowania kursu - bez zawienia - no ale ich nie spełniłaś;
jakoś tam starali się znaleźć rozwiązanie - nie wyszło (na czas/okoliczności) - ale chcięli

secundo (-;sekundy?)
- motywacje uczyć się by uczyć (inaczej) innych - jako kluczowa - trochę w przypadku przewodnictwa dziwi...
- nim coś zmienisz - dobrze byłoby to pierwej poznać, zrozumieć
- od studiowania do umiejętności w urozmaiconej praktyce - jest daleko, daleeeeeko (((-;

tertio
- bez jakiegokolwiek upoważnienia aktualnych Decydentów (a tylko z wiarą w swój dar perswazji) zapytam: a może chcesz spróbować kontynuować w Lublinie? (((-;
(robili to skutecznie u nas m.in. ludzie z Poznania, Łodzi...)

quarto (ogólniej, do P.T.Innych także)
- statystycznie z kilkudziesięciu kursantów trójkatne lachy przypina sobie ostatecznie kilku;
jednak i pozostali przyznają zazwyczaj, że wiele się nauczyli - nie tylko dlatego,
że dużo brakowało im wcześniej do 'mistrzów świata' (choć i niemal początkujacy się czasem trafiają)
- ale dlatego, że kurs studencki pomaga spojrzeć na dane nierówności litosfery
i ogólniej - na włóczęgę samotną, a zwłaszcza w grupie/z grupą
- z odrobinę innej perspektywy, niż wcześniej

Fajnie, że zamierzasz tę przygodę kontynuować - tak trzymaj (-;
Z takim czy innym SKPx - z całą pewnością warto się pomęczyć ((-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

wszelki duch Pana Boga chwali. Witaj Jakubie :)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

jacob.p.pantz pisze:po '97 roku (wejście aktualnych przepisów) niektórzy wojewodowie
(dowolnosć interpretacyjna) 'upaństwawiali' także blachy studenckie,
zaś aktualnei niektore koła (np. Kraków, Gliwice) formalnie lub praktycznie wymagają od nowych członków
zdawania egzaminów państwowych,
inne (np. W-wa, Lublin - niestety) pozostawiają to indywidualnej decyzji (i okresowej modzie...)
trochę to nie bardzo rozumiem....w takim razie pytanie:
czy mając tylko uprawnienia studenckie (bez egzaminów państwowych)...można prowadzić grupy (z SKBP) np. w Parkach Narodowych ?
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

mefistofeles pisze:wszelki duch Pana Boga chwali
...ino kwestia jeszcze, czy 'za' czy 'pomimo' (-;

no i - Dzieńdoberek Ewryłan
chief pisze: trochę to nie bardzo rozumiem....w takim razie pytanie:
czy mając tylko uprawnienia studenckie (bez egzaminów państwowych)...można prowadzić grupy (z SKBP) np. w Parkach Narodowych ?
naturalnie nie - ani powyżej kilometra npm;
dlatego "uprawnienia" studenckie biorę w cudzysłów

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Przede wszystkim witam Cię na tym forum :-)
Milo, żeś tu zawitał i mam nadzieję że zostaniesz na dłużej.
jacob.p.pantz pisze: zaś aktualnei niektore koła (np. Kraków, Gliwice) formalnie lub praktycznie wymagają od nowych członków
zdawania egzaminów państwowych,
Drobna korekta.

Gliwice formalnie tego nie wymagają. Mamy w swoim składzie sporo osób, które nie posiadają uprawnień państwowych.
Ale usilnie namawiamy osoby z blachą trójkątną (mam w tym swój spory odział) do zdawania egzaminów państwowych. I z ostatnich trzech kursów zdało ich 100 %

Ale to nie jest warunkiem przynależności do koła.

