Kolejne wypadki w Tatrach

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Gość

-#1
Posty: 22
Rejestracja: pn 28 sty, 2008

Post autor: Gość »

gb pisze:A te cytaty - to pochodziły ze wspomnień tego Wielkiego zapewne. Ciekawe, czy pisał te wspomnienia bezpośrednio po tym noclegu, czy kilka lat później... :D

pozdrawiam
gb 8)
A ma to jakieś znaczenie?

Zapewne później, dużo później. Gdyby wtedy miał ten rozum to by do tego najprawdopodobniej nie doszło i nie byłoby o czym pisać. Ale się jednak zdarzyło.

Co więcej, to jeden z nielicznych przedwojennych taterników, którzy dożyli starości. Różnie to bywa.
Gość

-#1
Posty: 22
Rejestracja: pn 28 sty, 2008

Post autor: Gość »

Widocznie opacznie rozumiesz moją "poetykę" jak raczyłeś to nazwać.
(W zasadzie to proszę o wyjaśnienie, co przez to rozumiesz, tak w ogóle, i tak w szczególe).

Epatowanie śmiercią? :( Na Boga, o czym Ty mówisz?

Każda działalność nazwijmy to extremalna, a taką są - nie da się ukryć - wyprawy w góry, niesie pewien procent ryzyka. W zależności od tego, czy są to spacery dolinkami, poprzez masę stanów pośrednich, aż po himalajskie wyprawy zimowe, ten stopień ryzyka zwiększa się. Możemy go zniwelować, ale nigdy nie możemy wykluczyć. Ten, kto nie zdaje sobie sprawy z realnego niebezpieczeństwa utraty życia lub zdrowia, bardziej chyba potrzebuje pomocy psychologa niźli ja?

Chyba, że wychodzisz z założenia że w górach jest zawsze extra i bezpiecznie, wtedy gratuluję dobrego samopoczucia, a ten wątek uważam za niepotrzebny, i postuluję o przeniesienie do kosza.

PS.Zastanawia mnie czy Wy wogóle chodzicie w góry, czy też oglądacie je z Zakopanego lub Smokowca może? Dla własnego bezpieczeństwa oczywiście? A działalność stricte taternicką uskuteczniacie na forum?

PS2.
staszek pisze:I tak no właśnie , jak idziesz na wojnę to możesz zginąć.
Staszek, nie wiem czy zauważyłeś, ale epatujesz śmiercią. Popraw się!
Ostatnio zmieniony pn 11 lut, 2008 przez Gość, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

lukas_12 pisze:Warto poczytać jeszcze raz
Tym bardziej, że relacja Hajzera jest mocno rozszerzona.
I jeszcze krótki filmik TVP3 Kraków na temat tej akcji - http://ww2.tvp.pl/8979,20080210655697.strona
Ostatnio zmieniony wt 12 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 2 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

gb pisze:czym różni się "dwudniowy wypad w taterki" od podkreślonego zdania o przytępianiu uwagi
Na tak postawiony problem, cóż można odpowiedzieć?
Walnąłem się w swe cherlawe piersi i... dalej tęsknie patrzę na w połowie spakowany plecak. Poprawy poważnie obiecać nie mogę, ale trochę się zastanowię.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

gb pisze:Proszę - we własnym zakresie - odpowiedzieć sobie czym różni się "dwudniowy wypad w taterki" od podkreślonego zdania o przytępianiu uwagi. Nawet gdy "wypada się" w piątek wieczór lub sobotę rano z Krakowa...
Jak zwykle grubo przesadzasz, generalizujesz i siejesz popłoch :P

