Przykro mi ale jeszcze nie widziałem czegoś takiego, oczywiście na tych bardziej ekstremalnych trasach, nie mówię o takich "nizinnych" trasach, choć w górach.Piotr_55 pisze:Jazda rowerem po górach daje dużo frajdy, tylko jak wszędzie trzeba umiec zachowac zdrowy rozsadek i zdolnosc oceny wlasnych umiejetnosci oraz mozliwosci roweru, pomyślec o innych użytkownikach dogi, a w trudniejszych miejscach schowac dumę w kieszeń i zejśc z roweru.
Rowerem do morskiego oka ...
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
gb - ale to jesli rowerzysta-idiota się sam zabija zjeżdżając skądś to jest problem jego i jego rodziny. Na Słowacji można wjechać legalnie na Kralova Holę (praiwe jak Kasprowy) - bardziej stromo, asfalt w fatalnym stanie i zabić się samemu dużo łatwiej niż na drodze do Moka. Argument za zamknięciem bo ktoś sie sam zabił jest dla mnie niedorzeczny.
Natomiast prawdziwym problemem jest kolizja z niewinnym pieszym.
Natomiast prawdziwym problemem jest kolizja z niewinnym pieszym.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Ja tam nie widziałbym żadnej przyjemności w jeździe na rowerze do Morskiego Oka. Przeciskanie się pomiędzy pieszymi? Więc nawet jak by była taka możliwość to wątpie bym się tam wybrał na rowerze bo wolę spokojne miejsca. Poza tym jest tak wiele pięknych tras na rower że nie ma co płakać nad tutaj dyskutowanymi zakazamiu ruchu rowerem.
No cóż Janku, widac mimo wieku (broń Boże to nie przytyk), jeszcze wszystkiego nie widziałeś. Mnie się to parę razy zobaczyc zdarzyło, choc przyznam, że nie często.Janek pisze:Przykro mi ale jeszcze nie widziałem czegoś takiego, oczywiście na tych bardziej ekstremalnych trasach, nie mówię o takich "nizinnych" trasach, choć w górach.Piotr_55 pisze:Jazda rowerem po górach daje dużo frajdy, tylko jak wszędzie trzeba umiec zachowac zdrowy rozsadek i zdolnosc oceny wlasnych umiejetnosci oraz mozliwosci roweru, pomyślec o innych użytkownikach dogi, a w trudniejszych miejscach schowac dumę w kieszeń i zejśc z roweru.
Pozdrawiam
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Hmmm - na tej zasadzie już dawno powinna być zamknięta Orla Perć.gb pisze:"Musiał" się ktoś zabić, by ograniczyc tę możliwość...
To co innego - oberwaliby niewinni.gb pisze:Niewykluczone, że gdyby (Broń Boże!!!) któregoś razu bryczka pełna turystów wygruziła się na obrywie przed Wodogrzmotami i byłyby ofiary śmiertelne - dowóz prowadzony w ten sposób zostałby ograniczony
Powtórzę - gdyby na drodze do moka nie było ruchu pieszego zakaz byłby kompletnym absurdem.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Popieram - rower+góry = doskonałe małżeństwo - ale dla ludzi z głową, kulturą i pasją.Piotr_55 pisze:No cóż Janku, widac mimo wieku (broń Boże to nie przytyk), jeszcze wszystkiego nie widziałeś. Mnie się to parę razy zobaczyc zdarzyło, choc przyznam, że nie często.Janek pisze:Przykro mi ale jeszcze nie widziałem czegoś takiego, oczywiście na tych bardziej ekstremalnych trasach, nie mówię o takich "nizinnych" trasach, choć w górach.Piotr_55 pisze:Jazda rowerem po górach daje dużo frajdy, tylko jak wszędzie trzeba umiec zachowac zdrowy rozsadek i zdolnosc oceny wlasnych umiejetnosci oraz mozliwosci roweru, pomyślec o innych użytkownikach dogi, a w trudniejszych miejscach schowac dumę w kieszeń i zejśc z roweru.
Pozdrawiam
Nie wiem czy masz dzieci - czy nie - ale nie jeździ się rowerem z dzieckiem na plecach - jest to karalne. Są odpowiednie foteliki dla dzieci. Tak dla dwulatka to nie ma znaczenia czy woda jest w szambie czy nad morskim okiem. To my dorośli chcemy wrócić do tej miłości jaką obdarzyło nas morskie oko, a dzieci przy okazji pooddychały świeżym powietrzem - u nas w mieście tego brak.Janek pisze: Tak więc Marcello - rower i góry to kiepskie małżeństwo, natomiast rowerzysta i nosidełko z dzieciakiem na plecach to prawie zbrodnia. Dajcie sobie z tym spokój - nic się nie stanie jak pójdziecie z tymi dziećmi do Morskiego Oka trochę później - jak dorosną. A tak nawiasem - czy to wy chcecie odwiedzić te Morskie Oko czy te dwulatki? Podejrzewam, że im jest dokładnie obojętne gdzie na tacie czy mamie pójdą lub pojadą.