Z tym, ze oczywiście tak jak piszesz te osoby obecnie z punktu widzenia prawnego nie mają żadnych uprawnień i praktycznie nie prowadzą imprez zajmując się inną działalnością dla koła.
jacob.p.pantz pisze: inne (np. W-wa, Lublin - niestety) pozostawiają to indywidualnej decyzji (i okresowej modzie...)

podobieństwo studenckich do PTG - funkcjonalnie - naturalnie tak
(społecznie dla środowiska; stosunkowo mało nas wodzi zawodowo);
merytorycznie - zaryzykowałbym - niezbyt ((-; choć to idywidualnie itd....
8)

jacob.p.pantz pisze:
@ Janek

no to wygląda, że miałeś pecha - tak co do wodzących, jak współtowarzyszy ((-;
Też tak uważam.


jacob.p.pantz pisze: @ Ruda

[...]

kontynuowania kursu - bez zawienia - no ale ich nie spełniłaś;
jakoś tam starali się znaleźć rozwiązanie - nie wyszło (na czas/okoliczności) - ale chcięli
Już Ci o tym pisałam na priv, że mi się najbardziej nie podobały te ciągle zmiany decyzji (brak osoby, która tą decyzję podejmie wiążąco, raz a dobrze).

Co mnie też bardzo mocno denerwuje (ostatnio mam takie problemy w sytuacjach służbowych, kiedy osoba z którą rozmawiam nie potrafi podjąć decyzji na temat istotnego dla niej rozwiązania, a czas leci)

jacob.p.pantz pisze: secundo (-;sekundy?)
- motywacje uczyć się by uczyć (inaczej) innych - jako kluczowa - trochę w przypadku przewodnictwa dziwi...
- nim coś zmienisz - dobrze byłoby to pierwej poznać, zrozumieć
- od studiowania do umiejętności w urozmaiconej praktyce - jest daleko, daleeeeeko (((-;
Do tego jakie są właściwe motywacje dochodzi się powoli, właściwie przez lata.
Moją główną motywacją przy zapisaniu się na kurs SKPG było to że chodził na niego jeden kolega.
(z kolegą mam sporadyczny kontakt, od bardzo dawna już po górach nie chodzi, a mi zostało)
KubaR pisze: Wybacz ale jakie umiejętności daje Ci kurs przewodnicki, a które są potrzebne do chodzenia po górach a które nie nabędziesz sama wytupując trochę kilometrów? To nie kurs wspinaczkowy.
Całkiem inne spojrzenie na góry - przede wszystkim od strony kultury zamieszkujących je ludzi.
Pewnie, ze w miarę inteligentny człowiek zainteresuje się tym sam, ale kurs przewodnicki porządkuje tą wiedzę.

Pozdrowienia

Basia
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

jacob.p.pantz pisze:@ Janek

no to wygląda, że miałeś pecha - tak co do wodzących, jak współtowarzyszy ((-;
Co do wodzących zgoda (choć nie zawsze), natomiast co do współtowarzyszy to nie w pełni rozumiem.
Wyjaśniam - ludzie jadący na wycieczkę zagraniczną w latach 60-ych czy 70-ych pod względem motywacji dzielili się na dwie grupy:
- tych co jechali bo wypadało być w Francji czy Grecji; jednakowoż pod warunkiem, że wycieczka finansowo się zwróci, czyli handelek,
- tych co jechali z zwykłej ciekawości świata.

Skłamałbym obrzydliwie, gdybym nie powiedział, że te motywacje się u sporej ilości osób przenikały.

Pierwsza grupa posiadała głęboką wiedzę o tym co idzie, gdzie idzie i za ile idzie, jeśli przy okazji tego zaliczyła jakiś Luwr czy inny Akropol to było już dobrze.
Druga grupa natomiast, dla której w większości koszt wycieczki był sporym obciążeniem finansowym była przygotowana tak, że raczej żaden przewodnik nie mógłby tego przebić (np. - wiedziałem, że na Luwr będę miał 4 godziny - miałem jego plan obkuty w domu i wiedziałem gdzie chcę pójść i przy tym nie zabłądzić).

Podziwiałem niektórych przewodników (a właściwie pilotów) za umiejętność pogodzenia interesów tych dwóch grup i to w taki sposób, że nikt do nikogo nie miał pretensji a w autokarze była miła atmosfera.

Tak a propos przewodnika gadającego jak katarynka - zaobserwowałem to w Uffizi w Florencji - grupka osób, na ogół Japończyków skupionych wokół przewodnika, on coś gada, oni słuchają, prawie nikt nie patrzy na to co tam wisi na ścianie, poza krótkim "odliczającym" spojrzeniem - to "narodziny Wenus", to "Primavera" itd - no i idziemy dalej. Przyznasz Jakubie, że to dość osobliwa forma zwiedzania galerii malarskiej - słuchanie bez oglądania.