Natomiast co do Pana Hajzera - gdybym spadał z taką lawiną i przeżył to myślę, że powiedziałbym zimowym Tatrom - dzięki, ale odpadam. :think:
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

horolezec pisze:powiedziałbym zimowym Tatrom - dzięki, ale odpadam.
Ani mi w głowie porównywać się z Arturem Hajzerem, i nie mam pojęcia, co bym powiedział po takiej "jeździe w betoniarce".
Pamiętam jednak, że Hajzer już swoje "odpadam" powiedział w 1989 roku po pamiętnej tragedii pod Everestem i akcji na przełęczy Lho La. Zaprzestał wtedy na 15 lat, ale... wrócił.
Tym razem, jak sam mówi, po raz pierwszy w życiu został porwany przez lawinę. Za jakiś czas zapewne opowie o swoich przeżyciach, które przecież muszą mieć czas na ułożenie się, a i sam Hajzer pewnie się z nimi "poukłada". Dał już dowód, że jest raczej mocnej konstrukcji.
Ostatnio zmieniony wt 12 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jestem gorszego sortu...
staszek

-#5
Posty: 843
Rejestracja: czw 03 maja, 2007

Post autor: staszek »

Nauczyłem się, że odkopywanie takiego ciężkiego śniegu, to nie jest prosta rzecz. Ratownicy naprawdę ciężko się napracowali. Było ich 5-ciu. Nie mam upoważnienia do podawania ich nazwisk, ale z mediów wiadomo już, że kierownikiem akcji był Edward Lichota (szef dyżuru tego dnia). Choć byłem już odkopany w ponad połowie, to dalej nie byłem w stanie wyszarpnąć nóg, ruszyć stopą. Każdą stopę, aż po raki trzeba było traktować łopatą. Trochę to trwało, w sumie parę, może paręnaście minut i już byłem na pokładzie śmigłowca.
Włosy mi się zjeżyły :( . Przebieg daje na psyche !
Powtarzam czego się kiedyś nauczyłem : NIE LAZ PO SWIERZYM ALBO NAWIANYM SNIEGU !!!!
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

A ja tak sobie myślę, że obydwaj Panowie przesadzają - każdy na swój sposób.
Oto początek relacji Hajzera na wspinanie.pl:
Artur Hajzer pisze:W dniach 22-23 grudnia 2007 przeszliśmy z Piotrem Pustelnikiem polską część grani Tatr Zachodnich. Zaczęliśmy od Kasprowego (9 rano), a skończyliśmy na Rakoniu (17 wieczorem dnia następnego). Sztuka ta udała się nam więc w 30 godzin, w tym 4 godziny przeznaczyliśmy na sen (mieliśmy ze sobą pełne wyposażenie biwakowe i namiot).

