Niestety, tegoroczna zima nie rozpieszcza narciarzy. Na nizinach śniegu nie ma wcale, w górach też nie za wiele... Zdecydowaliśmy się wybrać na biegówki do Zakopanego biorąc przede wszystkim pod uwagę względnie dużą ilość śniegu na Podhalu. Po nocnej podróży pociągiem z radością powitaliśmy wyłaniającą się w świetle poranka zimową scenerię, choć już na pierwszy rzut oka było widać, że nie jest to zima taka „jak drzewiej bywało”
Po dotarciu na miejsce udaliśmy się na tradycyjną Forumową kwaterę, szybko przepakowaliśmy i wyruszyliśmy do Doliny Chochołowskiej. W dolnej części droga była raczej mało przyjazna dla narciarzy, ze względu na dość cienką warstwę zmrożonego śniegu. Im wyżej, tym lepiej, choć tak naprawdę niezłe warunki były dopiero na samej Polanie Chochołowskiej (gdzie jednak napotkaliśmy na sporą ilość kolein, nie tylko narciarsko-turowych, ale i samochodowych). Po odpoczynku w schronisku zachciało się nam zjechać w poprzez Polany, co owszem było przyjemną odmianą, nie udało się jednak uniknąć upadków (hmm, jak te narty szybko przyspieszają...). Droga powrotna oczywiście dużo przyjemniejsza, jednak spadek nie jest na tyle duży, żeby narty „same” jechały i trochę kijkami trzeba było popracować. Na Siwej Polanie skręciliśmy w prawo, na zielony szlak, z zamiarem dotarcia jak najdalej w stronę Zakopca. Droga prowadzi w większości łatwym terenem, na ogół po płaskim (no, z jedną „ciekawą” górką). Nasz plan uległ jednak zmianie gdy dotarliśmy na Polanę Biały Potok (jeszcze przed Dol. Kościeliską), na której znajduje się mały wyciąg orczykowy. Jest on zlokalizowany przy dość mizernym stoku, ale właśnie dzięki temu był w stanie przyciągnąć uwagę biegówkowiczów takich jak my (ktoś może pamięta firm „Szpiedzy tacy jak my”?

(zdjęć mało, bo w sobotę było pochmurno, a i śnieg nieco prószył)




