Gwoli ścisłości to powiem jeszcze, że zdarzały się grupki, chyba rodzinne, w których jeden z uczestników z książeczką w ręku coś tam perorował pozostałym - jak rozumiem ktoś taki byłby w Krakowie szykanowany przez Straż Miejską i kto wie - osadzony w lochach (oczywiście zarządzanych przez mafię przewodnicką).

Tak nawiasem - ten pan z Wielkopolski nigdy tego zdarzenia z Krakowa nie wykorzystał - czyżby nie wiedział? Chyba nie - w jego przypadku idzie o co innego, nie o "zdławienie" mafii lecz o jej rozszerzenie o tych przodowników.

Zakamuflowana troska o interesy branży była widoczna i w tej dyskusji. Bo jak mawiał a raczej śpiewał ktoś z Lublina - "bo nie ważne czyje, swoje, ważne to jest, co jest moje".
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Basia Z. pisze:Przede wszystkim witam Cię na tym forum
ja również witam serdecznie :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

gb pisze:Dawniej - było łatwiej - trzask migawek aparatów fotograficznych przekraczający douszczalną liczbę decybeli
No i dlatego nie zobaczyłem Mony Lizy w Luwrze. Choć byłem o kilka metrów od niej. Obraz dla bezpieczeństwa jest przykryty grubą taflą pancernego szkła. No i patrząc na to szkło widziałem tylko kolejne błyski fleszy i buzie tych Japońców.

Tak nawiasem - w Luwrze, a w tej sali szczególnie nie wolno robić zdjęć. Podobnie nie wolno w Sykstynie. Ale kto tego przestrzega? Ale po co - zrobienie porządnego zdjęcia fresków w Sykstynie wymaga spokoju i zawodowego sprzętu, podobnie i w innych miejscach.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:Tak nawiasem - ten pan z Wielkopolski nigdy tego zdarzenia z Krakowa nie wykorzystał
wykorzystał, nie raz
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Janku - chyba masz niezbyt dokładne informacje - nie wolno robić zdjęć - ale z fleszem. Pytałem o to kilka razy
To w praktyce to samo. Bo komu się chce np. przez całe Muzeum Watykańskie chodzić z statywem. A bez flesza to możesz włożyć aparat do futerału choćbyś nawet tylko chciał zrobić zdjęcie cioci w sali da Vinci w Luwrze. Jest za ciemno.
Jestem gorszego sortu...
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Basia Z. pisze:Milo, żeś tu zawitał
a to się jeszcze okaże (-;
Basia Z. pisze: Drobna korekta.
Gliwice formalnie tego nie wymagają [...] Ale usilnie namawiamy [...] z ostatnich trzech kursów zdało ich 100 %
taż wiem - i dlatego odpowiednio umieściłem Was - 'praktycznie', kiej K-ów - formalnie.
Janek pisze: Wyjaśniam - ludzie jadący na wycieczkę zagraniczną w latach 60-ych czy 70-ych pod względem motywacji dzielili się na dwie grupy
Jeśli wyjaśnienia dla mnie - całkiem niepotrzebne (-;
Orientuję się odrobinkę w 'historii przewodnictwa i pilotażu' ((-;
zresztą jakby relikty i u siebie miałem (dekadę z kawałkiem temu)
Janek pisze: to w Uffizi w Florencji - grupka osób, na ogół Japończyków skupionych wokół przewodnika, on coś gada, oni słuchają, prawie nikt nie patrzy na to co tam wisi na ścianie, poza krótkim "odliczającym" spojrzeniem - to "narodziny Wenus", to "Primavera" itd - no i idziemy dalej.
bo oni byli w szoku - zabroniono focić - no to jak tu zwiedzać?!