Dowiedziałem się jednak bardzo ważnej rzeczy (o której nie wiedziałem), że na drodze do MO jest taki tłok. Ale czy zawsze tam tak jest? Czy tylko w szczycie (szczyt w zakopanym jest chyba cały rok
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Dzieci, powiedzmy, już nie mam. Ale za to co do nosidełek to sam mnie zmyliłeś:marczello pisze:Nie wiem czy masz dzieci - czy nie - ale nie jeździ się rowerem z dzieckiem na plecach - jest to karalne.
Kto to napisał - może ja (a nie Ty)jednak jechanie z dzieckiem w nosidełku nie kusi do tego by puścić hamulce z górki.
(Przyznam się, że jeszcze nie widziałem nikogo kto by tak jechał ale życie wciąż przynosi nowe obserwacje; dla mnie termin "nosidełko" kojarzy się jednoznacznie - to co noszą piesi - choć przyznam, że jak spróbowałem sobie wyobrazić rowerzystę z nosidełkiem to mnie trochę ciarki przeszły gdy wyobraziłem sobie gdzie jest punkt ciężkości)
Świeże górskie powietrze jest również np. w Rabce - natomiast Morskie Oko jest jednym z gorszych miejsc do spacerów z dwulatkami. Problem - "dzieci w górach" był tu wielokrotnie poruszany i zawsze wzbudzał emocje bo zawsze podejrzewano, że to nie tatuś ciągnie dziecko do Morskiego Oka czy też np. nad Czarny Staw Gąsienicowy ale tak naprawdę sam chce tam pójść a nie wie co z dzieckiem zrobić. Poszukaj w starych postach (może Mefistofeles Ci pomoże) to zobaczysz jakie były spory i zobaczysz, że bynajmniej nie byłem w nich "antydzieciowym" ekstremistą.marczello pisze:Tak dla dwulatka to nie ma znaczenia czy woda jest w szambie czy nad morskim okiem. To my dorośli chcemy wrócić do tej miłości jaką obdarzyło nas morskie oko, a dzieci przy okazji pooddychały świeżym powietrzem - u nas w mieście tego brak.
Uważam jednak, że Tatry Wysokie a szczególnie ich zatłoczona polska część nie są dobrą propozycją dla tak małych dzieci.
Polecam Ci natomiast niektóre doliny słowackich Tatr Zachodnich albo Tatr Niżnych, "nieroklinowe" trasy Słowackiego Raju itp czyli miejsca gdzie możecie dojechać rowerem a w miejscu docelowym lub podczas odpoczynków dziecko może się pobawić bez obawy, że gdzieś zleci albo, że zostanie "zadeptane" przez innych turystów. Wielokrotnie też obserwowałem, że maluchy dosłownie były oczarowane słowackimi udostępnionymi i oświetlonymi jaskiniami, szczególnie tymi z Tatr Niżnych w Dolinie Demianowskiej. Dobrze radzę, odpuście sobie to Morskie Oko.
A tak na koniec - Szanowni Rodzice z dziećmi - obojętnie czy na fotelikach czy już swoich samodzielnych rowerach, powiedzcie tak z ręką na sercu czy się nie boicie jeździć po publicznych drogach? Kask kaskiem, to raczej dekoracja, przecież tak naprawdę rowerzysta w "spotkaniu" z samochodem jest dość bezbronny a dziecko szczególnie.
Co innego gdy jest specjalna trasa dla rowerów. Tam, proszę bardzo. Tyle, że u nas z tymi trasami wciąż krucho.
W Koszalinie (gdzie mieszkam) jest taka trasa do Mielna, nad morze. Tylko jeden problem - ode mnie z domu jest około trzech kilometrów i to przez centrum nim do tej drogi dla rowerów się dojedzie. I tu ile razy tam jeździłem rowerem z córkami robił się problem - jechać czy prowadzić. Ja optowałem za prowadzić a one, szczególnie w miarę dorastania, uważały to za coś wstydliwego. W końcu zdenerwowałem się i... sprzedałem rower. Autem może nie było tak zdrowo ale stressu znacznie mniej.
Jestem gorszego sortu...