Bardzo nam się ta eskapada spodobała. Wymyśliliśmy sobie, że w ramach "himalajskiego treningu" przed planowanymi wyprawami wiosennymi powtórzymy sobie ten spacer, ale tym razem na lekko, bez biwaku, w systemie non stop, i idąc w odwrotnym kierunku. Obliczyliśmy sobie, że zmieścimy się w 24 godzinach.
9 lutego o godzinie 11.30 przed południem wyszliśmy ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej i przez Grzesia o 15.00 dotarliśmy do Wołowca - pierwszy szczyt w polskiej Grani Tatr. Tym razem oprócz Piotra byli w zespole: Tamara Styś, Darek Załuski i trener lekkoatletyki z katowickiego AWF dr hab. Zbigniew Borek.
Na Starorobociański wchodziliśmy już w ciemnościach i kontynuowaliśmy marsz całą noc. Warunki śnieżne były dobre - dominował twardy zbity śnieg, miejscami beton, jedynie w miejscach nawianych trzeba było torować - maksymalna głębokość do połowy łydki, częściej do kostki. Noc była bezchmurna, ale i bezksiężycowa, więc nie udało nam się uniknąć wpadek orientacyjnych - w sumie na poszukiwania drogi straciliśmy jakieś 2 godziny. Świt zastał nas na Tomanowym Wierchu.
Oni to robili treningowo!
Taki zawód, że kondycję zdobywa się raczej nie na plażowych leżakach w St.Tropez... Fakt, o pewnym przemęczeniu mówił Hajzer w związku z tym wypadkiem, ale jaki trening nie wiąże się ze zmęczeniem?
Nie ma Grzegorzu większego sensu porównywanie zawodowych 24-ro godzinnych rajdów po GGT z amatorską wspinaczką po nocy za kierownicą.
Że jedno i drugie może się źle skończyć?
No...! I to na przykład w obydwu przypadkach już pod Siewierzem, o czym z racji odległości od Zakopanego staram się pamiętać, choć wychodzi mi... różnie.
Natomiast dlaczego by po przygodzie z lawiną mówić zimowej wspinaczce "odpadam"? A czemu nie po pierwszym odpadnięciu na linie? A pierwsza stłuczka samochodowa to mało? W każdym z tych wypadków można się zabić...
Obydwie płaszczyzny nie mają punktów wspólnych - Hajzer pod Ciemniakiem to zawodowiec, a turysta czy wspinacz "wyskakujący" na dwa dni w "taterki" to przecież amator. Gdzieś to już tu pisałem, czym się te dwie grupy w relacjach z górami różnią.
Inna sprawa - brać przykład od zawodowca, jak sobie próbować radzić w razie wypadku...? I tego nasłuchuję z dużą nadzieją.
Ostatnio zmieniony wt 12 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:Trochę szersza relacja Hajzara:
Z tam zamieszczonego zdjęcia (pierwszego - na końcu jest jego niezła analiza) wynika jakby Hajzer wlazł na ten nawis dla zrobienia tego właśnie zdjęcia. Na prawym skraju klatki, za muldą są jego ślady, czyli on przeszedł u podstawy nawisu, a później z jakiegoś powodu na niego wszedł...
Rzecz jasna, to tylko mętne przypuszczenia, bo A.H. wspomina, że szedł po jakichś starych śladach lub w ich pobliżu. W każdym razie jak zawodowy fotografik obszedł pierwszy plan, by nie narobić na nim śladów.
Ostatnio zmieniony wt 12 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

gb pisze:zmęczenie - wszystko jedno z jakiego powodu - to połowa "sukcesu"
A, tu to masz sto tysięcy procent racji!
gb pisze:do czego przygotowują się i co trenują "dwudniowi wypadacze"?
A niczego nie trenują i do niczego się nie przygotowują, bo dla nich Tatry są celem, a nie treningowym boiskiem. Oni są "chorzy na Tatry" i kultywują tę dolegliwość.
Poza tym... różnie. Czasem po prostu nie mają więcej czasu, a czują że muszą się oderwać od monitora - jeśli zostaną w domu, to i tak wrócą do "klepaniny"...
Czasem nachodzi człowieka nieodparty imperatyw by "zajrzeć na chwilkę" do Dolinki Pustej, popatrzeć na "Zorro" pod Szpiglasową albo przejść się ringiem wokół Kościelca i stromo z góry popatrzeć na Cz.St.Gąsienicowy jak pobłyskuje między szeroko rozstawionymi piętami...
Pewno, że to nic nadzwyczajnie rozsądnego, ale uczciwie muszę przyznać, że kilka razy wsiadałem na Wybrzeżu do "Tetmajera" w piątek wieczorem, by wysiąść i z plecakiem lecieć do pracy w poniedziałek rano. To dawało 32 godziny i 25 minut w Tatrach!
Szajba i to mocno poluzowana!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