a sieriozniej:
- wodźca winien ich i siebie odpowiednio ustawić - np. sam za grupą,
wóczas słyszeliby co trzeba (niektóre obrazy można omawiać godzinami)
i gdzie trzeba musieliby patrzeć (-;
Janek pisze: Gwoli ścisłości to powiem jeszcze, że zdarzały się grupki, chyba rodzinne, w których jeden z uczestników z książeczką w ręku coś tam perorował pozostałym - jak rozumiem ktoś taki byłby w Krakowie
to w Krakowie to była bezpodstawna i bezprawna nadgorliwość

...a moja ostatnia pilotowana wycieczka do Włoch tak właśnie wyglądał ((-;
(no, może zwykle poza ksiażęczką)
Iwona pisze:ja również witam serdecznie :)
Ukłony (-;
Janek pisze: Tak nawiasem - w Luwrze, a w tej sali szczególnie nie wolno robić zdjęć. Podobnie nie wolno w Sykstynie. Ale kto tego przestrzega? Ale po co - zrobienie porządnego zdjęcia fresków w Sykstynie wymaga spokoju i zawodowego sprzętu, podobnie i w innych miejscach.
Tam w Luwrze - jak już rzekł Grzegorz - wolno;
zaś w Sykstynie na focących psykają gniewnie strażnicy i przewodnicy (-;
zaś porządne zdjecia wymagają nie tylko sprzetu itd. ale jeszcze pono faktu
bycia sponsorem ich nie tak dawnego oczyszczenia i renowacji ((-;
gb pisze::)
Trochę połaziłem po paryskich muzeach i galeriach. Bez statywu :). I bez flesza. :) :)
[...]
(to oczywiście nie muzeum a jedno z dwóch wahadeł pana F.)
chronologicznie drugie (-; kilka tygodni młodsze niż obserwatorium
gb pisze::)
(to również nie muzeum i nawet nie Francja :) )
mozaika kopuły Baptysterium Ortodoksów (bpa Neona) w Rawennie (-;
16-17 wieków...

...zaś Wenus z Milo mile sfoconą mam też z zupełnie innej perspektywy
- wszak Afrodyta zwana była m.in. 'Kallipygos' ((-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

takie wahadło jest u mnie na uniwerku na Wydzile Fizyki - od dachu po piwnice, razem jakieś 15 metrów. Niedużo, ale działa.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

gb pisze:Zawodowiec w 150% :))
no nie
- nienależna zupełnie 'punktacja' (-; podparłem się tu 'pamięcią zewnętrzną' (-;
w paryskim Panteon byłem trzykroć (i jeszcze raz zaraz obok ((-; 2 lata temu)
ale obserwatorium to niestety nie zwiedzałem nigdy (jeszcze? (-; )

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

jacob.p.pantz pisze:
Basia Z. pisze:Milo, żeś tu zawitał
a to się jeszcze okaże (-;
Zostań, zostań, tu Cię nikt nie opierniczy za to że w "jego" wątku piszesz OT, jeśli tylko piszesz ciekawie.

Moim skromnym zdaniem - najlepiej moderowane forum, z tych kilku które znam.
jacob.p.pantz pisze:
Basia Z. pisze: Drobna korekta.
Gliwice formalnie tego nie wymagają [...] Ale usilnie namawiamy [...] z ostatnich trzech kursów zdało ich 100 %
taż wiem - i dlatego odpowiednio umieściłem Was - 'praktycznie', kiej K-ów - formalnie.
Oczywiście nieskromnie uważam że nasz sposób typu "wchodzenie mlodym na ambicję" jest najlepszy.
Ale i u Was w SKPB (co wynika z moich rozmów z młodymi przewodnikami, np. z Anią) chyba się to zmieni.

Pozdrowienia

Basia
jacob.p.pantz

-#4
Posty: 307
Rejestracja: czw 28 lut, 2008

Post autor: jacob.p.pantz »

Basia Z. pisze: tu Cię nikt nie opierniczy za to że w "jego" wątku piszesz OT
ależ to akurat nie ma dla mnie większego znaczenia (-;

Serdeczności,

Kuba
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

jacob.p.pantz pisze:Janek napisał(a):

Wyjaśniam - ludzie jadący na wycieczkę zagraniczną w latach 60-ych czy 70-ych pod względem motywacji dzielili się na dwie grupy