gb pisze:Tyle, że "wypadając" w Tatry na 4,5 godziny (mój rekord :D ) - 1. nie lecę na Rysy, czy Chłopka (w moim wydaniu raczej Wołowiec lub Wąwóz Kraków
Ja też! Zwłaszcza na Chłopka... nie lecę.
gb pisze:2. nawet jeśli :D to nie robię z tego publicznej martyrologii (ani pod tytułem "inaczej nie mogę - to mnie tłumaczy" ani " patrzcie jakim dzielny - to mnie tłumaczy")...
Ja też! Zwłaszcza publicznej... nie robię.
gb pisze:3. a tym bardziej nie planuję "niespodziewanego dwudniowego wypadu" w maju, konsultując go w lutym na jakimś górskim forum...
Ja też! Zwłaszcza w lutym... konsultując.
gb pisze:4. jak mi się coś "omsknie", lub nie wyjdzie - nie płaczę i nie zwalam na "warunki", "park", "współtowarzyszy"
Ja też! Zwłaszcza na park... gdy się omsknie.
gb pisze:etc...
A tu, to nie wiem na pewno, ale poprzez inerpolację wychodzi mi, że także. Zwłaszcza zaś...

No, tak, ale ja w ogóle nie mam bladego pojęcia, po co tyle tych zastrzeżeń...?
Czy ja Ci Grzegorzu wyglądam na idiotę...?
Hej...! Zaraz, zaraz...
Czyżbym coś przeoczył?
A może znowu nie doczytałem jakiegoś arcyważnego esposee gwiazdy jaśniejącej nam na firmamentu skłonie i ktoś się obrazi, żem mu na odcisk nakukał, chociem winien na ołtarz śród świec, kadzideł i kwiecia wszelakiego na srebrnej tacy wnieść ów... nagniotek, rzecz jasna.
Nic to!
A bo to pierwszy raz?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

założę się, że jak Hajzer był w lawinie to sobie ze smutkiem pomyślał....o q...a, no to teraz w mediach/forach będą mnie "eksperci" obracali.... :))
Facet popełnił błąd...i cała filozofia......czasem bardzo trudno jest określić zasięg nawisu, a przede wszystkim zasięg jego pęknięcia....jeden przejdzie, drugi nie....gdyby pod każdym się nawisy urywały, to mielibyśmy, co miesiąc wiele takowych wypadków...
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

horolezec pisze:gdybym spadał z taką lawiną i przeżył to myślę, że powiedziałbym zimowym Tatrom - dzięki, ale odpadam.
Ty też miałeś w zimowych Tatrach dość poważny wypadek... a jednak nie zrezygnowałeś z zimowego zdobywania szczytów. Z wypadków trzeba wyciągać pewne wnioski, ale nie powinno się przez to rezygnować z największej życiowej pasji.
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Czasem wyciągnięcie wniosków to właśnie rezygnacja.
chief pisze:założę się, że jak Hajzer był w lawinie to sobie ze smutkiem pomyślał....o q...a, no to teraz w mediach/forach będą mnie "eksperci" obracali...
Myślę, że się tym nie przejmuje. Na Brytanie przynajmniej tego nie okazał.
Błąd czy pech. Ważne, że z dobrym zakończeniem.
staszek

-#5
Posty: 843
Rejestracja: czw 03 maja, 2007

Post autor: staszek »

tomek.l pisze:Myślę, że się tym nie przejmuje. Na Brytanie przynajmniej tego nie okazał.
Błąd czy pech. Ważne, że z dobrym zakończeniem.
Jak się jest twardzielem , to do końca . Wyobraźcie sobie że zrobiliście Koronę Himalajów i tu na nagle na spacerze pod Ciemniakiem porwała Was lawina ! Co powiecie : że nic się nie stało
Awatar użytkownika
chief

-#6
Posty: 1083
Rejestracja: sob 26 cze, 2004
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Post autor: chief »

tomek.l pisze:Błąd czy pech. Ważne, że z dobrym zakończeniem.
Amen
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

staszek pisze:Jak się jest twardzielem , to do końca . Wyobraźcie sobie że zrobiliście Koronę Himalajów i tu na nagle na spacerze pod Ciemniakiem porwała Was lawina ! Co powiecie : że nic się nie stało
Akurat Artur Hajzer tak do tego nie podszedł. Wystarczy przeczytać jego raport.
Z resztą nie chodziło o to, że się nie przejmuje zdarzeniem, tylko tym co o tym wypisują na forach czy w mediach.
ODPOWIEDZ