Jeśli wyjaśnienia dla mnie - całkiem niepotrzebne (-;
Orientuję się odrobinkę w 'historii przewodnictwa i pilotażu' ((-;
zresztą jakby relikty i u siebie miałem (dekadę z kawałkiem temu)
Dla Ciebie nie. Ale jest tu mnóstwo młodych ludzi, którzy o niuansach lat 60-ych czy 70-ych (np. takich, że prawie każdy Polak w Turcji opylał suszarkę do włosów) nie wie nic lub prawie nic. Oni teraz jak chcą np. pojechać do Włoch to albo wsiadają w auto albo w samolot i jadą. Tylko kwestia pieniędzy. Natomiast w tamtych latach, choćbyś leżał na stercie pieniędzy to taki indywidualny wyjazd był prawie niemożliwy i musiałeś zapisywać się na wycieczkę z całym dobrodziejstwem inwentarza - to znaczy z pilotem, który mógł być wspaniały ale i kompletnie do d*** (ale był córeczką dyrektora oddziału Orbisu) a także wspóltowarzyszami, którzy równie dobrze mogłi być przemili i do rzeczy a równie dobrze szemrani i nie nietrzeźwiejący.
jacob.p.pantz pisze:to w Krakowie to była bezpodstawna i bezprawna nadgorliwość
Ale nagłośniona jak cholera i nikt w mediach oficjalnie nie poinformował, że straż miejska królewskiego grodu Kraków działała bezprawnie i za to dostała po tyłku w taki to i taki sposób
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Janek pisze:Natomiast w tamtych latach, choćbyś leżał na stercie pieniędzy to taki indywidualny wyjazd był prawie niemożliwy i musiałeś zapisywać się na wycieczkę z całym dobrodziejstwem inwentarza - to znaczy z pilotem, który mógł być wspaniały ale i kompletnie do d*** (ale był córeczką dyrektora oddziału Orbisu) a także wspóltowarzyszami, którzy równie dobrze mogłi być przemili i do rzeczy a równie dobrze szemrani i nie nietrzeźwiejący.
Równie dobrze może się tak zdarzyć i teraz.

Nie dalej jak w listopadzie mój mąż prowadził autokar z "imprezą integracyjną" do Jasnej. Oprócz niego były dwie pilotki z biura warszawskiego, obie pierwszy raz na Słowacji. Wobec tego kierowca drugiego autokaru jechał na podstawie GPS i na trasie Liptowski Mikulasz - Kraków udało się im zabłądzić tak ze mieli 2 godz. straty.

Tak ze niekompetencja nie była wyłącznie specjalizacją komuny.

Ale bardzo odbiegliśmy od tematu zasadniczego - i może by tak wydzielić ?

B
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basia Z. pisze:Tak ze niekompetencja nie była wyłącznie specjalizacją komuny.
Nie o to mi chodziło. Niekompetencja jest czymś ponadczasowym
i ponad ustrojowym czego można dać rozliczne przykłady. Mnie chodziło raczej o obraz niedorzeczności i specyfiki tamtych czasów, o których relacja jest coraz bardziej przekłamana i to na wszystkie możliwe strony. Ot choćby tu, na tym forum, ktoś, wcale zresztą nie najmłodszy (bo wtedy bym rozumiał) miał coś w rodzaju pretensji do Wandy Rutkiewicz, że dostała od ówczesnego PZA 70 dolarów na wyjazd. Otóż prawda jest taka, że gdyby Rutkiewicz i inni nie dostawali tych dolarów to by w ogóle nie było polskiego alpinizmu w tamtych czasach, bo jakieś "oficjalne" dolary trzeba było mieć aby wyjechać. Ale prawda jest również i taka, że te 70 dolarów to na pewno było za mało i trzeba było je uzupełnić o własne dolary zdobywane w sposób "właściwy" dla tamtych czasów czyli nielegalny. W jaki sposób Rutkiewicz i inni je zdobywali i przemycali przez granicę wiedzą tylko oni sami. Jedna moja koleżanka, sportsmenka z górnej półki opowiadała mi, że ona zawsze w... portfelu. A potem miała nielichą zabawę jak jej celniczka zaglądała do majtek lub stanika. Ale to zjawisko Edgar Alan Poe opisał już prawie 200 lat temu.
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